Archiwum kategorii: Wspomnienie

Ks. Infułat Zenon Willa ( 1925 – 1998 ) Wspomnienie w 20. rocznicę śmierci

 

W dniu 29 listopada 2018 r. minęło 20 lat od śmierci śp. Ks. Infułata Zenona Willi, proboszcza parafii poklasztornej w latach 1968 – 1984, dziekana dekanatu wągrowieckiego w latach 1974 – 1984, Honorowego Obywatela Miasta Wągrowca. Wągrowiec nie zapomniał o tym ze wszech miar zasłużonym kapłanie, człowieku wielkiego serca, który tak utrwalił swoją osobowość w pamięci tych, którzy mieli szczęście z nim spotkać się na swej drodze życiowej . W 20.rocznicę śmierci, w kościele pw. Św. Ap. Piotra i Pawła w Wągrowcu została odprawiona w intencji śp. Ks. Infułata Zenona, msza św. koncelebrowana, której przewodniczył i homilię wygłosił proboszcz parafii Wniebowzięcia NMP w Wągrowcu o. Dariusz Nowicki, a współkoncelebransem był o. Bazyli Cendrowicz. W wygłoszonej homilii celebrans przypomniał zasługi ks. Infułata dla parafii klasztornej, jego nieugiętą postawę w trudnych czasach sprawowania posługi duszpasterskiej. A my wszyscy pamiętamy, że w tych szczególnych czasach potrafił skupić i zjednoczyć wokół siebie ludzi różnych przekonań politycznych, przedstawicieli władz i partii, ludzi wierzących i niewierzących. Potrafił ocenić, co naprawdę tkwi wewnątrz człowieka, z którym się spotykał, i dlatego wszyscy za jego życia, darzyli go wielkim szacunkiem i zaufaniem. W mszy św. poza rzeszą parafian, udział wzięli m.in. Burmistrz Miasta p. Jarosław Berendt i były Burmistrz p. Stanisław Wilczyński, którzy po mszy św. wraz z o. Dariuszem Nowickim złożyli wspólnie wiązankę kwiatów i zapalili znicze pod tablicą upamiętniającą ks. Infułata Zenona Willi w kościele klasztornym. Spotkanie w kościele klasztornym było też okazją do krótkich wspomnień i refleksji nad postawą tego niewątpliwie wyjątkowego kapłana. A skoro wspomnienia, to warto tu przytoczyć kilka świadectw mieszkańców Wągrowca, którzy na swej drodze życiowej mieli szczególny przywilej kontaktów z ks. Infułatem. O to, jak wspomina ten czas p. Stanisław Wilczyński:
Księdza Zenona Willę poznałem z chwilą zamieszkania w Wągrowcu (czerwiec 1972), ponieważ był On proboszczem mojej nowej parafii. Praktycznie od samego początku ksiądz Zenon Willa towarzyszył mojej rodzinie. To On udzielił nam ślubu, On też ochrzcił nasze dzieci. To były najważniejsze wydarzenia pierwszych lat naszej znajomości. Wiele zmieniło się w czerwcu 1979 roku, kiedy to zostałem naczelnikiem miasta. W księdzu Zenonie znalazłem wówczas nie tylko proboszcza i kapłana, ale osobę bardzo życzliwą do poczynań młodego (miałem wówczas 31 lat) naczelnika. W trakcie całej naszej znajomości traktowałem Go wręcz jak ojca i przyjaciela. Ten wielce zasłużony dla naszego miasta i dla Ziemi Wągrowieckiej kapłan wspierał mnie zawsze w trudnych sytuacjach, takich jak choćby moment ogłoszenia stanu wojennego, zawsze pomagał w przedsięwzięciach służących mieszkańcom. Bardzo aktywnie na przykład włączył się w organizację Jubileuszu 600-lecia miasta, którego kulminacyjna uroczystość miała miejsce 6 grudnia 1981 roku (tydzień przed stanem wojennym).
Każdy kto pamięta te czasy wie na jak wiele trudności napotykała nasza współpraca. Kolejny przykład to postawa księdza prałata Zenona Willi w czasie kiedy w latach 1983/84 miasto realizowało bardzo ważną inwestycję – budowę sieci gazu ziemnego. Ksiądz Willa bardzo chętnie wyraził zgodę na uczestnictwo w powołanym wówczas Społecznym Komitecie Gazyfikacji Miasta i jako pierwszy wpłacił znaczną sumę pieniędzy na rzecz gazyfikacji miasta. To tylko kilka przykładów z długiej listy społecznych aktywności Księdza Infułata.

