Archiwum kategorii: Wspomnienie

Na klasztornej wieży, wągrowczan biją dzwony !

34830022

W dzisiejszy czwartek, 12 października, mija dokładnie 20.lat, kiedy w tamtą październikową niedzielę 1997 r. przeżywaliśmy dzień konsekracji nowych dzwonów i poświęcenia pamiątkowej tablicy z okazji 400.rocznicy śmierci ks. Jakuba Wujka z Wągrowca – jezuity, który „dał mowie polskiej Pismo Święte”. Uroczystość zgromadziła wielką rzeszę parafian. Mszy św. przewodniczył i dokonał aktu konsekracji dzwonów, Metropolita Gnieźnieński ks. abp Henryk Muszyński. Wspominam dzisiaj o tym, gdyż na prośbę ks. abpa, wraz z śp. Zdzisławem Gajewskim i p. Ryszardem Cieślińskim, dokonaliśmy pierwszego oficjalnego uruchomienia dzwonów, by rozbrzmiewały one w kościele, ku radości zgromadzonych parafian. To uruchomienie miało miejsce w kościele; dzwony były jeszcze osadzone w specjalnej stalowej konstrukcji podtrzymującej. W następnych dniach zostały one zamontowane na wieży klasztornej przez pracowników Wągrowieckiego Przedsiębiorstwa Robót Mostowych. W dniu 24 grudnia 1997 r. o godz. 23.30, dzwony po raz pierwszy, po 55.latach wezwały nas na Pasterkę. Nie wszyscy może pamiętają, że z inicjatywy ówczesnego proboszcza – ks. Stanisława Borowiaka, w dniu 7 lutego 1997 r. zawiązał się Komitet Renowacji Klasztoru i Ufundowania Dzwonów, który rozprowadzał specjalne „cegiełki na odnowienie zabytkowego klasztoru i ufundowanie dzwonów”, o nominałach 10, 20, 50 i 100 zł. Dzwonom nadano imiona: – Maryi Królowej Polski – o wadze 350 kg – fundatorem parafia poklasztorna,  Jan Paweł II – o wadze 250 kg – fundatorem miasto Wągrowiec,  Św. Stanisław – o wadze 150 kg – fundatorem ks. proboszcz Stanisław Borowiak. Zostały one zamówione i wykonane w Ludwisarni Saturnina Skubiszyńskiego w Poznaniu. Intencją powołanego wówczas Komitetu było, aby po 55.latach dzwony wróciły na wieżę klasztoru. Stały się one również godnym pomnikiem upamiętniającym 600.lecie osiedlenia się cystersów w Wągrowcu oraz 400.rocznicy śmierci ks. Jakuba Wujka. Dzięki tamtej inicjatywie i hojności fundatorów, możemy dzisiaj cieszyć się brzmieniem dzwonów, które wzywają nas na msze św. i uświetniają przebieg uroczystości kościelnych. Dzięki staraniom oo. Paulinów, uruchamianie dzwonów odbywa się obecnie drogą elektroniczną wg czasowej regulacji satelitarnej.

