Archiwum kategorii: Wielki Post

Czy można „zresetować” własne sumienie?

 

Gdy ponad 33 lat temu pierwszy raz w życiu wyjechałem z Polski na Zachód, między innymi do Belgii i Francji, przeżyłem swego rodzaju szok. W różnych miastach i w licznych kościołach zobaczyłem zamknięte i nieczynne konfesjonały – zagracone miotłami, taboretami, wiadrami i innymi przedmiotami do sprzątania, czyszczenia i mycia. A później, gdy uczestniczyłem we Mszach Świętych, całe zgromadzenie liturgiczne, prawie wszyscy obecni w kościele, przystępowali do Komunii Świętej. Ani jedna osoba nie zostawała w ławce. Nie wiedziałem, o co chodzi? Byłem w szoku i zdezorientowany. Owszem, kapłani byli, i to nawet „dyspozycyjni”, ale żaden nie pofatygował się, aby usiąść gdzieś w zaciszu kościoła i czekać na ewentualnego penitenta. Już niekoniecznie w zamkniętym konfesjonale, jeżeli owi wierni faktycznie mają swoistą „klaustrofobię duszy”. Nie było dobrej woli ani ze strony wiernych, ani – niestety – ze strony kapłanów.

Jak diametralnie inną sytuację zastałem w kilka lat później, latem 1991 roku, w czasie wizyty w Rosji, na Litwie, Białorusi i Ukrainie. Gdy zajechaliśmy do jednej z polskich wiosek koło Żytomierza, odwiedziliśmy tamtejszą parafię, ludzi, domostwa i miejscowego proboszcza. Zastaliśmy tam wyjątkową gościnność i otwarte serce księdza proboszcza, starszego i sędziwego kapłana, który przeszedł w swoim życiu najcięższe więzienia stalinowskie i łagry sowieckie, na Workucie skończywszy, a teraz starszy, schorowany i fizycznie zniszczony, ale z ochotą i wielkim jeszcze zapałem posługujący swoim wiernym. Ponad godzinę przed Mszą Świętą niedzielną spowiadał swoich parafian licznie oblegających konfesjonał. Wierni także z wielkiej osobistej i wewnętrznej potrzeby przystępowali do sakramentu pojednania, mówiąc, że długo nie mieli swego kapłana, a teraz nie wiedzą, jak długo jeszcze będą mogli cieszyć się jego obecnością. Faktycznie, krótko po naszym wyjeździe ów kapłan umarł. Otrzymaliśmy później smutny, ale i wymowny list od wiernych z tej parafii na Ukrainie, że ich ksiądz proboszcz tuż przed śmiercią zakonsekrował im bardzo dużą ilość Najświętszej Eucharystii, aby później, gdy nie będą mieli kapłana, mogli się sami komunikować. Ale jednak – piszą dalej – po dłuższym czasie odczuwali potrzebę spowiedzi świętej, wewnętrznego oczyszczenia się, mimo to nadal nie mieli dostępu do kapłana. Aż w końcu postanowili tak: w konfesjonale położyli Jezusowy Krzyż i kolejno jeden po drugim przystępowali ze łzami w oczach i spowiadali się przed samym Chrystusem! Co za piękne i wzruszające świadectwo wiary tych biednych ludzi, jakże inne od postępowania ludzi na zachodzie Europy.

Później, będąc już na studiach w Szwajcarii, często jeździłem
z posługą pastoralną i zastępowałem miejscowych księży. Pewnego razu, będąc w miejscowości Tavannes (w Jura Bernois), w diecezji Basel, zapytałem miejscowego proboszcza, na co mam zwracać uwagę, gdy będę przepowiadał i głosił homilie do miejscowych wiernych. W odpowiedzi usłyszałem takie słowa: „Przede wszystkim, żebyś nie mówił o grzechu, bo wy polscy księża lubicie nieustannie mówić o grzechu i straszycie ludzi, a nam to się nie podoba” (sic!).
Kolejny szok i zderzenie z rzeczywistością. Niestety, ze smutkiem trzeba stwierdzić, spora część kapłanów na Zachodzie nie tylko nie budzi sumień i poczucia grzechu, ale pogodziła się już z jego zanikiem. Nawet samo pojęcie spowiedzi świętej znika powoli z tak zwanego języka kościelnego. Księża we Francji, Szwajcarii, Kanadzie (jeszcze) są, ale tłumaczą się, że jest ich zbyt mało (?), by mogli indywidualnie spowiadać swoich wiernych. Niestety, to jest całkowite nieporozumienie!

