Ból Matki

 

Nikt jak Matka, nie cierpi bardziej, gdy jej dziecko doznaje niepowodzeń, choruje, umiera. Ten ból jest wynikiem szczególnej miłości, którą ona obdarza swoje dzieci, zapewne od poczęcia i trwa nieprzerwanie przez całe życie jej potomstwa. Kiedy zbliża się ten najpiękniejszy, majowy dzień, w którym oddajemy szczególną cześć Wszystkim Matkom, przychodzą nam na myśl te wyjątkowe chwile, które przeżyliśmy, bądź przeżywamy jeszcze z najbliższą naszemu sercu osobą – jaką jest nasza Matka. Za jej życia, zawsze znajdowaliśmy u niej wszelką pociechę na nasze dziecięce, młodzieńcze, ale i dorosłe już problemy, lęki, niepowodzenia. To ona, w każdej życiowej sytuacji potrafiła nas wydobyć z otchłani kłopotów, pocieszyć, wesprzeć swym gorącym sercem, kiedy zdawało się nam, że znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia. Ona nas nigdy nie zawiodła. Kiedy jednak jej zabrakło, dopiero wówczas uzmysłowiliśmy sobie, co straciliśmy. Jak zachwiała się nasza równowaga życiowa; runął „filar”, który podtrzymywał naszą osobowość, jak nagle poczuliśmy się osłabieni. W życiowym „rachunku sumienia” pojawia się też żal, że nie zawsze postępowaliśmy wg jej rad, że nieraz też sprawialiśmy jej przykrość naszym zachowaniem i wtedy też, gdy przekonywała nas, byśmy byli uczciwymi w swym zachowaniu wobec bliźnich, co nie zawsze potrafiliśmy realizować. Matka cierpi wraz ze swym dzieckiem. Ból jej narasta, kiedy czuje, że nie może mu pomóc, kiedy odczuwa swą bezradność w życiowej sytuacji, w której się znalazła, gdy już nie znajduje ratunku. Każda Matka boleje nad stratą swego ukochanego dziecka. Cierpiała Matka naszego Pana – Jezusa Chrystusa, cierpiała twoja i moja Matka. Tego bólu nie można zmierzyć; nie ma takiej skali. Ale, gdy Matka wie, że już nie może nic, poza modlitwą uczynić dla swego dziecka – próbuje się z tą sytuacją pogodzić, i mimo wielkiego bólu – przygotować się na największy cios, który niesie jej przeznaczenie. W tych dniach, gdy żyjemy w atmosferze pandemii, myśli nasze biegną również do matek, które zostały dotknięte skutkami tej tragedii. One przecież straciły swoje córki bądź synów, których nieraz nie mogły po ludzku pożegnać, nie mogły im towarzyszyć w chwili, gdy odchodzili z tego świata. Co one czuły. Jak wielki jest ich ból. One muszą to znieść, bo jak śpiewał Mieczysław Fogg, „o Matce pieśń, to pieśń przez łzy, to pieśń bez słów, to cały świat, dziecinnych lat, wskrzeszonych znów”. I dzisiaj, nie trzeba tworzyć nowych tekstów, ale przypomnieć fragmenty „Pieśni o Matce”. „Przychodzą w życiu dni powodzi, gdy wszystko zdradza nas i zawodzi, gdy pociąg szczęścia w dal odchodzi, gdy wraca zło do wiary twierdz, gdy grunt usuwa się jak kładka, jest ktoś, kto trwa do ostatka, ktoś, kto nie umie zdradzić – Matka ! ….za serce Twe i świętość warg i dobroć rąk, jak śpiewać pieśń u Twoich nóg, bym cicho kląkł; wybrałbym najświętsze z wszystkich słów i rzekłbym: Matko, i zmilkłbym znów, o Tobie pieśń, to pieśń bez słów”.
Wszystkim Matkom ! By nigdy nie musiały przeżywać podobnych tragedii, by w swym życiu, mimo piętrzących się nieraz przeszkód, zachowały siłę i serce, a nade wszystko dar wdzięczności i szacunku swych dzieci.
Przyjmijcie w darze nasze życzenia – udanego macierzyństwa, wdzięczności potomstwa, nieustającej wiary i nadziei, że miłość Wasza, którą darzycie – darzyłyście swe dzieci, przyniesie oczekiwane owoce. Niech miłość Wszechmogącego Boga wynagrodzi Wam wasz trud i poświęcenie, byście nigdy nie straciły poczucia swego macierzyństwa.

Janusz Marczewski