Archiwum kategorii: Wspomnienie

Dziękujemy za dar majowych dni !

20180529_190903

Czekaliśmy wiosny, czekaliśmy na maj, a tu już przychodzi nam go pożegnać. Jeszcze mamy w nozdrzach zapach bzu, konwalii, rzepaków, jeszcze cieszy nas kwitnąca i pachnąca akacja, jaśminowiec. Minęła rocznica 3.Majowej Konstytucji, wspominaliśmy rocznicę urodzin Św. Jana Pawła II, dzieliliśmy radość dzieci pierwszokomunijnych, dziękowaliśmy naszym Matkom w dniu ich święta. Na majowych nabożeństwach, tekstem dziewiętnastowiecznej pieśni maryjnej, autorstwa jezuity Karola Antoniewicza, chwaliliśmy łąki umajone, góry, doliny zielone, cieniste gaiki, źródła i kręte strumyki. Tak ten czas szybko mija; chciałoby się, aby maj trwał cały rok, ale nie można mieć wszystkiego. Jednak najważniejszym jest fakt, że za 11.miesięcy znów go powitamy. Reaktywowana w pewien sposób idea plenerowych nabożeństw majowych – inicjatywa naszych oo. Paulinów – spotkała się z oczekiwanym zainteresowaniem parafian. Tak było w Rudniczynie, Bobrownikach, Bartodziejach, Rudniczu i na wągrowieckiej Osadzie. Przesłanie płynące z treści tej jezuickiej pieśni, właśnie w plenerze mogliśmy dogłębnie przeżywać i cieszyć się pięknem przyrody i otaczającego nas środowiska. To właśnie w takim otoczeniu, w blasku promieni słonecznych, owiani zapachem pól, łąk, zauroczeni śpiewem ptaków, swym uczestnictwem dziękowaliśmy Stwórcy za ten wyjątkowy majowy dar. Tekstem Loretańskiej Litanii prosiliśmy Najświętszą Maryję Pannę o modlitwę za nas. To właśnie u Niej, Bożej Rodzicielki, Matki Chrystusowej, tej najczystszej, najśliczniejszej i niepokalanej Dziewicy Wniebowziętej, odnajdujemy w maju nadzieję na wysłuchanie naszych próśb i łaskę nieustającej opieki. Bo choć „Ona dzieł Boskich koroną, nad Anioły wywyższoną, choć jest Panią niebios, ziemi, nie gardzi dary naszemi”. I z tą nadzieją, nieśliśmy Jej w darze te nasze majowe modlitwy, ufni w Jej macierzyńską opiekę. Dziękujemy Wszystkim za wspólną modlitwę, a także tym, którzy te nasze majowe zgromadzenia ubogacili przygotowanym poczęstunkiem.

Janusz Marczewski

Zaproszenie na Mszę św. dziękczynną z okazji setnej rocznicy święceń kapłańskich bł. Michała Kozala, Biskupa i Męczennika

bp Kozal 

Drodzy Diecezjanie!

Dnia 24 lutego br. (sobota) będziemy uroczyście obchodzili 100. rocznicę święceń kapłańskich bł. Michała Kozala, Biskupa i Męczennika. Podczas Mszy św. sprawowanej w bazylice prymasowskiej w Gnieźnie o godz. 12.00 pod moim przewodnictwem homilię wygłosi ks. bp Jan Tyrawa, ordynariusz diecezji bydgoskiej. Na tę uroczystość przybędą również pozostali księża biskupi z Metropolii Gnieźnieńskiej oraz delegacje kapłanów i alumnów z archidiecezji gnieźnieńskiej, diecezji bydgoskiej i diecezji włocławskiej.
Zapraszam Was, Drodzy Diecezjanie, do Gniezna do udziału we wspólnej modlitwie dziękczynnej za dar kapłaństwa bł. Michała Kozala, ojca duchownego i rektora naszego seminarium, a także do modlitwy błagalnej o nowe powołania kapłańskie i zakonne. Szczególnie liczę na udział przedstawicieli parafii, którym patronuje bł. Michał Kozal oraz członków Stowarzyszenia Wspierania Powołań Kapłańskich Archidiecezji Gnieźnieńskiej.