Pani mgr Leokadia Grajkowska jest jedną z nielicznych osób, które prawie do ostatnich chwil życia śp. księdza infułata Zenona Willi utrzymywały z Nim bliski kontakt. Po latach tak wspomina: Ksiądz Zenon Willa był dla mnie wielkim autorytetem, powiernikiem, spowiednikiem i ojcem duchownym. Zawsze był otwarty, cierpliwy i miał czas na wszelkie rozmowy i dyskusje teologiczne, często zwracałam się do Niego o radę i pomoc w pisaniu różnych artykułów. W latach osiemdziesiątych, a szczególnie z okazji 600-lecia miasta Wągrowca miałam zaszczyt blisko współpracować na niwie kulturalnej i historycznej z ówczesnym proboszczem parafii poklasztornej księdzem prałatem Zenonem Willą. To dzięki Jego osobistej zachęcie i inspiracji podjęłam studia filozoficzno-teologiczne w Prymasowskim Instytucie Teologicznym w Gnieźnie. Zawsze był głęboko zatroskany o ciągły wzrost duchowy i pogłębianie wiedzy religijnej przez swoich parafian. Codziennie rano i wieczorem pełnił posługę duszpasterską w konfesjonale i pomimo iż był wymagającym spowiednikiem, miał liczną grupę stałych penitentów. Był wspaniałym kaznodzieją i zawsze rzesze wiernych oczekiwały na Jego odważne i płomienne homilie w wągrowieckim klasztorze. Podkreślając odwagę i bezkompromisowość księdza prałata Zenona Willi należy pamiętać, w jakich czasach wtedy żyliśmy.
A tak wspomina ks. Infułata ks. Dariusz W. Andrzejewski:
Wspominając osobę księdza prałata Zenona Willi, należy podkreślić, że wielu parafian i mieszkańców Wągrowca, w tym także ówczesny i obecny włodarz miasta pan Stanisław Wilczyński, do dziś z wielkim szacunkiem wspomina wyjątkową postać niezapomnianego proboszcza, zachowując w modlitwach ojca parafii i prawdziwego, szlachetnego pasterza. Na koniec muszę zaznaczyć, że będąc już proboszczem bazyliki prymasowskiej w Gnieźnie, ksiądz infułat Zenon Willa (oficjalnie ostatni raz) odwiedził Wągrowiec i wygłosił okolicznościową homilię w pocysterskim kościele parafialnym w czasie mojej Mszy Świętej prymicyjnej, w dniu 6 lutego 1994 roku. Fakt ten traktuję jako szczególne wyróżnienie, honor i zaszczyt. Dla mnie osobiście ksiądz prałat Zenon Willa był prawdziwym nauczycielem, duchowym ojcem, wychowawcą i na zawsze pozostanie wzorem gorliwego i świątobliwego kapłana. Niech odpoczywa w pokoju wiecznym…

Powyższe świadectwa zostały zebrane przez ks. Dariusza Andrzejewskiego i opublikowane w felietonie “Kapłańskie zamyślenia cz.2”.
Ufamy, że Bóg doceni ziemskie zasługi zmarłego i wynagrodzi mu jego dokonania, o co modliliśmy się w czasie mszy św.

Janusz Marczewski

Siła Sakramentu św.

 

Sakrament jest to znak widzialny, który z ustanowienia Pana Jezusa daje nam łaskę Boską . Człowiek wierzący styka się z Sakramentem św. tuż po narodzinach. Jest to Sakrament Chrztu św. Sakramenty św. towarzyszą mu w dalszym dorosłym życiu. Są to Sakrament Bierzmowania, Najświętszy Sakrament (Komunia św.), Sakrament Pokuty. Namaszczenie Chorych, Kapłaństwo i Małżeństwo. Każdy z Sakramentów św. jest ważny. Najczęściej w wieku dojrzałym korzystamy z Sakramentu Małżeństwa czy Kapłaństwa . Sakrament Małżeństwa utrwala związek kobiety i mężczyzny, jest zalążkiem powstającej rodziny, wieńczy miłość dwojga ludzi, którzy postanawiają do tego momentu żyć wspólnie, dzieląc radości i troski, które ten Sakrament św. ze sobą niesie. Życie dwojga kochających się ludzi nabiera od tej pory innego wyrazu. Składając życzenia nowożeńcom często mówimy do nich, by im się szczęściło „na nowej drodze życia”. Ta droga jest nieraz kręta. Różne są tego przyczyny . Nieraz trudy drogi wynikają z zaniedbań, innym razem z przyczyn obiektywnych. Faktem jest, że związek dwojga ludzi, to stałe kształtowanie osobowości, wzajemny kompromis, wyrozumiałość, pomoc, a nade wszystko dochowanie wierności . Człowiek prawdziwie wierzący najlepiej wie, kiedy w jego życiu coś szwankuje, gdy coś jest w niezgodzie z zasadami wiary. Nieraz ta refleksja przychodzi z opóźnieniem. Dobrze jednak, że się pojawia . Niniejszym artykułem pragnąłbym podzielić się wydarzeniem, które wągrowczanom ( i nie tylko ), jest znane z przeszłości, jednak nie znane są kulisy tego wydarzenia. Pisałem już o tym w 2003 r. na łamach „Słowa z Klasztoru”; teraz umieszczam to na stronie internetowej parafii. W dniu 4.listopada br., mija 20 lat, kiedy w wągrowieckim klasztorze miał miejsce „ślub stulecia”, jak nazwały to zdarzenie media . Ślub kościelny zawarli wówczas Państwo Ihnatowiczowie – Antonina i Artemiusz. Nie było by w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że pan „młody” liczył 100 lat, a pani „młoda” 75 lat. Pan był wdowcem i pani była wdową; od 13. lat żyli w związku cywilnym. O fakcie tego małżeństwa dużo pisała prasa, mówiło radio, a relacje z uroczystości przekazało kilka stacji telewizyjnych . Myślę, że mogę się nazywać wieloletnim przyjacielem pp. „młodych” i dlatego chciałbym na tę sprawę spojrzeć z innej strony . O zamiarze zawarcia związku kościelnego zostałem zapoznany przez obu małżonków, którzy zgodnie stwierdzili, że tego bardzo chcą, i czy mógłbym się podjąć załatwienia formalności. Od razu na to przystałem, gdyż dla mnie był to akt wielkiej dojrzałości, na który trzeba odpowiedzieć i nie pytać dlaczego dopiero teraz.
Tak pojąłem swoją misję, której z ochotą się podjąłem, wierząc w jej pomyślne załatwienie. Chciałbym tu podkreślić splot działań ludzi dobrej woli, którzy mi w tym pomagali od samego podjęcia tematu. W tym miejscu dodam, że p. Artemiusz urodził się w Koreliczu w zaborze rosyjskim ( obecnie Białoruś ), a p. Antonina w Ostrogu ( obecnie Ukraina ). Natychmiast uzyskałem dokumenty zgonu poprzednich małżonków; pomocy udzielił ówczesny Burmistrz p. Jacek Konowalski . Życzeniem pp. Ihnatowiczów było, by ślub odbył się w klasztorze. Temat bardzo chętnie podjął ks. proboszcz Stanisław Borowiak, który po rozmowach z ks. Kan. Andrzejem Rygielskim – proboszczem pp. młodych z tytułu miejsca zamieszkania, ks. dziekanem Heliodorem Grabiasem, jak i Kurią Metropolitalną w Gnieźnie, uzyskał aprobatę do dalszego postępowania. Z uwagi na wiek p. młodego, sakrament Spowiedzi, Komunii św. i Namaszczenia odbyto i udzielono w domu . Byłem świadkiem ogromnego wzruszenia, które towarzyszyło pp. młodym. Łzy 100-latka po akcie spowiedzi św., jego stwierdzenie, że „czuje taką lekkość, że spadł mu wielki ciężar z serca”, były dla mnie najwyższą nagrodą, że to ja mogłem się do tego przyczynić. Ślub kościelny był wielkim wydarzeniem, chociaż to nie było w zamyśle zainteresowanych. Byli szczęśliwi, że po 13.latach połączyli się wobec Boga, i to w tej sprawie jest najważniejsze. To ich zadowolenie, o którym nieprzerwanie wspominali, wyrażając mi wdzięczność, utwierdza mnie, że drogę, którą obrali odnaleźli późno, ale doprowadziła Ich ona do celu . Tym celem jest sakramentalny związek, jednoczący Ich wobec Boga . Bóg Ich połączył i bez Jego woli nie byłoby to możliwe. Ten przykład, tak nam bliski, najlepiej dowodzi, że życie w związku niesakramentalnym nie daje pełni szczęścia. Dopiero zjednoczenie wobec Boga wieńczy to wszystko, co legło u podstaw każdego związku małżeńskiego. I w tym właśnie tkwi siła Sakramentu św. Mówiła wówczas p. Antonina Ihnatowicz: „Ten dar, który otrzymałam, noszę głęboko w sercu. Każdego dnia dziękuję Bogu, że nie odmówił naszej prośbie. Po ślubie kościelnym, tak mój mąż , jak i ja, byliśmy bardzo wzruszeni i szczęśliwi”.

