Relikwiarze i relikwie wągrowieckiego Klasztoru Paulinów

Relikwiarz – to ozdobna puszka, często w kształcie krzyża, do przechowywania relikwii , czyli szczątków ciała świętych lub przedmiotów z nimi związanych, otaczane kultem religijnym.
W wągrowieckim klasztorze znajdują się dwa relikwiarze w kształcie krzyża, inkrustowane kamieniami szlachetnymi. Pierwszy to relikwiarz Krzyża Świętego, drugi kryje relikwie św. Cecylii.
Jak stwierdza p. Monika Janiszewska w rezultacie prowadzonych przez nią badań – w ramach przygotowywanej pracy doktorskiej pt. „Gotyckie złotnictwo w Wielkopolsce”
– gotycki krzyż relikwiarzowy w dotychczasowych badaniach jest stosunkowo słabo rozpoznany. Mimo dobrej klasy artystycznej i swej wyjątkowej pozycji na tle złotnictwa wielkopolskiego, krzyż wągrowiecki nie posiada obfitej literatury i był dotychczas traktowany dość marginalnie.
W tym miejscu wypada przypomnieć, że wspomniane wyżej relikwiarze /pacyfikały/, na podstawie decyzji Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Poznaniu z dnia 21 marca 1972 r. zostały wpisane do rejestru zabytków województwa poznańskiego (nr rej. 187/B), jako dobra kultury i na tej podstawie podlegają skutkom prawnym wynikającym z ustawy z dnia 23 lipca 2003 r. „o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami” /Dz. U. nr 162 poz. 1568/.
Do tej pory uważano, że krzyż wągrowiecki pochodzi z około 1500 r., natomiast praca doktorska p. Moniki Janiszewskiej stwierdza, że „wskazane analogie formalno – stylistyczne pozwalają datować wągrowiecki gotycki krzyż relikwiarzowy na lata około połowy XV w”.
Drugi relikwiarz to pacyfikał srebrny, trybowany, renesansowy z 2.połowy XVI w.,  stopa klasycystyczna z około 1800 r.
Kiedy mówimy o relikwiach, należy wspomnieć, że od stycznia br. w wągrowieckim Klasztorze Paulinów znajdują się relikwie św. Pawła Pierwszego Pustelnika – sprowadzone z Rzymu, którym po raz pierwszy mogliśmy oddać należny hołd w trakcie pierwszego
w Wągrowcu odpustu św. Pawła Pustelnika w dniu 19 stycznia br.
Nadto, od dnia 27 kwietnia br. – dnia kanonizacji Papieża Jana Pawła II – tron  papieski, stół ołtarzowy i lektorium, stojące w prezbiterium wągrowieckiego kościoła – stanowią relikwie IIIo.

Janusz Marczewski

skanowanie0003

Z doskonałego stał się najdoskonalszym

Z dzieła Jana Długosza Roczniki Królestwa Polskiego

(księga VI, PWN, Warszawa 1973, s. 252, 284, 286, 296)

Z doskonałego stał się najdoskonalszym

Biskup krakowski Fulko, czyli Pełka, spędziwszy dwadzieścia jeden lat na stolicy biskupiej, umarł jedenastego września i został pochowany w katedrze krakowskiej. Na jego miejsce wybrano jednomyślnie magistra Wincentego, syna Kadłubka z Karwowa, wsi położonej blisko Opatowa, prepozyta sandomierskiego, szlachcica z rodu Różyców, dla jego niezwykłych zdolności i wykształcenia, którymi się wybijał. Innocenty III zatwierdził ten wybór.

Wincenty obrał sobie naukę za szlachectwo, ojczyznę, matkę i karmicielkę. Rozumiejąc, że jego stanowisko biskupie jest związane z różnymi troskami i niebezpieczeństwami, zapragnął opuścić morze grożące zgubą. Będąc mężem niezwykle wykształconym i ogromnie pobożnym, postanowił ustąpić ze stanowiska biskupa, które zajmował już prawie dwanaście lat. Przedtem przez długi czas nie mógł tego uczynić, bo się sprzeciwiali jego zamiarowi książę Leszek Biały i kapituła krakowska, którzy głęboko boleli nad tym, że państwo i Kościół zostaną pozbawieni tak wybitnej osobistości. Ciągłymi jednak prośbami i głęboką pokorą pokonał opór księcia i kapituły.