W oczekiwaniu na wspólne świętowanie

† Wojciech Polak
Arcybiskup Metropolita Gnieźnieński
Prymas Polski

Święty Paweł Pierwszy Pustelnik z Teb – Patriarchą i Patronem Zakonu Paulinów

Św. Hieronim po zetknięciu się z pustynią w latach 375-379 napisał „Żywot Św. Pawła Pierwszego Pustelnika”. Chciał on niejako polemizować z „Żywotem Św. Antoniego”, napisanym przez św. Atanazego, ukazując św. Pawła jako pierwszego poprzednika tegoż świętego Antoniego, gdyż żył i umarł w zupełnej samotności. Właśnie dzięki tej biografii osoba św. Pustelnika z Teb została ukazana pierwsza i wybitniejsza nawet od św. Antoniego. Św. Hieronim sam przebywając na pustyni zetknął się z różnymi pustelnikami.
Opowiadali mu o św. Pawle sławnym Pustelniku z Teb, którego przed śmiercią odkrył sam św. Antoni. Św. Hieronim, który osobiście doświadczył już surowości pustyni ukazał w swej biografii ten Pawłowy styl życia za doskonały wzorzec pustelnika, całkowicie zjednoczonego z Bogiem. Przekazując zaś wiadomości dotyczące osoby św. Pawła z Teb zaczerpnięte z jakichś napisanych dwóch życiorysów, napisanych przez uczniów św. Antoniego w języku greckim, oraz ustne tradycje o sławnym Pustelniku przyczynił się do upowszechnienia jego stylu życia w Kościele. Św. Hieronim napisał żywot św. Pawła Pierwszego Pustelnika w języku łacińskim.
Przyjrzyjmy się teraz z bliska życiu naszego Bohatera. Paweł urodził się w Dolnych Tebach w rodzinie bardzo bogatej. Wychowaniu jego poświęcono wiele troski. Poznał bardzo gruntownie literaturę egipską i grecką. W wieku szesnastu lat stracił rodziców i wraz ze starszą, zamężną siostrą stał się spadkobiercą dużego majątku. Gdy rozszalało się prześladowanie chrześcijan za cesarza Decjusza, będąc chrześcijaninem i nie chcąc stać się ofiarą prześladowców, ukrył się w swej odległej posiadłości wiejskiej. Usłyszawszy jednak o nikczemnym zamiarze powziętym przez swego szwagra o doniesieniu o nim prześladowcom, aby w ten sposób zawładnąć jego majątkiem, Paweł postanowił uciec na pustynię. Bóg zmienił jednak serce zbiega i sprawił, iż przyjął dobrowolnie i z miłością ten styl życia, do którego zmusił go strach i konieczność.
Zobaczmy, w jaki sposób doszło do tego niezwykłego „nawrócenia”. Uciekając przed gniewem prześladowców i niewdzięcznością szwagra, pogrążając się w bezkresnej pustyni w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca, Paweł stanął przed pewną jaskinią, przylegającą do kamienistej góry. Usunąwszy głaz, który zastawiał wejście, ujrzał duży „przedsionek”, w którym zielona palma ofiarowała swe owoce, a czyste źródło dostarczało napoju. Wiele ponadto grot wydrążonych w skale – w których widać jeszcze było można resztki narzędzi, przy pomocy których starożytni fałszerze bili monety – dostarczało bezpiecznej kryjówki. W takim to osamotnionym, zapomnianym miejscu Paweł zdecydował się przeżyć całe swe życie, gdyż, w tym wszystkim, co go dotychczas spotkało, dostrzegł dzieło Bożej woli i wezwanie do pozostania, trwając w doskonałym milczeniu, wypełnionym zjednoczeniem z Bogiem. Zachętą do tego rodzaju powołania było dlań cudowne zjawienie się kruka, który każdego dnia przynosił Tebańczykowi porcję chleba. Wyjąwszy wzmiankę o cudownym pożywieniu, nic więcej nie wiemy o długim życiu ascetycznym „pierwszego” pustelnika.
Opisawszy w pierwszych sześciu rozdziałach początek ascetycznego życia Pawła, Hieronim w dalszych dwunastu przedstawia jego kres. Paweł liczył 113 lat a Antoni 90, gdy ten ostatni począł uważać, iż jest pierwszym i najdoskonalszym mnichem chrześcijańskim na świecie. Bóg jednak, aby odwieść go od tego przekonania, dał mu we śnie poznać, że żyje gdzieś na pustyni ktoś – kto ten sposób życia praktykuje już od dawna i to lepiej od niego. Powinien iść, aby się o tym przekonać. Dziewięćdziesięcioletni Antoni wziął o wschodzie słońca kij pielgrzymi i wyruszył w podróż, nie znając w ogóle drogi. Po kilku dniach Antoni przybył na miejsce przebywania Świętego Pustelnika Pawła. Gość chciał wejść. Starzec jednak przez długie godziny nie chciał do tego dopuścić, pragnąc nadal żyć sam na sam z Bogiem. W końcu jednak ustąpił i uradowany Antoni mógł wejść do środka. Cały wieczór upłynął na świętej rozmowie. Kruk przyniósł na kolację już nie jedną porcję chleba – jak zwykł to robić dotychczas – lecz dwie. Noc zaś została uświęcona modlitwą. O świcie dnia rozmowa dwóch świętych starców została na nowo podjęta. Paweł oznajmił, iż wiedział od dłuższego czasu, że Bóg chciał dać mu w osobie Antoniego towarzysza w służbie Bożej i że teraz przysyła go w cudowny sposób, aby pogrzebał jego ciało, owinąwszy je w płaszcz, który święty biskup Atanazy podarował Antoniemu.
Gość pełen podziwu i głęboko zmartwiony powrócił z wielkim pośpiechem do swojego klasztoru, który znajdował się w odległości trzech dni drogi, aby wziąć płaszcz, który mu był podarował Atanazy. W drodze powrotnej, przed dotarciem do celi Pawłowej, zobaczył duszę Tebańczyka wstępującą do nieba. Widok ten tak pobudził Antoniego, że marsz jego, jak powiada Hieronim, przemienił się w lot. Nie zastał jednak Pawła przy życiu. Ujrzał go klęczącego, z podniesioną głową i rękami wzniesionymi do nieba. W pierwszej chwili myślał, że jeszcze żyje i trwa pogrążony w modlitwie. Niestety, nie pozostało mu nic innego, jak owinąć martwe ciało Pawła w płaszcz Atanazego i złożyć je w grobie, wykopanym specjalnie w tym celu przez dwa lwy, które razem z Antonim płakały nad twórcą i księciem życia pustelniczego i mniszego. Antoni zabrał tunikę Pawłową, sporządzoną przez Tebańczyka z liści palmowych i wróciwszy do klasztoru opowiadał uczniom wszystko, czego doświadczył. W uroczyste zaś dni Wielkanocy i Zesłania Ducha Świętego przywdziewał zawsze Pawłową tunikę.
Oto w skrócie przedstawione życie św. Pawła Pierwszego Pustelnika Egipcjanina przez św. Hieronima. Pustelnicy zamieszkujący w XIII w. lasy i puszcze naddunajskie, zapragnęli naśladować tego sławnego Pustelnika egipskiego – św. Pawła z Teb i od jego imienia nazwali się paulinami, tworząc nową społeczność zakonną w Kościele.