Janusz Marczewski

Znicz pamięci dla znanych i bezimiennych

W tych dniach, kiedy myśli nasze niosą nas w najodleglejsze nieraz miejsca, spróbujmy dzisiaj stanąć tam, gdzie spoczywają doczesne szczątki naszych bliskich, ale też i tam, gdzie znaleźli swoje miejsce pochówku nasi rodacy. Nie możemy zawsze być tam fizycznie, ale duchowo – tak. Stańmy zatem na cmentarzu Orląt Lwowskich pośród obrońców Lwowa , na wileńskiej Rossie – gdzie serce Marszałka, na cmentarzu Łyczakowskim przy mogiłach Konopnickiej, Zapolskiej, Ordona, Grottgera, u stóp Monte Cassino, gdzie rząd białych krzyży wśród maków czerwieńszych, bo z polskiej wzrosły krwi. Udajmy się do Katynia, Charkowa, Miednoje, do kijowskiej Bykowni, by pochylić się nad mogiłami pomordowanych polskich oficerów, na poznańską Cytadelę, stając przy grobach żołnierzy i poległych w Powstaniu Poznańskim 1956, na warszawskie Powązki, do ofiar katastrofy smoleńskiej. Stańmy też u wrót krematoryjnych Auschwitz, w celi św. Maksymiliana, obozów koncentracyjnych w Dachau, Buchenwaldzie, Ravensbrück, Treblince, czy poznańskiego Fortu VII. Bądźmy na cmentarzu w Lenino, na Wale Pomorskim, przed pomnikiem poległych naszych rodaków w Berlinie. Zajrzyjmy do norweskiego Narviku do polskich marynarzy z ORP Grom, do libijskiego Tobruku do strzelców karpackich, holenderskiego Arnhem do polskich spadochroniarzy i do Teheranu do wygnańców polskich, którzy zginęli w drodze do Ojczyzny. Wybierz się również w te miejsca, które ominął powyższy szlak i stań tam, gdzie Twoje serce zabije mocniej, bo tam zostało serce, które kochałeś, to serce, które kochało Ciebie. A gdy będziesz przesuwał paciorki różańca, tę jedną modlitwę ofiaruj za tych wszystkich, bezimiennych dla Ciebie, a przecież tak drogich dla innych. Wpatrując się w tę bezimienną, tak nieraz odległą mogiłę, zapal siłą swego ducha i serca ten znicz pamięci, niech on pozostanie niegasnącym płomieniem twojej wdzięczności dla tych wszystkich, którzy oddali swe życie za wiarę, Ojczyznę, za honor bycia Polakiem, za to, byś Ty, bym ja, byśmy my mogli żyć w pokoju. A razem zanieśmy naszą modlitwę do Jezusa Chrystusa, który oddał życie za swoich przyjaciół, prosząc Go z ufnością o zbawienie wszystkich poległych w walce o wolność naszej Ojczyzny i innych narodów, a także za ofiary wojen i prześladowań. Dobry Jezu, a nasz Panie, daj im wieczne spoczywanie ! * Módlmy się za wszystkich uczestników walk o niepodległość Ojczyzny i wolność innych narodów, których groby rozsiane są po całym świecie, aby Pan nagrodził ich cierpienia i śmierć życiem wiecznym. * Módlmy się za naszych rodaków, poległych na frontach wojennych, w obozach i miejscach kaźni, aby radowali się szczęściem w niebieskiej ojczyźnie. * Módlmy się za zabitych przez totalitarne reżimy w obronie prawdy, wolności i godności człowieka, aby otrzymali koronę zwycięstwa z rąk samego Boga. *Prosimy Cię, Panie, okaż miłosierdzie Twoim wiernym, którzy oddali życie za swych braci, aby na wieki cieszyli się owocami swej ofiary i pokładanej w Tobie nadziei. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