Wincenty udał się do klasztoru w Jędrzejowie, gdzie wtedy bracia bardzo gorliwie przestrzegali zasad życia cysterskiego. Przyjął habit i złożył śluby zakonne, a z doskonałego stawszy się najdoskonalszym, zaczął naśladować ubóstwo Chrystusa i służyć swojemu Bogu surowym życiem. Pozbył się stroju i trosk biskupich, by przepłynąć burzliwe morze doczesnego życia, które wśród zgiełku grzechów oddziela nas od Boga. Jego szlachetny duch w ciągłym dążeniu do rzeczy wzniosłych, niebieskich i do najwyższego dobra nie mógł znieść, że przebywa wśród rzeczy ziemskich, niemal jak w cieniu, i przez surowe życie zakonne kierował swój umysł ku niebieskiemu światłu. Po pięciu latach spędzonych pobożnie w klasztorze jędrzejowskim, ósmego marca, zeszedł ze świata, by otrzymać niewiędnący wieniec za swoje trudy od Chrystusa, dla którego wszystko opuścił. Pochowano go w tymże klasztorze w Jędrzejowie na środku chóru.

Jeszcze w czasie zarządzania stolicą biskupią w Krakowie napisał, dzięki niezwykłej żywości umysłu, stylem zręcznym i gładkim kronikę o dziejach ojczystych. Napisał ją tak starannie i rozsądnie, że zyskał sławę równą pisarzom starożytnym, których przez tyle wieków podziwiamy.

Legendy i podania związane z klasztorem wągrowieckim

Artur Wierzbicki

Legendy i podania związane z klasztorem wągrowieckim

Wśród społeczności lokalnych zawsze pojawiały się opowieści dotyczące miejsc dla nich szczególnie ważnych. Nie inaczej było w Wągrowcu. Klasztor wągrowiecki, dzięki któremu miasto zawdzięczało swój rozwój, dostępny był przez wieki tylko dla osób stanu duchownego. Był więc, także ze względu na swą historię, dla wielu okolicznych mieszkańców miejscem w pewnym stopniu tajemniczym, jeszcze na początku ubiegłego wieku.

Podania i legendy, należące do literatury ludowej i stanowiące ważny element lokalnego folkloru, zwykle „oswajały” tę tajemniczą rzeczywistość. Pozwalały także, zwłaszcza w opowieściach o duchach, podkreślić wagę życia w zgodzie z normami moralnymi. Rozpowszechnione i znane w dziewiętnastym wieku, dziś są już jednak powszechnie zapomniane. Podania przedstawione poniżej pochodzą z prac Gustawy i Władysławy Patro, Wojciecha Łysiaka i ze zbiorów Archiwum Państwowego w Poznaniu.

Pokutujący zakonnik

W jednym z okien od południowej strony kościoła ukazywał się duch jednego z pokutujących mnichów. Duch ten ukazywał się punktualnie o północy i pobrzękiwał łańcuchami, którymi był opasany, wywołując w okolicy postrach i osłupienie.”

Pochód mnichów

Są tacy, którzy widzieli, jak w ciemną noc obchodziła opactwo i klasztor procesja pokutujących mnichów z opatem na czele. W rękach trzymali płonące świece woskowe. Wszyscy śpiewali żałosną, ponurą pieśń. Gdy zapiał kur, zakonnicy znikali, by po roku pojawić się ponownie.”

