Dwa klany rodzinne walczyły intensywnie ze sobą od dłuższego czasu. Do niewoli został w końcu wzięty młody rycerz o imieniu Meffon. Zamknięto go w ciemnym, wilgotnym, podziemnym lochu. Po upływie kilku miesięcy zdawało się, że więzień w końcu oszaleje. Straszny był to widok: rzucał się na żelazne drzwi celi, uderzał pięściami w grube ściany, krzyczał i płakał z żalu za wolnością, za domem rodzinnym, za najbliższymi. Trwało to długo… Po jakimś czasie z fizycznego wyczerpania w końcu się uspokoił. Cierpliwość, poddanie się woli Bożej usunęły z Jego serca smutek i rozpacz. Poprosił wreszcie strażnika więziennego o dłuto. Dozorca wietrzył podstęp, ale w końcu ulitował się nad nim i przyniósł w końcu dłuto. Odtąd więzień wykorzystywał każdą chwilę, aby rzeźbić. W mozolnej, ciężkiej i wyczerpującej pracy wykuwał w litej skale wizerunek Chrystusa – Ukrzyżowanego Zbawiciela. Po wielu tygodniach trudu ukończył swoje dzieło. Rzeźba była piękna. Teraz zmęczony jeniec – wpatrzony w twarz swojego Mistrza – godzinami klęczał przed wizerunkiem Chrystusa. Rozpamiętywał cierpienia Jezusa i porównywał je ze swoimi. O ileż więcej – myślał – On wycierpiał ode mnie. Zrozumiał prawdę słów św. Jana Chryzostoma: “Krzyż uczynił z ziemi niebo.”

*

Mówimy często: “Jezu, ufam Tobie”. Sentencja s. Faustyny wyryta jest w naszym sercu zwłaszcza wtedy, kiedy jest nam bardzo źle. Tymczasem także i w chwilach radosnych jesteśmy zachęceni do mówienia i zapewnienia Jezusowi o swojej wierności, lojalności i zaufaniu… Zaufać Jezusowi to nie bać się tego, co do nas mówi. Szczególnie wtedy kiedy intuicyjnie wiemy, że jest to wbrew naszemu myśleniu. Zaufanie jest pierwszym krokiem do przemiany ludzkiego serca i potem, w konsekwencji, także całego życia człowieka.