Powołania do kapłaństwa są i będą, a ludzie będą się gorąco
o nie modlić, jeżeli będą odczuwać i widzieć, że kapłani uczciwie
i sumiennie spełniają swoje zadania i obowiązki wypływające
z sakramentu kapłaństwa. Podstawowym obowiązkiem każdego kapłana jest szafowanie świętymi sakramentami, wypełnianie sakramentu pojednania i sprawowanie Eucharystii. Regularna spowiedź święta prowadzi do słuchania głosu sumienia, a jeśli potrafimy słuchać własnego sumienia, to często rodzić się będzie w naszych sercach pytanie ewangelicznego młodzieńca: „Panie, co mam jeszcze czynić?”. Właśnie to pytanie jest kluczem do bramy zbawienia. Człowiek sumienia i nadziei zastanawia się nad sobą i stawia liczne pytania. Wszyscy jesteśmy pokoleniem nadziei, gdy pytamy o prawdę, o sens życia, o dobro. Najlepiej uczymy się wnikać w głębiny naszego sumienia, spowiadając się.
Trudno jest oceniać i wyciągać wnioski z obecnej sytuacji Kościoła na Zachodzie. Zadziwia jednak ta wielka dysproporcja między liczbą wiernych przyjmujących Komunię Świętą, a korzystających z sakramentu pojednania. Warto jednak przywołać na pamięć słowa św. Pawła: „Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije, nie zważając na Ciało Pańskie, wyrok sobie spożywa i pije” (1 Kor 11,27-29).

Św. Jan Paweł II w liście apostolskim Misericordia Dei przypominał wszystkim kapłanom, że sami muszą się regularnie spowiadać i że muszą spowiadać innych, bo Eucharystia jest ściśle związana z sakramentem spowiedzi świętej. Jak my, kapłani, możemy być dobrymi spowiednikami, jeżeli sami nie będziemy często i regularnie przystępować do sakramentu pojednania? W Kościele świętym jest jedno cudowne lekarstwo: należy samemu stosować to, co innym się poleca i głosi. Potrzebne jest nam na nowo odkrycie apostolstwa spowiedzi – oczywiście tym apostolstwem dla każdego kapłana będzie sumienna i systematyczna posługa w konfesjonale. Być w konfesjonale, być do dyspozycji wiernych i czekać na penitenta to jedna z podstawowych posług kapłańskich. Przyprowadzać ludzi i zachęcać ich do sakramentu spowiedzi świętej. Rodzice nie powinni się wstydzić przystępować do spowiedzi w obecności swoich dzieci. Należy dać przykład, dzieci powinny być świadome, że i rodzice się spowiadają. Podobnie należy postępować
w gronie przyjaciół. Należy także podejmować takie rozmowy, stawiać nawet pytanie przyjacielowi: „Czy ty się spowiadasz?”. Musimy uświadomić sobie, że sakrament pojednania jest po to, aby osiągnąć Boże Miłosierdzie, przebaczenie, spokój sumienia; po to, aby – jak mawia się w języku internautów – zresetować to, co było złe, zainfekowane wirusem, i rozpocząć nowe życie w jedności z Bogiem i własnym sumieniem.

Jan Paweł II w Misericordia Dei bardzo wyraźnie podkreślał rolę konfesjonału i zachowania anonimowości, a wierni mają do tego prawo. Jest to trudne do zrealizowania nie tylko bez konfesjonału, ale także wtedy, kiedy kapłani nie siedzą i nie czekają w konfesjonale, tylko trzeba ich specjalnie wzywać i przywoływać. Św. Jan Paweł II rozróżniał także samą formę spowiedzi świętej i rozmowy duchowej z kapłanem. Papież kładł nacisk na to, iż spowiedź ma konkretną materię i ma dotyczyć grzechów, a zatem zasadniczo powinna być krótka, zwięzła i zawierać żal za grzechy. Wbrew temu nawet, co sądzi i czego oczekuje wielu ludzi, że powinna to być także rozmowa duchowa z kapłanem. Ową rozmowę można przeprowadzać w innych miejscach i innych sytuacjach. Na kartach Ewangelii jest napisane, że człowiek słaby i grzeszny to ten, który zaginął. To on jest owcą, która z niewiadomych powodów odłączyła się od stada; to on jest drachmą, czyli srebrną monetą, która gdzieś się zapodziała pewnej kobiecie; to on jest także synem marnotrawnym, co tak lekkomyślnie opuścił kochającego ojca i zaginął
w wielkim świecie.

Zgrzeszyć – to w oczach Boga zbłądzić, zagubić się, odejść z domu, zginąć i zapomnieć się… Dobry Bóg jednak nigdy nie przekreśla grzesznika, nie chce go ukarać. Bóg jest stale o niego zatroskany, szuka go i nieustannie kocha. Ta bezgraniczna miłość Boża prowadzi do przedziwnych zachowań – bo oto dobry pasterz pozostawia całe stado i wybiera się na poszukiwanie tej jednej lekkomyślnej i zagubionej owieczki, która oddaliła się od swojej owczarni; ewangeliczna kobieta przewraca całe mieszkanie i szuka małego pieniążka, który gdzieś się zapodział; dobry i kochający ojciec nieustannie czeka z nadzieją na powrót syna, który się oddalił od rodzinnego domu i roztrwonił cały swój majątek.