Duch kasjera

Na parterze opactwa w Wągrowcu znajdowała się dawno przed I wojną światową kasa państwowa, czyli wydział finansowy starostwa. Pewnego razu zniknęła z kasy znaczna suma pieniężna w złocie. Afera stała się przedmiotem rozmów całego miasta i powiatu. Rendant, czyli kasjer, Zapałkiewicz został usunięty. Długo jeszcze potem ludzie przekopywali piwnice, obstukiwali ściany opactwa, przeszukiwali strych, by odszukać tę ogromną sumę pieniężną. Mówiono, że nocą zjawia się duch Zapałkiewicza, by zabrać ukryty skarb. Ducha tego widział podobno pan Szumski. Zapałkiewicz ubrany był w czarną jaskółkę, czarne świecące trzewiki, białą koszulę i czarny krawat.”

Duchy różne

Pewnego dnia duch wystąpił w postaci olbrzymiej kury. Wkroczyła ona powoli do kościoła przez główne wejście. Przestraszeni ludzie pouciekali. Innym razem duchy miały się pokazać stróżowi w postaci psów, a gdy ten broniąc się przed nimi ciął je kijem, trafiał w próżnię. Jego własne psy nastroszyły sierść, ogony skuliły pod brzuch i wyły przeraźliwie.”

Pomniki bóstw

W klasztorze w Wągrowcu był przed laty przeor, który żył niezbyt pobożnie i w swoim ogrodzie kazał wznieść wyobrażenia dwunastu pogańskich bogów. Gdy klasztor odwiedził kiedyś jego przełożony i zobaczył te postumenty, kazał je natychmiast przewrócić i zatopić w pobliskim jeziorze. Przeorowi polecono zaś, by na drogach dookoła miasta ustawił dwanaście kolumn z obrazami świętych.”

Olbrzymia kość

W kościele klasztornym, zbudowanym w końcu ubiegłego wieku [tj. XVIII – przyp. A. W.] w Wągrowcu, znajduje się olbrzymia, skamieniała kość, która została znaleziona podczas wykopywania dołu pod fundamenty. Jest to górna część przedniej nogi mamuta, ale ludzie wierzą, że jest to kość jakiegoś olbrzyma.”

Srebrna trumienka

W czasie przejazdu króla Jana Kazimierza przez Wągrowiec, w okresie potopu szwedzkiego, zmarło mu najukochańsze dziecko. Zrozpaczeni rodzice zamówili srebrną trumienkę i pochowali dziecko w podziemiach klasztoru. Wiele zwiedzających zatrzymywało się przed niszą, gdzie stała ta srebrna trumienka.”

Podziemne ganki

Z klasztoru – według opowiadań ludzi – prowadzi podziemny ganek do Opactwa odległego o trzysta metrów. Wychodzi on tam rzekomo w piwnicy. Drugi taki ganek prowadzi z klasztoru do kościoła farnego (dwieście pięćdziesiąt metrów) i kończy się za głównym ołtarzem. Z podwórza klasztoru prowadzi podziemny ganek na ogród klasztorny w kierunku Nielby. Od strony podwórza jest on zakratowany, a czwarty ganek wychodzi podobno aż w Dębinie.” 

MATCE RÓŻAŃCOWEJ

strona_00_26_img6

MATCE RÓŻAŃCOWEJ
s.Nulla – Służebnica Krzyża
(Lucyna Westwalewiczówna)
(fragment)

Przesuwam w palcach różańcowe ziarna
Sokiem modlitwy nabrzmiałe –
Czy Ty mnie słyszysz, czysta Panno Mario ?
Serce wydzwania Ci chwałę.
Pochyl najdroższe nade mną oblicze
I w dzwon się wsłuchaj spiżowy.
Dźwięczy w nim Twoje Poczęcie Dziewicze,
Które Ci Anioł zwiastował.

Niosę Ci naręcz całą w rosach wiosny
– Pierwsze najczystsze róże.
Pąki rozkwitłe tajemnic radosnych
Złóż Królewiątku do nóżek !

Przesuwam w palcach różańcowe ziarna – –
Przez palce krew mi przecieka – –
Ty mnie żałosna, słodka Panno Mario,
Wprowadź w śmierć Boga-Człowieka.
Słyszysz ? – świst biczów niby syki węży
i czyżby… jęk stłumiony ?
Majestat stoi pod hańby pręgierzem
W ran własnych płaszczu czerwonym – –

A Ty, o Matko ?… Kamienna Niobe
Czym przy Twej żywej jest męce ? –
Krew róż lipcowych, płomiennych jak ogień
Z krwią nóg przebitych chciej zmieszać !

