Jubileuszowy Rok Ojca Pio

 

To właśnie dziś 23 września 50 lat temu zmarł znany włoski stygmatyk O. Pio.
Ojciec Pio stał się ojcem dla milionów ludzi” opowiadają bracia kapucyni –Tomasz Duszyc i Roman Rusek. Trwa Rok Jubileuszowy św. o. Pio. Ogólnopolskie obchody 100-lecia otrzymania stygmatów przez św. o. Pio oraz 50-lecia jego śmierci potrwają do 8 grudnia.
Ojciec Pio był człowiekiem naznaczonym przez Pana Boga. Stygmaty były znakiem jego upodobnienia do Chrystusa. Ojciec Pio był, w pewnym sensie, z Chrystusem przybity do krzyża. Przyjął stygmaty z wielka wiarą, jako coś, co może przybliżać Boga ludziom — opowiadał brat Roman Rusek.
Stygmaty zadawały ojcu Pio niesamowite cierpienie. On nigdy nie skarżył się na ból, jaki mu towarzyszył przez 50 lat. Ojciec Pio jednak wcale nie chciał cierpieć, bo nikt normalny nie będzie przecież chciał czuć bólu. Zdawał sobie jednak sprawę, że jest w tym jakiś plan Jezusa — dodał brat Roman.
W czasie studiów w Rzymie rozmawiałem z bratem Modestem, który dobrze znał ojca Pio, tak jak on pochodził z Pietrelciny i był jego przyjacielem. Chciałem wiedzieć jak znosił stygmaty przez tyle lat. Dowiedziałem się, że widział w nich sposób na podprowadzenie ludzi do Boga. Wiedział, że to dzieje się dla dobra Kościoła —opowiadał zakonnik.
Ojciec Pio miał rany męki Chrystusa nie tylko na dłoniach, ale też na boku i stopach. Przeżywał taki ból, jakby mu ktoś nieustannie „wiercił” w tych ranach, one były nieustannie świeże. Wielką tajemnica jest to, że nigdy nie wdało się tam żadne zakażenie. Mówiono, że odnawia je sam, kwasem fenolowym. A on zakrywał te rany i nie chciał wzbudzać sensacji. Zakładał specjalne bandaże, rękawice z odkrytymi palcami i nosił długie rękawy. Nie mógł nosić pełnych rękawiczek, bo wtedy nie mógłby odprawiać Mszy Świętej. — opowiadał brat Roman.
Duchowy ojciec ojca Pio, czyli inny znany stygmatyk święty Franciszek, stygmaty otrzymał dopiero pod koniec swojego życia. Ojciec Pio otrzymał stygmaty jako młody zakonnik, miał wtedy 34 lata. Ten znak przyciągał przez 50 lat ludzi do niego, a przez to do Boga. Trzeba też wiedzieć, że stygmaty dla wielu osób były ciekawostką, a ojciec Pio wzbudzał czasem niezdrową sensację — mówił brat Tomasz.