Janusz Marczewski

Ks. Franciszek Pinkowski ( 1882 – 1979 ) Wspomnienie w 135.rocznicę urodzin

W dniu 9 października minęła 135.rocznica urodzin śp. Ks. Franciszka Pinkowskiego – salezjanina, syna ziemi wągrowieckiej – wielkiego kapłana, który całym swoim życiem i posługą zasłużył na naszą pamięć i wdzięczność . Dzięki dokumentom udostępnionym przez zamieszkałą w Wągrowcu rodzinę śp. Ks. Franciszka, możemy poznać jego sylwetkę i ocalić od zapomnienia jednego z naszych współziomków, którego droga do stanu duchownego nie była łatwa . Ks. Franciszek Pinkowski urodził się w Popowie Kościelnym w dniu 9 października 1882 r. o godz. 6.28, jako syn rolnika Szymona Pinkowskiego i matki Anny Janiszewskiej. Rodzicami chrzestnymi byli Jakub Janiszewski i Józefa Barełkowska *). …..w roku 1905 wyruszył pieszo do Krakowa, by swe serce, siły i młodość ofiarować Bogu. Nie został tam w owych czasach – jako syn chłopski – z entuzjazmem przyjęty i po kilku miesiącach, w 1906 r. powędrował do Turynu. Z Włoch, po ciężkiej pracy, w roku 1917 udał się do Ameryki Południowej, do Urugwaju i Brazylii . W roku 1920, w Montevideo otrzymał upragnione święcenia kapłańskie. W styczniu 1921 r. wrócił jako kapłan do Brazylii i rozpoczął posługę misyjną ( wśród dzikich plemion ) . W okresie 59. lat posługi kapłańskiej, poza obowiązkami kapłana, wprowadzał cywilizację, modlił się, pracował i uczył . Budował kościoły, młyny, domy, szkoły. Służył ludziom, których przez swój osobisty czar, dobroć, pracowitość, swoją wrażliwość na nędzę, ludzkie cierpienia, szlachetnością i poczuciem sprawiedliwości, pozyskał i wychował na wierne dzieci kościoła katolickiego. W zamian zdobył miłość i szacunek brazylian . Miał dwie ojczyzny : Polskę, za którą tęsknił i Brazylię, którą ukochał i dla niej pracował do śmierci…. (fragment listu wysłanego w dniu 2 listopada 1979 r. przez p. Felicję Wieczorek z Wągrowca do Ojca św. Jana Pawła II ).
O roli, jaką dla Brazylii odegrał ks. Franciszek Pinkowski najlepiej świadczy list kondolencyjny przesłany rodzinie zmarłego przez przełożonego Instytutu Salezjańskiego z Juazerio do Norte w północno – wschodniej Brazylii, ojca Jose Pereira Lima . Zawiadamiając o śmierci ks. Franciszka, pisał on : „ W ciągu 10 dni leżał nieprzytomny, zmarł 15 kwietnia 1979 r. w wieku 96. lat, w święto Zmartwychwstania Pańskiego o godz. 17.00 w szpitalu św. Ignacego . Ciało ks. Franciszka zostało przeniesione do największego i najpiękniejszego Sanktuarium, gdzie tysiące ludzi oczekiwało Mszy Świętej, która była odprawiona przez księży ze Wspólnoty Salezjańskiej. W ciągu całej nocy i całego dnia następnego, tysiące ludzi modliło się za jego duszę w Kościele . Msza św. była koncelebrowana przez 18- tu księży, po czym odbyła się procesja ulicami, które otaczają Sanktuarium Najświętszego Serca Jezusowego, dla którego ks. Franciszek tyle pracował i czuł się szczęśliwy, kiedy zobaczył je wybudowane i wykończone. Ciało jego zostało pochowane w Sanktuarium, w miejscu, gdzie spowiadał w ciągu 25. lat. Wspólnota Salezjańska odprawiła w jego intencji 30 Mszy św. Odprawiliśmy Mszę św. w siódmy dzień po śmierci i 30-ty dzień po śmierci. Ks. Franciszek był dla nas Świętym Salezjaninem . Jesteśmy pewni, że on jest już w niebie. Polska może być dumna, że wydała tak zacnego syna” .
Tyle wynika z dokumentów, które udało się pozyskać dzięki uprzejmości rodziny ks. Franciszka Pinkowskiego. Próbując dopisać komentarz do tych dwóch listów, możemy z pełnym przekonaniem stwierdzić, że ks. Franciszek Pinkowski, nasz rodak z ziemi wągrowieckiej, zasłużył na nasz szacunek i wieczną pamięć. Rozsławił Polskę, ale my możemy dopowiedzieć, że rozsławił ziemię wągrowiecką. I tak jak pisał w swym liście kondolencyjnym o. Jose Pereira Lima : „Polska może być dumna, że wydała tak zacnego syna”, ale ta duma szczególnie może być naszym udziałem – mieszkańców ziemi wągrowieckiej. Naszą wdzięczność możemy wyrazić w modlitwie. Będzie to największy dar, jaki my dzisiaj możemy ofiarować ks. Franciszkowi . Módlmy się zatem, by Bóg wynagrodził jemu to wszystko, co dla Brazylii i chwały naszej Ojczyzny uczynił swym życiem ks. Franciszek Pinkowski, a modląc się umiejmy wyrazić Bogu wdzięczność, że ziemi wągrowieckiej dał tak godnego syna.

Janusz Marczewski

*) ustalono na podstawie księgi metrykalnej z r. 1882.  Autor dziękuje                               ks. Edwardowi Lajtlochowi – proboszczowi parafii p.w. Zwiastowania NMP w Popowie Kościelnym za pomoc w niniejszym opracowaniu.