Wielką miłość Boga bogatego w Miłosierdzie, który nie chce, „[…] żeby zginęło jedno z tych małych” (Mt 18,14) Jego dzieci, ukaże światu Jezus Chrystus własnym zachowaniem wobec grzeszników. Będzie to zawsze miłość wyrozumiała, szukająca, cierpliwa, gotowa długo czekać, aby w końcu, po powrocie grzesznika do kratek konfesjonału, wyznać mu: „Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy” (Mk 2,5).
Owieczko, która uciekłaś daleko od owczarni; srebrny pieniążku, który nieopatrznie potoczyłeś się gdzieś w śmieci; synu marnotrawny, który zatraciłeś się we własnej pysze i zgubiłeś samego siebie – czy nie czas już najwyższy w tym Wielkim Poście, by się dać wreszcie znaleźć?

ks. Dariusz W. Andrzejewski

Plan rekolekcji wielkopostnych Wągrowiec 2020

Środa popielcowa, 26.02
08.00 – Nauka dla dzieci klasy I – IV
09.00 – Msza św. z nauką dla dorosłych
10.30 – Nauka dla dzieci klasy V – VIII
11.15 – Nauka dla dzieci klasy I – IV (druga szkoła)
18.00 – Msza św. z nauką dla dorosłych
Czwartek 27.02
08.00 – Nauka dla dzieci klasy I – IV
09.00 – Msza św. z nauką dla dorosłych
10.30 – Nauka dla dzieci klasy V – VIII
11.15 – Nauka dla dzieci klasy I – IV (druga szkoła)
18.00 – Msza św. z nauką dla dorosłych
Piątek 28.02
08.00 – Msza św. z nauką dla dzieci klasy I – IV
09.00 – Msza św. z nauką dla dorosłych
10.30 – Msza św. z nauką dla dzieci klasy V – VIII
11.15 – Msza św. z nauką dla dzieci klasy I – IV (druga szkoła)
17.30 – Droga Krzyżowa
18.00 – Msza św. z nauką dla dorosłych

Wielkopostne rekolekcje u wągrowieckich paulinów

GALERIA ZDJĘĆ – KLIKNIJ

Wspólnota „Przymierze Miłosierdzia” z Poznania, poprowadziła w tym roku rekolekcje wielkopostne w naszej parafii. Misjonarz z Brazylii /São Paulo/, przykładami z własnego życia i mieszkańców Wenezueli, pokazał nam, co może uczynić wiara, kiedy ona jest prawdziwa, szczera i silna, i jak ona może oddziaływać na inne osoby, mimo, że w pierwszym zetknięciu z taką osobą, odnosimy wrażenie, że trafiamy w próżnię. Potrzeba nam tylko w tym momencie własnej, silnej wiary, że w swym działaniu nie jesteśmy sami. Wystarczy zaufać Bogu i wierzyć, że to, co czynimy w pracy nad drugim człowiekiem ma poparcie Stwórcy, który poprowadzi nas w tej trudnej roli.
A czyni tak, bo Bóg nas kocha i to bez względu na naszą postawę i stosunek do Jego osoby. Nawet wtedy, gdy zaczynasz zatracać swoją wiarę, gdy zaczynasz wątpić, to On nigdy Cię nie opuści. On będzie czynił wszystko, by Cię zawrócić ze złej drogi, na którą w przystępie zwątpienia wstąpiłeś. On Cię z tej drogi zawróci, tylko i ty musisz tego szczerze pragnąć, bo On na Ciebie zawsze czeka.
I wtedy, gdy nęka Cię choroba, gdy wpadłeś w sidła uzależnienia, to pamiętaj, że gdy zwrócisz się do Niego o pomoc, On ci jej nie odmówi; tylko musisz Mu zaufać i wierzyć. Bóg przecież tak umiłował świat, że Syna swego po to nam dał, by kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. I nie martw się w sytuacji, gdy zdaje się tobie, że w tej trudnej dla ciebie sprawie, On nie może ci pomóc, że gdzież On będzie chciał wejść w tę otchłań, w której się znalazłeś. I tu źle oceniasz swego Boga. On wszędzie dotrze do ciebie, dla Niego nie ma żadnej przeszkody. On żąda tylko jednego, byś z pełnym zaufaniem Mu zawierzył. A zatem co masz czynić ? Twą modlitwą możesz wszystko wybłagać; tam gdzie panował grzech, uzależnienie od pokus tego świata, może nastać czystość uczuć i powrót do wiary, pamiętając, że jeśli Boga prosisz, wszystko możesz uzyskać. On cię nigdy nie przestaje kochać, uwierz Mu.
Mieliśmy w trakcie tych rekolekcji codzienną okazję, by w momencie adoracji Najświętszego Sakramentu, w bezpośredniej bliskości u stóp ołtarza, w przestrzeni prezbiterium, niemal na wyciągnięcie ręki, przy wspólnym śpiewie z akompaniamentem misjonarza, prosić Jezusa, by wysłuchał naszych próśb, które kierowaliśmy do Niego z nadzieją na wysłuchanie. To było wielkie przeżycie, gdy celebrujący Eucharystię o. Emanuel Matusiak wszedł między uczestników adoracji, udzielając nam błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem, czy to zbiorowego, czy innym razem indywidualnego, jak to uczynił o. Paweł Przybyszewski. Można było odnieść wrażenie, że to Jezus pochyla się nad każdym z nas, a my możemy w tej chwili zwracać się do Niego ze swoimi prośbami.
Ostatni dzień rekolekcji – można powiedzieć – zdominował Duch Święty. Pieśni uwielbienia, a nade wszystko wspólna modlitwa poprowadzona przez misjonarzy, wytworzyła wyjątkową atmosferę naszego spotkania. Kulminacyjnym akcentem było utworzenie dwuszeregowego szpaleru, którym przeszliśmy / z zamkniętymi oczyma/ wszyscy, prowadzeni przez Ducha Świętego – wspomagani przez uczestników spotkania – do stóp ołtarza, by tam, z rąk o. Dariusza Nowickiego i o. Pawła Przybyszewskiego, przyjąć szczególne, indywidualne błogosławieństwo wieńczące nasze przejście, w którym nieśliśmy nasze prośby do Jezusa. Można było dostrzec wielkie wzruszenie i modlitewne zaangażowanie kroczących z wielkim przejęciem, którzy nieśli swe prośby wspomagani przez wszystkich uczestników. Każdy z nas mógł też osobiście podziękować Ojcom za inicjatywę zaproszenia tej grupy misjonarzy, którym dziękujemy za spędzone wspólnie modlitewne dni, które przygotowały nas na nadchodzące święta Zmartwychwstania Pańskiego. Dziękujemy szczególnie Claudio Pinheiro, a także Beacie Siluk, Oli Pawlak i Kindze Figiel za tę wyjątkową atmosferę, którą potrafili wytworzyć, a nas wprowadzić w to modlitewne uniesienie.

