Archiwum kategorii: Wspomnienie – Świadectwo

Ks. bp Józef Zawitkowski: Czy Bóg stworzył koronawirusa?

Była Środa Popielcowa w Roku Pańskim 2020. Ksiądz w kościele posypał mi głowę popiołem i powiedział: Pamiętaj biskup, że jesteś prochem i w proch się obrócisz. Powinienem się obrazić, bo mam swoją godność, i nikt mnie nie będzie obrażał                                     i nazywał – prochem. Nie! Jak to dobrze, że jest taki dzień w roku, że ktoś mi powie prawdę, bez kadzideł, wierszyków, kwiatów i laurek. Prochem jestem, ale wiem,
że w tym glinianym naczyniu swojego ciała, noszę tchnienie Boga, a to tchnienie nie umiera.
Non omnis moriar, (Wergiliusz), a Mickiewicz powie mi inaczej: Czymże ja jestem przed Twoim obliczem, prochem i niczem, ale gdybym Tobie moję nicość wyspowiadał, ja proch, będę z Panem gadał. Ja wiem o tym, że z Boga i w Bogu
jest moja wielkość: Czymże jest człowiek, że o nim pamiętasz, albo Syn Człowieczy,
że o nim masz pieczę. (Ps 8,15) Oczywiście mnie niewiele mniejszym od aniołów.
Czym się Panu odpłacę, a wszystko co mi wyświadczył? Dziękuje Ci, Boże,
żeś mnie tak cudownie stworzył i w swoje dzieło tyle cudów włożył. Człowieku,
gdybyś wiedział jaka Twoja władza, że o każdą myśl Twoją walczą szatan i anioły…
Czy Ty w piekło uderzysz, czy w niebo zaświecisz? (A. Mickiewicz)

Jestem dla siebie wielką tajemnicą i niespokojne jest moje serce, dokąd nie spocznie                  w Panu. (Augustyn) Wirus – to jakiś dla nas znak!

***

A w tę właśnie środę dochodziły z daleka i nie śmiało głosy, że gdzieś daleko
jest śmiertelna choroba, którą przynosi jakiś koronawirus. Przychodzą więc człowiekowi do głowy różne myśli: To dlaczego Pan Bóg stworzył takie śmiercionośne stworzonko?
Szukam odpowiedzi. Czytam więc Księgę Rodzaju i przy każdym dniu stworzenia
jak refren powtarza się wers: I zobaczył Bóg, że było dobre. I zobaczył Bóg, że wszystko, co stworzył, było bardzo dobre. (zob. Rdz 1,1-31)

A człowieka uczynił Bóg z mułu ziemi, ale na Swój obraz i Swoje podobieństwo. (Rdz 1,27)

Stał się grzech. Przez grzech przyszła śmierć i wszystko, co do niej prowadzi.
Z ziemi jestem wzięty i do ziemi wrócę, ale nie wszystek umrę, bo noszę w sobie
tchnienie Boga, a to jest wieczne.

***

Mówię to wszystko dlatego, że mówienie o śmiercionośnym koronawirusie stało się rzeczywistością. Piszę to w dniu 12 marca br. w Polsce są zarażone 44 osoby, jedna zmarła. Wszystko stało się groźne, wszyscy musimy być roztropni i nawzajem za siebie odpowiedzialni.Ogłoszono już pandemię, bo epidemia objęła cały świat. Najbardziej cierpią Włosi.
Ponoć zlekceważyli zakaz zgromadzeń, a studenci i szkolniaki zamknięcie szkół
potraktowali jako ferie.
Roznieśli więc zarazę. Wirus dotarł i do Watykanu. Zamknięto kościoły, nawet Papież
schronił się za telebimem.
I co na to Pan Bóg? Widzi i milczy? To jeszcze za wcześnie na odpowiedź.
Co nam mówi o tym Pismo Święte? W Księdze Liczb jest opisane takie wydarzenie:
Żydzi szemrali przeciw Bogu i przeciw Mojżeszowi: Po coście nas wyprowadzili
z Egiptu? Żebyśmy wyginęli tu na pustyni? Totalna opozycja. I zesłał Bóg na nich
węże jadowite… zginęło bardzo dużo Izraelitów. Prosili więc Mojżesza:
Wstaw się za nami, żeby Bóg oddalił od nas karanie, bo szemraliśmy przeciw Bogu.