Józef Stanisław Płatek OSPPE

Młodzież „SIEWCA” na Europejskim Spotkaniu Młodych w Bazylei 

DSCN2966Po raz drugi nasza młodzież uczestniczyła w Europejskim Spotkaniu Młodych – Taize. Tym razem celem podróży była Bazylea, urokliwe miasto, położone na granicy trzech państw: Szwajcarii, Niemiec oraz Francji. Początkiem naszej przygody był oczywiście wągrowiecki klasztor, gdzie 27 grudnia o świcie odprawiliśmy najpierw Mszę Świętą inaugurującą nasz wyjazd, a potem – po wspólnym śniadaniu wyruszyliśmy (o godzinie 5:20!) spod klasztornych murów w kierunku Niemiec. Razem z Ojcem Mateuszem, który był naszym opiekunem i kierowcą, cała gromadka liczyła 9 wybitnych postaci  Podróż była bardzo długa i wyczerpująca, jednak minęła nam szybko i przyjemnie, przy radosnym śpiewie i wspólnych rozmowach. Droga była długa, trzeba było przejechać całe Niemcy, zatem mijaliśmy takie miasta jak Berlin, Norymberga czy Stuttgart. Wieczorem byliśmy na miejscu. Naszym zakwaterowaniem był Klasztor Ojców Paulinów w Todtmoos w Niemczech, wraz z paulińską wspólnotą, która tam posługuje – o. Dawidem, o. Romanem i o. Łukaszem. Ojciec Dawid – Proboszcz tamtejszej parafii przyjął nas z ogromną życzliwością i sercem na dłoni. Zapewnił nam wszystko, czego potrzebowaliśmy oraz (myślę, że każdy uczestnik wyjazdu się ze mną zgodzi) dał jeszcze więcej. Oczywiście trzeba w tym miejscu wspomnieć, że Todtmoos jest pięknym, malowniczo położonym miasteczkiem, gdzie śniegu mieliśmy pod dostatkiem  Zasypane śniegiem góry Schwarzwaldu zrobiły na nas wyjątkowe wrażenie! 28 grudnia pojechaliśmy na zapisy do Bazylei i od tej pory w stu procentach byliśmy uczestnikami ESM TAIZE 2017/2018. Tego dnia oprócz zapisów udało nam się wstępnie zobaczyć i zwiedzić Todtmoos, a wieczorem pomodlić się wspólnie w duchu Taize, medytując Słowo Boże i śpiewając piękne kanony. Następne dni minęły nam na zwiedzaniu przede wszystkim samej Bazylei, ale też Todtmoss, Freiburga, St Blasen, Bad Sackingen oraz na wspólnej modlitwie z innymi uczestnikami spotkania z całej Europy. Wyjątkowe były wieczorne modlitwy, które na hali św. Jakuba gromadziły braci ze wspólnoty Taize oraz około 10 tysięcy uczestników, wspólnie śpiewających i modlących się o jedność chrześcijan i pokój na świecie. 31 grudnia na tej samej hali odbyło się spotkanie narodowe dla Polaków. Pod przewodnictwem ks. Bpa Marka Solarczyka z Warszawy została odprawiona Msza Święta dla wszystkich Polaków (było ich około 5 tysięcy), w której również uczestniczyliśmy. Po niej udaliśmy się do naszego Todtmoss, gdzie razem z Ojcami czekaliśmy i odliczaliśmy minuty do rozpoczęcia Nowego Roku. Spędziliśmy razem owocny czas w kuchni, gdzie daliśmy popis swoim kulinarnym talentom (powstały przepyszne pizze oraz wyborne chruściki). Przed północą zjedliśmy uroczystą kolacje, o północy odprawiliśmy Mszę, a po niej poszliśmy z uśmiechem na twarzy na mały spacer po naszym zaśnieżonym miasteczku. Pierwszy dzień nowego roku spędziliśmy na miejscu, w Todtmoss, gdzie cały dzień wspólnie z mieszkańcami przeżywaliśmy 750 rocznicę założenia tej urokliwej miejscowości. Z udziałem władz miasta odbyła się uroczysta Eucharystia, a popołudniu bardzo sympatyczne spotkanie dla całej społeczności miasta. Korzystaliśmy także nadal z pięknych widoków i robiliśmy (nie jedną…) bitwę na śnieżki, w której największe obrażenia odniósł nasz drogi opiekun… 2 stycznia o 4 rano zbieraliśmy się do wyjazdu; odprawiliśmy Mszę Świętą i śpiewem pożegnaliśmy się z Ojcami. Bardzo trudno było nam opuszczać Todtmoss, ponieważ jak sami zauważyliśmy zostawiliśmy tam część swojego serca. Był to dla nas wspaniały czas radości, odpoczynku i przede wszystkim czas dawania świadectwa naszej wiary oraz umocnienia naszej relacji z Chrystusem, w tych miejscach, gdzie tak wielu już o Nim niestety nie pamięta. Myślę, że pomimo tak dużej odległości jaka dzieli nas i klasztor w Todtmoos zawitamy tam ponownie. Teraz natomiast zbieramy siły na kolejne Europejskie Spotkanie Młodych; tym razem odbędzie się ono w hiszpańskiej stolicy – Madrycie. /

