Jak to się mogło udać ?

Augustyn Pelanowski OSPPE

Tajemniczy plan Boga realizują ludzie o skromnych możliwościach. Amos to zwykły pasterz, wzięty od trzody. Większość z Dwunastu to na pewno ludzie prości. Ważne zadania poleca się ekspertom, a nie ludziom nieprzygotowanym do jakiegoś przedsięwzięcia. Nie zdziwiłbym się, gdyby królestwo Boga konstruowali na ziemi serafinowie, ale rybacy i pasterze, celnicy i grzesznicy? Świątynię Hagia Sophia cesarz zlecił wybudować mistrzom Antymiosowi z Tralles i Izydorowi z Miletu. 27 grudnia 537 roku Justynian Wielki, oglądając lśniące mozaiki i ogromne mury Hagii Sophii wykrzyknął: „Salomonie, przewyższyłem ciebie!”. Co by wyszło z tego projektu, gdyby zamiast doskonałych architektów zaprosił do realizacji pastuchów, rybaków albo nierządnice? Należy podejrzewać, że budowanie Kościoła jest o wiele poważniejszym przedsięwzięciem niż budowa Hagii Sophii! Jak to się mogło w ogóle udać, że dwunastu zwykłych i grzesznych ludzi, niebędących ekspertami w żadnej dziedzinie, stworzyło wspólnotę trwającą dwa tysiące lat i liczącą sobie prawie miliard wyznawców?
Poza Pawłem Apostołowie nie byli wyjątkowo ofensywni. Jedynie Jan zdradza w swoich pismach rozeznanie w filozofii i sekretach mistyki. Nie posiadali wymyślnego logo, tylko najprostszy znak z dwóch skrzyżowanych kresek. Nie byli znawcami od strategii wywierania wpływu na ludzi. Pozbawieni wykształcenia w zakresie zarządzania i przewodzenia. Wyszli, mając w sobie władzę do wyrzucania duchów nieczystych i uzdrawiania chorych. Im bardziej społeczeństwo odchodzi od chrześcijańskich korzeni, tym bardziej staje się chore. W Europie około 30 proc. ludzi nie daje sobie rady z życiem. Aktywne życie, ekonomiczne cele, zanik potrzeb duchowych doprowadziły do tego, że coraz większa liczba ludzi sięga po proszki nasenne albo antydepresyjne. Zmartwień przybywa, a ludzie odzwyczajają się powierzać je Bogu. Banki i firmy przejmują role świątyń. Debety ani kredyty w okienku bankowym jednak nie mogą być odpuszczone tak łatwo jak grzechy w konfesjonale. Toteż trudno nie zadręczać się następnym dniem i trudniej usnąć spokojnie, i jeszcze trudniej się nie załamywać.

Chciałbym wreszcie być wybawionym z tego świata i proszę Boga, by przyszło Jego królestwo, w którym będę miał pełne odkupienie ze wszystkich udręk tego świata, z lęku i stresu, ze zmartwień i długów, z obaw o jutro i strachu przed nieszczęściami, kalectwem, cierpieniem i śmiercią. Kiedy modlę się Modlitwą Pańską, chce mi się krzyczeć, wypowiadając słowa: przyjdź, królestwo Twoje. I jakąż ulgę czuję, gdy sobie uświadamiam, że dopuszczenie do świata, który ma przyjść z Chrystusem, nie będzie uzależnione od dyplomów, znajomości, zdolności, wykształcenia, zasobów finansowych, fachowości, uwodzenia, przemocy czy piękna ciała, tylko od wiary.

Pociąg „Życie”