Przesuwam w palcach różańcowe ziarna
– Jagody słodkie i źrałe –
Takaś promienna, Jasna Panno Mario !
Światłem mi duszę zalałaś – –

Takaś Królewska i takaś Zwycięska,
Przy Tobie gwiazdy pobladły –
Misteriów chwały i glorii niebieskiej
Przeczystym jesteś Zwierciadłem.
Kliszą Ty jesteś czułą i wierną:
W Tobie oglądam Syna !
Rzucam Ci róże wonne bez cierni –
Wiem ! On od Ciebie je przyjmie.

Królowo Różańca świętego

                                 Królowo Różańca świętego

Panie, naucz nas się modlić tak, by modlitwą było całe nasze życie.

Zygmunt Ławrynowicz

Na życie człowieka składa się wiele słów, gestów, myśli. Wszystko to pozornie wydaje się przypadkowe. Radość przeplata się z bólem, czynności błahe przygotowują wielkie dzieła, a te z kolei rozpływają się w potoku czasu. Łatwo z owej wielości poczynań ludzkich uczynić chaos świata. Lecz wystarczy jedna myśl, główny cel wytknięty w życiu, aby wszystko to, co buduje nasze życie, nabrało sensu. Gdy celem życia staje się zbawienie, wtedy wszystko winno być podporządkowane tej jednej myśli. Ona porządkuje i wartościuje czas, który przeżywamy. Ta jedna myśl staje się filarem, wokół którego rozbudowuje się okazały gmach naszego życia. I wszystko może stać się modlitwą: nauka i zwyczajna praca, odpoczynek i radość, ból samotnego serca czy tragedia zburzonego domu marzeń. Wszystko może tworzyć jedną wielką modlitwę życia. I jak paciorki różańca, tak bardzo podobne do siebie, przesuwane powoli w rozmodlonych dłoniach coraz bliższe są tajemnic Bożych, tak nawet monotonia przepracowanych dni i takich samych nocy prowadzi nas ku Bogu. Czytaj dalej Królowo Różańca świętego

List Episkopatu Polski zapowiadający XIV Dzień Papieski

List Episkopatu Polski zapowiadający XIV Dzień Papieski

(12 października 2014 r.)

Jan Paweł II – Świętymi bądźcie!”

Umiłowani w Chrystusie Panu Bracia i Siostry!

Pismo św. często przywołuje obraz winnicy. Liturgia Słowa dzisiejszej niedzieli rozpoczyna się od przypomnienia tekstu z Księgi proroka Izajasza: „Chcę zaśpiewać mojemu przyjacielowi pieśń o jego miłości do swojej winnicy…” (Iz 5, 1). Również Chrystus odwołuje się do tego motywu (por. Mk 12, 1-9). Opowiedziana przez Niego przypowieść dotyczy narodu wybranego, ale nie tylko. Umiłowaną winnicą jest człowiek, który, dzięki pracy nad sobą, przynosi dobre owoce lub też zaprzepaszcza otrzymane od Boga dary. A Bogu zależy na tym, by człowiek stworzony na jego obraz i podobieństwo (Rdz 1, 27), nieustannie ten obraz i podobieństwo dopełniał swym własnym wysiłkiem, żyjąc w prawdzie, w wolności, a nade wszystko w klimacie miłości Boga i braci.

  1. Potrzeba świętości

Już za tydzień będziemy przeżywać XIV Dzień Papieski pod hasłem „Jan Paweł II – Świętymi bądźcie!” Słowa te zostały zaczerpnięte z Księgi Kapłańskiej, gdzie Pan Bóg nawołuje: „Bądźcie więc świętymi, bo Ja jestem święty!” (Kpł 11, 45). Wezwanie do świętości jest jedną z przewodnich myśli Starego i Nowego Testamentu oraz fundamentalną troską Kościoła o każdego z nas.