Ania

Na klasztornej wieży, wągrowczan biją dzwony !

34830022

W dzisiejszy czwartek, 12 października, mija dokładnie 20.lat, kiedy w tamtą październikową niedzielę 1997 r. przeżywaliśmy dzień konsekracji nowych dzwonów i poświęcenia pamiątkowej tablicy z okazji 400.rocznicy śmierci ks. Jakuba Wujka z Wągrowca – jezuity, który „dał mowie polskiej Pismo Święte”. Uroczystość zgromadziła wielką rzeszę parafian. Mszy św. przewodniczył i dokonał aktu konsekracji dzwonów, Metropolita Gnieźnieński ks. abp Henryk Muszyński. Wspominam dzisiaj o tym, gdyż na prośbę ks. abpa, wraz z śp. Zdzisławem Gajewskim i p. Ryszardem Cieślińskim, dokonaliśmy pierwszego oficjalnego uruchomienia dzwonów, by rozbrzmiewały one w kościele, ku radości zgromadzonych parafian. To uruchomienie miało miejsce w kościele; dzwony były jeszcze osadzone w specjalnej stalowej konstrukcji podtrzymującej. W następnych dniach zostały one zamontowane na wieży klasztornej przez pracowników Wągrowieckiego Przedsiębiorstwa Robót Mostowych. W dniu 24 grudnia 1997 r. o godz. 23.30, dzwony po raz pierwszy, po 55.latach wezwały nas na Pasterkę. Nie wszyscy może pamiętają, że z inicjatywy ówczesnego proboszcza – ks. Stanisława Borowiaka, w dniu 7 lutego 1997 r. zawiązał się Komitet Renowacji Klasztoru i Ufundowania Dzwonów, który rozprowadzał specjalne „cegiełki na odnowienie zabytkowego klasztoru i ufundowanie dzwonów”, o nominałach 10, 20, 50 i 100 zł. Dzwonom nadano imiona: – Maryi Królowej Polski – o wadze 350 kg – fundatorem parafia poklasztorna,  Jan Paweł II – o wadze 250 kg – fundatorem miasto Wągrowiec,  Św. Stanisław – o wadze 150 kg – fundatorem ks. proboszcz Stanisław Borowiak. Zostały one zamówione i wykonane w Ludwisarni Saturnina Skubiszyńskiego w Poznaniu. Intencją powołanego wówczas Komitetu było, aby po 55.latach dzwony wróciły na wieżę klasztoru. Stały się one również godnym pomnikiem upamiętniającym 600.lecie osiedlenia się cystersów w Wągrowcu oraz 400.rocznicy śmierci ks. Jakuba Wujka. Dzięki tamtej inicjatywie i hojności fundatorów, możemy dzisiaj cieszyć się brzmieniem dzwonów, które wzywają nas na msze św. i uświetniają przebieg uroczystości kościelnych. Dzięki staraniom oo. Paulinów, uruchamianie dzwonów odbywa się obecnie drogą elektroniczną wg czasowej regulacji satelitarnej.

