Archiwum kategorii: Wiara

Rekolekcje wielkopostne A. D. 2016 u wągrowieckich paulinów

Przeżyliśmy je w bieżącym roku dzięki naukom, które głosił o. Waldemar Kowalczyk – paulin z Klasztoru we Wrocławiu. To wielki dar, który pozwolił nam przez tych kilka dni wyciszyć się od codziennych trosk, a jednocześnie zgłębiając głoszone słowo, być zdecydowanie bardziej przygotowanym na godne przeżycie Triduum Paschalnego i Zmartwychwstania Pańskiego. Pojęcie ciemności, o którym mówił do nas rekolekcjonista jest czymś, co może okazać się dla nas pojęciem zbawczym. Bóg nieraz roztacza tę ciemność wokół nas, byśmy zaczęli szukać światłości. Kiedy nie możemy sobie z tym poradzić, zwróćmy się do Niego, a On nas na pewno wesprze i wskaże drogę, która nas zaprowadzi do upragnionego celu. Jest tak w naszym życiu nieraz, że ta ciemność przybiera najprzeróżniejsze postacie. Tą ciemnością może być jakaś tragedia życiowa, która nas spotyka. Dzieje się tak zapewne dlatego, że Bóg wyznacza nam tę trudną drogę, byśmy my, po wkroczeniu na nią zmienili swoje życie, zbliżyli się do Boga, a przez to odnaleźli tę drogę właściwą, która nas do Niego zawiedzie. I tej właściwej drogi szukajmy właśnie w ciemności, bo ona tam właśnie jest ukryta, nie zniechęcajmy się, gdy nie od razu ją odnajdziemy, bo tylko upór i wytrwałość w naszych postanowieniach, pozwoli nam ją odnaleźć. I z tą nadzieją idźmy na spotkanie Zmartwychwstałego Jezusa, który jak zawsze czeka na nas, by w ciemności życia wskazać nam właściwą drogę. Nasza droga do świętości, na którą możemy wkroczyć, jest uzależniona od naszej wolnej woli, którą dał nam Stwórca. W naszym życiu, obok Bożej opieki, pamiętajmy nieustannie o roli naszej Boskiej Matki – Maryi. To Ona winna pozostawać zawsze dla nas przykładem posłuszeństwa i oddania woli Bożej. Jej wiara i bezgraniczne zawierzenie niech będą dla nas wskazówką i drogowskazem dla naszego postępowania. Wierząc w Maryję, możemy być pewni, że Ona zawiedzie nas do Boga, a prosząc Ją o potrzebne łaski, możemy być pewni, że Ona rozwiąże nasze problemy. Niech przykładem dla nas będą Święty Jan Paweł II, czy prymas tysiąclecia Stefan kard. Wyszyński, którzy wszystko postawili na Maryję i nigdy się nie zwiedli. Zaproś Maryję do swego życia, a szatan ci nie zagrozi, bo Matka kocha swoje dzieci, a Matka Boża kocha nas wszystkich, bo z wysokości Krzyża, Jezus powierzył nas Jej Matczynej opiece. Chciejmy zatem z tej Matczynej miłości skorzystać – zachęcał nas o. Waldemar, któremu dziękujemy za obecność i wygłoszone nauki, życząc jednocześnie wszelkiej pomyślności w pracy zakonnej, ku spełnieniu swych ambicji powołaniowych.

Janusz Marczewski

Homilia Papieża Franciszka w środę popielcową

Słowo Boże na początku Wielkiego Postu kieruje do Kościoła i do każdego z nas dwie zachęty.

Pierwszą są słowa św. Pawła: “pojednajcie się z Bogiem” (2 Kor 5,20). Nie jest to zwykła dobra ojcowska rada, ani też jedynie propozycja; jest to prawdziwe i w pełnym tego słowa znaczeniu błaganie w imieniu Chrystusa: “W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem” (tamże). Dlaczego tak uroczyste i stanowcze wezwanie? Ponieważ Chrystus wie, jak bardzo jesteśmy słabi i grzeszni, zna słabość naszego serca; widzi, że jest ono zranione przez zło, jakie popełniliśmy i jakiego doznaliśmy. Wie, jak bardzo potrzebujemy przebaczenia, wie, że musimy poczuć się kochanymi, aby czynić dobro. Sami nie jesteśmy w stanie. Dlatego apostoł nie mówi nam, abyśmy coś zrobili, ale byśmy pojednali się z Bogiem, abyśmy Jemu pozwoli, aby nam przebaczył, z ufnością, ponieważ “Bóg jest większy od naszego serca” (1 J 3,20). On zwycięża grzech i podnosi nas z nieszczęść, jeśli je Jemu powierzymy. Naszym zadaniem jest uznanie siebie za potrzebujących miłosierdzia: to pierwszy krok drogi chrześcijańskiej; chodzi o wejście przez otwartą bramę, którą jest Chrystus, gdzie On sam nas oczekuje, Zbawiciel, i daje nam nowe, radosne życie.