Mojżesz zawsze wstawiał się za wybranym narodem. Ocal nas. Przecież nie wyprowadziłeś nas z domu niewoli po to, aby nas wytracić? Jesteśmy przecież Twoim narodem. Nie wydaj na zatracenie swojego dziedzictwa. Wtedy Bóg rzekł do Mojżesza: Sporządź węża i zawieś go na palu. Każdy kto spojrzy na węża będzie ocalony. (Lb 5,15) I tak było. Jest Wielki Post i czytam w Ewangelii Janowej:
Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni tak trzeba, aby i Syn Człowieczy był wywyższony, a każdy kto spojrzy na Niego z wiarą będzie miał życie wieczne. (por. J 3,14-17) Coś mi to mówi.

***

Bardzo wiele starań ponieśli: prezydent, premier, minister zdrowia, minister obrony, oświaty, kultury, administracji, cała służba zdrowia, straż graniczna i inni.
Bóg Wam zapłać. Zmęczeni jesteście. Modlimy się za Was. Bóg wasz los odmieni ku dobremu. Chyba wszyscy Polacy poczuli się odpowiedzialni za siebie i innych.
Odwołano wszystkie zgromadzenia, imprezy, szkoły, kina, teatry. Ludzie wykupili żywność. Dobrze! Niech im starczy na długo, niech będą spokojni. Ale totalna opozycja choć podpisała ustawę sejmową ma za złe rządowi, że za późno, że za mało
i wszystko źle.
Kiedy ty zmądrzejesz, głupia panno? I co będzie dalej? Ktoś ze znających sprawę mówi, że to dopiero się zaczęło. A co na to Kościół? Podziwiałem mądrość Rządu
że na początku żaden z ministrów nie wydał zakazu odnośnie zgromadzeń w kościołach. Premier prosił o modlitwę i czekał na decyzję biskupów. Mądre są zalecenia Episkopatu: możemy korzystać ze Mszy radiowych, telewizyjnych,
księża zwiększą ilość Mszy Świętych, aby były mniejsze zgromadzenia wiernych,
znak pokoju przez skłonienie głowy. Komunia Święta na rękę, a to już rodzi pytanie:
Czy to Pan Jezus jest nosicielem wirusa? Dziękujemy Przewodniczącemu Episkopatu
za mądre orędzie. Tak mówią prorocy i kapłani Boga.

**Jestem starcem, schorowanym, wybudzonym ze śpiączki, mogę więc spokojnie myśleć, słuchać, dziwić się i obawiać. Mogę modlić się z tymi, co się modlą,
patrzeć na przerażenie bezbożnych, modlić się za tych, co służą tak ofiarnie,                                      a z nadzieją. Wołam więc samotnie: Święty Boże… Od powietrza, głodu, ognia i wojny
wybaw nas, Panie! Spostrzegam jak inne jest myślenie ludzi współczesnych
od myślenia ludzi, co żyli przed nami. Stoi w Łowiczu krzyż, który przypomina epidemię cholery. Jest w Żychlinie – cmentarz choleryczny, znana była epidemia dżumy, tyfusów i innych zakaźnych chorób. Ludzie współcześni mają zaplecze całej służby zdrowia. Słuchają zaleceń znawców zagadnienia. Byłem zbudowany troską
radia i telewizji i modlitwą wiernych. Tylko trzecia osoba w państwie potrafi ominąć wszystkie zalecenia i być ponad prawem. A to więcej niż grzech, to wstyd.