Janusz Marczewski

Ks. Franciszek Pinkowski ( 1882 – 1979 ) Wspomnienie w 135.rocznicę urodzin

W dniu 9 października minęła 135.rocznica urodzin śp. Ks. Franciszka Pinkowskiego – salezjanina, syna ziemi wągrowieckiej – wielkiego kapłana, który całym swoim życiem i posługą zasłużył na naszą pamięć i wdzięczność . Dzięki dokumentom udostępnionym przez zamieszkałą w Wągrowcu rodzinę śp. Ks. Franciszka, możemy poznać jego sylwetkę i ocalić od zapomnienia jednego z naszych współziomków, którego droga do stanu duchownego nie była łatwa . Ks. Franciszek Pinkowski urodził się w Popowie Kościelnym w dniu 9 października 1882 r. o godz. 6.28, jako syn rolnika Szymona Pinkowskiego i matki Anny Janiszewskiej. Rodzicami chrzestnymi byli Jakub Janiszewski i Józefa Barełkowska *). …..w roku 1905 wyruszył pieszo do Krakowa, by swe serce, siły i młodość ofiarować Bogu. Nie został tam w owych czasach – jako syn chłopski – z entuzjazmem przyjęty i po kilku miesiącach, w 1906 r. powędrował do Turynu. Z Włoch, po ciężkiej pracy, w roku 1917 udał się do Ameryki Południowej, do Urugwaju i Brazylii . W roku 1920, w Montevideo otrzymał upragnione święcenia kapłańskie. W styczniu 1921 r. wrócił jako kapłan do Brazylii i rozpoczął posługę misyjną ( wśród dzikich plemion ) . W okresie 59. lat posługi kapłańskiej, poza obowiązkami kapłana, wprowadzał cywilizację, modlił się, pracował i uczył . Budował kościoły, młyny, domy, szkoły. Służył ludziom, których przez swój osobisty czar, dobroć, pracowitość, swoją wrażliwość na nędzę, ludzkie cierpienia, szlachetnością i poczuciem sprawiedliwości, pozyskał i wychował na wierne dzieci kościoła katolickiego. W zamian zdobył miłość i szacunek brazylian . Miał dwie ojczyzny : Polskę, za którą tęsknił i Brazylię, którą ukochał i dla niej pracował do śmierci…. (fragment listu wysłanego w dniu 2 listopada 1979 r. przez p. Felicję Wieczorek z Wągrowca do Ojca św. Jana Pawła II ).
O roli, jaką dla Brazylii odegrał ks. Franciszek Pinkowski najlepiej świadczy list kondolencyjny przesłany rodzinie zmarłego przez przełożonego Instytutu Salezjańskiego z Juazerio do Norte w północno – wschodniej Brazylii, ojca Jose Pereira Lima . Zawiadamiając o śmierci ks. Franciszka, pisał on : „ W ciągu 10 dni leżał nieprzytomny, zmarł 15 kwietnia 1979 r. w wieku 96. lat, w święto Zmartwychwstania Pańskiego o godz. 17.00 w szpitalu św. Ignacego . Ciało ks. Franciszka zostało przeniesione do największego i najpiękniejszego Sanktuarium, gdzie tysiące ludzi oczekiwało Mszy Świętej, która była odprawiona przez księży ze Wspólnoty Salezjańskiej. W ciągu całej nocy i całego dnia następnego, tysiące ludzi modliło się za jego duszę w Kościele . Msza św. była koncelebrowana przez 18- tu księży, po czym odbyła się procesja ulicami, które otaczają Sanktuarium Najświętszego Serca Jezusowego, dla którego ks. Franciszek tyle pracował i czuł się szczęśliwy, kiedy zobaczył je wybudowane i wykończone. Ciało jego zostało pochowane w Sanktuarium, w miejscu, gdzie spowiadał w ciągu 25. lat. Wspólnota Salezjańska odprawiła w jego intencji 30 Mszy św. Odprawiliśmy Mszę św. w siódmy dzień po śmierci i 30-ty dzień po śmierci. Ks. Franciszek był dla nas Świętym Salezjaninem . Jesteśmy pewni, że on jest już w niebie. Polska może być dumna, że wydała tak zacnego syna” .
Tyle wynika z dokumentów, które udało się pozyskać dzięki uprzejmości rodziny ks. Franciszka Pinkowskiego. Próbując dopisać komentarz do tych dwóch listów, możemy z pełnym przekonaniem stwierdzić, że ks. Franciszek Pinkowski, nasz rodak z ziemi wągrowieckiej, zasłużył na nasz szacunek i wieczną pamięć. Rozsławił Polskę, ale my możemy dopowiedzieć, że rozsławił ziemię wągrowiecką. I tak jak pisał w swym liście kondolencyjnym o. Jose Pereira Lima : „Polska może być dumna, że wydała tak zacnego syna”, ale ta duma szczególnie może być naszym udziałem – mieszkańców ziemi wągrowieckiej. Naszą wdzięczność możemy wyrazić w modlitwie. Będzie to największy dar, jaki my dzisiaj możemy ofiarować ks. Franciszkowi . Módlmy się zatem, by Bóg wynagrodził jemu to wszystko, co dla Brazylii i chwały naszej Ojczyzny uczynił swym życiem ks. Franciszek Pinkowski, a modląc się umiejmy wyrazić Bogu wdzięczność, że ziemi wągrowieckiej dał tak godnego syna.

Janusz Marczewski

*) ustalono na podstawie księgi metrykalnej z r. 1882.  Autor dziękuje                               ks. Edwardowi Lajtlochowi – proboszczowi parafii p.w. Zwiastowania NMP w Popowie Kościelnym za pomoc w niniejszym opracowaniu.

4.lata obecności oo. Paulinów w Wągrowcu

Mijają 4.lata od dnia 1 września 2013 r., kiedy w wągrowieckim klasztorze powitaliśmy oo. Paulinów, którzy – na prośbę Generała Zakonu o. Izydora Matuszewskiego, za zgodą ks. abpa Józefa Kowalczyka– Metropolity Gnieźnieńskiego Prymasa Polski, objęli swą opieką parafię i pocysterskie zabudowania klasztorne.