Mogą istnieć pewne przeszkody, które zamykają drzwi serca. Istnieje pokusa, aby zablokować drzwi, albo żyć z własnym grzechem, minimalizując go, zawsze się usprawiedliwiając, myśląc, że nie jesteśmy gorsi od innych. W ten sposób zamykają się jednak zamki duszy i pozostajemy zamknięci wewnętrznie, stajemy się więźniami zła. Inną przeszkodą jest wstyd, by otworzyć tajemne drzwi serca. Wstyd, jest w istocie dobrym znakiem, ponieważ wskakuje, że chcemy oderwać się od zła. Jednak nigdy nie może przemieniać się w lęk czy strach. Jest jeszcze trzecia pułapka, by odsunąć się od drzwi. Ma ona miejsce, kiedy zaszywamy się w naszej niedoli, gdy ciągle rozpamiętujemy rzeczy negatywne, łącząc je ze sobą, aż po pogrążenie się w najciemniejszych otchłaniach duszy. Wtedy stajemy się przyzwyczajeni do smutku, którego nie chcemy, zniechęcamy się i jesteśmy słabsi w obliczu pokus. Dzieje się tak, bo jesteśmy sami ze sobą, zamykając się i uciekając od światła; podczas gdy tylko łaska Pana nas wyzwala. Zatem pojednajmy się, posłuchajmy Jezusa, który mówi do tych, którzy są utrudzeni i obciążeni “przyjdźcie do mnie” (Mt 11,28). Nie trwać w sobie samym, ale trzeba iść do Niego! Tam jest orzeźwienie i pokój.

Podczas tej uroczystości obecni są Misjonarze Miłosierdzia, by otrzymać mandat do bycia znakiem i narzędziem Bożego przebaczenia. Drodzy bracia, obyście pomogli otworzyć drzwi serc, żeby przezwyciężyć wstyd, nie uciekać od światła. Niech wasze ręce błogosławią i pocieszają braci i siostry jak ojcowskie dłonie, niech poprzez was spojrzenie i ręce Ojca spoczną na dzieciach i uleczą ich rany.

Jest też drugie wezwanie Boga, który mówi przez proroka Joela: “Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem” (2,12). Jeśli trzeba powrócić, to dlatego, że się oddaliliśmy. To tajemnica grzechu: oddaliśmy się od Boga, od innych ludzi, od samych siebie. Trudno zdać sobie z tego sprawę: wszyscy widzimy jak nam naprawdę trudno zaufać Bogu, powierzyć się Jemu jako Ojcu, bez lęku; jak trudno kochać innych, zamiast myśleć o nich źle; ile nas kosztuje czynienie naszego prawdziwego dobra, podczas gdy nas pociąga i uwodzi tak wielu rzeczy materialnych, które znikają i ostatecznie zostawiają nas biednymi. Obok tej historii grzechu, Jezus zapoczątkował historię zbawienia. Ewangelia, rozpoczynająca Wielki Post zachęca nas, abyśmy mieli w nim aktywny udział, podejmując trzy środki, trzy leki, które leczą z grzechu (por. Mt 6,1-6.16-18).

Najpierw modlitwa, będąca wyrazem otwarcia i ufności w Panu: to osobiste spotkanie z Nim, które skraca dystans stworzony przez grzech. Modlitwa oznacza powiedzenie: “nie jestem samowystarczalny, potrzebuję Ciebie, Ty jesteś moim życiem i moim zbawieniem”. Po drugie posługa charytatywna, aby przezwyciężyć obcość wobec innych. Prawdziwa miłość nie jest w istocie aktem zewnętrznym, nie jest dawaniem czegoś na sposób paternalistyczny, aby uspokoić sumienie, ale zaakceptować tego, kto potrzebuje naszego czasu, naszej przyjaźni, naszej pomocy. To życie służbą, przezwyciężając pokusę, aby zaspokoić siebie. Po trzecie – post, pokuta, aby się uwolnić od uzależnień wobec tego co mija, i uczyć się bycia bardziej wrażliwymi i miłosiernymi. Jest to zachęta do prostoty i dzielenia się z innymi: ująć coś z naszego stołu i naszych dóbr, aby na nowo odkryć prawdziwe dobro wolności.

“Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem”- mówi Pan: nie tylko jakimś aktem zewnętrznym, ale z głębi samych siebie. Rzeczywiście Jezus nas wzywa byśmy żyli modlitwą, miłością i pokutą w sposób konsekwentny, autentycznie, przezwyciężając obłudę. Niech Wielki Post będzie czasem dobroczynnego “okrzesywania” z fałszu, światowości, obojętności: by nie myśleć, że wszystko jest w porządku, jeśli ja mam się dobrze; aby zrozumieć, że to, co się liczy to nie akceptacja, dążenie do sukcesu i zgody, ale oczyszczenie serca i życia; aby odnaleźć na nowo tożsamość chrześcijańską, to znaczy, miłość, która służy, a nie egoizm, który posługuje się innymi. Wyruszmy razem jako Kościół, przyjmując posypanie popiołem i wpatrując się w Ukrzyżowanego. On, kochając nas, zachęca nas do pojednania z Bogiem i powrotu do Niego, abyśmy odnaleźli samych siebie.

IV. Debata jasnogórska

20 grudnia 2015 r. w Sali Rycerskiej na Jasnej Górze odbyła się już czwarta debata, która ma przygotować Polaków do jak najlepszego przeżycia 1050. rocznicy chrztu naszej Ojczyzny. Była ona refleksją nad treścią Jasnogórskich Ślubów Narodu z roku 1956. Tym razem jej temat to: „Małżeństwo – sakrament wielki w Kościele”.
Zaszczycili nas ciekawi Goście: Abp Henryk Hoser – przewodniczący Zespołu Ekspertów ds. Bioetycznych Episkopatu, członek Komisji; ks. prof. Zdzisław Struzik oraz piękne Małżeństwa: Rodzice Prezydenta Polski – prof. Janina Milewska-Duda i prof. Jan Tadeusz Duda – naukowcy, profesorowie krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej, Dorota Chotecka i Radosław Pazura – aktorzy; Monika i Marcin Gajdowie – terapeuci rodzinni i ewangelizatorzy.
Polecamy tę  Dysputę przygotowującym się do małżeństwa i tym, którzy są w kryzysie, ale też małżonkom, rodzinom i tym którzy potrzebują dobrego świadectwa o rodzinie i małżeństwie.

Zapraszamy do jej obejrzenia na stronie www.raport.jasnagora.pl

Uwagi ogólne odnośnie do odpustów

Chcąc zyskać odpust zupełny związany z Jubileuszem Miłosierdzia należy mieć na uwadze ogólne normy, które stanowią, że można go uzyskać jeden raz dziennie, zarówno dla siebie, jak i dla zmarłych, spełniając stałe warunki w łączności z czynem obdarzonym odpustem.
Warunki te są następujące:
1. przystąpienie do sakramentu pokuty (trwanie w stanie łaski uświęcającej);
2. przyjęcie Komunii św.;
3. modlitwa według intencji Ojca Świętego;
4. wykluczenie przywiązania do wszelkiego grzechu nawet lekkiego.

– Czyny obdarzone odpustem, określone dla poszczególnych wiernych (na podstawie listu Ojca świętego Franciszka do Abp. Rino Fisichelli, Przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji)

Odpust jubileuszowy związany z przejściem przez Drzwi Miłosierdzia
Aby przeżyć i uzyskać odpust, wierni mają odbyć krótką pielgrzymkę do Drzwi Świętych, otwartych w każdej Katedrze i w kościołach wyznaczonych przez Biskupa diecezjalnego, a także w czterech Bazylikach Papieskich w Rzymie, na znak głębokiego pragnienia prawdziwego nawrócenia.
Jednocześnie rozporządzam, by w sanktuariach, gdzie zostały otwarte Drzwi Miłosierdzia, i w kościołach, które tradycyjnie są uznawane za Jubileuszowe, była możliwość uzyskania odpustu. Ważne jest, aby ten moment był połączony przede wszystkim z Sakramentem Pojednania i uczestnictwem w Mszy św. oraz refleksją nad miłosierdziem. Konieczne będzie, by tym celebracjom towarzyszyło wyznanie wiary i modlitwa za mnie oraz w intencjach, które noszę w sercu dla dobra Kościoła i całego świata.