Duma upokarza

Augustyn Pelanowski OSPPE

Ubóstwo jest prawdą o każdym z nas, ale tylko najodważniejsi zdobywają się je zamanifestować bez rozpaczy, lecz z radością. Czym jest uniżenie siebie? Odkryciem, że nigdy nie było się tym, za kogo się uchodziło. Im radykalniej ktoś zabiega o swój prestiż, tym potężniejszy tworzy się w nim lęk przed zdemaskowaniem. A lęk domaga się obrony, zaś najlepszą obroną jest atak. Oto geneza wszelkich wojen. Najtrudniej przyjąć prawdę, która zdziera maski i odsłania nędzę. Pierwszym krokiem ku zalecanemu przez Chrystusa uniżeniu jest uznanie w sobie wad, a nie cnót; przyznanie się do tego, na co nas nie stać, a nie wmawianie sobie tego, na co nas stać. Być ostatnim i to jeszcze ostatnim dzieciakiem nie jest łatwo. Czy zniósłbyś ironiczną uwagę kogoś, kto niezbyt darzy cię sympatią, gdyby w oczy powiedział o tobie: dzieciak!? Gdybyś to zniósł i w twoim wnętrzu nie obudziłaby się nawet iskra oburzenia, oznaczałoby to, że jesteś uczniem Chrystusa.
Gdy byłem bardzo młodym kapłanem, pewna zakonnica właśnie tak mi powiedziała, patrząc w oczy: dzieciak! Przeżyłem to słowo jak termometr włożony dziecku pod pachę, gdy gorączkuje. Gorączka dumy była jednak zbyt wysoka i wybuchłem oburzeniem. A oburzenie, nawet usprawiedliwione, jest odruchem duszy zbyt podejrzanym, aby ksiądz mógł mu ulegać – napisał Bernanos. Nie potrafiłem znieść takiego uniżającego mnie programu, który zapewne sam Jezus wymyślił, by mnie uzdolnić do bycia Jego uczniem. Moja duma mnie upokarza i zawstydza. Czuję się taki mały, gdy wychodzi na jaw, jak kurczowo trzymam się wielkości. Jak śmiesznie wygląda dziecko, które przebiera się w marynarkę ojca, wkłada jego ogromne buty, w których wygląda jak w płetwach, i zakłada jego kapelusz trzymający się jedynie na uszach. Nikt z nas nie jest dojrzały, każdy jest dzieciakiem. Schylam ze wstydem głowę, gdy łapię się na pragnieniu patrzenia na innych z góry.
Jezus nigdy nie stał się człowiekiem z przeszłości i Jego propozycje świeżo wybrzmiewają w pamięci, jakby się je słyszało kilka godzin wcześniej wprost z Jego ust. Czytając Ewangelię, niekiedy mam wrażenie, że nie ja ją czytam, tylko ona mnie. Odczytuje we mnie na głos wszystko to, co boję się powiedzieć szeptem nawet sam do siebie. Milczę, choć widzę wewnętrznie, jak Jezus wydobywa ze mnie dzieciaka i zachęca mnie, bym go przyjął; bym przy-jął moją niedojrzałość z miłością, bez wymagań, bez roszczeń, bez buntu, bez nienawiści. Ostatecznie Jezus zaczął w ten sam sposób: najpierw był dzieckiem.
O wiele trudniej być Bogu człowiekiem, niż dorosłemu człowiekowi uznać w sobie dziecięcą niedojrzałość, której ambitnie zaprzecza we wszelkich okazjach do wyniesienia się ponad innymi. A przecież tuż za zgodą na swą niedojrzałość i małość czeka na nas pokój uśmierzający wszelkie spory, a nawet wojny, jak brzoskwiniowy ogród za ceglanym murem.

Spotkanie młodych z okazji wspomnienia św. Stanisława Kostki

Zapraszamy serdecznie na kolejne Święto Młodych z okazji wspomnienia św. Stanisława Kostki. W tym roku szczególna okazja do świętowania, ponieważ przeżywamy jubileusz 450-lecia śmierci Patrona Młodzieży. Spotkamy się pod hasłem OTO JA – UCZEŃ tym razem we Wrześni 29.09.2018. Zaczynamy o godz. 12.00 w hali sportowej Samorządowej Szkoły Podstawowej nr 1, ul. Szkolna 1. Koszt uczestnictwa 5 zł. Zapisy do 26.09.2018.
Dzień wcześniej 28 września (piątek) zapraszamy wszystkich chętnych do pomocy w przygotowaniu spotkania. Nocleg w warunkach pielgrzymkowych w tym samym miejscu co sobotnie spotkanie. Szczegółowe informacje będą wysłane mailowo po wypełnieniu formularza zgłoszeniowego.
Informacje także na stronie www.ddmgniezno.pl oraz w wydarzeniu nafacebooku https://www.facebook.com/events/505774803230499/
Program dnia:
12.00 – zawiązanie wspólnoty
12.30 – konferencja + taniec – o. Kordian Szwarc OFM
14.00 – obiad
16.00 – nabożeństwo pokutne, adoracja Najświętszego Sakramentu, spowiedź
17.45 – koncert „niemaGOtu”
19.00 – Eucharystia
Linki do formularzy zgłoszeniowych:
– WOLONTARIUSZE
https://docs.google.com/…/1FAIpQLSc9KrI_0kVyfihQTi…/viewform 
– GRUPY
https://docs.google.com/…/1FAIpQLSd1Z4GXMY_nWd9AX-…/viewform
– INDYWIDUALNI
https://docs.google.com/…/1FAIpQLSfxvXJN5J1U6jc1Sd…/viewform