Ojcowie nasi mieli większą wiarę i większe w Bogu zaufanie niż my.
Opozycja mi powie: bo byli ciemni i głupi. Nie, byli od nas lepsi! Dziś bezbożni przejęli rządy nad światem. Usiłują decydować o życiu, o śmierci, o dobrem i złem.
A ostrzegał Bóg: Nie dotykajcie drzewa życia, bo umrzecie! (por. Rdz 2,17)
Grzechy Sodomy chcą uczynić prawe. Procesje bezbożne, profanacje krzyżów, ołtarzy,
obrazu Matki Bożej i bluźnierstwa przeciw Bogu i Jego Świętym. Może wystarczy.
Straszne zło ogarnęło ziemię. Czyżby Bóg jeszcze raz żałował, że stworzył człowieka? (por. Rdz. 6,7) To musiało się kiedyś tragicznie skończyć, bo aniołowie zła są po to,
aby zniszczyć każde dzieło Boga i to największe – człowieka. Grzech człowieka jest źródłem wszelkiego zła. A grzech nasz stał się ogromny! A ja mam mądrość
Świętej Żydóweczki Edyty Stein: Człowiek bezbożny, to osobowe, intelektualne
nieszczęście. To przecież widać, słychać i czuć przez szkło telewizora.
Bezbożni powiedzą: To Wasza Święta. Nauka mówi inaczej. To mam bezbożnego
który mówi tak o człowieku: Wychowajmy najpierw człowieka, bo gdy zaczniemy od polityki, to wychowamy politycznie uświadomioną bestię. (Igor Newerly)

A ja takich politycznie uświadomionych bestii bardzo się boję. Przez nich tyle zła na świecie. Człowiek człowiekowi zgotował ten los. Jeśli Bóg nie stworzył koronawirusa to kto? Nie wiem. Politycy wiedzą, nawet o tym jawnie mówią. Ja tylko wiem dlaczego była ptasia grypa. Spalono wtedy tysiące polskich farm drobiu. Była też świńska grypa, aby do dołów poszły tuczniki wielu naszych hodowli. Więc skąd koronawirus?
Może ktoś świadomie, albo z głupoty otworzył puszkę Pandory, aby rzucić na kolana
światową gospodarkę i światu pokazać, że i w Grenadzie też zaraza. Będą wiedzieć
ci co przeżyją. I już wiadomo. A ja dalej pytam, co Kościół na to? Wolę patrzeć na tych z przeszłości, co wiarę mieli większą niż dżuma i cholera. Mądry jest Kościół
Matka moja, a co z wiarą? Święty Kardynał Boromeusz biskup Mediolanu w czasie zarazy nie zamykał Katedry, ale w procesji z Najświętszym Sakramentem obchodził miasto z modlitwą. Przebacz, Panie przebacz, ludowi Twojemu, a nie bądź zagniewany na nas na wieki. I Bóg wysłuchał. W czasie chorób zbiorowych kościoły stawały się szpitalami, a święte siostry, święci bracia narażali życie, aby chorzy
mogli umierać jak ludzie. Siostro! Ja bym tego za milion dolarów nie robił.
Bo pan jest bezbożny, a ja wierzę w Boga. O mój Święty Rochu, święty Szymonie                                  z Lipnicy, Ojcze Damianie, Ojcze Bejzymie, Święta Tereso z Kalkuty, Siostry Szarytki.
Rzućcie jeszcze raz z samolotu tysiące cudownych medalików, aby ocalony był Paryż. Matko Boska Łaskawa, Święty Andrzeju Bobolo, błogosławiony Władysławie                                        z Gielniowa! Pod kolumną Zygmunta, na Placu Zamkowym uklękła wtedy Warszawa wierzących i śpiewała z wiarą: Święty Boże, Święty Mocny, Święty a Nieśmiertelny…                        Od powietrza, głodu ognia i wojny – wybaw nas . Krzyża Nowego Sącza, Was to Bóg wysłucha. Zlękli się zarazy i ludzi Kościoła. Słusznie, ale trzeba spytać: Gdzie się podziała nasza modlitwa, co czyniła cuda? Przestaliśmy się modlić. Za mało się modlimy, źle się modlimy! Pominęliśmy Boga, staliśmy się podobni do bezbożnych.
A gdybyśmy się nawrócili jak Niniwici, czyż Miłosierny nie zlitowałby się nad nami?
Na pewno tak! Tu trzeba naprawdę uwierzyć, że Bóg może nas ocalić. Jesteśmy sanitarnie, administracyjnie liturgicznie w miarę poprawni, ale to dziś nie wystarczy.
Zachowanie liturgicznej ostrożności, to za mało. To nie Pan Jezus roznosi wirusa.
Trzeba mieć czyste serce i czyste ręce. I nie bójcie się! (Mt 14,27) Nie wystarczą poprawne paciorki, litanie i koronki. Tu trzeba żebrać, tu trzeba krzyczeć i kołatać,
żebrać, krzyczeć i kołatać, ale z wiarą ewangelicznej Syrofenicjanki i Kananejki.