Pielgrzymka do Włoch

Na przełomie września i października grupa niemal sześćdziesięciorga parafian i sympatyków naszej parafii uczestniczyła w pielgrzymce do Włoch, zorganizowanej i prowadzonej przez ojca Mateusza Walczaka. Pielgrzymce w sposób szczególny patronowała Najświętsza Maryja Panna, w której sanktuariach rozpoczynaliśmy i kończyliśmy naszą peregrynację, a opiekowali się nami skutecznie aniołowie (pierwszy dzień pielgrzymki to święto świętych archaniołów Michała, Gabriela i Rafała, a trzy dni później obchodziliśmy wspomnienie świętych Aniołów Stróżów).
Nie sposób tu opisać w pełni wszystko, co obejrzeliśmy i przeżyliśmy w słonecznej Italii. Chcemy jednak podzielić się z czytelnikami Wniebowziętej tym, co wywarło na nas największe wrażenie i co pozostanie na zawsze w naszej pamięci.
Będzie to zapewne urok alpejskich szczytów i malowniczo wśród nich położonych osad, czar porośniętych gajami oliwnymi i winnicami Apeninów, cisza zmierzchu na plaży nad Adriatykiem, wspaniałość antycznego Rzymu, majestat bazylik i piękno wąskich uliczek Asyżu czy San Marino.
Jednak bogactwo przeżyć estetycznych blednie przy głębi wrażeń duchowych wzmacnianych codzienną mszą św., różańcem, godzinkami, litaniami oraz śpiewem pieśni religijnych i patriotycznych.
Pierwszym z nich był już pobyt, jeszcze w trakcie docelowej podróży, w alpejskim sanktuarium maryjnym w Mariazell, gdzie mogliśmy pomodlić się przed cudowną figurką Maryi trzymającej na kolanach Dzieciątko.
Następny dzień to zwiedzanie przepięknej Padwy, ze szczególnym uwzględnieniem Bazyliki św. Antoniego i modłami o odnalezienie tego wszystkiego, co w życiu najważniejsze, a od czego nieraz tak daleko odeszliśmy. Później nastąpił przejazd do Asyżu i nawiedzenie Bazyliki Matki Bożej Anielskiej.
Wszystkie pozostałe miejsca związane ze św. Franciszkiem i św. Klarą, których ukoronowaniem było nawiedzenie bazyliki i grobu Biedaczyny z Asyżu odwiedziliśmy już następnego dnia. Żegnając przepiękny Asyż, ruszyliśmy w drogę do Rzymu, w której trakcie mieliśmy szczęście odwiedzić malowniczo położone sanktuarium i grób patronki od spraw trudnych i beznadziejnych – św. Rity, gdzie uczestniczyliśmy też w kolejnej mszy św.
Dwa następne dni spędziliśmy już w stolicy Włoch oraz w Watykanie. Nawiedziliśmy wszystkie bazyliki większe (św. Piotra, św. Pawła za Murami, św. Jana na Lateranie, Santa Maria Maggiore), obejrzeliśmy zabytki starożytnego Rzymu (Forum Romanum, Koloseum, Panteon), podziwialiśmy wspaniałe place i zdobiące je fontanny. Wszędzie tam mogliśmy obcować z arcydziełami włoskich mistrzów pędzla i pióra. Z wielkim wzruszeniem uczestniczyliśmy we mszy św. odprawionej przed oryginalnym obrazem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy.
Na Watykanie dane nam było uczestniczyć na zapełnionym po brzegi Placu św. Piotra w odprawianej pod przewodnictwem papieża Franciszka Mszy św. otwierającej synod biskupów nt. młodzieży. Następnie zwiedzaliśmy bazylikę i krypty z grobami papieskimi. Dane nam było też odbyć krótką, ale żarliwą modlitwę u stóp grobu Jana Pawła II. Następnie przez moment pewnie większość z nas kontemplowała Jego obecność w naszym życiu – dawniej i dziś. Oczyma duszy raz jeszcze zobaczyliśmy Go – 16 października, na placu Zwycięstwa, 13 maja, w Tatrach, Wadowicach, na Błoniach, na Franciszkańskiej i wreszcie – ostatnie nieme Urbi et orbi i zamkniętą Ewangelię. A teraz jest nadal: i w Domu Ojca i tu, gdzie do Niego przybyliśmy. Uczył nas przez całe swe życie, przez chorobę, przez śmierć i uczy nas po śmierci. Teraz – prawdy o życiu wiecznym i o świętych obcowaniu. Niestety, naszła nas też smutna refleksja, jak mało z Niego i Jego nauk w nas i naszej ojczyźnie zostało.
Pełen wrażeń był też następny dzień, rozpoczęty pobytem w Monte Cassino. Najpierw zwiedziliśmy wspaniały klasztor i odwiedziliśmy grób patrona Europy, św. Benedykta. Ze wzgórza roztacza się przepiękny widok na cmentarz żołnierzy polskich, który był naszym kolejnym celem. Głęboka zaduma towarzyszyła nam wśród białych mogił tych, którzy poszli szaleni, zażarci jak zawsze za honor się bić i którzy oddali swe młode życie za wolność waszą i naszą , zraszając włoską ziemię czerwienią polskiej krwi. Na cmentarzu spędziliśmy niemal godzinę w podniosłej patriotyczno – religijnej atmosferze. Najpierw o. Mateusz odprawił Mszę św., a następnie modliliśmy się za poległych. Odśpiewaliśmy też Rotę i Mazurek Dąbrowskiego.
Dzień ten zakończyliśmy w San Giovani Rotondo, zwiedzając Bazylikę i Muzeum św. ojca Pio oraz modląc się przy relikwiach tego wielkiego Stygmatyka. Dane też nam było wziąć udział w wieczornej procesji z figurą św. Franciszka, gdyż był to dzień jego święta.
Przedostatni dzień pobytu we Włoszech to pobyt na półwyspie Gargano, gdzie w Monte San Angelo zwiedziliśmy przepiękną grotę objawień Michała Archanioła i Msza św. w Lanciano, podczas której mieliśmy przed oczyma relikwiarz cudu eucharystycznego z Przenajświętszym Ciałem i Krwią Chrystusową, co na pewno pogłębi naszą wiarę w żywą obecność Chrystusa w Eucharystii.
Ostatnim punktem pielgrzymki było Loreto, gdzie mogliśmy obejrzeć Domek Matki Bożej ze wzruszającą świadomością, iż hic verbum caro factum est – tu Słowo stało się ciałem oraz zwiedzić kolejny piękny cmentarz żołnierzy polskich, którzy polegli na włoskiej ziemi i dzięki którym Święty Dom ocalał.
Udział w pielgrzymce zakończyliśmy niemal całodobową drogą powrotną do Wągrowca, dokąd oprócz pięknych wspomnień, wielu zdjęć i pamiątek, przywieźliśmy też trudne zadanie pielęgnowania w zderzeniu z codzienną rzeczywistością pielgrzymkowej postawy pobożności, modlitwy, wrażliwości chrześcijańskiej i naszego wzrastania w wierze.
Kończąc tę z natury rzeczy niepełną i nie oddającą pełni przeżytych doznań relację, pragniemy podziękować Bogu Najwyższemu za to, że dał nam możliwość uczestnictwa w tej pielgrzymce, najświętszej Maryi Pannie i naszym aniołom stróżom za stałą opiekę w tej trudnej przecież podróży a wszystkim organizatorom za niezwykle sprawne jej zrealizowanie.
Specjalne podziękowania kierujemy do ojca Mateusza Walczaka za podjęcie się naprawdę wielkiego trudu organizacji pielgrzymki i ułożenie jej niezwykle ciekawego planu. Przede wszystkim zaś dziękujemy mu za stałą troskę o nas i wszystkie nasze potrzeby a zwłaszcza za wszystkie odprawione w tak cudownych miejscach Msze święte, pouczające homilie i wspólną modlitwę.