YouTube PL

Jakiś czas temu ktoś przeczytał książkę, w której porównywano życie do podróży pociągiem….Lektura była wyjątkowo interesująca pod warunkiem, że została dobrze zinterpretowana… Życie nie jest niczym innym, jak podróżą pociągiem: składającą się z wsiadania i wysiadania…naszpikowaną wypadkami przyjemnymi, niespodziankami oraz głębokimi smutkami… Rodząc się, wsiadamy do pociągu i znajdujemy tam osoby, które chcemy, aby były zawsze podczas naszej podróży….naszych Rodziców. Niestety, prawda jest inna…Oni wysiadają na jakiejś stacji pozbawiając nas swojej czułości, przyjaźni i niezastąpionego towarzystwa… Jednak to nie przeszkadza, by wsiadły inne osoby, które staną się dla nas bardzo szczególne…Przybywają nasi bracia, przyjaciele i cudowne miłości…Wśród osób, które jadą tym pociągiem, będą takie, które robią sobie zwykłą przejażdżkę…Takie, które wywołują w podróży tylko smutek… oraz takie, które krążąc po pociągu będą zawsze gotowe do pomocy potrzebującym…Wielu wysiadając, pozostawi ciągłą tęsknotę….inni przejdą tak niezauważenie, że nie zdamy sobie sprawy, że zwolnili miejsce…Ciekawe jest, że niektórzy pasażerowie, którzy są przez nas najbardziej ukochani, zajmą miejsca w wagonach najdalszych ….Dlatego będziemy musieli przebyć tą drogę oddzielnie…bez nich…Oczywiście, nic nie przeszkadza, by w trakcie podróży porozglądać się – choć z trudnością – po naszym wagonie i dotrzeć do nich. Ale niestety, nie będziemy mogli usiąść przy ich boku, ponieważ miejsce to będzie już zajęte przez inną osobę…Nie ważne; ta podróż właśnie tak wygląda: pełna wyzwań, marzeń, fantazji, oczekiwań i pożegnań….Ale nigdy powrotów… A zatem, odbyjmy naszą podróż w możliwie najlepszy sposób…Próbujmy zawierać znajomości z każdym pasażerem, szukając w każdym z nich jego najlepszych cech…Pamiętajmy, że zawsze w jakiejś chwili w podróży, mogą oni mówić bzdury i prawdopodobnie będziemy musieli ich zrozumieć…Ponieważ nam również wiele razy będzie plątać się język i wtedy znajdzie się ktoś, kto nas zrozumie… Wielka tajemnica na końcu polega na tym, że nigdy nie będziemy wiedzieć na jakiej stacji wysiądziemy….ani gdzie wysiądą nasi towarzysze….ani nawet ten, który zajmie miejsce przy naszym boku…Zastanawiam się, czy kiedy wysiądę z pociągu poczuję nostalgię…wierzę, że tak…Oddzielić się od niektórych przyjaciół, z którymi odbywałem podróż będzie bolesne… Pozwolić, by moje dzieci pozostały same, będzie bardzo smutne…Ale chwytam się nadziei, że kiedyś przybędę na stację główną….i zobaczę jak przybywają z bagażem, którego nie posiadali przy wsiadaniu….Uszczęśliwi mnie myśl, że współpracowałem przy tym, by ich bagaż rósł i stawał się coraz bardziej wartościowy…. Mój przyjacielu, sprawmy, by nasz pobyt w tym pociągu był spokojny i wart starań….Postępujmy tak, by gdy nadejdzie chwila wysiadania, na naszym pustym miejscu pozostała tęsknota….i miłe wspomnienia, wywołujące uśmiech dla tych, co kontynuują podróż…Tobie, gdyż jesteś częścią mojego pociągu życzę

SZCZĘŚLIWEJ PODRÓŻY !!!

Bóg wierzy we mnie

o. Augustyn Pelanowski OSPPE
Miłość Boga idzie nawet tam, gdzie spodziewa się odtrącenia. Czy sieje się ziarno na drogę? Czy opuszcza się niebo dla tych, którzy wyganiają za mury miasta? Czy porzuca się 99 owiec dla jednej szukającej zguby? Czy dotyka się z miłością tych, którzy mogą zarazić trądem? Czy odpuszcza się grzechy tym, którzy nawet nie potrafią ich wyznać? Czy przyjaźni się z najgorszymi, gdy z tego powodu zdobywa się opinię żarłoka i pijaka? Czy ofiaruje się życie wieczne tym, którzy pozbawiają doczesnego? Czy kocha się tych, którzy się zaparli?
Jezus dziwił się niewierze mieszkańców Nazaretu, ja się dziwię Bogu, który bardziej w nas wierzy, niż my w Niego. Intryguje niewiara najbliższych. Również nas stawia w świetle kłopotliwego pytania: czy ufamy Jemu totalnie, czy też stagnacyjna religijność pozbawiła nas spontaniczności wiary? Zdumienie mieszkańców Nazaretu nie stało się zawierzeniem Jezusowi, ponieważ zbyt dobrze znali Jego rodzinę, Jego dzieciństwo i młodość. Jezus manifestuje w sobie nieobliczalną miłość do ludzi i to jest niezwykle podnoszące na duchu. Życie udowadniało nam zapewne setki razy naszą niegodziwość. A On kocha. Ezechielowi każe prorokować wśród tych, o których wie, że i tak nie posłuchają. Pawłowi daje siłę, by w słabościach i odrzuceniu przygarniał z mocą zagubione dusze do serca Boga. Sam wędruje tam, gdzie nie znajduje wiary. Prorokowanie to bardziej przekonywanie o miłości Boga niż przewidywanie przyszłości.
Być może sam jestem słaby, a nawet bezsilny, ale jakże mi to dodaje otuchy i przynosi ulgę, że Bóg we mnie ciągle wierzy! Być może nie ma we mnie ani westchnienia miłości do Niego i do nikogo, a nawet do siebie. Tym bardziej jednak zdumiewa mnie Jego czuła miłość! Absolutnie nic nas nie może odłączyć od miłości Bożej. Niekiedy ciężko jest nam stawić czoła samym sobie, ponieważ nie znajdujemy niczego godnego miłości w sobie i wydaje nam się, że Bóg mógłby pokochać każdą istotę, oprócz nas. Ale to tylko iluzja. Bóg JEST miłością, a nie BYWA miłością. Potrzebna jest nam nie szlachetność bohatera, tylko wiara.