Odpust jubileuszowy dla osób starszych, chorych i samotnych
Myślę też o osobach, które z różnych powodów nie będą mogły udać się do Świętych Drzwi, przede wszystkim o ludziach chorych, starszych i samotnych, którzy często nie są w stanie wyjść z domu. Dla nich będzie wielką pomocą przeżywanie choroby i cierpienia jako doświadczenia bliskości z Panem, który w tajemnicy swojej męki, śmierci i zmartwychwstania wskazuje główną drogę pozwalającą nadać sens bólowi i samotności.
Przeżywanie z wiarą i radosną nadzieją tego momentu próby, poprzez przyjęcie komunii św. lub uczestniczenie w Mszy św. i w modlitwie wspólnotowej, również za pośrednictwem różnych środków przekazu, będzie dla nich sposobem uzyskania jubileuszowego odpustu.

Odpust jubileuszowy dla więźniów
Jubileusz zawsze stanowił okazję do wielkiej amnestii, obejmującej bardzo wiele osób, które choć zasługują na karę, uświadomiły sobie jednak, że to, co uczyniły, było niesprawiedliwe, i szczerze pragną na nowo włączyć się w życie społeczeństwa, wnosząc w nie swój uczciwy wkład. Niech do nich wszystkich dotrze w konkretny sposób miłosierdzie Ojca, który chce być blisko ludzi najbardziej potrzebujących Jego przebaczenia.
W kaplicach więziennych będą oni mogli uzyskać odpust, a kiedy będą przechodzili przez drzwi swojej celi, kierując myśli i modlitwę do Ojca, niech za każdym razem ten gest oznacza dla nich przejście przez Drzwi Święte, ponieważ miłosierdzie Boże, które potrafi przemienić serca, jest również w stanie przeobrazić kraty w doświadczenie wolności.

Odpust jubileuszowy związany z wykonaniem uczynków miłosierdzia co do ciała i duszy
Prosiłem, by Kościół odkrył w tym czasie jubileuszowym bogactwo zawarte w uczynkach miłosierdzia co do ciała i duszy. Doświadczenie miłosierdzia staje się bowiem widzialne w świadectwie konkretnych znaków, jak uczył nas sam Jezus.
Za każdym razem, kiedy wierny sam wykona jeden lub kilka z tych uczynków, z pewnością otrzyma jubileuszowy odpust. Wiąże się z tym zaangażowanie w życie miłosierdziem, aby otrzymać łaskę pełnego i głębokiego przebaczenia mocą miłości Ojca, który nikogo nie wyklucza. Będzie to więc pełny odpust jubileuszowy, owoc samego wydarzenia, które jest celebrowane i przeżywane z wiarą, nadzieją i miłością.

Odpust jubileuszowy ofiarowany za zmarłych
Jubileuszowy odpust można będzie uzyskać również dla zmarłych. Jesteśmy z nimi związani świadectwem wiary i miłości, które nam zostawili. Tak jak pamiętamy o nich podczas Mszy św., tak też możemy, w wielkiej tajemnicy świętych obcowania, modlić się za nich, aby miłosierne oblicze Ojca uwolniło ich od wszelkich pozostałości winy i by mógł On przygarnąć ich do siebie w nieskończonej szczęśliwości.

Inne postanowienia

Upoważnienie dla wszystkich kapłanów w Roku Jubileuszowym do rozgrzeszania z grzechu aborcji
(…) postanowiłem, mimo wszelkich przeciwnych rozporządzeń, upoważnić wszystkich kapłanów w Roku Jubileuszowym do rozgrzeszenia z grzechu aborcji osób, które jej dokonały, żałują tego z całego serca i proszą o przebaczenie. Niech kapłani przygotują się do tego wielkiego zadania, by potrafili łączyć słowa szczerego przyjęcia z refleksją, która pomoże zrozumieć popełniony grzech oraz wskaże drogę autentycznego nawrócenia, by pojąć prawdziwe i wielkoduszne przebaczenie Ojca, który wszystko odnawia swoją obecnością.

O korzystaniu z Sakramentu Pojednania u kapłanów z Bractwa św. Piusa X
(…) powodowany potrzebą zabiegania o dobro tych wiernych, rozporządzam i postanawiam, że osoby, które w Roku Świętym Miłosierdzia przystąpią do Sakramentu Pojednania u kapłanów z Bractwa św. Piusa X, otrzymają ważne i zgodne z prawem rozgrzeszenie.