Jan Burdelski

Spotkanie młodych z okazji wspomnienia św. Stanisława Kostki

Zapraszamy serdecznie na kolejne Święto Młodych z okazji wspomnienia św. Stanisława Kostki. W tym roku szczególna okazja do świętowania, ponieważ przeżywamy jubileusz 450-lecia śmierci Patrona Młodzieży. Spotkamy się pod hasłem OTO JA – UCZEŃ tym razem we Wrześni 29.09.2018. Zaczynamy o godz. 12.00 w hali sportowej Samorządowej Szkoły Podstawowej nr 1, ul. Szkolna 1. Koszt uczestnictwa 5 zł. Zapisy do 26.09.2018.
Dzień wcześniej 28 września (piątek) zapraszamy wszystkich chętnych do pomocy w przygotowaniu spotkania. Nocleg w warunkach pielgrzymkowych w tym samym miejscu co sobotnie spotkanie. Szczegółowe informacje będą wysłane mailowo po wypełnieniu formularza zgłoszeniowego.
Informacje także na stronie www.ddmgniezno.pl oraz w wydarzeniu nafacebooku https://www.facebook.com/events/505774803230499/
Program dnia:
12.00 – zawiązanie wspólnoty
12.30 – konferencja + taniec – o. Kordian Szwarc OFM
14.00 – obiad
16.00 – nabożeństwo pokutne, adoracja Najświętszego Sakramentu, spowiedź
17.45 – koncert „niemaGOtu”
19.00 – Eucharystia
Linki do formularzy zgłoszeniowych:
– WOLONTARIUSZE
https://docs.google.com/…/1FAIpQLSc9KrI_0kVyfihQTi…/viewform 
– GRUPY
https://docs.google.com/…/1FAIpQLSd1Z4GXMY_nWd9AX-…/viewform
– INDYWIDUALNI
https://docs.google.com/…/1FAIpQLSfxvXJN5J1U6jc1Sd…/viewform

Dziękujemy za dar majowych dni !

20180529_190903

Czekaliśmy wiosny, czekaliśmy na maj, a tu już przychodzi nam go pożegnać. Jeszcze mamy w nozdrzach zapach bzu, konwalii, rzepaków, jeszcze cieszy nas kwitnąca i pachnąca akacja, jaśminowiec. Minęła rocznica 3.Majowej Konstytucji, wspominaliśmy rocznicę urodzin Św. Jana Pawła II, dzieliliśmy radość dzieci pierwszokomunijnych, dziękowaliśmy naszym Matkom w dniu ich święta. Na majowych nabożeństwach, tekstem dziewiętnastowiecznej pieśni maryjnej, autorstwa jezuity Karola Antoniewicza, chwaliliśmy łąki umajone, góry, doliny zielone, cieniste gaiki, źródła i kręte strumyki. Tak ten czas szybko mija; chciałoby się, aby maj trwał cały rok, ale nie można mieć wszystkiego. Jednak najważniejszym jest fakt, że za 11.miesięcy znów go powitamy. Reaktywowana w pewien sposób idea plenerowych nabożeństw majowych – inicjatywa naszych oo. Paulinów – spotkała się z oczekiwanym zainteresowaniem parafian. Tak było w Rudniczynie, Bobrownikach, Bartodziejach, Rudniczu i na wągrowieckiej Osadzie. Przesłanie płynące z treści tej jezuickiej pieśni, właśnie w plenerze mogliśmy dogłębnie przeżywać i cieszyć się pięknem przyrody i otaczającego nas środowiska. To właśnie w takim otoczeniu, w blasku promieni słonecznych, owiani zapachem pól, łąk, zauroczeni śpiewem ptaków, swym uczestnictwem dziękowaliśmy Stwórcy za ten wyjątkowy majowy dar. Tekstem Loretańskiej Litanii prosiliśmy Najświętszą Maryję Pannę o modlitwę za nas. To właśnie u Niej, Bożej Rodzicielki, Matki Chrystusowej, tej najczystszej, najśliczniejszej i niepokalanej Dziewicy Wniebowziętej, odnajdujemy w maju nadzieję na wysłuchanie naszych próśb i łaskę nieustającej opieki. Bo choć „Ona dzieł Boskich koroną, nad Anioły wywyższoną, choć jest Panią niebios, ziemi, nie gardzi dary naszemi”. I z tą nadzieją, nieśliśmy Jej w darze te nasze majowe modlitwy, ufni w Jej macierzyńską opiekę. Dziękujemy Wszystkim za wspólną modlitwę, a także tym, którzy te nasze majowe zgromadzenia ubogacili przygotowanym poczęstunkiem.