Jedynie brak wiary uniemożliwia Mu dotarcie do naszych serc, a nie nasza nędza. Jestem przekonany, że Paweł nie był wcale lepszym człowiekiem niż ja, ani Piotr nie był pobożniejszy niż ty. Jedyne, co może nas różnić od nich, to wiara, którą wierzyli w miłość Jezusa. Jeśli chcemy, by miłość Boga wyprowadziła nas z lochów smutku i niezadowolenia z siebie, potrzeba nam modlitwy wdzięczności za miłość. Możemy ją nazwać wielbieniem Go albo oddawaniem Mu chwały. Wtedy oddajemy Mu prawo do działania, do okazywania cudownej mocy, zdolnej uczynić z trędowatego czy obrzydliwego człowieka pięknego i zdrowego albo z bezczelnego kogoś wrażliwego, albo ze słabego mocnego.

Krwotok, czyli bicz

Augustyn Pelanowski OSPPE
Zanim Jezus dotarł do domu przełożonego synagogi, jego szat dotknęła kobieta, która od dwunastu lat cierpiała na krwotok. Św. Marek używa metafory: krwotok nazywa MASTIX, co znaczy batog, bicz. Gdy jest już po uzdrowieniu z krwotoku, Jezus zwraca się do kobiety: „Odejdź ku pokojowi i bądź zdrowa od BATOGA TWEGO”. Czy można przypuszczać, iż za tą przenośnią ukrywa się wcale nie przenośna przyczyna wieloletniej słabości?
Niektórzy ludzie traktują się z taką agresją, z jaką ich traktowano w domu lub w najbliższym środowisku. Niszczą siebie biczami odrzucenia, gdy ich odrzucano. Mają o sobie najgorsze mniemanie, gdyż z takim odniesieniem spotykali się w domu. Biczują się bezwzględnie uczuciami agresji, gdyż bezwzględnie ich wychowywano. Krwawiąca kobieta uchwyciła się szat Jezusa od tyłu, jakby nie chciała być dostrzeżona albo jakby odmawiała sobie prawa do tego, by na nią patrzeć. Autoagresywne kobiety nie mogą patrzeć na siebie, bo są przekonane, że są brzydkie lub odrażające. Nikt nie odniósł się z należytym szacunkiem do ich ciała, było ono biczowane słowami albo fizycznie, gwałcone albo wyśmiewane.
Trzeba zwrócić uwagę na różnice między biczowaniem, którym została nazwana choroba tej kobiety, a dotknięciem, na które się ona zdobyła. Jest też różnica między uderzaniem słowem a dotknięciem słowem. Wcale nie musi ktoś być bity w domu przez rodziców, wystarczy, że spotyka się z nieustannym krzykiem lub niechęcią, wyzwiskami i niezadowoleniem ojca lub matki i taki stosunek może stać się odniesieniem do siebie samego. Syrach zapisał: „Uderzenie rózgi wywołuje sińce, uderzenie języka łamie kości. Wielu padło od ostrza miecza, ale nie tylu, co od języka” (28,17–18). Coraz częściej słyszmy o osobach dokonujących samookaleczeń. Zraniony potrzebuje opieki, więc niektórzy się ranią, by otrzymać namiastkę miłości i troski, jakiej byli pozbawieni od tych, od których powinni ją otrzymać. Głód miłości jest ogromną siłą. Tam, gdzie rodzice są niedostępni uczuciowo i panuje klimat emocjonalnego odtrącenia lub pominięcia, gdzie szczególnie matki były skoncentrowane na sobie lub na swych partnerach, gdzie zabrakło ojca i gdzie najważniejsza potrzeba dziecka – potrzeba miłości była spychana, dzieci zapadają najczęściej na różne formy autoagresji. Dodajmy do tego coraz liczniejsze przypadki maltretowania dzieci i wykorzystywania seksualnego przez ojców, ojczymów, rodzeństwo. Psychiatrzy nazywają skutki maltretowania dzieci „morderstwem duszy”.