Świat różnie podchodzi do świętości. Jest ona tematem z jednej strony obcym współczesnej mentalności, a z drugiej niezwykle pożądanym. Niektórzy zdają się nie interesować świętością w ogóle, czasem odrzucają ją jako niemożliwą do osiągnięcia lub nawet niepotrzebną. Tymczasem Jan Paweł II przekonywał, że świętość jest głębokim, choć czasem nieuświadomionym pragnieniem człowieka oraz odpowiedzią na wiele nurtujących nas problemów.

Niewątpliwie dążąc do świętości powinniśmy unikać wszystkiego co ją wypacza. Nie można ograniczać świętości jedynie do praktyk pobożnych. Trudno ją odnaleźć także w postawie ucieczki przed życiem, odpowiedzialnością czy światem. Świętość to nie tylko troska o piękno własnego człowieczeństwa, ale to więź z Bogiem oraz bohaterskie niekiedy otwarcie się na człowieka. Zamieńmy tę teoretyczną refleksję na przykład świętości Jana Pawła II.

  1. Jan Paweł II o świętości

Jak zatem rozumiał świętość Jan Paweł II? Do jakiej świętości wzywa nas dzisiaj? „Świętość stanowi kres drogi nawrócenia” – mówił Papież – „jest pielgrzymowaniem do Boga. Dlatego naśladowanie Jego świętości, nie jest niczym innym niż przedłużaniem historii miłości, szczególnie względem ubogich, chorych i potrzebujących” (por. Ecclesia in America, nr 30). Fundamentem naszej świętości jest Bóg – jedyny prawdziwie Święty! On kształtuje nasze serca według Serca swego Syna. Jest to droga pokory, prostoty i ubóstwa, która sprawia, że jesteśmy wolni i szczęśliwi. Święci zawsze zadziwiali swoją zwykłością, normalnością i pokorą. Potrafili łączyć to z heroicznością cnót uznanych przez Kościół.

Papież Polak zaznaczał, że: „świętość jest darem i zadaniem (…) dla świeckich, tak samo jak dla zakonników i kapłanów, w sferze prywatnej tak jak w działalności publicznej, w życiu zarówno jednostek, jak rodzin i wspólnot” (Orędzie Ojca Świętego Jana Pawła II do młodzieży całego świata z okazji XIII Światowego Dnia Młodzieży, nr 7).

Znamienne słowa, nietracące niczego ze swej aktualności, wypowiedział Ojciec Święty w 1991 roku w Lubaczowie: „Wiara i szukanie świętości jest sprawą prywatną tylko w tym sensie, że nikt nie zastąpi człowieka w jego osobistym spotkaniu z Bogiem. (…) Postulat neutralności światopoglądowej jest słuszny głównie w tym zakresie, że państwo powinno chronić wolność sumienia i wyznania wszystkich swoich obywateli, niezależnie od tego, jaką religię lub światopogląd oni wyznają. Ale postulat, ażeby do życia społecznego i państwowego w żaden sposób nie dopuszczać wymiaru świętości, jest postulatem ateizowania państwa i życia społecznego i niewiele ma wspólnego ze światopoglądową neutralnością”. Zdaniem Jana Pawła II świętość nigdy nie osłabia życia publicznego, ale je dynamizuje wznosząc na wyższy poziom. Dojrzała świętość obywateli zawsze służyła wielkości Rzeczypospolitej. Ogołacanie człowieka z tych wartości prowadzi do jego degradacji i jest przyczyną wielu życiowych tragedii. Ich brak powodował w historii niezwykle bolesne, często trwające przez wieki dramaty w skali narodu. Świętość nie rodzi się w próżni. Rozwój i wzrastanie do świętości domagają się przyjaznego środowiska, wspólnoty żyjącej ewangelicznymi zasadami, gwarantującej wzajemne wsparcie.

  1. Kanonizacja Jana XXIII i Jana Pawła II

Niedawne uroczystości kanonizacyjne dwóch papieży były głębokim doświadczeniem duchowym. Wierząc w świętych obcowanie, zwracamy się do nich z prośbami i ufamy, że pomogą nam jako nasi orędownicy przed Bogiem. Świadectwa świętych Jana XXIII i Jana Pawła II są tym silniejsze, że zostały złożone w niełatwych czasach. Ich życie było naznaczone przez systemy totalitarne i najokrutniejsze w historii świata wojny.