Janusz Marczewski

Zaproszenie na Mszę św. dziękczynną z okazji setnej rocznicy święceń kapłańskich bł. Michała Kozala, Biskupa i Męczennika

bp Kozal 

Drodzy Diecezjanie!

Dnia 24 lutego br. (sobota) będziemy uroczyście obchodzili 100. rocznicę święceń kapłańskich bł. Michała Kozala, Biskupa i Męczennika. Podczas Mszy św. sprawowanej w bazylice prymasowskiej w Gnieźnie o godz. 12.00 pod moim przewodnictwem homilię wygłosi ks. bp Jan Tyrawa, ordynariusz diecezji bydgoskiej. Na tę uroczystość przybędą również pozostali księża biskupi z Metropolii Gnieźnieńskiej oraz delegacje kapłanów i alumnów z archidiecezji gnieźnieńskiej, diecezji bydgoskiej i diecezji włocławskiej.
Zapraszam Was, Drodzy Diecezjanie, do Gniezna do udziału we wspólnej modlitwie dziękczynnej za dar kapłaństwa bł. Michała Kozala, ojca duchownego i rektora naszego seminarium, a także do modlitwy błagalnej o nowe powołania kapłańskie i zakonne. Szczególnie liczę na udział przedstawicieli parafii, którym patronuje bł. Michał Kozal oraz członków Stowarzyszenia Wspierania Powołań Kapłańskich Archidiecezji Gnieźnieńskiej.