Jezu, a jeśli mnie nie wysłuchasz to się poskarżę Twojej Matce. Tu trzeba nam ludziom epidemii uklęknąć, nawrócić się, nie udawać niewierzących.

Trzeba się wyspowiadać przed Bogiem i przed ludźmi. Moja bardzo wielka wina!
Czy Bóg wysłucha? Wysłucha. Kto z Was się Mnie dotknął? (Mk 5,30) Wiara Twoja Cię uzdrowiła. (Mk 10,52) Pozwól szczeniętom zebrać okruchy spod stołu ich panów.
Ja takiej wiary wśród Was nie widziałem. (Mt 8,10) Taka wiara góry przenosi.
Taką wiarą wzruszy się Bóg. Polacy posłuchali nakazu. Na Mszach Świętych było mniej niż 50 osób. A mnie przychodzi do głowy Abrahamowe targowanie się z Bogiem: A jeśli będzie 10-ciu sprawiedliwych ocalisz to miasto? Tak! Nie było dziesięciu. I to pomoże?

Pomoże, bo ludzie staną się lepsi, a może przestaną plwać na siebie i żreć jedni drugich, (por. A Mickiewicz) a może przypomną sobie, że jednego mamy Ojca w niebie, a matką jest nam ziemia miła, co nas zbożem swoich pól jak mlekiem wykarmiła.                                              (M. Konopnicka) a może przypomną sobie, że tu królową jest sama Matka Boża                                    i wyproszą, aby i teraz był Cud nad Wisłą. a Ona niech okazała, że jest Matką.

***

Z potrzeby serca dzielę się z Wami wiarą, modlitwą i nadzieją. Bracia Czcigodni!
Jest Wielki Post. Spójrzcie na krzyż z wiarą, a będziemy ocaleni. Umrze wirus,
a zmartwychwstanie Chrystus, Zwycięzca zła i śmierci. I będzie Wielkanoc,
a w czerwcu stanie w aureoli świętości Wielki Prymas Tysiąclecia i powie bezbożnym:
Non possumus! a nam, którzy ocaleli powie: Kocham Was więcej niż własne serce!
bo Nic nad Boga (W. Poll) i Któż jak Bóg? Zatęsknią ludzie za Komunią Świętą.
To są znaki czasu, trzeba nam je rozpoznać. A Duch Boży odnowi oblicze ziemi.
Patrzcie jak się zmienia! (por. C.K. Norwid) i będzie nowa ziemia i nowe niebo,
bo dawne rzeczy przeminęły. Ucałuje się sprawiedliwość i pokój i wierność z ziemi wyrośnie. (por. Ps 85) Niech no tylko zakwitną ogrody. Amen.

 

Ostańcie z Bogiem – Ludzie Kochani!

Łowicz, 12.03.2020r.

Odszedł wielki Pasterz, Ojciec i Patriota … śp. Ks. Bp Stanisław STEFANEK TChr.,

 