W tej krwawiącej kobiecie, o której pisze ewangelista, tysiące kobiet mogłoby dostrzec swoją historię streszczoną do jej pragnienia, dążącego do uzdrawiającego dotknięcia szat Jezusa. Żebym się choć dotknęła! Zapewne uchwycenie się Boga, który stał się człowiekiem, może uleczyć od skutków biczowania ciała, jakiego doznało się od ludzi.

Serce ojca

Augustyn Pelanowski OSPPE
Zachariasz usłyszał w świątyni proroctwo o swoim synu, czyli Janie Chrzcicielu: „Wielu spośród dzieci Izraela nawróci do Pana, Boga ich; on sam pójdzie przed Nim w duchu i mocy Eliasza, żeby serca ojców nakłonić ku dzieciom, a nieposłusznych do usposobienia sprawiedliwych, by przygotować Panu lud doskonały”. Serca ojców nakłoni ku dzieciom. Te słowa mówią o misji uzdrawiania ludzkich rodzin, zanim dojdzie do uzdrowienia odniesienia człowieka do Boga. Zadajmy bowiem pytanie: czy odtrącenie dziecka przez ojca naturalnego może wpływać na tę więź, jaka powinna łączyć to dziecko z Ojcem niebios? Autoagresja, skłonności samobójcze, samookaleczenia, nienawiść do życia, brak sensu życia, brak tożsamości, zaburzenia w tożsamości płci, bunt wobec Boga, wreszcie satanizm, zboczenia seksualne, mają swoje korzenie aż nazbyt często w braku ojcostwa lub jego deformacji. Aby człowiek wrócił do posłuszeństwa wiary i odkrycia w Bogu Ojca, konieczne jest odbudowanie autentycznego ojcostwa. Nie jest tajemnicą, że ludzie często w ogóle nie chcą mieć dzieci, dlatego że sami są na poziomie dziecka, które ciągle szuka uzupełnienia swych dziecięcych potrzeb, choćby we współmałżonku. Ojciec powinien się troszczyć o swoje dzieci, pomagać w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące pytania dotyczące na przykład sensu życia czy norm postępowania. Pisał o tym Jan Paweł II w adhortacji Redemptoris Custos. Ojciec nazywa świat dziecka i nadaje sens, uczy definiowania i wyznacza granice. Ojciec jest osobą, która mówi nawet milczeniem, czego mamy przykład w Józefie. Wystarczy jego obecność i zdolność do podejmowania życiowych decyzji. Owszem może istnieć milczenie, które nie jest żadną odpowiedzią, bo jest obojętnością wobec dziecka. Wtedy rodzi się w dziecku rozczarowanie, agresja, dezorientacja, depresja, szukanie quasi-ojcostwa w grupie kibiców czy w gangach ulicznych. Dziecko jest pełne pytań, a ojciec powinien być pełen odpowiedzi. Przeciętny amerykański ojciec rozmawia dziennie ze swymi dziećmi 10 minut, a dziecko spędza jedną trzecią dnia przed ekranem. Dzieci czują się niepotrzebne i dlatego szukają sposobu wyładowania złości. Pojawia się przemoc, nadpobudliwość, dekoncentracja. Jeśli dziecko otrzymuje komunikat, że jest ono ojcu zupełnie niepotrzebne, to czy w ogóle jest potrzebne Bogu? Giovanni Bollea stwierdził, że „rozwód działa na dzieci destruktywnie: u wielu pojawiają się zaburzenia psychosomatyczne, lęki, tiki czy jąkanie się, nawet na kilka lat przed samym rozwodem. One po prostu zaczynają czuć, że atmosfera pomiędzy rodzicami jest fatalna i stają się ofiarami lęku przed rozpadem rodzinnej struktury, która dawała im bezpieczeństwo i sens życia”.

W hołdzie – polskim Ojcom !