W homilii kanonizacyjnej Ojciec Święty Franciszek podkreślił, że papieże Jan XXIII i Jan Paweł II: „Byli kapłanami, biskupami i papieżami dwudziestego wieku. Poznali jego tragedie, ale nie byli nimi przytłoczeni. Silniejszy był w nich Bóg”. Papież podkreślił, że nadzieja i radość, które obydwaj Jego poprzednicy obficie przekazywali Ludowi Bożemu, miała swe źródło w kontemplacji paschalnej drogi Jezusa Chrystusa. Bliskość Pana ukrzyżowanego i zmartwychwstałego dawała im siłę do czytelnego, pociągającego i radosnego świadectwa wiary.

Papież Franciszek przypomniał również, że „to właśnie święci prowadzą Kościół naprzód i sprawiają, że się rozwija”. Jan Paweł II czynił to szczególnie poprzez obronę rodziny i świadectwo Bożego miłosierdzia. Przekonywał nieustannie, że, aby czynić Kościół wspólnotą żywą, trzeba pozwolić prowadzić się Duchowi Świętemu, który wzbudza w nas autentyczne pragnienie świętości.

W życiu Jana XXIII i Jana Pawła II troska o więź z Bogiem była zawsze na pierwszym miejscu. Święci Papieże wiedzieli, że Bóg i tylko Bóg jest mocą swojego ludu oraz mocą ich pasterskiego posługiwania. To między innymi dlatego widzieliśmy Jana Pawła II jako wielkiego świadka modlitwy, kontemplacji i adoracji. Świadka więzi z Bogiem widocznej zawsze, a szczególnie podczas sprawowania Eucharystii. Ileż razy podczas pielgrzymek patrzyliśmy na Naszego Papieża tak zatopionego w modlitwie, jakby był już nieobecny duszą na tym świecie. To nieustanne zjednoczenie z Chrystusem tłumaczy Jego całkowite oddanie Bogu, Maryi i Kościołowi. Ta więź z Bogiem stanowiła fundament Jego świętości.

Drodzy Bracia i Siostry!

Tegoroczny Dzień Papieski będziemy obchodzili w przyszłą niedzielę pod hasłem: „Jan Paweł II – Świętymi bądźcie!”. Nasze serca wypełnia radość i wdzięczność Bogu za święte życie Papieża Polaka i jego kanonizację. Swoje podziękowanie wyraźmy jeszcze raz modlitwą dziękczynną, świętością życia oraz wrażliwością na potrzeby bliźnich. Za tydzień będziemy mieli okazję wspomóc dzieło, które od lat nazywane jest „żywym pomnikiem” Jana Pawła II. Fundacja „Dzieło Nowego Tysiąclecia” poprzez stypendia wspiera materialnie i duchowo ponad dwa i pół tysiąca młodych ludzi z całej Polski. Dzięki ofiarności rodaków w kraju i poza jego granicami mogą oni realizować swoje edukacyjne aspiracje. W duchu wartości, którym służył kanonizowany Papież, stypendyści pragną dobrze przygotować się do zadań czekających ich w dorosłym życiu. Tę inicjatywę Kościoła w Polsce Jan Paweł II już za życia określił mianem pomnika „najbliższego jego sercu”. Tym bardziej zachęcamy do wspierania jej modlitwą, i dobrym słowem. Podczas kwesty przy kościołach, na ulicach i w innych miejscach publicznych będziemy mogli przekazać także środki materialne na to wyjątkowe dzieło solidaryzując się ze zdolną młodzieżą z mniejszych miejscowości w Polsce.

Udzielamy wszystkim pasterskiego błogosławieństwa na czas przeżywania XIV Dnia Papieskiego, podejmowania trudu dążenia do świętości oraz pomagania bliźnim.