4.lata obecności oo. Paulinów w Wągrowcu

Mijają 4.lata od dnia 1 września 2013 r., kiedy w wągrowieckim klasztorze powitaliśmy oo. Paulinów, którzy – na prośbę Generała Zakonu o. Izydora Matuszewskiego, za zgodą ks. abpa Józefa Kowalczyka– Metropolity Gnieźnieńskiego Prymasa Polski, objęli swą opieką parafię i pocysterskie zabudowania klasztorne.

Te 4.lata przyniosły wiele korzyści duchowych i materialnych mieszkańcom naszej parafii. Znaczącej poprawie uległ stan obu świątyń, choć mamy świadomość, ile jeszcze potrzeba wysiłku, czasu i nakładów, by osiągnąć zamierzone cele.

Życzymy zatem oo. Paulinom wytrwałości i niesłabnącej energii, w dziele realizacji wszelkich zadań. Niech Matka Boża Częstochowska, nasza wągrowiecka Madonna, a także zakonni patronowie, wspomagają Was w trudzie sprawowania posługi duszpasterskiej i zakonnej, byśmy wraz z Wami mogli cieszyć się każdym dobrem, które – dzięki Waszym staraniom i modlitwie, ubogaca nasze życie duchowe i wrażliwość religijną.

Szczęść Wam Boże !

Idźcie do Józefa (relacja z maja 1999 r.)

W Parafialnym Oddziale Akcji Katolickiej (POAK ) przy parafii poklasztornej p.w. Wniebowzięcia NMP w Wągrowcu , zrodziła się inicjatywa godnego przebiegu tegorocznego święta Patrona Rodzin – św. Józefa . Jako , że czasu nie było wiele , złożono wizytę w Sanktuarium w Kaliszu , uzyskując aprobatę na kilkudniową peregrynację kopii obrazu św. Rodziny do Wągrowca . Należy z całą mocą podkreślić życzliwość z jaką spotkaliśmy się od samego początku tej inicjatywy . Przecież dla Kalisza jest to święto patronalne , a jednak prośba nasza została wysłuchana . Obraz po raz pierwszy gościł poza Diecezją Kaliską . W dniu 18 marca 1999 roku członkowie POAK na czele z Asystentem ks. Stanisławem Borowiakiem udali się do Kalisza . Po nawiedzeniu Bazyliki Mniejszej p.w. Wniebowzięcia NMP , (spotkany ks. Bp Stanisław Napierała – Ordynariusz Diecezji Kaliskiej pobłogosławił naszej inicjatywie ) – udaliśmy się do Seminarium Duchownego , skąd procesjonalnie wyprowadzony przez kleryków obraz , został przejęty przez naszą delegację i szczęśliwie przewieziony do Wągrowca . Punktualnie o godzinie 16-tej samochód wiozący cudowny obraz zatrzymał się na ulicy Klasztornej , skąd członkowie POAK , a następnie członkowie Towarzystwa św. Wojciecha przenieśli obraz do kościoła poklasztornego . Po powitaniu przez proboszcza ks. Stanisława Borowiaka i przedstawicieli POAK, rozpoczęła się Msza św. powitalna , którą odprawił ks. kan. Tadeusz Pietrzak , który był odpowiedzialny za ponad dwuletnią peregrynację obrazu po Diecezji Kaliskiej . To właśnie ks. Pietrzak w czasie homilii przybliżył nam wiele faktów z historii obrazu . Czuwanie przy obrazie zakończyło pierwszy dzień uroczystości . W dniu 19 marca, po porannych Mszach św. , główne uroczystości odbyły się wieczorem , a