Bóg nadstawia za mnie pierś

Augustyn Pelanowski OSPPE

Bóg całą pomstę zła tego świata przyjął na siebie w swoim Synu. Myślę o Nim jak o wojowniku, który nadstawia swoją pierś na ciosy wroga, by w ten sposób zasłonić swoich przyjaciół. Jezus Chrystus jest wybawcą, czyli tym, który wybawia od wszelkich nieszczęść, a nade wszystko od śmierci. Jest tylko jeden najskuteczniejszy sposób wybawienia od zła: skierować je na siebie samego. Dlatego strofuje Piotra słowami: „zejdź mi z oczu, szatanie”. Gdyby Chrystus uratował siebie przed krzyżem, to kto na nim by zawisł? Piotr, ja, ty? Każdy z nas! Gdyby Chrystus nie przyjął przekleństw na siebie, każdy z nas pędziłby przeklęty żywot do końca swoich dni i poza nimi, przez wieczność.
Rozważając pragnienie Jezusa przyjęcia odrzucenia i ukrzyżowania, uświadamiam sobie z wdzięcznością położenie, w którym się znalazłem dzięki Niemu: jestem zbawiony nie tylko od śmierci czy potępienia, ale nawet od tysięcy katastrof, jakie niechybnie by mnie spotkały w życiu, gdybym nie żył życiem Jezusa. Żyję schowany za plecami Boga, który swoją pierś, a nawet serce nadstawił na to wszystko, co mogło mnie spotkać w przeszłości i w przyszłości. Jak wielu nieszczęść uniknąłem? Wiem na pewno, że trzy razy śmierci z niezrozumiałych dla mnie do końca powodów, które nie mieszczą się w pojęciu „przypadek”, a nawet słowo „cud” jest jak but o za małym rozmiarze. Życie jest polem bitwy, na którym ciosy padają nieustannie z każdej strony. W każdej chwili może dopaść mnie lub ciebie ból lub śmierć, ale idziemy osłonięci plecami Boga. Pragnę jeszcze bardziej wtulić się w Niego, usłyszeć bicie Jego serca, otoczyć ramionami Jego ciało, przylgnąć nierozerwalnie na zawsze i iść dalej, aż wyprowadzi mnie poza obszar bitwy, w jaką przeobraził się ten świat.
Największą iluzją jest racjonalne przekonanie, że można się obywać bez Boga na tym świecie. A jeszcze większą jest ta, gdy ktoś myśli, że nie potrzebuje Boga do obrony przed samym sobą. Przecież jesteśmy wrogami dla samych siebie bardziej niż dla innych. Ileż w nas kotłuje się pogardy, agresji, wstrętu, nienawiści, która wybucha z byle powodu! Ileż w nas niechęci do własnej przyszłości, ile ironii do własnych możliwości! Ile niewiary w zdolności i zawsze ten niepokój o to, że jesteśmy w czymkolwiek gorsi od innych, nawet gdy wyraźnie triumfujemy. Nie znosimy siebie, uznając siebie za najpodlejszych i przewrotnych, chciwych i zepsutych. Krzyżujemy siebie każdego dnia, a jeszcze bardziej w bezsenną noc, gdy pod zamkniętymi powiekami przesuwają się nam nieudane chwile, w których nie byliśmy tacy, jakimi chcieliśmy być. Te wszystkie potknięcia, niezgrabności, kłamstwa, głupstwa czy chamstwo. Nie trzeba być złoczyńcą, by wisieć na krzyżu. Wystarczy być tylko niezgrabnym człowiekiem, by nieludzko siebie nienawidzić. Kto nas obroni przed nami samymi? Tylko On jeden.