Te 4.lata przyniosły wiele korzyści duchowych i materialnych mieszkańcom naszej parafii. Znaczącej poprawie uległ stan obu świątyń, choć mamy świadomość, ile jeszcze potrzeba wysiłku, czasu i nakładów, by osiągnąć zamierzone cele.

Życzymy zatem oo. Paulinom wytrwałości i niesłabnącej energii, w dziele realizacji wszelkich zadań. Niech Matka Boża Częstochowska, nasza wągrowiecka Madonna, a także zakonni patronowie, wspomagają Was w trudzie sprawowania posługi duszpasterskiej i zakonnej, byśmy wraz z Wami mogli cieszyć się każdym dobrem, które – dzięki Waszym staraniom i modlitwie, ubogaca nasze życie duchowe i wrażliwość religijną.

Szczęść Wam Boże !

Idźcie do Józefa (relacja z maja 1999 r.)

W Parafialnym Oddziale Akcji Katolickiej (POAK ) przy parafii poklasztornej p.w. Wniebowzięcia NMP w Wągrowcu , zrodziła się inicjatywa godnego przebiegu tegorocznego święta Patrona Rodzin – św. Józefa . Jako , że czasu nie było wiele , złożono wizytę w Sanktuarium w Kaliszu , uzyskując aprobatę na kilkudniową peregrynację kopii obrazu św. Rodziny do Wągrowca . Należy z całą mocą podkreślić życzliwość z jaką spotkaliśmy się od samego początku tej inicjatywy . Przecież dla Kalisza jest to święto patronalne , a jednak prośba nasza została wysłuchana . Obraz po raz pierwszy gościł poza Diecezją Kaliską . W dniu 18 marca 1999 roku członkowie POAK na czele z Asystentem ks. Stanisławem Borowiakiem udali się do Kalisza . Po nawiedzeniu Bazyliki Mniejszej p.w. Wniebowzięcia NMP , (spotkany ks. Bp Stanisław Napierała – Ordynariusz Diecezji Kaliskiej pobłogosławił naszej inicjatywie ) – udaliśmy się do Seminarium Duchownego , skąd procesjonalnie wyprowadzony przez kleryków obraz , został przejęty przez naszą delegację i szczęśliwie przewieziony do Wągrowca . Punktualnie o godzinie 16-tej samochód wiozący cudowny obraz zatrzymał się na ulicy Klasztornej , skąd członkowie POAK , a następnie członkowie Towarzystwa św. Wojciecha przenieśli obraz do kościoła poklasztornego . Po powitaniu przez proboszcza ks. Stanisława Borowiaka i przedstawicieli POAK, rozpoczęła się Msza św. powitalna , którą odprawił ks. kan. Tadeusz Pietrzak , który był odpowiedzialny za ponad dwuletnią peregrynację obrazu po Diecezji Kaliskiej . To właśnie ks. Pietrzak w czasie homilii przybliżył nam wiele faktów z historii obrazu . Czuwanie przy obrazie zakończyło pierwszy dzień uroczystości . W dniu 19 marca, po porannych Mszach św. , główne uroczystości odbyły się wieczorem , a poprzedziła je Droga Krzyżowa . Mszy św. koncelebrowanej przewodniczył Biskup Pomocniczy Diecezji Kaliskiej Teofil Wilski . Koncelebransami byli ks. prałat Zbigniew Kiernikowski – biblista , rektor Papieskiego Instytutu Polskiego w Rzymie i ks.kan. Tadeusz Pietrzak . Licznie uczestniczącym w uroczystości parafianom i przybyłym gościom przedstawiono historię cudownego obrazu. Św. Teresa od Jezusa mówiła m.in. : „ poznałam w najcięższych przeżyciach , w których chodziło o moje sprawy , o zbawienie duszy mojej i dzieła Zakonu, że ojciec ten mój i Patron wybawił mnie zawsze i więcej mi dobrego czynił , niż to sama wyprosić sobie mogłam…” Święty Józef Kaliski w swym sanktuarium – Bazylice Wniebowzięcia NMP w Kaliszu przebywa wg tradycji od 1670 roku , od momentu uzdrowienia nieuleczalnie chorego mieszkańca wsi Szulec k./Opatówka , niejakiego Stobieni . Dotknięty paraliżem prosił Boga o skrócenie jego cierpienia . Wówczas doświadczył snu , w którym sędziwa osoba – a dostrzegł w niej św. Józefa – nakazała mu namalowanie obrazu. Posłuszny temu widzeniu znalazł malarza , któremu przekazał wskazówki, jak ma obraz wyglądać . Umieścił go jako wotum w Kaliskiej Kolegiacie , w podarowanym przez siebie ołtarzu i został cudownie uzdrowiony . Od tego czasu kroniki kościelne zanotowały na koniec XVIII w. 600 uzdrowień . Z ostatnich , bliskich nam czasów – datowany na 29 kwietnia 1945 r. – znany fakt uwolnienia więźniów obozu hitlerowskiego w Dachau , gdzie więźniowie zagrożeni zagładą obozu , zaczęli odprawiać Nowennę do św. Józefa i dziwnym zbiegiem okoliczności , w dniu zakończenia Nowenny obóz został wyzwolony przez aliantów . Ograniczeni rozmiarami niniejszego artykułu , z konieczności możemy tylko skrótowo przedstawić te cudowne wydarzenia . Zainteresowanych odsyłamy do nr 11 „Przewodnika Katolickiego” z 1999 r. Pięknym akcentem naszych uroczystości było odnowienie ślubowania par małżeńskich . Odnowione przysięgi przyjął i pobłogosławił ks.bp Teofil Wilski , który swoją homilię poświęcił rodzinie i postaci św. Józefa . Dzień zakończono czuwaniem, a nazajutrz po Mszy św. członkowie POAK odwieźli obraz do Kalisza . Członkowie Parafialnego Oddziału Akcji Katolickiej przy parafii p.w. Wniebo- wzięcia NMP w Wągrowcu składają w imieniu parafian wyrazy wdzięczności Ordynariuszowi Kaliskiemu , ks. bpowi Stanisławowi Napierale za poparcie naszej inicjatywy i udzielone Błogosławieństwo. Dziękujemy za obecność , za skierowane do nas Słowo i Błogosławieństwo – ks. bpowi Teofilowi Wilskiemu , a nadto księżom prałatom Heliodorowi Grabiasowi , Zbigniewowi Kiernikowskiemu i ks.kan. Tadeuszowi Pietrzakowi . Niech św. Józef ubogaci nasze rodziny i wyjedna nam łaski , o które prosiliśmy w modlitwie. Bogu dzięki za te dni i duchową ucztę. Św. Józefie , módl się za nami .
POAK przy parafii p . w . Wniebowzięcia NMP