Janusz Marczewski

 

Zbawienie przyszło przez Krzyż

 

Przed laty miałem okazję uczestniczyć we Mszy św. w jednym z poznańskich kościołów. Urzekła mnie tam utworzona u stóp ołtarza kompozycja symbolizująca mękę naszego Zbawiciela. Nie znam intencji twórcy tej kompozycji, co jego zdaniem miała w pełni symbolizować. Ja dostrzegłem w symbolice upadającego, zakrwawionego krzyża, również siłę Tego, który go dźwigał, krzyża, który Go przygniatał, a który jednak Go nie zgnębił. On do końca niósł swój krzyż, On zwyciężył swój krzyż. Na tej kompozycji umieszczonych było wiele małych krzyży, które opierały się o krzyż Zbawiciela. I tu dostrzec możemy również, jak nasze krzyże, które w naszym doczesnym życiu musimy nieraz nieść, są jednak znacznie lżejsze od tego, który dźwigał Pan Jezus. Na nich nie ma cierniowej korony, nie ma krwi, one też opierając się o krzyż naszego Zbawcy pozwalają nam wysnuć pewną refleksję. Idąc drogą Pana Jezusa, jeżeli tylko swój krzyż zechcemy oprzeć na życiu i męce Chrystusa, zapewne łatwiej będzie nam go nieść. I tu można by przywołać słowa tej XIX.wiecznej pieśni wielkopostnej autorstwa ks. jezuity Karola Antoniewicza: „w Krzyżu cierpienie, w Krzyżu zbawienie, w Krzyżu miłości nauka. Kto Krzyż odgadnie, ten nie upadnie, w boleści sercu zadanej”…. Kiedy w kalendarzu liturgicznym Kościoła Katolickiego trwa Wielki Post, zaczynamy rozpamiętywać wszystko, co działo się w Wieczerniku, w pałacach arcykapłanów Annasza i Kajfasza, czy wreszcie w pretorium Piłata. Bolejemy nad tym, co się potem stało na drodze prowadzącej na Golgotę i na samej Golgocie. Upamiętnieniem tych wydarzeń są wielkopostne nabożeństwa Drogi krzyżowej, które pozwalają nam jakoby zanurzyć się w tamtych wiekopomnych wydarzeniach, a które w efekcie – w swym epilogu Zmartwychwstania Pańskiego – przyniosły nam nieprzemijający dar życia wiecznego. Czy my dzisiaj, ludzie XXI.wieku potrafimy to docenić ? Myślę, że tak, choć przecież coraz częściej spotykamy się z próbą marginalizowania tego dowodu Boskiej miłości do człowieka. Życie doczesne nie szczędzi nam zdarzeń, które nas próbują przygnieść do ziemi swym ciężarem gatunkowym. Siła naszej wiary polega jednak na tym, by nie pozwolić sobie na tę chwilę słabości i zwątpić, że Bóg nas zostawi samych z naszymi troskami, problemami. Niemalże każdy z nas, którego dotknęły życiowe problemy, kiedy musieliśmy wziąć na swe ramiona ciężar krzyża i nieść go przez życie, spostrzegliśmy zarazem, że kiedy zwracaliśmy się do Boga o pomoc i siły, On nas wysłuchiwał i ten krzyż, który nadal nam jeszcze ciążył, stawał się jednak z czasem lżejszy, a to dlatego, że nie zwątpiliśmy, bo po tej drodze tylko z pozoru idziesz sam, On idzie koło ciebie. Przynajmniej przez chwilę spróbuj porównać ciężar swego krzyża z tym, który muszą nieść inni. Prawdą jest, że jesteś osobą