WYCHOWAWCA CHRZEŚCIJAŃSKI W PROCESIE ROZEZNAWANIA POWOŁANIA

List Pasterski z okazji VIII Tygodnia Wychowania
9 – 15 września 2018 roku

W przyszłą niedzielę rozpocznie się w naszej Ojczyźnie VIII Tydzień Wychowania. Jego tematyka będzie nawiązywać do hasła, mającego się rozpocząć już za miesiąc w Rzymie, 15. Zgromadzenia Ogólnego Synodu Biskupów: Młodzież, wiara i rozeznanie powołania,.
W dzisiejszej Ewangelii Jezus kieruje naszą uwagę ku ludzkiemu wnętrzu. Przytacza skargę Boga zawartą w Księdze Proroka Izajasza: „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie” (Mk 7,6). Przypomina też, że dla naszego zbawienia decydujące są nie zewnętrzne okoliczności, ale to, co pochodzi z ludzkiego wnętrza.

1. Życiowe decyzje
W dokumencie przygotowawczym najbliższego Synodu Biskupów zwraca się uwagę na trzy przekonania dotyczące rozeznania duchowego. „Pierwszym jest to, że Duch Boży działa w sercu każdego mężczyzny i każdej kobiety poprzez uczucia i pragnienia, które wiążą się z ideami, obrazami i planami. (…) Drugim przekonaniem jest, że ludzkie serce, z powodu swej słabości i grzechu, jest zazwyczaj rozdarte, ponieważ pociągają je bodźce różne, a nawet sobie przeciwstawne. Trzecie przekonanie, to fakt, że życie narzuca konieczność podjęcia decyzji, bo nie można się wahać w nieskończoność”.
Często w naszym życiu stajemy na rozstaju dróg. Jest jasne, że nie da się iść kilkoma naraz, dlatego trzeba podjąć decyzję, którą z nich wybrać. Takim punktem, z którego wychodzi kilka możliwych ścieżek, jest decyzja dotycząca wyboru życia małżeńskiego, kapłańskiego, konsekrowanego czy życia w stanie wolnym. Kolejne skrzyżowania dróg życiowych mogą być związane z wyborem pracy, decyzją dotyczącą dalszego kształcenia miejsca zamieszkania. Rozeznawanie powołania bywa kojarzone z młodością, jednak umiejętność ta potrzebna jest przez całe życie.
Mottem tegorocznego Tygodnia Wychowania jest hasło: Wybór drogi. Zapraszamy Rodziców, Nauczycieli i wszystkich Wychowawców do zastanowienia się, jak pomóc dzieciom i wychowankom w procesie rozeznawania ich życiowych decyzji. Refleksja ta może być pomocna także w naszej osobistej formacji.