Jeszcze w noworoczny dzień długo rozmawialiśmy o Ojczyźnie, rzeczywistości Kościoła, o kapłaństwie i trudach dnia codziennego … Biskup Stanisław nie użalał się na swój stan zdrowia, jak zawsze był pogodny, podtrzymywał na duchu i wskazywał „drogę działania i posługi”. Od wielu lat, gdy tylko byłem w potrzebie, gdy było mi ciężko i źle, zawsze mogłem liczyć na radę, wsparcie i otuchę bpa Stanisława. Nigdy nie odmawiał rozmowy, nawet na trudne i unikane przez innych tematy, zawsze miał czas i dobre słowo. Wysłuchując starał się nieść realną pomoc. Ze wzruszeniem wspominam nasze kilkudniowe spotkania w Lubinie w parafii św. Maksymiliana Kolbe, w diecezji legnickiej, w czasie rekolekcji wielkopostnych, każdego wieczoru po nieszporach, bp Stanisław mówi do mnie: „Dariusz idziemy do ciebie na ziarenko kawy, tudzież listek herbaty i będziemy debatować o Polsce i Kościele”. Zaiste, to były długie, wyjątkowe i pouczające „wieczorne Przyjaciół rozmowy” …
Będzie mi bardzo brakowało tych pasterskich rad, uwag i podpowiedzi, które zawsze były dla mnie prawdziwym drogowskazem na kapłańskiej drodze życia. Później ks. bp Stanisław jeszcze raz mnie odwiedził, 5 lutego ubr. i wygłosił homilię w czasie mojego srebrnego jubileuszu kapłaństwa.
Biskup Stanisław był wyjątkowym kaznodzieją, wybitnym erudytą i doskonałym oratorem. Jego homilie i kazania były zawsze treściwe, głębokie i niosły przesłanie. Ja zaś w gronie przyjaciół i kapłanów zawsze dobitnie zaznaczałem, że ks. biskup Stanisław to jest nasz „współczesny ks. Skarga”!
Gdy od ok. 2 tygodni był już w szpitalu w Lublinie, również byliśmy w kontakcie, w jednym z ostatnich sms-ów napisał mi: „módlmy się żarliwie za Kościół Święty i za Ojca Św.”! Biskup Stanisław, jako następca apostołów bezgranicznie był zakochany w Kościele Chrystusowym, namiętnie kochał Ojczyznę – Polskę, zawsze był obrońcą i promotorem Prawdy, rodziny i człowieka.
Nadszedł 17. dzień stycznia, przed godz. 18.00, w czasie mojej kolędowej posługi rozdzwoniły się telefony i otrzymałem kaskadę sms-ów, jeden z nich odczytałem od ks. bpa Ryszarda Karpińskiego: „Dariusz, zmarł w Lublinie nasz Przyjaciel, biskup Stanisław Stefanek”! Nogi mi się zatrzęsły, załamał się głos, a łzy same spadły po policzku …
Boże, dlaczego teraz? Dlaczego odchodzi mądry, światły pasterz Kościoła i odważny Świadek Chrystusa w czasie, gdy bardzo potrzebny jest Jego jasny i mocny głos pasterski, gdy niezbędna jest Jego nieugięta i bezkompromisowa postawa dla współczesnych dziejów naszej Ojczyzny i dla „rozkołysanej łodzi Kościoła”, w czasach, w których inni milczą i lękają się krytyki środowisk lewackich i libertyńskich.
Ksiądz biskup Stanisław nieustannie troszczył się o krystaliczny ewangeliczny przekaz, jasne pouczanie rodaków i głoszenie zdrowej, jednoznacznej nauki Kościoła.
In omnibus Christi” czyli „We wszystkim Chrystus” – tak brzmiało Jego zawołanie biskupie, które miał zapisane w herbie i którym kierował się w całym pasterskim życiu i posługiwaniu. Taki też tytuł nosi Jego wyjątkowa książka, którą wszystkim z serca polecam i na podstawie której można wyrobić sobie osobistą ocenę tego wspaniałego i wyjątkowego Biskupa i Człowieka.
Tak – „We wszystkim Chrystus” tu na ziemi i teraz w Niebie!
Umiłowany Biskupie Stanisławie, pamiętaj o nas z wysokości Nieba i spoczywaj w Pokoju!

ks. Dariusz W. Andrzejewski

Spotkałem Świętego … Wspomnienia z lat 70-tych z rodzinnego Wągrowca.