Podpisali: Kardynałowie, Arcybiskupi i Biskupi

obecni na 365. Zebraniu Plenarnym

Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie

w dniu 10 czerwca 2014 r.

Twoje czyny są ważniejsze niż to, kim jesteś.Oceniając nas, ludzie biorą pod uwagę przede wszystkim…

Twoje czyny są ważniejsze niż to, kim jesteś.

Oceniając nas, ludzie biorą pod uwagę przede wszystkim nasze zachowanie, które znaczy więcej niż słowa. Przyjrzyjmy się zatem gruntownie i uczciwie naszemu zachowaniu i zadajmy sobie pytanie, w jaki sposób traktujemy tych, na których nam zależy, i co dla nich robimy.

M., sześćdziesięciopięcioletnia wdowa, ma troje dorosłych już dzieci, które mieszkają blisko niej, skarży się jednak, że rzadko do niej dzwonią, a jeszcze rzadziej ją odwiedzają. Jest osobą niezmiernie wymagającą i właściwie nikt nie lubi przebywać w jej towarzystwie. Nieustannie krytykowała swoje dzieci przez całe ich życie i nawet teraz, gdy są już dorosłe, ten ograniczony czas, który spędzają ze swoją matką, pełen jest wytykania błędów, reprymend i wymówek. Nic więc dziwnego, że nie utrzymują z nią bliższych kontaktów. “Powinni mnie kochać i szanować, ponieważ jestem ich matką “, narzeka M.

Niektórzy ludzie, tak jak M., wierzą w “bezwarunkową miłość”. Nieważne, jak niestosownie potrafią się zachowywać, ich najbliżsi krewni i prawdziwi przyjaciele powinni wciąż kochać ich “za to, że są”. Jest to jednak błędne wyobrażenie. Bezwarunkowa miłość możliwa jest między rodzicami i małym dzieckiem, ale w większości związków to nasze zachowanie decyduje o tym, kto nas kocha, kto nienawidzi, kto pragnie naszego towarzystwa, a kto nas unika. Oceniając nas, ludzie biorą pod uwagę przede wszystkim nasze zachowanie, które znaczy więcej niż słowa. Znamy swoje myśli i motywy swojego postępowania, ale jedyną informacją o nas, jaka dociera do innych ludzi, jest nasze zachowanie, które możemy kontrolować.

Ludzie traktują nas zgodnie z tym, jak z nimi postępujemy i co dla nich robimy, niezależnie od tego, kim jesteśmy i czym się zajmujemy. S., świeżo upieczona żona, narzekała, że jej mąż, R., wracając z pracy, zwykł odwiedzać swoją siostrę lub wstępować z kolegami do pobliskiego pubu na piwo. “Jestem jego żoną i powinien starać się spędzać czas ze mną, zamiast wybierać towarzystwo swojej siostry lub przyjaciół”, tłumaczyła S.
R. miał jednak swoje powody, aby nie spieszyć się zbytnio z pracy do domu: gdy tylko przekraczał jego próg, S. zasypywała go masą domowych obowiązków i ciągłymi wymówkami.

Przyjrzyjmy się gruntownie i uczciwie naszemu zachowaniu i zadajmy sobie pytanie, w jaki sposób traktujemy tych, na których nam zależy, i co dla nich robimy. Najpierw zapytajmy siebie samych, czy nasza osobowość i styl sprawiają że jesteśmy lubiani i że ludzie chcą przebywać w naszym towarzystwie? Czy mamy miłe usposobienie? Czy łatwo się z nami porozumieć? Czy jesteśmy pomocni i uprzejmi? Czy jesteśmy mili dla naszego otoczenia? Czy okazujemy innym zainteresowanie? Czy umiemy ich słuchać?

Następnie zastanówmy się, czy jednak, tak jak M., nie traktujemy innych w sposób nieodpowiedni. Czy jesteśmy małostkowi, złośliwi, ordynarni lub ponurzy? Czy często krytykujemy innych, okazujemy swoją dezaprobatę? Czy często narzekamy, skarżymy się, tracimy nad sobą panowanie? Czy zwracamy uwagę na innych? Czy nawet jeżeli wyświadczamy komuś przysługę, robimy to opornie i nieuprzejmie? Jeżeli przyjmujemy często negatywną postawę wobec naszych najbliższych, oni, tak jak dzieci M., odsuną się od nas – nawet jeżeli tak naprawdę kochają nas i szanują.