poprzedziła je Droga Krzyżowa . Mszy św. koncelebrowanej przewodniczył Biskup Pomocniczy Diecezji Kaliskiej Teofil Wilski . Koncelebransami byli ks. prałat Zbigniew Kiernikowski – biblista , rektor Papieskiego Instytutu Polskiego w Rzymie i ks.kan. Tadeusz Pietrzak . Licznie uczestniczącym w uroczystości parafianom i przybyłym gościom przedstawiono historię cudownego obrazu. Św. Teresa od Jezusa mówiła m.in. : „ poznałam w najcięższych przeżyciach , w których chodziło o moje sprawy , o zbawienie duszy mojej i dzieła Zakonu, że ojciec ten mój i Patron wybawił mnie zawsze i więcej mi dobrego czynił , niż to sama wyprosić sobie mogłam…” Święty Józef Kaliski w swym sanktuarium – Bazylice Wniebowzięcia NMP w Kaliszu przebywa wg tradycji od 1670 roku , od momentu uzdrowienia nieuleczalnie chorego mieszkańca wsi Szulec k./Opatówka , niejakiego Stobieni . Dotknięty paraliżem prosił Boga o skrócenie jego cierpienia . Wówczas doświadczył snu , w którym sędziwa osoba – a dostrzegł w niej św. Józefa – nakazała mu namalowanie obrazu. Posłuszny temu widzeniu znalazł malarza , któremu przekazał wskazówki, jak ma obraz wyglądać . Umieścił go jako wotum w Kaliskiej Kolegiacie , w podarowanym przez siebie ołtarzu i został cudownie uzdrowiony . Od tego czasu kroniki kościelne zanotowały na koniec XVIII w. 600 uzdrowień . Z ostatnich , bliskich nam czasów – datowany na 29 kwietnia 1945 r. – znany fakt uwolnienia więźniów obozu hitlerowskiego w Dachau , gdzie więźniowie zagrożeni zagładą obozu , zaczęli odprawiać Nowennę do św. Józefa i dziwnym zbiegiem okoliczności , w dniu zakończenia Nowenny obóz został wyzwolony przez aliantów . Ograniczeni rozmiarami niniejszego artykułu , z konieczności możemy tylko skrótowo przedstawić te cudowne wydarzenia . Zainteresowanych odsyłamy do nr 11 „Przewodnika Katolickiego” z 1999 r. Pięknym akcentem naszych uroczystości było odnowienie ślubowania par małżeńskich . Odnowione przysięgi przyjął i pobłogosławił ks.bp Teofil Wilski , który swoją homilię poświęcił rodzinie i postaci św. Józefa . Dzień zakończono czuwaniem, a nazajutrz po Mszy św. członkowie POAK odwieźli obraz do Kalisza . Członkowie Parafialnego Oddziału Akcji Katolickiej przy parafii p.w. Wniebo- wzięcia NMP w Wągrowcu składają w imieniu parafian wyrazy wdzięczności Ordynariuszowi Kaliskiemu , ks. bpowi Stanisławowi Napierale za poparcie naszej inicjatywy i udzielone Błogosławieństwo. Dziękujemy za obecność , za skierowane do nas Słowo i Błogosławieństwo – ks. bpowi Teofilowi Wilskiemu , a nadto księżom prałatom Heliodorowi Grabiasowi , Zbigniewowi Kiernikowskiemu i ks.kan. Tadeuszowi Pietrzakowi . Niech św. Józef ubogaci nasze rodziny i wyjedna nam łaski , o które prosiliśmy w modlitwie. Bogu dzięki za te dni i duchową ucztę. Św. Józefie , módl się za nami .
POAK przy parafii p . w . Wniebowzięcia NMP