Niepokalane Poczęcie NMP niesie nadzieję !

Byliśmy dzisiaj na wieczornej Mszy św. z okazji święta Niepokalanego Poczęcia NMP. Msza św. uroczysta, można rzec jak każda inna. Ale chcę dzisiaj podzielić się swym odczuciem, myślę że nieodosobnionym. Wkroczyliśmy w Rok Miłosierdzia, o czym na wstępie wspomniał o. Dariusz Nowicki, rok w którym obchodzić będziemy 1050.rocznicę Chrztu Polski, a w Polsce Światowe Dni Młodzieży. O. Karol Olszewski, jak każdego dnia poprowadził bardzo przekonująco roratnie spotkania z dziećmi. Byliśmy świadkami wydarzenia, gdy dzieci otaczały go wielką gromadą i trafnie odpowiadały na zadawane pytania. To bardzo budujący widok i niosący nadzieję, że to co dzisiaj tym dzieciom zaszczepimy, one zabiorą w swoje dorosłe życie, będą tą wiarą żyły i zapewne przekażą w przyszłości swoim dzieciom. Jest to niezaprzeczalny kapitał, który rodząc się na naszych oczach, zaowocuje godną postawą członków kościoła. Ale ten widok zaangażowanych w modlitwę dzieci wskazuje, że nasz parafialny kościół żyje i to autentycznym, duchowo silnym życiem i jest to zjawisko rozwojowe, co nas tylko może cieszyć i nieść nadzieję na prawidłowo kształtowany kręgosłup moralny młodych ludzi. Byliśmy też świadkami swoistej loterii, którą te dzieci naprawdę przeżywały. Złożyły swe marzenia i deklaracje dobrych uczynków do losowego koszyczka. Widzieliśmy jak to szczęśliwe dziecko, w wyniku losowania, z wielką dumą odebrało figurkę Matki Bożej, by Ją zanieść do swego domu. I jeszcze jedno wrażenie z tej Mszy św. To Błogosławieństwo Dzieci. Ten wprowadzony przez oo. Paulinów zwyczaj, my dorośli przeżywamy z wielkim przejęciem. Radują się nasze serca, gdy te dzieciaki tak tłumnie biegną do ołtarza, by przyjąć to Błogosławieństwo przez nałożenie rąk oo. Paulinów. Biegną i wracają do swych opiekunów, jakby chciały im powiedzieć, że Bóg spoczął na ich główce, a one widać, że są tym aktem bardzo podbudowane, tak samo jak i my towarzyszący im w tym akcie. To dziecię wraca do mamy, która składa matczyny pocałunek na tej rozpromienionej główce. To bardzo miły i przejmujący widok. Kończy się Msza św. Ojcowie paulini składają synowski pocałunek na ołtarzu Chrystusa i razem śpiewamy Apel Jasnogórski. Tych kilka epizodów z dzisiejszej liturgii, pozwala nam dostrzec rolę Ducha Świętego, który ożywił mury naszego klasztoru i dalej to czyni, byśmy wszyscy stali się żywym kościołem, i oby to trwało jak najdłużej. Panie Boże, Niepokalanie Poczęta Maryjo – dziękujemy ! Dziękujemy też Wam Ojcowie Paulini, bo to Wasza zasługa, że my możemy tak odbierać i kształtować nasze życie duchowe.