J. odkrył, dlaczego taka zmiana może się okazać konieczna: “Wydawało mi się, że C. powinna mnie kochać tylko dlatego, że jest moją żoną. Gdy jednak pomogła mi zrozumieć, że często jestem niemiły i krytykancki, zacząłem zmieniać swoją postawę i sposób bycia. Zamiast krytykować prowadzenie domu, zacząłem jej pomagać, bo zrozumiałem, że to także mój dom. Dotarło też do mnie, że moja żona łączy swoją karierę zawodową z obowiązkami żony i matki”.
Ludzie nie potrafią czytać w moich myślach, widzą tylko moje czyny.
Nasze czyny świadczą o nas.
Jeżeli chcę, by ludzie traktowali mnie uprzejmie, sam muszę być dla nich uprzejmy.
Twoje czyny są ważniejsze niż to, kim jesteś.
Nie można przez cały czas być uroczym, ciepłym, miłym, kochającym, delikatnym, troskliwym i uprzejmym. Trzeba jednak zadać sobie pytanie, jak często i w jakich okolicznościach jest się samolubnym, niewrażliwym na innych ludzi. Pamiętajmy, aby okazywać swoją miłość przez czyny! Jeśli odkryjesz rozdźwięk pomiędzy tym, kim jesteś, a tym, jak się zachowujesz, zmień swoje zachowanie. Jeżeli sądzimy, na przykład, że jesteśmy hojni, ale nigdy nie udaje nam się pierwszym sięgnąć po rachunek, poprośmy kelnera, aby nam go wręczył. Jeżeli podoba ci się praca kolegi, powiedz mu to. Jeżeli uważasz, że punktualność jest ważna, nie każ czekać innym.

Więcej w książce: Jak nie wpaść w depresję. 40 szkodliwych przesądów, które zatruwają nam życie – Arnold A. Lazarus, Clifford N. Lazarus, Allen Fay

Matka Boża was potrzebujeWaszej modlitwie drodzy mali przyjaciele, chcę powierzyć problem waszych…

Matka Boża was potrzebuje Waszej modlitwie drodzy mali przyjaciele, chcę powierzyć problem waszych rodzin i całego świata.

   Drodzy chłopcy i dziewczęta, Matka Boża potrzebuje was wszystkich, aby pocieszyć Jezusa, który jest smutny z powodu krzywd, jakie Mu się czyni; potrzebuje waszych modlitw i waszych ofiar za grzeszników.
Poproście waszych rodziców i waszych nauczycieli, ażeby zapisali was do szkoły Matki Bożej, aby was nauczyła stać się jak pastuszkowie, którzy starali się czynić to, o co Ona ich prosiła. Mówię wam, że czyni się większy postęp w krótkim podporządkowaniu się i zależności od Maryi aniżeli w ciągu całych lat poczynań osobistych, opartych jedynie na sobie samych. Tak właśnie się stało, że ci pastuszkowie błyskawicznie zostali świętymi. Pewna kobieta, która przyjęła Hiacyntę w Lizbonie, słuchając tak pięknych i mądrych rad, których jej dziewczynka udzieliła, zapytała, od kogo tego się nauczyła. „Od Matki Boskiej” – odpowiedziała. Pozwalając wielkodusznie prowadzić się tak dobrej Nauczycielce, Hiacynta i Franciszek w krótkim czasie osiągnęli szczyty doskonałości… Orędzie ich życia niechaj pozostanie zawsze żywe i rozświetla drogę ludzkości!
Jan Paweł II Papież
Fatima, 13 maja 2000 r.
– beatyfikacja Franciszka i Hiacynty

Klasztor Paulinów i Parafia Wniebowzięcia NMP w Wągrowcu, Kościół Piotra i Pawła Wągrowiec, Klasztor Pocysterski

Translate »