Wągrowiec maj  A . D . 1999                                                                                            „Światłość”nr5/62 Rok VI   

Zachowajmy świętość nekropolii

p1090603Za kilkadziesiąt godzin zbierzemy się znowu w miejscach, gdzie spoczywają doczesne szczątki naszych najbliższych. Staniemy przy udekorowanych nagrobkach, by w tych dniach być jak najbliżej tych, którzy bardzo często, byli sensem naszego życia, a ich odejście zburzyło dotychczasowy jego rytm. Staniemy tam, boć to przecież szczególne dni dla Wszystkich Świętych i Zmarłych. Bo tak nakazuje nam wielowiekowa tradycja, nacechowana szacunkiem dla tych, którzy poprzedzili nas do domu Ojca. Będziemy tam, gdyż dla wielu z nas, bycie w tym miejscu, to jak byśmy chcieli Im wszystkim jeszcze raz powiedzieć, jak nam Ich brakuje, jak Ich kochaliśmy, jak nam nieraz trudno bez Ich wsparcia. Nie znaczy to, że te dni muszą być tylko smutne. Przecież wielu zmarłych odchodziło z tego świata umęczonych długą chorobą, cierpieniami – nie tylko fizycznymi, ale i psychicznymi. Ginęli na frontach, w obozach koncentracyjnych, sponiewierani przez okupantów. Cierpieli nie tylko z bólu fizycznego, ale przechodzili na drugą stronę często bez tej ludzkiej pomocy w cierpieniu. Nie mieli nawet możliwości uskarżenia się na swój los, nie mogli się pożegnać, nie mieli komu przekazać swej ostatniej woli, nikt nie trzymał Ich w godzinie śmierci za rękę. Dlatego też, te dni winny być również pełne refleksji, że śmierć przerwała Ich ból i otworzyła drogę do lepszego życia, wolnego od tych ziemskich niegodziwości. Dla nich, to niebiańska jasność rozproszyła mroki trudu Ich śmierci. Oni są już szczęśliwi, i to jest dla nas żyjących pociecha i nadzieja. I to właśnie winno być głównym akcentem obchodów tych dni, a nie obce polskiej tradycji – sprowadzane zwyczaje, choćby „Halloween”, skąd niedaleko do satanizmu. Kiedy staniemy na cmentarzu przy mogile tej drogiej nam osoby, pomyślmy o tych sprawach i stwórzmy wokół niej taki mikroklimat, który nie będzie zakłócał tej szczególnej atmosfery tym, którzy stoją obok. Podarujmy im te kilka chwil intymności i ciszy, na duchową rozmowę ze zmarłym. Oni przybyli tam nieraz z bardo daleka. Ten dzień jest również okazją do spotkania się rodziny, często po wielu latach. Niech jednak głośne powitanie, okrzyki dzieci, telefony komórkowe, palenie papierosów – nie zakłócą tej specyficznej atmosfery. Módlmy się wspólnie podczas odprawianej na cmentarzu Mszy św. za zmarłych. Pozwólmy sobie wzajemnie na godny w niej udział. To tylko kilkadziesiąt minut; dla nas to niewielki wysiłek, a ile dobra dla zmarłych. Nasza modlitwa w tym dniu, to największy dar, który możemy ofiarować zmarłym, więcej niż kwiat, czy ilość zniczy. Te materialne dobra tworzą przepiękną atmosferę, i są wyrazem naszej wdzięczności dla zmarłych, ale cóż one znaczą bez naszej modlitwy. Zanieśmy i ten dar naszym drogim zmarłym i niech on będzie najważniejszym .
Janusz Marczewski

Matce nigdy nie jest trudno ! Czy ma wybór ?