niepełnosprawną, ale popatrz na gorzej od ciebie upośledzonych; spróbuj docenić to, co oni czynią więcej i lepiej. Gdy cię nęka ubóstwo, poszukaj ludzi sobie podobnych i dojrzyj w ich ubóstwie to, co cię przerasta, a oni muszą i potrafią z tym żyć. Zechciej mimo swego ubóstwa, na miarę swoich możliwości im pomóc. Będziesz mile zaskoczony radością, która pojawi się na ich obliczach, a to tobie doda sił. Kiedy jesteś już osobą samotną, spójrz dokoła siebie i znajdź inną osobę samotną, która nie ma przy sobie żadnej bliskiej osoby, nikt jej nie odwiedza, a do tego jest jeszcze chora. Kiedy z tą sytuacją porównasz swoje życie, to mimo że jesteś też samotny, ale możesz chodzić i swoimi odwiedzinami, czy ewentualną pomocą sprawić innej osobie radość. Jest wiele osób, które utraciły swoich najbliższych, ty też do nich należysz; spróbuj jednak na to spojrzeć w kontekście losu innych osób. Straciłeś ukochaną małżonkę, kochającego męża po kilkudziesięciu latach szczęśliwego małżeństwa, dochowaliście się kochających was dzieci, wnuków, przeżyliście tyle szczęśliwych dni. Nawet wtedy, gdy choroba czyniła swoje, prosiłeś Boga, by On pozwolił tobie przygotować się do samotnego życia i On cię wysłuchał. A gdy nadeszła ta chwila, gdy twój najbliższy odchodził, mogłaś trzymać go za rękę, mówiąc z pełną wiarą – do zobaczenia. Pożegnałaś się z nim w domu, możesz odwiedzać jego mogiłę. I tu wypada postawić pytanie – czy to mało ? Pomyśl o tych wszystkich, którzy ginęli umęczeni, upokorzeni w obozach koncentracyjnych, pełni obaw o twój los, nie mają nawet mogiły, na której mogłabyś zapalić zaduszkowy płomień pamięci. A zatem, czy niosąc swój krzyż nie powinienem czuć się w pewien sposób wyróżniony. Umiejmy to doceniać, nieśmy go godnie bez szemrania. A jednak pamiętajmy, że każda droga prowadzi do Boga. Jakąkolwiek On tobie wyznaczy, nie zapomnij, że Bóg jest miłością; On wybiera dla ciebie nieraz drogę trudną, ale na pewno najlepszą. Nie obawiaj się zatem podążać po niej, idź z wiarą, że On na ciebie zawsze czeka. Uświadom też sobie, że zmierzasz do pełni życia, jaka jest w Chrystusie. Zanim jednak ją osiągniesz, musisz mieć najpierw udział w Jego Krzyżu – innej drogi nie ma.

Janusz Marczewski

Rozważania wielkopostne kleryków Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie

Klerycy Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie w czasie Wielkiego Postu będą przygotowywali cykl rozważań wielkopostnych pt. DROGA. Filmiki będą ukazywały rożne postacie, które Jezus spotyka podczas drogi na Golgotę. Pokazanie ich dylematów i wewnętrznych rozterek pomoże w odkrywaniu wskazówek dla naszego życia.
Szczegóły i film promujący dostępne są na seminaryjnym Facebooku (https://www.facebook.com/seminariumgniezno/?fref=ts) oraz stronie internetowej: www.archidiecezja.pl.

Zaufajmy Bogu i pracujmy nad sobą !