2. Wewnętrzny kompas
Rozeznawanie powołania nie opiera się na prostych podpowiedziach przychodzących z zewnątrz. Chodzi w nim raczej o ustawienie wewnętrznej busoli, która umożliwi w każdej życiowej sytuacji odkrycie najlepszej z dróg.
W najnowszej adhortacji o powołaniu do świętości papież Franciszek pyta: „Jak rozpoznać, czy coś pochodzi od Ducha Świętego, czy pochodzi z ducha tego świata lub z ducha diabła?”. Ojciec święty udziela następującej odpowiedzi: „Jedynym sposobem jest rozeznanie, które wymaga nie tylko dobrej zdolności rozumowania lub zdrowego rozsądku, ale jest także darem, o który należy prosić” (Franciszek, Adhortacja apostolska Gaudete et exsultate 166).
Tym, kto ma plan na nasze życie i wie, czego naprawdę potrzebujemy, jest Bóg. Ten, który nas stworzył i zna nas lepiej niż my sami siebie, jest więc najwłaściwszym Adresatem pytania o to, jaką drogę wybrać w konkretnej sytuacji. Bóg jest obecny w swoim Słowie, dlatego w rozeznawaniu powołania konieczne jest spotkanie z Biblią. Papież Benedykt XVI napisał: „W młodości pojawiają się nieodparte i szczere pytania na temat sensu własnego życia i tego, jaki kierunek nadać swojej egzystencji. Na te pytania tylko Bóg potrafi dać prawdziwą odpowiedź. (…) Powinniśmy pomóc młodym ludziom w poznawaniu Pisma Świętego i bliskim obcowaniu z nim, aby było niczym kompas wskazujący drogę, którą należy iść” (Benedykt XVI, Adhortacja apostolska Verbum Domini 104).
Posiadanie wewnętrznego „kompasu”, umożliwiającego spokojne rozeznawanie i dojrzałe podejmowanie decyzji, konieczne jest szczególnie dziś, gdy człowiek jest narażony na oddziaływanie tak wielu zewnętrznych czynników, związanych chociażby z mediami elektronicznymi. „Wszyscy, ale szczególnie młodzi ludzie – pisze papież Franciszek – są narażeni na nieustanny zapping [skakanie po kanałach telewizyjnych]. Można poruszać się w dwóch lub trzech przestrzeniach jednocześnie i uczestniczyć w tym samym czasie w różnych wirtualnych wydarzeniach. Bez mądrości rozeznania łatwo możemy stać się marionetkami, będącymi zakładnikami chwilowych tendencji”(Franciszek, Adhortacja apostolska Gaudete et exsultate 167). Ktoś z czytających te słowa przyznał: „rzeczywiście, ostatnio przyłapałem się na tym, że oglądam mecz w telewizji, na laptopie mam włączony kolejny odcinek serialu i jednocześnie »esemesuję« z kimś na komórce”.