Kiedy ma się 80.lat, można przyjąć, że słowo Matka jest już rzadziej używane, bo przecież ona już tak dawno odeszła, by w „nowym domu” oczekiwać na moje „tam” przyjście. To oczywiste, że nie wszyscy tak czują oddalający się wizerunek tej, która z woli Najwyższego obdarowała mnie darem życia. Mimo upływu lat, mimo mego zaawansowanego wieku, zawsze czuję się jej dzieckiem, pamiętam wiele epizodów z dzieciństwa, jej heroizm życia, jej walkę o utrzymanie nas – dzieci przy życiu, gdy okres naszego dzieciństwa został naznaczony ciemną kartą okupacyjnej nocy, pogłębioną utratą ojca, straconego w otchłani niemieckiego obozu koncentracyjnego. Kiedy przenoszę na papier te moje doznania i wspomnienia, też zastanawiam się nad tym, czy, i ile razy można rozpamiętywać te trudne lata własnego dzieciństwa. I tu znajduję odpowiedź. Nie zamierzam użalać się nad własnym losem, ale oddać cześć i szacunek Matkom, które tak jak moja zostały okaleczone we wczesnych latach swego życia, wczesnych latach swego małżeństwa, kiedy pozbawione swych partnerów życiowych, musiały zmierzyć się z tą okrutną rzeczywistością – przezwyciężyć ból po stracie ukochanego małżonka, i walczyć o swoje dzieci, o utrzymanie ich przy życiu. Bo one czuły się też zobowiązane nas wychować, realizując jakoby testament swego partnera. Moja matka zawsze pamiętała i przytaczała słowa z ostatniego, obozowego listu z Auschwitz. Ojciec prosił: „Pamiętaj proszę stale o tym, aby naszym dzieciaczkom nikt nie wyrządził czegoś złego”. I mama, z pełnym poświęceniem, dzień po dniu, ze łzami w oczach, z ciągłą nadzieją, że może los nie będzie dla niej tak okrutny, może tata wróci. Niestety, listonosz przyniósł to niechciane „Sterbeurkunde”1) z Standesamt Auschwitz2). Zostaliśmy sami. Mój ból, kilkuletniego dziecka, na początku był mało rozumiany, rósł z wiekiem. A że tak mogło być, zawdzięczam Mamie, która wszystko czyniła, byśmy nie odczuli braku ojca; dzisiaj wiem i rozumiem, ile to ją kosztowało. Ten ból przeżywały wszystkie matki, matki moich kolegów z kamienicy, ale przecież i wiele innych dotkniętych tą tragedią. Dzisiaj, kiedy zbliża się Dzień Matki, chcielibyśmy uczynić dla Niej coś szczególnego, by sprawić jej radość, by przywołać na jej oblicze uśmiech, zmniejszyć ilość jej kłopotów, ulżyć w cierpieniu, dać dowód naszej miłości i powiedzieć Jej – Mamo Kochana, za mało Cię kochałem za to wszystko, co Ty dla mnie uczyniłaś. Chcę Tobie to dzisiaj powiedzieć, że nie zapomnę niczego, czego mnie uczyłaś, bo z każdym dniem mego dorosłego życia, gdy miałem już swoją rodzinę, mogłem czerpać z tej skarbnicy Twych rad – wskazówek do wychowania mych dzieci, wnuków, by one wiedziały, jak postępować w swym życiu dla dobra swego potomstwa. Kiedy naszych Matek nie ma już z nami, kiedy matkami są już nasze córki, a może i wnuczki, to przypatrujemy się, jak one spełniają swoją matczyną rolę. Jest im teraz dużo łatwiej; nie znaczy to, że i one pozbawione są kłopotów i rozterek życia rodzinnego. Ale my pamiętamy i nigdy nie zapomnimy losu polskich i nie tylko polskich matek, które traciły swoje dzieci w okrucieństwach okupacji, wojen, kataklizmów. Ile musiała znieść matka, którą rozdzielono z jej maleńkim dzieckiem w trakcie selekcji w obozach koncentracyjnych. Jak ona cierpiała i była bezradna, gdy jej dziecko umierało z głodu i zimna, w nieludzkich warunkach zsyłek syberyjskich. Nie mogła nieraz pochować osobiście swego ukochanego dziecka, a nawet nie wie, gdzie i co uczyniono ze zmarłym dzieckiem. To piętno pozostawiło w jej świadomości niegojącą się ranę, która nadal krwawi i sprawia ból jej matczynego serca. Cieszmy się zatem, że obecne matki, mimo niedoskonałości systemu, mimo braków, które najlepiej potrafi wyliczyć dzisiejsza matka, że one nie załamują rąk; czynią wszystko, by ich dziecko nie zaznało głodu, choroby, niedostatku, by cieszyło się swym dzieciństwem, o które ich matka dba kosztem wielu wyrzeczeń, bo każdy czas ma swoje problemy, ale ona nigdy nie przestanie być Matką, „bo serce Jej, najczystsze z serc”.
Wszystkim Matkom ! By nigdy nie musiały przeżywać podobnych tragedii, by w swym życiu, mimo piętrzących się nieraz przeszkód, zachowały siłę i serce, a nade wszystko dar wdzięczności i szacunku swych dzieci.

1)– akt zgonu  2)– Urząd Stanu Cywilnego w Oświęcimiu

Janusz Marczewski

Komunikat ws. inicjatywy „Ofiarom stanu wojennego. Zapal Światło Wolności”

Zbliża się kolejna rocznica dramatycznych wydarzeń związanych z wprowadzeniem stanu wojennego w Polsce 13 grudnia 1981 r. Ojciec Święty Jan Paweł II – na znak solidarności z Polakami przeżywającymi te trudne chwile – zapalił symboliczną świecę w oknie Pałacu Apostolskiego w Watykanie.
Instytut Pamięci Narodowej, zainspirowany przykładem Papieża Polaka, pragnie upamiętnić te bolesne wydarzenia poprzez kampanię społeczną „Ofiarom stanu wojennego. Zapal Światło Wolności”. Do udziału w niej zaproszono także Kościół katolicki w Polsce. Rada Stała Konferencji Episkopatu Polski, obradująca 23. listopada br. na Jasnej Górze, po zapoznaniu się z założeniami kampanii, podjęła decyzję o przyjęciu zaproszenia. W związku z tym Konferencja Episkopatu Polski zachęca do zapalenia symbolicznej świecy 13. grudnia br. o godz. 19.30 w duchu pamięci o ofiarach stanu wojennego. Biskupi proponują także, aby podczas Mszy Świętych w najbliższą niedzielę objąć modlitwą szczególnie tych, którzy zginęli lub cierpieli broniąc godności człowieka.

ks. Paweł Rytel-Andrianik
Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski

Pamięć – Zaduma – Modlitwa

Sprawił Bóg, że przy sprzyjającej pogodzie mogliśmy w tym roku czynnie włączyć się w obchody dnia Wszystkich Świętych. Wielka rzesza wągrowczan stanęła pośród mogił swych najbliższych, by uczestniczyć we Mszy św. celebrowanej na Cmentarzu Komunalnym. Tak liczne zgromadzenie mieszkańców i przyjezdnych, oddaje najlepiej atmosferę tego dnia, co w polskiej kulturze, tradycji i religijności, ma wielkie znaczenie duchowe i dowodzi nieprzemijającej wrażliwości na istotę przemijania i miłości do tych, którzy nas uprzedzili w drodze do Domu Niebieskiego, do Domu naszego Ojca. Jak mówił w homilii o. Dariusz Nowicki, stoimy na miejscu świętym, gdzie każdy skrawek ziemi kryje nie tylko doczesne ludzkie szczątki, ale historię ich życia, trud zmagań z przeciwnościami losu i nadzieję, z którą odchodzili z tego świata. Dobrze się stało, że było tam nas tak wielu. Zanieśliśmy naszym drogim zmarłym nie tylko kwiaty i znicze, ale i naszą zbiorową modlitwę, i ten szczególny dar Komunii św. tak licznie przyjętej. A zmierzając w procesji cmentarnymi dróżkami, mogliśmy w ten szczególny sposób włączyć się w dodatkową modlitwę w intencji Wszystkich Świętych i naszych najbliższych, tego daru, którego dla nich najbardziej potrzeba. Wielu z nas uczestniczyło również w wieczornej modlitwie różańcowej, której atmosferę podkreślała wyjątkowa sceneria rozświetlonego cmentarza i krzyża. Dzień Zaduszny – Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych pozwolił nam ponownie skupić swe myśli na oddaniu Im naszej modlitwy, by nią umocnieni byli szczęśliwi w swym nowym życiu, a także, by znaleźli nasze wsparcie, jeśli jeszcze oczekują na pełnię życia wiekuistego. Koronka do Bożego Miłosierdzia, Różaniec z wypominkami i Msza św. koncelebrowana przez naszych Ojców Paulinów dopełniła nasz wspólny wkład w godne przeżycie tych dwóch listopadowych dni. Dobrze się też stało, że w modlitwie różańcowej, gdy wspominając naszych bliskich, pamiętaliśmy również bardzo licznie o naszych kapłanach, którzy kształtowali naszą osobowość, uczyli nas wiary i służyli nam ofiarnie swą posługą. Naszym Ojcom Paulinom dziękujemy za tak okazałą oprawę obchodów, za wygłoszone płomienne homilie, za dar wspólnego przeżywania tych świątecznych dni.
Minęli nas Wszyscy Święci, Zaduszki przypomniały nam o Waszym tam istnieniu; przygasa znicz na Waszych mogiłach, a jednak zawsze płonie nasze przyjazne serce.