Zapowiedź długo oczekiwanej beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia, Stefana Kardynała Wyszyńskiego w przyszłym roku ucieszyła mnie bardzo i ożywiła wspomnienia, jakie z postacią tego Wielkiego Polaka i Księcia Kościoła osobiście wiążę. Nie ukrywam, że Prymas Wyszyński, jest moim duchowym Ojcem i Mistrzem Chrystusowego Kapłaństwa, z którego wielkiej spuścizny duszpasterskiej staram się nieustannie czerpać, jako kapłan z 26-letnim stażem.
Miałem dar i zaszczyt wielokrotnie spotykać Księdza Kardynała w moim rodzinnym Wągrowcu, gdy już jako mały chłopiec zacząłem aktywnie uczestniczyć w życiu lokalnego Kościoła – mojej parafii.
Był grudzień 1971 roku, zaraz po Świętach Bożego Narodzenia przeżywaliśmy kolędę – duszpasterskie nawiedzenie rodzin. Z kolędową wizytą przybył do naszego rodzinnego domu ks. prałat Zenon Willa, proboszcz parafii poklasztornej i dyrektor Archidiecezjalnego Domu Księży Emerytów im. Ks. Jakuba Wujka w Wągrowcu (1968-1984). Po wspólnej, rodzinnej modlitwie i odśpiewaniu kolędy, ksiądz prałat przywołał mnie do siebie, abym mu wyrecytował „Wierzę w Boga” i „Ojcze nasz”. Miałem wtedy 5 lat i widocznie dobrze zdałem swój pierwszy „mały egzamin”, gdyż ksiądz prałat stanowczym głosem stwierdził „w najbliższą niedzielę razem z bratem Irkiem przyjdziesz do klasztoru na 12.15 i będziesz ministrantem”!
Tu wszystko się zaczęło, tu zostałem ochrzczony, przyjąłem I Komunię Świętą, sakrament bierzmowania, tu się wychowywałem, tu uczęszczałem na katechezę, spotykałem dobrych i szlachetnych kapłanów … Mury klasztoru pocysterskiego stały się moim drugim domem, gdyż całe moje dzieciństwo, lata dorastania, młodość – prawie każdego dnia tygodnia spędzałem w klasztorze. Poznałem tu każdy zakątek, każdą przestrzeń kościoła i klasztoru od strychu po katakumby pod ołtarzem głównym. A gdy doskwierała sroga i mroźna zima, to zachęcony i przy aprobacie dobrego i troskliwego ks. prałata Zenona Willi, mogłem nawet przenocować nie jeden raz w klasztorze pocysterskim, gdyż do rodzinnego domu miałem ponad 3,5 km. zaśnieżonej drogi.
Jakby dopełnieniem tego wszystkiego były święcenia kapłańskie, których udzielił mi w rodzinnej parafii poklasztornej w Wągrowcu, ks. bp Bogdan Wojtuś, w sobotę 05 lutego 1994 roku, nazajutrz zaś, w niedzielę 06 lutego 1994 roku w tym samym kościele poklasztornym odprawiłem Kapłańskie Prymicje, a homilię prymicyjną wygłosił mój dawny Wychowawca i Przyjaciel Domu – moich Rodziców, ks. infułat Zenon Willa, już jako proboszcz Bazyliki Prymasowskiej w Gnieźnie.
W Domu Księży Emerytów w Wągrowcu (1968 – 1997) posługiwało zawsze kilkanaście Sióstr Elżbietanek z Prowincji Poznańskiej. W latach 70-tych XX wieku przełożoną wspólnoty zakonnej była s. M. Hiacynta Maciejewska CSSE, koleżanka z ławy szkolnej ks. bpa Jana Czerniaka. Przez długie lata na furcie klasztornej posługiwała dobrotliwa s. M. Bonawentura, a lubianą i szanowaną przez dzieci i rodziców była nasza katechetka, s. M. Bożena Chermuła CSSE. W latach 70-tych w Domu Księży Emerytów przebywało ok. dwudziestu kapłanów seniorów z archidiecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej.
Należy także podkreślić, że Archidiecezjalny Dom Księży Emerytów w Wągrowcu był jednym z pierwszych w tamtych latach w Polsce, został erygowany 23 kwietnia 1968 roku przez J. Em. ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski, który później tak wspominał: „Największą radością po odbudowującej się katedrze jest dla nas Wągrowiec. Dużo już słyszałem o Domu Zasłużonych Kapłanów w Wągrowcu, ale to, co zobaczyłem, przewyższa moje pojęcie”.