Wągrowiec maj  A . D . 1999                                                                                            „Światłość”nr5/62 Rok VI   

Zachowajmy świętość nekropolii

p1090603Za kilkadziesiąt godzin zbierzemy się znowu w miejscach, gdzie spoczywają doczesne szczątki naszych najbliższych. Staniemy przy udekorowanych nagrobkach, by w tych dniach być jak najbliżej tych, którzy bardzo często, byli sensem naszego życia, a ich odejście zburzyło dotychczasowy jego rytm. Staniemy tam, boć to przecież szczególne dni dla Wszystkich Świętych i Zmarłych. Bo tak nakazuje nam wielowiekowa tradycja, nacechowana szacunkiem dla tych, którzy poprzedzili nas do domu Ojca. Będziemy tam, gdyż dla wielu z nas, bycie w tym miejscu, to jak byśmy chcieli Im wszystkim jeszcze raz powiedzieć, jak nam Ich brakuje, jak Ich kochaliśmy, jak nam nieraz trudno bez Ich wsparcia. Nie znaczy to, że te dni muszą być tylko smutne. Przecież wielu zmarłych odchodziło z tego świata umęczonych długą chorobą, cierpieniami – nie tylko fizycznymi, ale i psychicznymi. Ginęli na frontach, w obozach koncentracyjnych, sponiewierani przez okupantów. Cierpieli nie tylko z bólu fizycznego, ale przechodzili na drugą stronę często bez tej ludzkiej pomocy w cierpieniu. Nie mieli nawet możliwości uskarżenia się na swój los, nie mogli się pożegnać, nie mieli komu przekazać swej ostatniej woli, nikt nie trzymał Ich w godzinie śmierci za rękę. Dlatego też, te dni winny być również pełne refleksji, że śmierć przerwała Ich ból i otworzyła drogę do lepszego życia, wolnego od tych ziemskich niegodziwości. Dla nich, to niebiańska jasność rozproszyła mroki trudu Ich śmierci. Oni są już szczęśliwi, i to jest dla nas żyjących pociecha i nadzieja. I to właśnie winno być głównym akcentem obchodów tych dni, a nie obce polskiej tradycji – sprowadzane zwyczaje, choćby „Halloween”, skąd niedaleko do satanizmu. Kiedy staniemy na cmentarzu przy mogile tej drogiej nam osoby, pomyślmy o tych sprawach i stwórzmy wokół niej taki mikroklimat, który nie będzie zakłócał tej szczególnej atmosfery tym, którzy stoją obok. Podarujmy im te kilka chwil intymności i ciszy, na duchową rozmowę ze zmarłym. Oni przybyli tam nieraz z bardo daleka. Ten dzień jest również okazją do spotkania się rodziny, często po wielu latach. Niech jednak głośne powitanie, okrzyki dzieci, telefony komórkowe, palenie papierosów – nie zakłócą tej specyficznej atmosfery. Módlmy się wspólnie podczas odprawianej na cmentarzu Mszy św. za zmarłych. Pozwólmy sobie wzajemnie na godny w niej udział. To tylko kilkadziesiąt minut; dla nas to niewielki wysiłek, a ile dobra dla zmarłych. Nasza modlitwa w tym dniu, to największy dar, który możemy ofiarować zmarłym, więcej niż kwiat, czy ilość zniczy. Te materialne dobra tworzą przepiękną atmosferę, i są wyrazem naszej wdzięczności dla zmarłych, ale cóż one znaczą bez naszej modlitwy. Zanieśmy i ten dar naszym drogim zmarłym i niech on będzie najważniejszym .
Janusz Marczewski

Matce nigdy nie jest trudno ! Czy ma wybór ?