Janusz Marczewski

Pamięci tych, którzy odeszli

Stajemy znowu pośród cmentarnych mogił naszych bliskich, by podtrzymać więź, tradycję, ale by zanieść Im też naszą modlitwę i ten znicz pamięci, który zawsze gdy płonie, uzmysławia nam tę duchową łączność. „Uroczystość Wszystkich Świętych* wywodzi się głównie z czci oddawanej męczennikom, którzy oddali swoje życie dla wiary w Chrystusa, a których nie wspomniano ani w martyrologiach miejscowych, ani w kanonie Mszy Świętej. Pierwotnie święto to obchodzono 13. maja. W IV w. rozpowszechniła się tradycja przenoszenia całych relikwii świętych, lub ich części, na inne miejsca. W ten sposób chciano podkreślić, że święci są własnością całego Kościoła. Kiedy w 610 roku papież Bonifacy IV otrzymał od cesarza starożytną świątynię pogańską Panteon, kazał złożyć tam liczne relikwie i poświęcił tę budowlę na kościół pod wezwaniem Matki Bożej Męczenników. Od tego czasu oddawano cześć wszystkim zmarłym męczennikom w dniu 13. maja. Papież Grzegorz III w 731 r. przeniósł tę uroczystość z 13. maja na dzień 1. listopada. W 837 r. Grzegorz IV rozporządził, aby odtąd 1. listopada był dniem poświęconym pamięci nie tylko męczenników, ale wszystkich świętych Kościoła katolickiego. Jednocześnie na prośbę cesarza Ludwika Pobożnego rozszerzono to święto na cały Kościół. W atmosferę wspomnienia wszystkich wiernych zmarłych przenoszą nas obchody Dnia Zadusznego*, które zapoczątkował w chrześcijaństwie w roku 998 św. Odilon, opat z Cluny, jako przeciwwagę dla pogańskich obrządków czczących zmarłych. Na dzień modłów za dusze zmarłych – stąd nazwa „Zaduszki” – wyznaczył pierwszy dzień po Wszystkich Świętych. W XIII w. ta tradycja rozpowszechniła się w całym Kościele katolickim. W XIV wieku zaczęto urządzać procesje na cmentarz do czterech stacji. Przy stacjach odmawiano modlitwy za zmarłych i śpiewano pieśni żałobne. Piąta stacja odbywała się już w kościele, po powrocie procesji z cmentarza. W Polsce tradycja Dnia Zadusznego zaczęła się tworzyć już w XII w. a z końcem XV w. była znana w całym kraju. W 1915 r., papież Benedykt XV, na prośbę opata benedyktynów, zezwolił, aby tego dnia każdy kapłan mógł odprawić trzy msze: w intencji poleconej przez wiernych, za wszystkich wiernych zmarłych i wg intencji papieża. W polskim Kościele katolickim, Dzień Zaduszny ma rangę wspomnienia obowiązkowego, jako wspomnienia wszystkich wiernych zmarłych”. Te dwa pierwsze listopadowe dni wprowadzają nas w szczególną atmosferę, która uczula naszą świadomość na nieunikniony fakt przemijania. I wówczas, gdy stoimy nad grobem najbliższej osoby, właśnie w tym miejscu, dociera do nas ta życiowa prawda, że wszystkich nas czeka ten sam los, los człowieka, który by odnaleźć się w nowym życiu, musi właśnie przejść tę drogę, oczekując obiecanego zmartwychwstania. I smutek, który ta oczywista prawda niesie, ma też w swym wymiarze tę nadzieję, że śmierć nie oznacza końca, a jest początkiem nowego, lepszego życia, na które oczywiście trzeba sobie zasłużyć tym pierwszym etapem naszego istnienia, czyli życiem doczesnym. Widok, który dostrzegamy wchodząc na cmentarz jest bardzo miły i budujący dla oka, gdy stajemy pośród pięknie udekorowanych mogił, pomników, gdy szczególnie wieczorową porą płoną niezliczone znicze pamięci. Wszystko to dowodzi, że ci którzy odeszli, byli dla nas bardzo bliscy, bardzo ich kochaliśmy, bardzo nam ich brakuje, często sytuacja po utracie najbliższej osoby nas przerasta. Przynieśliśmy im wiązanki kwiatów, zapaliliśmy znicze, to wszystko jest piękne i tak trzeba. Jednak pamiętajmy o najważniejszym darze, na który oni czekają, pamiętajmy o modlitwie. Ten dar jest dla nich najważniejszy, a nas nic nie kosztuje, tylko trzeba naszej woli, by to im zanieść w te dni, bo to właśnie jest najpiękniejszym podarunkiem, który nasze serce i pamięć mogą im teraz dać. A kiedy też na drodze twego cmentarnego przejścia trafisz może na mogiłę, której już od dłuższego czasu nikt nie odwiedza, spróbuj się choćby na chwilę zatrzymać, by w zadumie wspomnieć tę może nieznaną osobę, może też zapalić znicz, a przynajmniej odmówić tę jedną przysłowiową „zdrowaśkę”, na którą ta zmarła osoba oczekuje, by osiągnąć pełnię życia wiecznego. Odwiedzanie cmentarza w te szczególne listopadowe dni, jest piękną tradycją i wyrazem naszej pamięci o tych, którzy w minionym czasie stanowili wypełnienie naszego wspólnego współżycia. Dzisiaj, kiedy ich już nie ma wśród nas, to wielce znaczący, potrzebny zmarłym dar, pamiętajmy jednak, by nie był to dar jednostkowy – listopadowy. Chciejmy im ten dar zanosić częściej, nieść im naszą codzienną modlitwę, bowiem jak w swym wierszu „W Zaduszki” pisze poetka Joanna Kulmowa:
„Tu jest pamięć i tutaj świeczka. Tutaj napis i kwiat pozostanie. Ale zmarły gdzie indziej mieszka na wieczne odpoczywanie. Smutek to jest mrok po zmarłych tu, ale dla nich są wysokie jasne światy. Zapal świeczkę. Westchnij. Pacierz zmów. Odejdź pełen jasności skrzydlatej”.
Wieczny odpoczynek racz zmarłym dać Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci !
*) Opisy świąt na podstawie „Wikipedii”.