3. Czynniki, które warto uwzględnić w procesie rozeznawania
Powołanie jest zawsze związane z jakąś misją, która spełnia się w miłości. Takie wartości, jak odniesienie sukcesu i zapewnienie utrzymania sobie i rodzinie – choć same w sobie bardzo ważne – nie powinny stanowić jedynego i głównego kryterium w podejmowaniu decyzji dotyczących przyszłości. Viktor Frankl, austriacki psycholog i psychiatra, więzień obozów koncentracyjnych II wojny światowej przestrzegał swych studentów: „Nie gońcie za sukcesem – im bardziej ku niemu dążycie, czyniąc z niego swój jedyny cel, tym częściej on was omija. Do sukcesu bowiem, tak jak do szczęścia, nie można dążyć; musi on z czegoś wynikać i występuje jedynie jako niezamierzony rezultat naszego zaangażowania w dzieło większe i ważniejsze od nas samych…” (Viktor Frankl, Człowiek w poszukiwaniu sensu).
Święty Paweł poucza, że „Bóg jest w nas sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z Jego wolą” (Flp 2, 13). W procesie rozeznawania powołania warto więc postawić następujące pytania: Jakie są moje najgłębsze pragnienia? Jakie mam zdolności i gdzie je najlepiej wykorzystam? W jaki sposób najpełniej będę służył Bogu i drugiemu człowiekowi?
Rodzice, księża, katecheci, nauczyciele i wychowawcy – to osoby towarzyszące młodym w procesie rozeznawania ich powołania. Mogą to czynić przez rozmowę, dobre rady, dzielenie się doświadczeniem, stawianie pytań, a przede wszystkim przez samą obecność. Ilu młodych ludzi zafascynowało się życiem małżonków, którzy założyli piękną kochającą się rodzinę? Podobnie większość księży spotkała w młodości kapłana, który zachwycił ich przeżywaniem swego powołania. Pewnie wielu słuchających teraz tych słów ma przed oczyma taką osobę, która wpłynęła na ich życie. Warto za nią podziękować Bogu.
Rozeznawaniu powołania służy szczery i pełen ufności dialog człowieka z Bogiem, a zwłaszcza prośba o światło Ducha Świętego. Przedmiotem rozmowy młodego człowieka z Bogiem powinna być też prośba o dar męstwa. Można przecież dobrze rozpoznać powołanie, ale nie mieć odwagi, by je podjąć. Taka sytuacja zdarza się dziś dość często, chociażby w przypadku mężczyzn i kobiet przekonanych wewnętrznie, że pragną podjąć wspólne życie, a którym brakuje jednak odwagi, by wyznać sobie miłość w sakramencie małżeństwa. Może się też zdarzyć, że ktoś usłyszy głos powołania do kapłaństwa czy życia konsekrowanego, a braknie mu odwagi, by wielkodusznie na nie odpowiedzieć i wejść na drogę jego realizacji. Jakże ważne jest towarzyszenie młodym w rozeznawaniu ich powołania poprzez naszą modlitwę.
Zapraszamy wszystkich do wspólnego przeżycia VIII Tygodnia Wychowania, poprzedzającego w tym roku Synod Biskupów, który będzie poświęcony młodzieży w kontekście rozeznawania i podejmowania życiowych decyzji. Prośmy Chrystusa – najlepszego Wychowawcę, by dobre wykorzystanie tego czasu stało się naszym przyczynkiem do owocnego przeżycia synodu. Prośmy też o to, by młodzi ludzie właściwie rozeznali swoją dalszą drogę, zaufali Panu Bogu i owocnie zrealizowali swoje życiowe powołanie.
Na rozpoczynający się rok szkolny i katechetyczny 2018/19 oraz związane z nim nowe zadania duszpasterskie udzielamy wszystkim pasterskiego błogosławieństwa.

Podpisali: Kardynałowie, Arcybiskupi i Biskupi
obecni na 379. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski,
Janów Podlaski-Siedlce, 7-9 czerwca 2018 r.