W świecie biblijnym liczba czterdzieści ma bogatą symbolikę. Oznacza długi czas, konieczny, by przejść wewnętrzną przemianę. Czterdzieści dni trwał Potop, oczyszczający ziemię z brudu nieprawości. Tyle samo czasu przebywał Mojżesz na Górze Synaj, zanim otrzymał od Boga kamienne tablice z Dziesięciorgiem Przykazań. Przez czterdzieści dni pościł na pustyni nasz Zbawiciel, zanim rozpoczął Swą publiczną zbawczą działalność. Przez taki sam czas Zmartwychwstały Pan przed Swym Wniebowstąpieniem spotykał się z uczniami, utwierdzając ich w wierze i przygotowując do Zesłania Ducha Świętego. Lud Izraela wędrował z niewoli egipskiej do Ziemi Obiecanej przez czterdzieści lat. Tę trasę Izraelici mogli przejść w kilka tygodni, ale Pan Bóg, patrząc na niewierność Narodu Wybranego, chciał by do krainy mlekiem i miodem płynącej trafiły dopiero ich dzieci, pozbawione mentalności niewolników, nieufnych względem Jego Obietnicy. Czterdzieści dni trwa wreszcie Wielki Post, który przez modlitwę, post i jałmużnę ma nas przeprowadzić z niewoli złych przyzwyczajeń i grzechu do radości i wolności Dzieci Bożych. Wielki Post jest czasem refleksji nad wzajemnym przenikaniem się radości i cierpienia. Dla wielu są to dwie wykluczające się rzeczywistości. Ale nie dla chrześcijan. My rozumiemy, że drogą do radości i szczęścia jest Krzyż. By nasza radość była pełna, potrzebna jest pokuta. O jej skuteczności choćby w nawracaniu grzeszników mówiła w Fatimie Matka Boża. Podczas wizji Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej Anioł wołał: Pokuta! Pokuta! Pokuta! Bez niej nie ma bowiem prawdziwej i trwałej przemiany człowieka. W Kościele – cudownym Mistycznym Ciele Chrystusa, panuje doskonała harmonia pokuty i radości, ubóstwa i bogactwa, wiary dziecięcej i dojrzałej. Bóg nigdy nie zostawia nas samych. U Niego wszystko ma sens i porządek. On jest Życiem, dlatego po śmierci zawsze następuje Zmartwychwstanie. Od nas tylko zależy, czy zmartwychwstaniemy do życia wiecznego, czy wiecznego zatracenia. Św. Charbel Makhlouf uczy nas, że jeśli Bóg dopuszcza cierpienie, to nie dla samego cierpienia, lecz po to, by wyciągnąć z nas to, co najlepsze. Cierpienie dla samego cierpienia to domena piekła. Nie przynosi ono żadnego dobra. Przykładem tego są dusze potępionych – spalają się, nie dając ciepła. Tymczasem cierpienie przeżyte po chrześcijańsku zawsze przynosi wspaniałe owoce. Dlaczego tak się dzieje ? Ponieważ nasz Pan, pragnąc byśmy z Nim obcowali przez całą wieczność, musi nas przez cierpienie oczyścić z ziemskich przywiązań będących przeszkodą w przebywaniu z Nim. Św. Ojciec Pio ujął to w taki sposób: Bóg chrześcijan jest Bogiem przemiany. Wprowadzasz do swego wnętrza cierpienie, a wydobywasz z niego pokój; odrzucasz rozpacz i widzisz, jak budzi się nadzieja. Tyle tylko, że oczyszczanie z takich przywiązań jest zawsze bolesne. Spróbujmy wyzwolić się bezboleśnie z jakichś nałogów albo choćby z niewinnych przyzwyczajeń… Bywa tak, że sama silna wola nie wystarczy, potrzeba nam łaski Bożej. Chrystus Pan powiedział przecież: Beze Mnie nic uczynić nie możecie. (J 15,5). Wielki Post przeżyty po Bożemu może przynieść nam wiele dobrodziejstw – wewnętrzne nawrócenie, uwolnienie z nałogów, naprawę relacji rodzinnych. Spróbujmy tak właśnie przeżyć ten surowy i święty czas, pamiętając o radzie św. Ignacego z Loyoli: Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało tylko od ciebie. Bezwzględnie zaufajmy Bogu i pracujmy nad sobą najlepiej, jak potrafimy. Nasz Zbawiciel to wynagrodzi !

Tekst na podstawie publikacji Fundacji Instytutu Edukacji Społecznej i Religijnej im. Ks. Piotra Skargi w Krakowie pt. Wielki Post ISBN : 978-83-89591-85-2.