Kiedy ma się 80.lat, można przyjąć, że słowo Matka jest już rzadziej używane, bo przecież ona już tak dawno odeszła, by w „nowym domu” oczekiwać na moje „tam” przyjście. To oczywiste, że nie wszyscy tak czują oddalający się wizerunek tej, która z woli Najwyższego obdarowała mnie darem życia. Mimo upływu lat, mimo mego zaawansowanego wieku, zawsze czuję się jej dzieckiem, pamiętam wiele epizodów z dzieciństwa, jej heroizm życia, jej walkę o utrzymanie nas – dzieci przy życiu, gdy okres naszego dzieciństwa został naznaczony ciemną kartą okupacyjnej nocy, pogłębioną utratą ojca, straconego w otchłani niemieckiego obozu koncentracyjnego. Kiedy przenoszę na papier te moje doznania i wspomnienia, też zastanawiam się nad tym, czy, i ile razy można rozpamiętywać te trudne lata własnego dzieciństwa. I tu znajduję odpowiedź. Nie zamierzam użalać się nad własnym losem, ale oddać cześć i szacunek Matkom, które tak jak moja zostały okaleczone we wczesnych latach swego życia, wczesnych latach swego małżeństwa, kiedy pozbawione swych partnerów życiowych, musiały zmierzyć się z tą okrutną rzeczywistością – przezwyciężyć ból po stracie ukochanego małżonka, i walczyć o swoje dzieci, o utrzymanie ich przy życiu. Bo one czuły się też zobowiązane nas wychować, realizując jakoby testament swego partnera. Moja matka zawsze pamiętała i przytaczała słowa z ostatniego, obozowego listu z Auschwitz. Ojciec prosił: „Pamiętaj proszę stale o tym, aby naszym dzieciaczkom nikt nie wyrządził czegoś złego”. I mama, z pełnym poświęceniem, dzień po dniu, ze łzami w oczach, z ciągłą nadzieją, że może los nie będzie dla niej tak okrutny, może tata wróci. Niestety, listonosz przyniósł to niechciane „Sterbeurkunde”1) z Standesamt Auschwitz2). Zostaliśmy sami. Mój ból, kilkuletniego dziecka, na początku był mało rozumiany, rósł z wiekiem. A że tak mogło być, zawdzięczam Mamie, która wszystko czyniła, byśmy nie odczuli braku ojca; dzisiaj wiem i rozumiem, ile to ją kosztowało. Ten ból przeżywały wszystkie matki, matki moich kolegów z kamienicy, ale przecież i wiele innych dotkniętych tą tragedią. Dzisiaj, kiedy zbliża się Dzień Matki, chcielibyśmy uczynić dla Niej coś szczególnego, by sprawić jej radość, by przywołać na jej oblicze uśmiech, zmniejszyć ilość jej kłopotów, ulżyć w cierpieniu, dać dowód naszej miłości i powiedzieć Jej – Mamo Kochana, za mało Cię kochałem za to wszystko, co Ty dla mnie uczyniłaś. Chcę Tobie to dzisiaj powiedzieć, że nie zapomnę niczego, czego mnie uczyłaś, bo z każdym dniem mego dorosłego życia, gdy miałem już swoją rodzinę, mogłem czerpać z tej skarbnicy Twych rad – wskazówek do wychowania mych dzieci, wnuków, by one wiedziały, jak postępować w swym życiu dla dobra swego potomstwa. Kiedy naszych Matek nie ma już z nami, kiedy matkami są już nasze córki, a może i wnuczki, to przypatrujemy się, jak one spełniają swoją matczyną rolę. Jest im teraz dużo łatwiej; nie znaczy to, że i one pozbawione są kłopotów i rozterek życia rodzinnego. Ale my pamiętamy i nigdy nie zapomnimy losu polskich i nie tylko polskich matek, które traciły swoje dzieci w okrucieństwach okupacji, wojen, kataklizmów. Ile musiała znieść matka, którą rozdzielono z jej maleńkim dzieckiem w trakcie selekcji w obozach koncentracyjnych. Jak ona cierpiała i była bezradna, gdy jej dziecko umierało z głodu i zimna, w nieludzkich warunkach zsyłek syberyjskich. Nie mogła nieraz pochować osobiście swego ukochanego dziecka, a nawet nie wie, gdzie i co uczyniono ze zmarłym dzieckiem. To piętno pozostawiło w jej świadomości niegojącą się ranę, która nadal krwawi i sprawia ból jej matczynego serca. Cieszmy się zatem, że obecne matki, mimo niedoskonałości systemu, mimo braków, które najlepiej potrafi wyliczyć dzisiejsza matka, że one nie załamują rąk; czynią wszystko, by ich dziecko nie zaznało głodu, choroby, niedostatku, by cieszyło się swym dzieciństwem, o które ich matka dba kosztem wielu wyrzeczeń, bo każdy czas ma swoje problemy, ale ona nigdy nie przestanie być Matką, „bo serce Jej, najczystsze z serc”.
Wszystkim Matkom ! By nigdy nie musiały przeżywać podobnych tragedii, by w swym życiu, mimo piętrzących się nieraz przeszkód, zachowały siłę i serce, a nade wszystko dar wdzięczności i szacunku swych dzieci.

1)– akt zgonu  2)– Urząd Stanu Cywilnego w Oświęcimiu

Janusz Marczewski