W 2020 roku Kopia Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej przybędzie do archidiecezji gnieźnieńskiej

 

„POLSKI ŁUKASZ” W 20. rocznicę śmierci prof. Leonarda Torwirta,

9 listopada 1967 r. zginął w wypadku samochodowym Leonard Torwirt, dziekan wydziału sztuk plastycznych na Uniwersytecie Toruńskim, docent, wykładowca, specjalista w dziedzinie konserwacji dzieł sztuki i artysta malarz. Znane są na uniwersytetach jego zasługi dla nauki, odkrycia z zakresu konserwacji, metod badań, organizacji pracy i studiów konserwatorskich. Mniej znana jest jego praca malarska ostatniego dziesięciolecia, o której sam powiedział: „Niczego większego w życiu nie dokonam”. Przed wojną studiował w Wilnie na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu im. Stefana Batorego. Od 1945 r. był asystentem katedry technologii i technik malarskich na tym samym wydziale Uniwersytetu im. M. Kopernika w Toruniu. Pochodził z rodziny kalwińskiej (kiedyś szwedzkiej). Gdy zaręczył się z Anną, również studentką Sztuk Pięknych w Wilnie, przeszedł na katolicyzm. Odtąd systematycznie pogłębiał swoją jedność z Kościołem, a jego żywa wiara stała się wzorem i dopingiem dla całej rodziny. Rozmiłowany w sztuce sakralnej, poświęcił się głównie konserwacji kościołów, obrazów, rzeźb. W tej dziedzinie był konsultantem w kraju i za granicą. Obecnie jego uczennica pomaga ratować dzieła sztuki we Florencji. Pisze ona, że osiągnięcia Profesora wyprzedziły metody konserwatorskie Włoch o dziesięć lat, że jego wiedza święci triumfy. Tworzył również w wielu kościołach polichromie (Toruń-Podgórz, Pobiedziska, Powidz, Witkowo, Kcynia, Złotów). Według własnego projektu wykonał ołtarze do kościoła farnego w Grudziądzu, w Szczecinie, Dobiegniewie. Jego żona była nieodłącznym współtwórcą wszystkich jego prac.

Kiedy w lutym 1957 r. Episkopat zadecydował, że ma się rozpocząć „Nawiedzenie” wszystkich parafii przez kopię Obrazu Jasnogórskiej Królowej Polski, zaczęto poszukiwać artysty, który podjąłby się tak odpowiedzialnego zadania. Czasu było niewiele. 5 maja Ks. Prymas wyjeżdżał do Rzymu i chciał zabrać kopię, by Ojciec Św. poświęcił ją na misyjną wędrówkę po kraju. Zwrócono się do prof. Torwirta, który w połowie marca, wraz z żoną, przybył na Jasną Górę.

Gdy zobaczył z bliska Cudowny Obraz, przeraził się: „To zadanie ponad moje siły. Nie wykonam go w tak krótkim czasie”. Wtedy Ojcowie Paulini przyrzekli mu odprawić Mszę św. w intencji jego pracy codziennie aż do skończenia. Po namyśle powiedział: „Dobrze. Podejmuję się“. I patrząc na Jasnogórską Panią dodał z zachwytem: „Przecież tu nie chodzi o kopię, ale o portret. Twarz jest tak pełna wyrazu, że wydaje się żywa”. Tej samej nocy przystąpił wraz z żoną do pracy. Malował dniem i nocą przez sześć tygodni. 2 maja 1957r. pokazał Ojcom gotowe dzieło. Pokazał je bez słowa, prawie z zawstydzeniem. Ale w oczach miał taką radość, jakby przedstawił kogoś najbliższego, ukochanego. 3 maja przekazał obraz Ks. Prymasowi w Warszawie.

W ten sposób rozpoczął nowy okres swojej twórczości. Wiele kościołów, w których odbyło się „Nawiedzenie“, prosiło o takie kopie. Malował dla Katedry warszawskiej i kościoła Św. Wawrzyńca na Woli, Katedry gnieźnieńskiej i włocławskiej, dla wielu innych kościołów. Jedna jego kopia nawiedza polskie parafie w Australii, inna znajduje się w Doylestown — Amerykańskiej Jasnej Górze, inna w Seminarium polskim w Paryżu.

W 1960 r. namalował kopię głowy Matki Bożej Jasnogórskiej dla Ks. Prymasa, który nigdy z tym obrazem się nie rozstawał. Taką samą „Głowę” zawiózł Ks. Prymas Janowi XXIII. Na jej widok Papież zawołał: “0 Ciemnolica Madonno, jesteś Nam najdroższa!“. Miał ją na biurku, a w czasie ostatniej choroby kazał postawić przy swoim łóżku. Paweł VI również taki portret Matki Bożej otrzymał.

Profesor przeprowadzał naukowe badania Jasnogórskiego Obrazu. Robił rentgenowskie zdjęcia. Przyczynił się do pogłębienia wiedzy o jego historii. Jedną z ostatnich prac była miniaturowa kopia Obrazu. Powiedział kiedyś: „Te obrazy to szczyt mojej twórczości. Niczego większego w życiu nie dokonam“.

9 listopada jechał z żoną do Janowa Podlaskiego, gdzie rozpoczął polichromię kościoła. Wypadek samochodowy. Pęknięcie serca. Odchodzi człowiek w pełni sił i talentu. Miał 53 lata.

Wnikliwy umysł naukowca. Kochany przez młodzież, koleżeński, ogromnie prawy. Pełen wewnętrznej radości, entuzjasta pracy. I co tydzień wspólna z rodziną Msza i Komunia św. Każdy, kto bywał w domu Profesora, był urzeczony atmosferą wielkiej, wzajemnej przyjaźni. W domu malował zawsze przy muzyce. Ostatnio cieszył się jak dziecko nowym, długogrającym adapterem Był dobry. Często malował bezinteresownie, nawet bez zwrotu kosztów własnych. Kopia dla biednego kościoła. Emeryt z Gdańska przysyła kartonik z prośbą o narysowanie Matki Bożej. Dostaje piękny obraz. Katechetka z Warszawy prosi o poprawienie jakiegoś bohomazu. Otrzymuje artystyczną miniaturę. Kiedy pytano Profesora, kiedy wyjeżdża na urlop, odpowiedział: „Nasz urlop od Akademii to prace w kościołach i kopie Cudownego Obrazu“. Malował je powoli. Praca nad jedną kopią trwała nieraz pół roku. Mówił: „Muszę mieć specjalne natchnienie…”

Przy trumnie prof. Torwirta stała mała kopia Jasnogórskiej Pani. Odczytano list Ks. Prymasa do jego żony: „…Drogi nam Profesor miał wielką łaskę w swym życiu — urzekło Go macierzyńskie Oblicze Matki Pięknej Miłości… Pomnożył Jej chwałę. Swoim artyzmem pogłębił modlitwę wielu ludzi… Ufamy, że Matka Boża sama Synowi Swojemu przedstawi odwołanego przed Tron Boży „polskiego Łukasza”.

Róża Siemieńska Krynica

artykuł opublikowany w: Miesięcznik ‘Jasna Góra’. Rok V. Nr 12(50) grudzień 1987, s. 41-43.