Skóra hańby, szata chwały

Augustyn Pelanowski OSPPE

Mówią, że nie szata zdobi człowieka, ale człowiek pozbawiony szat jest sprowadzony tylko do tego, co cielesne. Duch odsłania się, gdy zakrywamy ciało – stąd w najbardziej obrzędowych czynnościach używa się dużo ozdobnych szat liturgicznych. Szaty wyrażają bowiem przyobleczenie łaską usprawiedliwienia i wyniesienie ponad ludzką naturę.
Od lat, gdy czytam opis męki Jezusa, moją uwagę przykuwa ten okrutny ceremoniał oprawców, którzy ubierali i zdzierali z Niego szaty. Najpierw ubrali Go w purpurę, wkładając jednocześnie koronę z cierni. Gdy zaś wyszydzili, zdarli z Niego purpurę i włożyli Jego własne szaty. Po ukrzyżowaniu rzucili losy o odzienie Jezusa. A gdy wreszcie umarł na krzyżu, rozdarła się zasłona świątyni niczym płaszcz Kajfasza rozdarty ze zgorszenia. Ostatecznie Józef z Arymatei owinął ciało Chrystusa w czysty całun płócienny i złożył w grobie wykutym w skale. Ale zanim to się wydarzyło, tłum ludzi ścielił płaszcze pod kopytami oślicy, na której triumfalnie wkraczał Jezus do Jerozolimy.
Jeszcze wcześniej, u samego zarania ludzkości, gdy ludzie tracili rajską zażyłość ze Stwórcą, Bóg przyoblekł Adama i Ewę w odzienie ze skór. Jeden ze starożytnych midraszy żydowskich mówi, że Bóg wykorzystał skórę węża, którą ten zrzucił, i ubrał w nią Adama i Ewę. Jest to tylko starożytna interpretacja, ale posiada niezwykłą intuicyjną trafność. Być może ta próba wyjaśnienia, o jaki przyodziewek chodziło, była podyktowana faktem, iż nagość Adama i Ewy została nazwana ARUMIM, wąż zaś był najprzebieglejszym ze wszystkich stworzeń i jego przewrotność nazwano ARUM. Odzienie ze skór Biblia nazwała OR, ale słowo to posiada te same samogłoski co poprzednie wyrażenia. To tylko skojarzenia, które jednak mogły starożytnym czytelnikom oryginału nasuwać właśnie takie symboliczne przypuszczenia.

Gdy więc czytam o zrzucaniu szat przez ludzi w czasie, gdy Jezus wjeżdżał do bram Jerozolimy, kojarzę tę scenę ze zrzucaniem skór węża – powszechna przemiana w nowe kształty miłości i koniec egzystencji upodabniającej człowieka do węża, który ukąsił śmiercią. Jezus kiedyś porównał się także do węża wywyższonego na palu, ponieważ w Nim dokonało się zwycięstwo nad grzechem i śmiercią, czyli nad wężem. Zrzucenie skóry przez węża w wielu religiach wyrażało ideę odrodzenia w nowej postaci. Gdy kamienowano Szczepana, Żydzi zrzucili szaty u stóp młodego Szawła, by nie mieć nic wspólnego z tą zbrodnią. Zrzucenie szat wyrażało w tej sytuacji zrzucenie z siebie winy. Kiedy wąż zaczyna zrzucać skórę, jego oczy nic nie widzą, jest ślepy, i taki stan może trwać trzy dni, jest wtedy jakby zamarły. Nie widzimy uwolnienia, jesteśmy ślepi na zbawczy proces, ale on dokonuje się w nas dzięki łasce wysłużonej przez Jezusa na palu krzyża, właśnie wtedy, gdy zdzierano z Niego ostatnie szaty.

Nie zwiedzaj, ale zamieszkaj!