Janusz Marczewski

Namaszczony i posłany – namaszczenie krzyżmem

Dla ludzi Biblii namaszczenie było znakiem bardzo czytelnym.
By to pojąć musimy najpierw zobaczyć, jaką rolę odgrywała w ich
życiu oliwa. Tak, jak w całej śródziemnomorskiej cywilizacji, oliwa
była przedmiotem codziennego i wszechstronnego użytku.
Najpierw stanowiła codzienny składnik jadłospisu, bez którego trudno
było wyobrazić sobie przygotowanie jakiejkolwiek potrawy. Oliwa
służyła też jako lekarstwo pomagające w gojeniu ran. Używana była
powszechnie jako podstawowy kosmetyk, a namaszczenie wonnym
olejem symbolizowało radość i świętowanie. Wreszcie używano jej
do nasączania lin i tkanin namiotów, co w życiu koczowników
było niezwykle ważne. Stanowiąc więc pokarm, lekarstwo, znak
świętowania i trwałości oliwa symbolizowała wszystko, co najlepsze.
Nic więc dziwnego, że stała się znakiem mocy z wysoka i
Bożej łaski. Zaś namaszczenie oliwą oznaczało powierzenie misji lub
zadań do wypełnienia. Namaszczano króla, kapłana, proroka. Olej
spływający na głowę namaszczonego oznaczał Bożą moc, która na
niego zstąpiła i przeniknęła w głąb jego osoby tak, jak oliwa wnika
w głąb ciała.
Ostatecznie namaszczenie objawiło swój sens wraz z
przyjściem Chrystusa, którego miano oznacza nic innego jak właśnie
„Namaszczony”. Hebrajskie „Mesjasz” to greckie „Christos”,
łacińskie „Christus” i wreszcie staropolskie „Pomazaniec”.
Jezus Chrystus objawił w synagodze w Nazarecie, że tak rozumiał siebie
i swoją misję. Do siebie odniósł słowa z Księgi Izajasza: „Namaścił
mnie i posłał” (Iz 61, 1). Ojciec namaścił Go Duchem Świętym
i powierzył misję odkupienia ludzkości, ustanawiając kapłanem,
prorokiem i królem.
Ten olej Ducha Świętego, którym został namaszczony
Chrystus-Głowa, spłynął hojnie na wszystkie członki Jego Ciała czyli
na każdego z chrześcijan. Właśnie poprzez chrzest każdy ochrzczony
stał się uczestnikiem potrójnej misji Chrystusa – kapłańskiej,
prorockiej i królewskiej. Chrześcijanin jest ustanowiony
kapłanem po to, by swoje życie i samego siebie składał Bogu w ofierze.
Zdolność do poświęceń, wyrzekanie się własnej woli, oddanie
życia Bogu do dyspozycji, ofiarne realizowanie życiowego powo-
łania – to wszystko jest wypełnianiem powszechnego kapłaństwa
otrzymanego na chrzcie. Każdy chrześcijanin jest też ustanowiony
prorokiem, a prorok to nie ten, kto przepowiada przyszłość, lecz
ten, kto głosi prawdę i nią żyje. Misja prorocka to życie prawdą
o Bogu i o człowieku, prawdą o godności ludzkiego życia, prawdą
o naturze człowieka – kobiety i mężczyzny, prawdą o świętości
małżeństwa i rodziny. Każdy chrześcijanin jest wreszcie ustanowiony królem.
Misja królewska to panowanie – panowanie nad sobą
po to, by w pełni należeć do siebie. Bo dopiero panując nad sobą,
jesteśmy w stanie służyć innym, a to jest ostatecznym celem misji
królewskiej. Chrystus Król to Chrystus Sługa.
Znakiem włączenia w potrójną misję Chrystusa jest namasz-
czenie krzyżmem św., które ma miejsce bezpośrednio
po udzieleniu chrztu. Trzeba więc wyjaśnić, czym jest krzyżmo.
To oliwa z oliwek zmieszana z wonnym balsamem i poświęcona przez
biskupa w Wielki Czwartek podczas Mszy Krzyżma. Ten święty olej
jest znakiem Ducha Świętego, który zstąpił na Chrystusa i uczynił
Go kapłanem, prorokiem i królem. Wylany na głowę nowo
ochrzczonego włącza go w tę Chrystusową misję. Na koniec warto
wspomnieć, że krzyżma św. używa się także podczas udzielania bierzmowania,
święceń kapłańskich i święceń biskupich.
Krzyżmem namaszcza się także nowy ołtarz oraz ściany świątyni podczas
obrzędu ich poświęcenia.