W oczekiwaniu na wspólne świętowanie

† Wojciech Polak
Arcybiskup Metropolita Gnieźnieński
Prymas Polski

Święty Paweł Pierwszy Pustelnik z Teb – Patriarchą i Patronem Zakonu Paulinów

Św. Hieronim po zetknięciu się z pustynią w latach 375-379 napisał „Żywot Św. Pawła Pierwszego Pustelnika”. Chciał on niejako polemizować z „Żywotem Św. Antoniego”, napisanym przez św. Atanazego, ukazując św. Pawła jako pierwszego poprzednika tegoż świętego Antoniego, gdyż żył i umarł w zupełnej samotności. Właśnie dzięki tej biografii osoba św. Pustelnika z Teb została ukazana pierwsza i wybitniejsza nawet od św. Antoniego. Św. Hieronim sam przebywając na pustyni zetknął się z różnymi pustelnikami.
Opowiadali mu o św. Pawle sławnym Pustelniku z Teb, którego przed śmiercią odkrył sam św. Antoni. Św. Hieronim, który osobiście doświadczył już surowości pustyni ukazał w swej biografii ten Pawłowy styl życia za doskonały wzorzec pustelnika, całkowicie zjednoczonego z Bogiem. Przekazując zaś wiadomości dotyczące osoby św. Pawła z Teb zaczerpnięte z jakichś napisanych dwóch życiorysów, napisanych przez uczniów św. Antoniego w języku greckim, oraz ustne tradycje o sławnym Pustelniku przyczynił się do upowszechnienia jego stylu życia w Kościele. Św. Hieronim napisał żywot św. Pawła Pierwszego Pustelnika w języku łacińskim.
Przyjrzyjmy się teraz z bliska życiu naszego Bohatera. Paweł urodził się w Dolnych Tebach w rodzinie bardzo bogatej. Wychowaniu jego poświęcono wiele troski. Poznał bardzo gruntownie literaturę egipską i grecką. W wieku szesnastu lat stracił rodziców i wraz ze starszą, zamężną siostrą stał się spadkobiercą dużego majątku. Gdy rozszalało się prześladowanie chrześcijan za cesarza Decjusza, będąc chrześcijaninem i nie chcąc stać się ofiarą prześladowców, ukrył się w swej odległej posiadłości wiejskiej. Usłyszawszy jednak o nikczemnym zamiarze powziętym przez swego szwagra o doniesieniu o nim prześladowcom, aby w ten sposób zawładnąć jego majątkiem, Paweł postanowił uciec na pustynię. Bóg zmienił jednak serce zbiega i sprawił, iż przyjął dobrowolnie i z miłością ten styl życia, do którego zmusił go strach i konieczność.
Zobaczmy, w jaki sposób doszło do tego niezwykłego „nawrócenia”. Uciekając przed gniewem prześladowców i niewdzięcznością szwagra, pogrążając się w bezkresnej pustyni w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca, Paweł stanął przed pewną jaskinią, przylegającą do kamienistej góry. Usunąwszy głaz, który zastawiał wejście, ujrzał duży „przedsionek”, w którym zielona palma ofiarowała swe owoce, a czyste źródło dostarczało napoju. Wiele ponadto grot wydrążonych w skale – w których widać jeszcze było można resztki narzędzi, przy pomocy których starożytni fałszerze bili monety – dostarczało bezpiecznej kryjówki. W takim to osamotnionym, zapomnianym miejscu Paweł zdecydował się przeżyć całe swe życie, gdyż, w tym wszystkim, co go dotychczas spotkało, dostrzegł dzieło Bożej woli i wezwanie do pozostania, trwając w doskonałym milczeniu, wypełnionym zjednoczeniem z Bogiem. Zachętą do tego rodzaju powołania było dlań cudowne zjawienie się kruka, który każdego dnia przynosił Tebańczykowi porcję chleba. Wyjąwszy wzmiankę o cudownym pożywieniu, nic więcej nie wiemy o długim życiu ascetycznym „pierwszego” pustelnika.
Opisawszy w pierwszych sześciu rozdziałach początek ascetycznego życia Pawła, Hieronim w dalszych dwunastu przedstawia jego kres. Paweł liczył 113 lat a Antoni 90, gdy ten ostatni począł uważać, iż jest pierwszym i najdoskonalszym mnichem chrześcijańskim na świecie. Bóg jednak, aby odwieść go od tego przekonania, dał mu we śnie poznać, że żyje gdzieś na pustyni ktoś – kto ten sposób życia praktykuje już od dawna i to lepiej od niego. Powinien iść, aby się o tym przekonać. Dziewięćdziesięcioletni Antoni wziął o wschodzie słońca kij pielgrzymi i wyruszył w podróż, nie znając w ogóle drogi. Po kilku dniach Antoni przybył na miejsce przebywania Świętego Pustelnika Pawła. Gość chciał wejść. Starzec jednak przez długie godziny nie chciał do tego dopuścić, pragnąc nadal żyć sam na sam z Bogiem. W końcu jednak ustąpił i uradowany Antoni mógł wejść do środka. Cały wieczór upłynął na świętej rozmowie. Kruk przyniósł na kolację już nie jedną porcję chleba – jak zwykł to robić dotychczas – lecz dwie. Noc zaś została uświęcona modlitwą. O świcie dnia rozmowa dwóch świętych starców została na nowo podjęta. Paweł oznajmił, iż wiedział od dłuższego czasu, że Bóg chciał dać mu w osobie Antoniego towarzysza w służbie Bożej i że teraz przysyła go w cudowny sposób, aby pogrzebał jego ciało, owinąwszy je w płaszcz, który święty biskup Atanazy podarował Antoniemu.
Gość pełen podziwu i głęboko zmartwiony powrócił z wielkim pośpiechem do swojego klasztoru, który znajdował się w odległości trzech dni drogi, aby wziąć płaszcz, który mu był podarował Atanazy. W drodze powrotnej, przed dotarciem do celi Pawłowej, zobaczył duszę Tebańczyka wstępującą do nieba. Widok ten tak pobudził Antoniego, że marsz jego, jak powiada Hieronim, przemienił się w lot. Nie zastał jednak Pawła przy życiu. Ujrzał go klęczącego, z podniesioną głową i rękami wzniesionymi do nieba. W pierwszej chwili myślał, że jeszcze żyje i trwa pogrążony w modlitwie. Niestety, nie pozostało mu nic innego, jak owinąć martwe ciało Pawła w płaszcz Atanazego i złożyć je w grobie, wykopanym specjalnie w tym celu przez dwa lwy, które razem z Antonim płakały nad twórcą i księciem życia pustelniczego i mniszego. Antoni zabrał tunikę Pawłową, sporządzoną przez Tebańczyka z liści palmowych i wróciwszy do klasztoru opowiadał uczniom wszystko, czego doświadczył. W uroczyste zaś dni Wielkanocy i Zesłania Ducha Świętego przywdziewał zawsze Pawłową tunikę.
Oto w skrócie przedstawione życie św. Pawła Pierwszego Pustelnika Egipcjanina przez św. Hieronima. Pustelnicy zamieszkujący w XIII w. lasy i puszcze naddunajskie, zapragnęli naśladować tego sławnego Pustelnika egipskiego – św. Pawła z Teb i od jego imienia nazwali się paulinami, tworząc nową społeczność zakonną w Kościele.