Augustyn Pelanowski OSPPE

Epizod z dzisiejszej Ewangelii mówi o Grekach, którzy pewnego dnia przyszli do Apostołów i prosili o możliwość poznania Jezusa. Charakterystyczne jest to, że nie przyszli od razu do Jezusa, ale pragnęli Jezusa poznać przez pośrednictwo Apostołów.
Kiedy wyjeżdżałeś do innego miasta lub innego państwa na pielgrzymkę lub wycieczkę, zwykle korzystałeś z usług przewodnika. Bez jego wiedzy niemożliwe było zrozumienie historii kraju i jego zabytków. Przewodnik zrobił swoje, ale w końcu i tak zapewne stwierdziłeś, że trzeba zamieszkać w danym kraju, żeby go dobrze poznać i zrozumieć. Podobnie jest z życiem duchowym i z poznaniem tajemnic Najświętszej Osobowości Jezusa Chrystusa. Jego Osoba jest jak ogromne miasto, którego nie wystarczy zwiedzać z pomocą przewodnika, ale najlepiej zrobisz, jeśli po prostu w nim zamieszkasz. Potrzeba „zamieszkać” w Bogu, „zadomowić się” w Nim i odkryć w Nim skarby Życia i Mądrości. Nie wystarczy poznawać Go tylko od zewnątrz jak jakąś atrakcję albo „zabytkową” postać ze starożytności. I jeszcze jedno: potrzeba przewodnika! Takim przewodnikiem w naszym życiu duchowym jest każdy kapłan, u którego wyczuwamy głęboką znajomość Chrystusa – taki, który „zadomowił” się w modlitwie i w Biblii. Jaką rolę w poznaniu Jezusa w twoim życiu odegrał kapłan – przewodnik duchowy?
Jeremiasz napisał, że w czasach przyjścia Mesjasza Bóg będzie najbliższy człowiekowi, wręcz namacalnie poznawalny, tak że nikt już nie będzie błądził, szukając prawdy o Bogu w mądrości ludzkiej. Kiedy Filip stanął przed Andrzejem, oznajmiając mu o pragnieniu Greków, obydwaj wiedzieli, że świat stanął przed możliwością bezpośredniego poznania Boga w Jezusie. Jezus jest najlepszym „przewodnikiem po wnętrzu Boga” i jednocześnie sam jest Bogiem! Od nikogo na świecie nie możemy się dowiedzieć o Bogu więcej niż od samego Boga, a jest Nim Jezus.
Dlaczego Filip nie poszedł od razu do Jezusa, tylko pytał Andrzeja o możliwość poznania Jezusa przez Greków? Jakby nie chciał sam rozstrzygać, czy można dopuścić do poznania Jezusa przez nieznanych ludzi o nieznanych intencjach. Jezus był zarówno dla Filipa, jak i Andrzeja oraz reszty Apostołów nie tylko cudotwórcą i głosicielem, ale Synem Bożym, który na osobności wyjaśniał przyjaciołom tajemnice swego życia. Ci Grecy nie byli jednak turystami, którzy z ciekawości chcieli przyjrzeć się jakiemuś cudotwórcy. Oni chcieli wejść w głębię tajemnicy życia Jezusa i już w Niej pozostać.

Jak wygląda twoja znajomość Jezusa? Czy wystarczy Ci tylko to, że Bóg istnieje? Czy wierzysz w Jezusa dlatego, że taka jest tradycja twojego narodu i rodziny, czy dlatego, że sam wybrałeś Go na Pana swego życia? Poznanie Jego osoby jest nierozłącznie związane z poznaniem siebie samego. Czy nie boisz się, że poznasz nie tylko prawdę o Jezusie, ale i o sobie?

Dekanalna Niedziela Palmowa

Serdecznie zapraszamy wszystkich wiernych na Dekanalną Niedzielę Palmową (25.03.2018), która jest świętem młodych na całym świecie. Święto młodych w tym roku obchodzone będzie w parafii św. Wojciecha w Wągrowcu. Świętowanie rozpocznie się o godz. 16.15 spotkaniem małżonków z dr Jackiem Pulikowskim – wykładowcą Politechniki Poznańskiej, który poprowadzi konferencję pt.: „Tuning Małżeński”. Po spotkaniu będzie okazja do nabycia publikacji książkowych dr Pulikowskiego. Centralnym punktem tego dnia będzie procesja z Palmami o godz. 17.30, która wyruszy z Miasteczka Ruchu, a następnie Msza św. w kościele o godz. 18.00 sprawowana przez o. Rafała Ochojskiego MSF z Górki  Klasztornej. Na zakończenie konferencja dla młodzieży z dr Jackiem Pulikowskim  pt.: „Love story”. Kilka słów o zakochaniu… Zapraszamy do udziału małżonków, młodzież i wszystkich, którzy chcą się spotkać z  naszymi gośćmi !Dekanalna Niedziela Palmowa

Z pątniczego szlaku

a20180301_152217Pielgrzymowanie wpisało się na trwałe w duszpasterską aktywność naszych ojców paulinów. Wielką troską otaczane są rodziny. Dlatego też kilkukrotnie w ciągu roku pielgrzymujemy do świętego Józefa w Kaliszu, patrona i opiekuna rodzin. W pierwszy czwartek marca z ojcowskim błogosławieństwem o. Dariusza, proboszcza i przeora zarazem, udaliśmy się w drogę. Duchowym opiekunem i przewodnikiem był o. Emanuel. Nawiedziliśmy sanktuarium Matki Bożej Pocieszycielki Strapionych w Kawnicach. Później był już Kalisz i katedra, w której przyjął sakrament chrztu świętego Adam Asnyk, wielki poeta okresu pozytywizmu oraz sanktuarium Miłosierdzia Bożego z obrazem Jezusa Miłosiernego. Obraz został namalowany zgodnie z wyobrażeniem księdza Michała Sopoćki, spowiednika siostry Faustyny.
Wreszcie sanktuarium św. Józefa Kaliskiego. Mszę świętą sprawowało wielu kapłanów. Głównym celebransem był abp Stanisław Gądecki. W naszych intencjach modlił się o. Emanuel, któremu dziękujemy za trud pielgrzymowania, za stworzenie atmosfery serdeczności i skupienia przystających do Wielkiego Postu.
Modlitewną pamięcią otaczamy tych, którzy nie szczędzili czasu ni sił, by tak dobrze zorganizować pielgrzymkę.

Pątniczka