Świadectwo – rola rodziców i chrzestnych

Rzecz jasna, że w starożytności, gdy chrztu udzielano zazwyczaj
dorosłym ludziom, ich rodzice nie odgrywali w tym wydarzeniu
wielkiej roli. Znacząca jednak była rola tych, których nazwalibyśmy
dzisiaj rodzicami chrzestnymi. I może od nich zacznijmy. Kiedy
dorosły człowiek podejmował decyzję o zostaniu chrześcijaninem,
prosił o włączenie go do grona katechumenów. Wspólnota chrześci-
jańska miała prawo domagać się, by ktoś za niego poręczył i zaświad-
czył o szczerości jego zamiarów. Także by wziął odpowiedzialność
za jego przygotowanie do chrztu, zadbał o późniejszy wzrost wiary
i wierność wierze. Taki człowiek stawał się więc swego rodzaju ojcem
w wierze dla kandydata do chrztu. Stąd właśnie wzięli się chrzestni.
I choć oryginalnie była to jedna osoba (warto wspomnieć, że według
prawa kanonicznego nadal wymagany jest tylko jeden chrzestny)
z czasem ukształtował się zwyczaj wybierania dwóch osób – kobie-
ty i mężczyzny na wzór biologicznych rodziców. Zwyczaj ten nieco
spłycił wymowę roli chrzestnych, pojmowanych jako swego rodzaju
honorowych rodziców, na których wybieramy osoby, jakie pragnie-
my szczególnie wyróżnić. Często zapomina się o tym, że zadaniem
chrzestnych nie jest honorowe ani zastępcze matkowanie, lecz dawa-
nie chrześniakom wzoru wiary i troska o duchowe ich życie. Dlatego
Kościół stawia chrzestnym wysokie wymagania, oczekując od nich
dojrzałej wiary i życia sakramentalnego. Nauczyć można bowiem
tylko tego, co samemu się umie, a przekazać można tylko to, co
samemu się posiada. Trudno uczyć wiary, którą się nie żyje albo do-
magać się postępowania, jakiego samemu się nie praktykuje. O tym
powinni pamiętać wszyscy kandydaci na chrzestnych, kiedy publicz-
nie deklarują swe zobowiązania.
Warto wspomnieć przy okazji, o tak zwanym świadku chrztu.
Osoba, która jest chrześcijaninem innego wyznania, może pełnić
taką rolę – nie podzielając w pełni wiary Kościoła katolickiego, nie
może być rodzicem chrzestnym w pełnym słowa znaczeniu, może
jednak na pewien sposób wspierać duchowy rozwój chrześniaka
i być dla niego wzorem więzi z Chrystusem. Wybieranie jednak na
świadków chrztu katolików, którzy nie mogą być chrzestnymi ze
względu na nieprawidłową sytuację małżeńską, wydaje się bardzo
wątpliwą próbą omijania prawa.
Pora teraz na rodziców. To oni w dniu ślubu zobowiązali się
„przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym ich Bóg ob-
darzy”. Przyjmując więc odpowiedzialność za wiarę swoich dzie-
ci, nie czynią czegoś nadzwyczajnego, lecz jedynie wypełniają to
zobowiązanie. Małe dzieci zostają ochrzczone na mocy wiary ich
rodziców i na mocy prośby rodziców o chrzest. Nie przez przypa-
dek przed samym udzieleniem chrztu kapłan pyta raz jeszcze rodzi-
ców, niejako się upewniając ostatecznie, czy chcą, aby ich dziecko
zostało ochrzczone. Bez tej zgody, bez tej prośby chrztu nie wol-
no udzielić. Nie tylko jednak o formalną zgodę chodzi. Chodzi
o to, że głównymi nauczycielami wiary są i powinni być rodzice.
Dziadkowie, katecheci, duszpasterze mają jedynie pomagać, ale
nie mogą ich zastępować. Więcej: nie są w stanie zastąpić rodzi-
ców, jeśli wiara ma być dla dzieci duchowym językiem ojczystym.
Rodzic nie może być jak tatuś, który stoi na pomoście i tłumaczy
zanurzonemu w wodzie synowi, jak należy pływać. Wiary nie da
się przekazać teoretycznie – tak, jak teoretycznie nie da się nauczyć
pływać ani jeździć na rowerze. Obowiązuje tu ta sama zasada, co
przy chrzestnych: nauczyć mogę tylko tego, co sam umiem i dać
mogę tylko to, co sam posiadam. Odpowiedzialność jest jednak
o wiele większa niż odpowiedzialność chrzestnych. Zatem i rodzi-
ce, i chrzestni pamiętajcie: najlepsze co możecie zrobić dla swoich
dzieci i chrześniaków to zadbać o własną wiarę i własne duchowe
życie. Wtedy nie będziecie teoretykami.