Stefan kard. Wyszyński, Prymas Tysiąclecia często i chętnie odwiedzał Wągrowiec, a szczególnie Dom Księży Emerytów. Czynił to m.in. w towarzystwie bpa Lucjana Bernackiego, bpa Jana Czerniaka, bpa Jana Michalskiego lub swego kapelana i osobistego sekretarza, ks. prałata Józefa Glempa, byłego wikariusza parafii poklasztornej w Wągrowcu i prefekta miejscowego Liceum Pedagogicznego, a w drugiej połowie lat siedemdziesiątych ks. prałata Bronisława Piaseckiego.
Ksiądz Prymas Wyszyński odwiedzał Wągrowiec i klasztor pocysterski przynajmniej dwa razy w roku. To dzięki tym częstym wizytom i osobistej decyzji ks. prałata Zenona Willi, już pod koniec stycznia 1972 roku mogłem witać na furcie klasztornej ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski, który zwyczajowo przebywając w tym czasie przez tydzień w Gnieźnie, nawiedzał kapłanów seniorów w Domu Księży Emerytów w Wągrowcu. Do tego powitania wyjątkowego Gościa i naszego Arcypasterza, skrupulatnie przygotowała mnie moja pierwsza katechetka, siostra Bożena, musiałem być ubrany w białą koszulkę, kołnierzyk zawiązany czarną aksamitką i granatowe spodnie. W rękach trzymałem biało-czerwone goździki i często miałem przypominane, by przy powitaniu bukiet poprawnie trzymać kwiatkami do góry. Było chyba wczesne popołudnie, cierpliwie siedziałem na furcie klasztornej, a troskliwa siostra Bonawentura zrobiła mi gorącą i słodką herbatę z miodem, na dworze było sporo śniegu i lekki mróz.
Zapamiętałem dobrze, jak siostra Bonawentura otrzymawszy telefon z Kurii w Gnieźnie, że Ksiądz Prymas już jedzie do Wągrowca, szybko pobiegła na górę klasztoru, by powiadomić Dyrektora Domu, ks. prałata Willę. Po jakimś czasie ks. prałat w towarzystwie kilku kapłanów seniorów i siostry przełożonej Hiacynty zeszli na parter. Ja z każdą chwilą miałem większą tremę i czułem, jak drżą mi kolana. Po dłuższym oczekiwaniu przed furtę klasztorną powoli nadjechał duży, czarny samochód (nie pamiętam marki), może to była czarna „Warszawa”?
Pamiętam za to, trochę przez mgłę cząstkę pewnego wierszyka, który mnie wtedy nauczyła s. M. Bożena: Księże Prymasie, co dzień trwamy na modlitwie i wspominamy Ciebie. Zawsze prosimy szczerze i Jasnogórska Pani nas wysłuchała, bo wielkiego kardynała nam przysłała. Proszą o to małe dzieci, które Cię kochają i w modlitwie nigdy nie zapominają. Wręczyłem bukiet kwiatów, a Ksiądz Prymas coś do mnie powiedział i przytulił mnie „twardą, ojcowską prawicą” do swojej piersi …
Pamiętam, iż tamtego styczniowego wieczoru z dziecięcym przejęciem i z wypiekami na twarzy opowiadałem moim rodzicom, jak pierwszy raz w życiu widziałem Prymasa Polski i później długo nie mogłem zasnąć …
To było wielkie wzruszenie, wyjątkowe przeżycie, moje pierwsze spotkanie Wielkiego Prymasa Tysiąclecia na Ziemi Wągrowieckiej, w moim rodzinnym klasztorze pocysterskim, które na zawsze wpisało się w moim sercu i w mojej pamięci. Dzisiaj, po upływie kilku dekad, gdy tylko wspomnę tamte chwile sprzed lat, to „oczyma serca” mogę dokładnie odtworzyć całe to historyczne wydarzenie …
