Zmartwychwstały Pan

Zmartwychwstał” – wołali jedni; „Nie zmartwychwstał” – wołali inni. Wołali i wołają. „Zmartwychwstał” – powtarzała zrazu szczupła gromada tych, którzy Go widzieli. Była ich garstka, ale ich głos budził z uśpienia martwych, umacniał słabych, napełniał trwogą tych, co zastygli w wygodzie życia, przecedzając komary w sferze myśli i czynu. 
Cośmy widzieli, cośmy słyszeli, czego się ręce nasze dotykały, tego nie mówić nie możemy, – oświadczyło wobec Sanhedrynu niewielu, jedenastu, budząc jaskółczy lęk u tych, co wiecznie starym chcieli żyć zakonem. Kolumny ognistych języków zapalił obiecany Paraklet nad głowami gromady i rozbudził w świecie prądy boże tak, iż od Małej Azji, do Morza Śródziemnego dochodził do serca rzymskiego imperium coraz potężniej triumfalny głos „zmartwychwstał”, stając się pobudką i hasłem na nową w dziejach erę. Z Rzymu i Bizancjum, z dwóch ognisk światła, szły odtąd na ludy nowe prądy, zdobywając je dla Tego, co zmartwychwstał. Poszli za Nim i ciągle idą odważni, ci wszyscy co wierzą w prymat Boga nad światem, ducha nad ziemią.

Nie zmartwychwstał” – wołało wielu, wołali niemal wszyscy. Dzierżyli władzę świecką i duchowną, opierając się na niewolniku, ale byli starzy, mieli oczy, a nie widzieli współczesnych przemian, mieli uszy, a nie słyszeli rosnących w siłę głosów, mieli serca, a umieli kochać tylko dziejowe osady, zaprawione dawnym kwasem. Trzeba im było nowych idei, a oni liczyli ziarna kminku i anyżu, lub sięgali do starych ksiąg religijnych i filozoficznych, by w nich zabijać ducha przez literę. Komary przecedzali w komentarzach do Pisma św. i filozofów greckich, uprawiali archeologię, kiedy świat czekał na nowe hasło.

Hasło się zjawiło, łącząc człowieka z Bogiem, ziemię z duchem, naturę z łaską we wspólnej pracy pod sztandarem miłości. W cudzie Chrystusowego Zmartwychwstania zawiera się cały program nowego życia, gdzie z naturą ma się znowu złączyć łaska na dalszą drogę pracy. Ze Zmartwychwstania padają jasne blaski na każdą drogę krzyżową i na tę, którą szedł Syn Boży i na tę, którą idą synowie ziemi. Skoro tajemnica Wielkiego Piątku uzupełniła się w tajemnicy Wielkanocy, tajemnica Krzyża w tajemnicy Zmartwychwstania, człowiek powinien był zrozumieć, że nikt nie cierpi dla cierpienia, ani pracuje dla pracy, lecz dla celów, związanych ze Zmartwychwstaniem.

Przyroda, kultura i łaska będą odtąd trzema źródłami, z których ludzkość będzie czerpała siły odrodzenia. Wszystkie trzy bezpośrednio czy pośrednio od Boga pochodzą i do Niego prowadzą. Raz po raz zjawiają się w dziejach chwile, kiedy ludzkość musi się odrodzić, musi z siebie wyrzucić sklerozę, zanurzając się w odradzające źródła życia. Królestwo swe upodobnił Chrystus do kwasu, który wiecznie przetrawiać będzie ludzkość, nie pozwalając jej stygnąć w tym, co pachnie ziemią i tylko ziemią. Myli się, kto sądzi, że się odrodzi ze źródeł dolnych, z krwi i ciała, wyrzekając się równocześnie źródeł górnych, z których idą zapładniające siły ducha. W chwilach przełomowych jak ta, w której żyjemy, trzeba stać na straży trzech źródeł życia, jeżeli się nie chce, żeby nam się ziemia zamieniła w cmentarzysko. Wszystkie one Boże, gdyż Bóg stworzył w człowieku zarówno łaskę jak i przyrodę i ducha; trzeba je poznać wszystkie w ich wzajemnym przenikaniu, by zamiast odrodzenia nie dodać choroby do choroby.
Ks. Konstanty Michalski, Zmartwychwstanie, w: Nova et Vetera, Kraków 1998, s.488-489.