Świętych Aniołów Stróżów – święto nas wszystkich

Trafiłem na stronę wortalu „Tajemnica miłości” i tam przeczytałem, że „każdy człowiek – bez względu na wyznawaną wiarę – rodzi się z przydzielonym mu Aniołem Stróżem (każde państwo świata również ma własnego Anioła Stróża). Co ciekawe, każdy jeden Anioł Stróż jest inny – zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i o swoje możliwości duchowe”. A jak wygląda ten mój Anioł Stróż ? I tu chciałbym się podzielić moim osobistym doświadczeniem. Jest rok okupacji hitlerowskiej, w kalendarzu 1942. W Poznaniu czynne są tylko dwa kościoły – Matki Boskiej Bolesnej na Łazarzu i Świętego Wojciecha . W niedzielę 26. lipca, zapewne Mama wcześnie nas obudziła – chyba gdzieś koło 5.00 rano. Wraz z ciocią Joanną Barabasz i mą siostrą Krystyną udaliśmy się na Mszę św. odprawianą o godz. 6.30 do Kościoła Św. Wojciecha. Zapewne jechaliśmy tam tramwajem, choć tego nie pamiętam. Na tej właśnie Mszy św., nieznajoma Pani podarowała mi – wtedy nieco ponad pięcioletniemu dziecku – zamieszczony obok obrazek z wizerunkiem Anioła Stróża. Ten obrazek, który do dziś dnia posiadam, i który noszę „przy sobie”, towarzyszy mi przez wszystkie dni dorosłego życia. Jak mogę dzisiaj ten fakt skomentować ? Może to właśnie mój Anioł Stróż, który mnie ochrania każdego dnia mego życia. I niech tak pozostanie. Jak każdy człowiek, na przestrzeni mego życia, doświadczałem najróżniejszych sytuacji, które dzisiaj, po tylu latach, mogę i chcę odczytywać jako niezaprzeczalną opiekę mego Anioła. Może to On wówczas, posłużył się tą nieznajomą osobą, by uświadomić mi, że jestem pod Jego opieką. Nieznana mi ofiarodawczyni – dziękuję Tobie za ten dar. Minęły już 73.lata od tamtego dnia, ale niech to wspomnienie potwierdza ten fakt i będzie wyrazem mojej wdzięczności.
Janusz Marczewski

Wiara czyni cuda

Wiara czyni cuda
medalik-zloto-pr-585-szkaplerz-cudowny-medalik

Nie jestem co prawda członkiem Apostolatu Maryjnego przy naszej parafii, ale na pewno czuję się jego sympatykiem, stąd doraźnie uczestniczę w spotkaniach, na które jestem zapraszany. W spotkaniu, które miało miejsce w październiku ub. roku z udziałem przybyłych z Buku sióstr szarytek ze Zgromadzenia Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo nie mogłem wziąć udziału, ale dzięki przyjaciołom otrzymałem Cudowny Medalik dołączony do wizytówki Zgromadzenia. W tym samym czasie dotarła do mnie wiadomość z Ukrainy, że u mojej wieloletniej znajomej wykryto chorobę nowotworową. Po długiej rozmowie / poprzez Skype`a/ postanowiłem napisać do niej list, by ją duchowo wesprzeć i zapewnić o modlitwie. Odstęp czasowy między otrzymaniem Cudownego Medalika a powzięciem wiadomości o chorobie był zaledwie kilkudniowy, stąd też postanowiłem do mego listu dołączyć ten Medalik. I w ten sposób znalazł się on w posiadaniu mej ukraińskiej znajomej, która zabrała go ze sobą do szpitala, w którym przeprowadzono operację. Jest ona osobą głęboko wierzącą, stąd jej wiara wpłynęła chyba na zawierzenie słowom Matki Najświętszej wypowiedzianych do św. Katarzyny Labouré.

W rozmowie telefonicznej, jeszcze w czasie pobytu w szpitalu, znajoma opowiedziała mi przejmującą historię, którą tu w skrócie opiszę. Przekazując mi tę informację podkreślała ona dobitnie, że tak naprawdę było. …….”Kiedy udawałam się korytarzem szpitalnym na salę zabiegową, ujrzałam nagle postać w bieli, przypominającą tę, która widnieje na otrzymanym obrazku. Opowiedziałam o tym zdarzeniu siostrze, która mnie odwiedziła w szpitalu. Dzisiaj, kiedy już jestem po operacji, chemioterapii, kiedy wyniki kontrolne są korzystne i gdy ja czuję się dobrze, to wierzę, że „ktoś”mi pomógł”. Od siebie mogę dodać, że każdy może na to zdarzenie spojrzeć dokonując własnej oceny. Ja jednak wskazuję na dziwny zbieg okoliczności, gdy te wydarzenia w dziwny sposób się ułożyły w krótkim odstępie czasu. W każdym razie, Bogu dziękuję, że tak się stało. Może tak miało być ?

Janusz Marczewski