Pułapka doskonałości

Augustyn Pelanowski OSPPE

Człowiek niezmiernie łatwo oszukuje siebie samego. Ludzie, z którymi rozmawiał Jezus, włożyli naprawdę wiele wysiłków w to, by być doskonałymi. Z religijnej powinności i z troski o nieskazitelność niezauważalnie zabrnęli w pułapkę obsesji, lęku, perfekcjonizmu i obłudy. Usiłowali dokonać kosmetyki swej osobowości, by przekształcić siebie w idealne istoty bez skazy. Doskonałość stała się dla nich zasadzką, w której utknęli. Zapewne szokiem były dla nich słowa Jezusa, który zdemaskował te wysiłki i ujawnił, że im człowiek usilniej dba o zewnętrzną nieskazitelność, tym bardziej ukrywa wewnętrzny bałagan moralny. Chcemy być perfekcyjni, dokładni, spełniający swoje ambicje, a nawet złośliwie krytyczni wobec tych, którzy nie mogą się poszczycić takimi efektami doskonałości jak my. Uciekamy od możliwości objawienia się nam prawdy o naszym wnętrzu. A przecież „Nieżywa mucha zepsuje naczynie wonnego olejku. Bardziej niż mądrość, niż sława zaważy trochę głupoty” (Koh 10,1).
Obok ambicji bycia wybitnym naukowcem, albo zadartonosym politykiem czy też słynnym fotoreporterem, istnieje też ambicja duchowej nieskazitelności. To, że ktoś ma zainteresowania religijne, wcale nie znaczy, że pozbył się dumy, wręcz przeciwnie, ona wtedy jeszcze bardziej daje o sobie znać. Prawdziwa świętość nie jest nastawiona na wyszukiwanie u innych dowodów grzeszności, a taką właśnie religijność mieli rozmówcy Jezusa.
Na tym świecie trzeba się pogodzić chyba ze wszystkim, oprócz grzechu. Tymczasem żyjemy niepogodzeni, o czym nawet nie wiemy. A właśnie grzech posługuje się wszystkim i wszystkimi, abyśmy żyli w tym niepogodzeniu. Ta niezgoda objawia się na zewnątrz w postaci oskarżeń innych ludzi. Przez skłonność do wyszukiwania u innych błędów moralnych daje o sobie znać najbardziej ukryty grzech.
Jak więc pozbyć się zła? Wyszukując go u innych, czy przyznając się do niego w sobie? Nie wiemy, jak radzić sobie z grzechem. Nie wiemy, co uczynić, by się go pozbyć, i wybieramy najczęściej najłatwiejszą drogę: ukrywanie! Ukrywamy cały ten brud jakby pokrywką od naczynia, a samo naczynie, czyli naszą zewnętrzną stronę istnienia, pokrywamy wtedy anielskimi ozdobami ambicji i perfekcji. Prorok Zachariasz miał pewnego razu taką właśnie wizję bezbożności. Zobaczył naczynie, które było unoszone przez dwóch aniołów, ale ta anielska powierzchowność ukrywała we wnętrzu naczynia zgoła zaskakującą tajemnicę. Zachariasz stał zdumiony i wpatrywał się w naczynie zbliżające się do niego. Gdy już było zupełnie blisko, zapytał swego anielskiego cicerone: „Co to jest? Odpowiedział: Zbliża się dzban. I dodał: To zresztą można zobaczyć w każdym zakątku świata. Potem podniosła się ołowiana pokrywa i zobaczyłem we wnętrzu dzbana siedzącą kobietę. I rzekł: To jest bezbożność, i zepchnął ją z powrotem do wnętrza dzbana, a otwór zakrył ołowianą płytą” (Zach 5,6–9).

5 lat obecności oo. Paulinów w Wągrowcu

 