Te wyjątkowe spotkania z Wielkim Pasterzem, Ojcem Kościoła i Prymasem Polski powtarzały się później wiele razy, przynajmniej dwukrotnie każdego roku. Dobrze również pamiętam majowe dni w 1973 roku, gdy w murach pocysterskiego klasztoru w Wągrowcu, zorganizowany został Kongres Biblistów Polskich. W kongresie oprócz ponad siedemdziesięciu biblistów uczestniczyli; ks. kard. Stefan Wyszyński, Prymas Polski, ks. kard. Karol Wojtyła, metropolita krakowski, ks. abp Antoni Baraniak, metropolita poznański, sufragani gnieźnieńscy – ks. bp Lucjan Bernacki, ks. bp Jan Czerniak oraz ks. bp Tadeusz Etter, sufragan poznański. Wszyscy dostojni goście i profesorowie bibliści obradowali w części północnej klasztornych krużganków na parterze, przylegających do kościoła, stół prezydialny, przy którym zasiadali ksiądz Prymas i ks. kardynał Wojtyła ustawiony był przy schodach wejściowych na piętro do mieszkania ks. prałata Zenona Willi.
Każdy kolejny przyjazd ks. Prymasa do Wągrowca, mogłem doświadczać z bliska, gdyż stało się to prawie zwyczajem, gdy byłem już uczniem w starszych klasach szkoły podstawowej, a uczęszczałem do wągrowieckiej „Trójki”, sąsiadującej przez płot z klasztorem pocysterskim. Gdy tylko spodziewana była wizyta ks. Prymasa w Wągrowcu, siostra Bożena przybiegała do szkoły i zawsze jakoś udawało się jej mnie zwolnić z lekcji, abym mógł na furcie klasztornej przywitać naszego Arcypasterza i wręczyć mu bukiet kwiatów. Po latach dowiedziałem się nawet, że owe „tajne zwolnienia” siostra Bożena „załatwiała” u dobrych i szlachetnych moich nauczycielek; pani Zofii Sokołowskiej, pani Barbary Frankowskiej, pani Krystyny Majsner, czy też pani Elżbiety Klockowskiej-Paulus. Jeszcze jedną ciekawą sprawą był zawsze uprany, wyprasowany i przygotowany mój „strój galowy”, który siostra Bożena asekuracyjnie przechowywała w szafie swojej salki katechetycznej.
Przez całą dekadę, aż do ostatniego przybycia przed śmiercią ks. kard. Stefana Wyszyńskiego do Wągrowca, a było to w lutym 1981 roku, miałem niezasłużony dar i łaskę Spotykania Świętego Pasterza, Ojca i Wielkiego Prymasa Polski … Ostatnie szczególne wspomnienie jest jakby swoistym testamentem, który zostawił mi przyszły Święty Prymas. Ksiądz Kardynał był już chory i słaby, w czasie lutowego powitania w 1981 roku, a byłem już 15-letnim młodzieńcem, gdy witałem Go w bramie furty klasztornej, tradycyjnie przytulił mnie do ojcowskiej piersi i zapytał mnie wtedy: powiedz mi, kim będziesz w życiu? Ja niestety nie potrafiłem wydusić z siebie żadnej odpowiedzi, tak byłem zaskoczony i zestresowany, miałem tylko łzy w oczach. Te prymasowskie słowa po dzień dzisiejszy pobrzmiewają mi w uszach i sercu … Prawdą jest także, że od tamtej chwili coraz częściej rozmyślałem o powołaniu kapłańskim.
Dzisiaj muszę także wyznać, iż już po śmierci Prymasa Tysiąclecia, gdy tylko Metropolitalna Kuria Warszawska wydała modlitwę o beatyfikację do prywatnego odmawiania (z dnia 24.06.1983r.) codziennie ją włączałem do osobistej modlitwy: „Pokornie Cię błagam, Boże, udziel mi za wstawiennictwem Stefana Kardynała Wyszyńskiego tej łaski, o którą Cię teraz szczególnie proszę …” – o dar powołania kapłańskiego … A dzisiaj, już po ćwierć wieku posługi kapłańskiej nadal proszę Sługę Bożego Stefana Kardynała … o świętość Chrystusowego kapłaństwa. Zwracam się również za wstawiennictwem Sługi Bożego Prymasa Tysiąclecia w każdej innej potrzebie, trosce i prośbie, z którymi przychodzą do mnie moi bliscy, a nawet penitenci.
Głęboko wierzę, że ten Święty Prymas nie zostawi nas samych i u Tronu Bożego Miłosierdzia wyprosi nam wszelkie potrzebne łaski … Sługo Boży Stefanie Kardynale – módl się za nami.

Ks. Dariusz W. Andrzejewski
Wągrowiec-Zgorzelec ‘ 28 października 2019 r. – w 63. rocznicę uwolnienia Prymasa Tysiąclecia z uwięzienia w Komańczy i powrotu do Warszawy.