Józef Stanisław Płatek OSPPE

Młodzież „SIEWCA” na Europejskim Spotkaniu Młodych w Bazylei 

DSCN2966Po raz drugi nasza młodzież uczestniczyła w Europejskim Spotkaniu Młodych – Taize. Tym razem celem podróży była Bazylea, urokliwe miasto, położone na granicy trzech państw: Szwajcarii, Niemiec oraz Francji. Początkiem naszej przygody był oczywiście wągrowiecki klasztor, gdzie 27 grudnia o świcie odprawiliśmy najpierw Mszę Świętą inaugurującą nasz wyjazd, a potem – po wspólnym śniadaniu wyruszyliśmy (o godzinie 5:20!) spod klasztornych murów w kierunku Niemiec. Razem z Ojcem Mateuszem, który był naszym opiekunem i kierowcą, cała gromadka liczyła 9 wybitnych postaci  Podróż była bardzo długa i wyczerpująca, jednak minęła nam szybko i przyjemnie, przy radosnym śpiewie i wspólnych rozmowach. Droga była długa, trzeba było przejechać całe Niemcy, zatem mijaliśmy takie miasta jak Berlin, Norymberga czy Stuttgart. Wieczorem byliśmy na miejscu. Naszym zakwaterowaniem był Klasztor Ojców Paulinów w Todtmoos w Niemczech, wraz z paulińską wspólnotą, która tam posługuje – o. Dawidem, o. Romanem i o. Łukaszem. Ojciec Dawid – Proboszcz tamtejszej parafii przyjął nas z ogromną życzliwością i sercem na dłoni. Zapewnił nam wszystko, czego potrzebowaliśmy oraz (myślę, że każdy uczestnik wyjazdu się ze mną zgodzi) dał jeszcze więcej. Oczywiście trzeba w tym miejscu wspomnieć, że Todtmoos jest pięknym, malowniczo położonym miasteczkiem, gdzie śniegu mieliśmy pod dostatkiem  Zasypane śniegiem góry Schwarzwaldu zrobiły na nas wyjątkowe wrażenie! 28 grudnia pojechaliśmy na zapisy do Bazylei i od tej pory w stu procentach byliśmy uczestnikami ESM TAIZE 2017/2018. Tego dnia oprócz zapisów udało nam się wstępnie zobaczyć i zwiedzić Todtmoos, a wieczorem pomodlić się wspólnie w duchu Taize, medytując Słowo Boże i śpiewając piękne kanony. Następne dni minęły nam na zwiedzaniu przede wszystkim samej Bazylei, ale też Todtmoss, Freiburga, St Blasen, Bad Sackingen oraz na wspólnej modlitwie z innymi uczestnikami spotkania z całej Europy. Wyjątkowe były wieczorne modlitwy, które na hali św. Jakuba gromadziły braci ze wspólnoty Taize oraz około 10 tysięcy uczestników, wspólnie śpiewających i modlących się o jedność chrześcijan i pokój na świecie. 31 grudnia na tej samej hali odbyło się spotkanie narodowe dla Polaków. Pod przewodnictwem ks. Bpa Marka Solarczyka z Warszawy została odprawiona Msza Święta dla wszystkich Polaków (było ich około 5 tysięcy), w której również uczestniczyliśmy. Po niej udaliśmy się do naszego Todtmoss, gdzie razem z Ojcami czekaliśmy i odliczaliśmy minuty do rozpoczęcia Nowego Roku. Spędziliśmy razem owocny czas w kuchni, gdzie daliśmy popis swoim kulinarnym talentom (powstały przepyszne pizze oraz wyborne chruściki). Przed północą zjedliśmy uroczystą kolacje, o północy odprawiliśmy Mszę, a po niej poszliśmy z uśmiechem na twarzy na mały spacer po naszym zaśnieżonym miasteczku. Pierwszy dzień nowego roku spędziliśmy na miejscu, w Todtmoss, gdzie cały dzień wspólnie z mieszkańcami przeżywaliśmy 750 rocznicę założenia tej urokliwej miejscowości. Z udziałem władz miasta odbyła się uroczysta Eucharystia, a popołudniu bardzo sympatyczne spotkanie dla całej społeczności miasta. Korzystaliśmy także nadal z pięknych widoków i robiliśmy (nie jedną…) bitwę na śnieżki, w której największe obrażenia odniósł nasz drogi opiekun… 2 stycznia o 4 rano zbieraliśmy się do wyjazdu; odprawiliśmy Mszę Świętą i śpiewem pożegnaliśmy się z Ojcami. Bardzo trudno było nam opuszczać Todtmoss, ponieważ jak sami zauważyliśmy zostawiliśmy tam część swojego serca. Był to dla nas wspaniały czas radości, odpoczynku i przede wszystkim czas dawania świadectwa naszej wiary oraz umocnienia naszej relacji z Chrystusem, w tych miejscach, gdzie tak wielu już o Nim niestety nie pamięta. Myślę, że pomimo tak dużej odległości jaka dzieli nas i klasztor w Todtmoos zawitamy tam ponownie. Teraz natomiast zbieramy siły na kolejne Europejskie Spotkanie Młodych; tym razem odbędzie się ono w hiszpańskiej stolicy – Madrycie. /

Ania

Na klasztornej wieży, wągrowczan biją dzwony !

34830022

W dzisiejszy czwartek, 12 października, mija dokładnie 20.lat, kiedy w tamtą październikową niedzielę 1997 r. przeżywaliśmy dzień konsekracji nowych dzwonów i poświęcenia pamiątkowej tablicy z okazji 400.rocznicy śmierci ks. Jakuba Wujka z Wągrowca – jezuity, który „dał mowie polskiej Pismo Święte”. Uroczystość zgromadziła wielką rzeszę parafian. Mszy św. przewodniczył i dokonał aktu konsekracji dzwonów, Metropolita Gnieźnieński ks. abp Henryk Muszyński. Wspominam dzisiaj o tym, gdyż na prośbę ks. abpa, wraz z śp. Zdzisławem Gajewskim i p. Ryszardem Cieślińskim, dokonaliśmy pierwszego oficjalnego uruchomienia dzwonów, by rozbrzmiewały one w kościele, ku radości zgromadzonych parafian. To uruchomienie miało miejsce w kościele; dzwony były jeszcze osadzone w specjalnej stalowej konstrukcji podtrzymującej. W następnych dniach zostały one zamontowane na wieży klasztornej przez pracowników Wągrowieckiego Przedsiębiorstwa Robót Mostowych. W dniu 24 grudnia 1997 r. o godz. 23.30, dzwony po raz pierwszy, po 55.latach wezwały nas na Pasterkę. Nie wszyscy może pamiętają, że z inicjatywy ówczesnego proboszcza – ks. Stanisława Borowiaka, w dniu 7 lutego 1997 r. zawiązał się Komitet Renowacji Klasztoru i Ufundowania Dzwonów, który rozprowadzał specjalne „cegiełki na odnowienie zabytkowego klasztoru i ufundowanie dzwonów”, o nominałach 10, 20, 50 i 100 zł. Dzwonom nadano imiona: – Maryi Królowej Polski – o wadze 350 kg – fundatorem parafia poklasztorna,  Jan Paweł II – o wadze 250 kg – fundatorem miasto Wągrowiec,  Św. Stanisław – o wadze 150 kg – fundatorem ks. proboszcz Stanisław Borowiak. Zostały one zamówione i wykonane w Ludwisarni Saturnina Skubiszyńskiego w Poznaniu. Intencją powołanego wówczas Komitetu było, aby po 55.latach dzwony wróciły na wieżę klasztoru. Stały się one również godnym pomnikiem upamiętniającym 600.lecie osiedlenia się cystersów w Wągrowcu oraz 400.rocznicy śmierci ks. Jakuba Wujka. Dzięki tamtej inicjatywie i hojności fundatorów, możemy dzisiaj cieszyć się brzmieniem dzwonów, które wzywają nas na msze św. i uświetniają przebieg uroczystości kościelnych. Dzięki staraniom oo. Paulinów, uruchamianie dzwonów odbywa się obecnie drogą elektroniczną wg czasowej regulacji satelitarnej.

Janusz Marczewski