fot. ks. T. Gerlach CSMA

Mija właśnie 5 lat, kiedy Prymas Polski ks. abp Józef Kowalczyk, przychylając się do prośby Generała Zakonu Paulinów, o. Izydora Matuszewskiego, oddał Zakonowi w użytkowanie, pocysterski, zabytkowy zespół klasztorny wraz z Parafią pw. Wniebowzięcia NMP w Wągrowcu. W dniu 1 września 2013 r. powitaliśmy przybyłych do Wągrowca zakonników, którzy od pierwszych dni swego pobytu, zyskali przychylność parafian. Te 5 lat, które właśnie upływają, to 1826 dni wytężonej, twórczej pracy, która zaowocowała wieloma osiągnięciami, tak w sferze materialnej, jak i duchowej. Dzięki inicjatywie oo. Paulinów, nasze parafialne uroczystości, zawsze uzyskują należną oprawę. Wizyty ks. Prymasów, Przewodniczącego i Z-cy Konferencji Episkopatu Polski, ks. arcybiskupów, generalicji Zakonu Paulinów dowodzą, że hierarchowie doceniają pracę wągrowieckiego Konwentu Paulinów, co oczywiście satysfakcjonuje parafian, którzy z wielkim zaangażowaniem współuczestniczą w życiu parafii i działających przy niej wspólnot. Nie ma potrzeby wyliczać tu wszystkich dokonań, ale choćby te najważniejsze, jak modernizacja wnętrza Kościoła Św. Ap. Piotra i Pawła, renowacja figury Matki Bożej z Dzieciątkiem, połączona z jej rekoronacją, czy trwający remont muru klasztornego. Trwają prace, których celem będzie ułożenie nowej nawierzchni wokół kościoła przy ul. Cysterskiej, podjęcie robót odwodnieniowo – kanalizacyjnych klasztoru. Trwają też prace związane z ścisłą inwentaryzacją i opracowaniem dokumentacji zagospodarowania pomieszczeń klasztornych, według przyszłościowych zamierzeń Zakonu. To wszystko wymaga znaczących nakładów. Przede wszystkim liczy się tu ofiarność parafian, ale korzystamy też z dotacji Starostwa Powiatowego, Rady Miejskiej Wągrowca, Sejmiku Województwa Wielkopolskiego i Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Poznaniu. Ten mały jubileusz skłonił mnie, by zapytać proboszcza o. Dariusza Nowickiego o jego ocenę przeprowadzonych prac i współpracy z parafianami.
….o. Dariuszu; jak ocenia ojciec to, co udało się w parafii przeprowadzić w sferze materialnej, w tym współudział parafian ?
…..jak ojciec ocenia duchowość parafian i działalność wspólnot ?
…..na czym obecnie, pragnąłby ojciec skupić swą pracę ?
Podsumowując 5 lat naszej obecności w parafii w Wągrowcu chciałbym najpierw podziękować Bogu, że możemy tu być, jako Zakon Paulinów i służyć i modlić się razem. Najważniejsze dla nas i naszej posługi jest wzrost duchowy i pogłębianie relacji z Bogiem. Po to tu jesteśmy, co zawsze staramy się podkreślać. I sprawy związane z wiarą są na pierwszym miejscu. Cieszy fakt, że są wierni, którzy przychodzą i systematycznie się modlą, korzystają z sakramentów i widać ich wzrost w wierze. Udało się przecież nam założyć scholkę dziecięcą, w sobotę odbywają się spotkania dzieci, i chcemy propagować Eucharystyczny Ruch Młodych. Od początku istnieje też wspólnota młodzieżowa Siewca, która mimo zmiany duszpasterzy jest i trwa, przyciągając raz po raz nowych ludzi. Są w parafii dwie róże różańcowe, to osoby starsze, które co dzień modlą się na Różańcu, jest wspólnota mężczyzn z Towarzystwa św. Wojciecha. Każdy więc może znaleźć coś dla siebie, jeśli tylko chce. Trzeba też powiedzieć o naszym Parafialnym Zespole Caritas, czyli grupie wiernych, którzy co miesiąc wydają produkty spożywcze ponad 250 osobom mniej zamożnym i zmagającym się z biedą. To wszystko tworzy naszą parafię. Tu się pomnaża dobro i z tego należy się cieszyć. Drugą sprawą są rzeczy materialne i wszystko to co związane jest z dobytkiem widzialnym. Wszyscy wiemy jaki jest nasz kościół i klasztor, jaki jest jego stan, jak wygląda i chyba każdy zdaje sobie sprawę z tego, ilu potrzeba środków na jego utrzymanie, nie mówiąc o remontach. Co możemy, i na ile nas stać remontujemy, udogadniamy i staramy się utrzymać w dobrym stanie. Obecnie chcemy zakończyć prace nad murem od ulicy Klasztornej i położyć nową nawierzchnię koło kościoła Piotra i Pawła. To dwie najważniejsze teraz inwestycje. Potrzeba na to jeszcze sporo środków, ale myślę, że przy pomocy Bożej i ludzkich datków uda się nam to zrealizować. Cały czas oczywiście, rozpoczynając miesiąc wrzesień i nowy rok pracy duszpasterskiej, chcemy prowadzić ludzi do Pana Boga, przez wstawiennictwo Maryi naszej Wniebowziętej. Naszym pragnieniem jest aby coraz więcej ludzi “przytulało się” do Pana Boga, w Nim odnajdywało Skałę i Schronienie, i brało do życia na serio Jego słowo, które ma jedynie moc, aby zmieniać nasze życie.

Serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę wszelkiej pomyślności w realizacji tych ambitnych zamierzeń.
Janusz Marczewski