Dzień Ojca – to dzień, w którym dzieci, bez względu na wiek, w najróżniejszy sposób pragną okazać swoją wdzięczność i miłość za wszystko, co ojciec – przez cały okres ich dzieciństwa, dorastania, a przecież i często dorosłości – dla nich uczynił. Bo w życiu każdego ojca był czas, gdy on stawał przed dylematem, jak pogodzić potrzeby dorastających dzieci w sytuacji, gdy materialne zabezpieczenie okazywało się niewystarczające. Ale on przecież kocha swoje dziatki, cóż było mu czynić; podejmował nieraz dodatkowe prace, które choć nadszarpywały jego zdrowie i siły, to jednak nie wahał się – bo wiedział, że taki jest jego ojcowski obowiązek. I tak jest przecież zawsze, nie ma takiego ustroju, który gwarantowałby równy, godziwy standard życia wszystkich członków społeczeństwa. Ale choć przez chwilę spróbujmy sięgnąć głębiej do dramatów ojcowskich. Nie chodzi tu o rozpamiętywanie tragedii, które powodowały historyczne wydarzenia, ale to właśnie one rozdzierały ojcowskie serca, które pękały z bólu i bezradności w sytuacji, w której przyszło im się znaleźć. Wczujmy się zatem w to, co przeżywali ojcowie rozdzieleni ze swoimi rodzinami, ze swoimi ukochanymi córeczkami, synkami, gdy znaleźli się w Katyniu, Dachau, Auschwitz i w tych wszystkich miejscach ziemskiego piekła, gdzie świadomi swej bezradności, a przecież i często świadomości, że już ich nigdy nie zobaczą – cóż oni tam przeżywali. Ile wewnętrznej rozterki musieli znosić, a do tego przecież cierpieli fizycznie z głodu i wycieńczenia. Byli przecież najczęściej na progu swojej drogi życiowej, mieli tyle planów, ich miłość dopiero rozkwitała, a już musieli zmierzyć się z osobistą tragedią. Jak ta pozostawiona, ukochana małżonka, jak ona sobie poradzi z tymi małoletnimi dziećmi, jak je wykarmi, przecież on był często jedynym żywicielem rodziny. To ich jeszcze bardziej osłabiało i czyniło bezradnymi. Dlatego, my jesteśmy dzisiaj tym wszystkim ojcom, tatusiom winni wdzięczność za ich patriotyzm, za ich przywiązanie do Ojczyzny, bo przecież za to ich uwięziono, katowano i uśmiercono. Mimo tych osobistych tragedii pozostali wierni swoim przekonaniom, wierni Bogu, Ojczyźnie i swoim najbliższym. Kochani Ojcowie – ofiary Katynia, hitlerowskich obozów śmierci i wy wszyscy, którym odebrano życie za to, że nie wyparliście się wolnej Polski pamiętajcie tak, jak my pamiętamy. Mimo, że nas rozdzielono, mimo że zabrano nam dzieciństwo, a Wam ojcostwo, jesteśmy z Was dumni, że mieliśmy takich ojców, którzy mimo, że nie mogli być świadkami naszego wzrastania, nie mogli dzielić ze swymi małżonkami trudu wychowania, zachowali do końca swą godność, choć tak ją zszargano. Dzisiaj ogarniamy Was naszą modlitwą o spokój Waszych dusz, o wynagrodzenie Waszych ziemskich cierpień. Niech dobry Bóg, nasz wspólny Ojciec Niebieski, w swej nieskończonej miłości obdarzy Was szczęściem wiekuistym i należnym spokojem. W tym ziemskim Dniu Ojca, jesteśmy z Wami wszystkimi i ślemy Wam gorące zapewnienie, że pamiętamy o Was, o heroizmie Waszego życia, o miłości, którą nas obdarzaliście, którą odwzajemniamy.

Wszystkim Ojcom, którzy świętują wraz ze swymi dziećmi, w imieniu całego zespołu redakcyjnego życzymy wszelkiej pomyślności w wypełnianiu swej ojcowskiej misji. Niech Wam nigdy nie zabraknie siły i woli, którą ukazali nam nasi ojcowie.
Szczęść Wam Boże !

Pomóż Szymonowi i innym

Szymon

Drodzy Parafianie ! 23 i 24 czerwca 2018 r., w Wągrowcu odbędzie się akcja rejestracji potencjalnych dawców pod nazwą „Pomóż Szymonowi i innym”. Podczas Dnia Dawcy Szpiku, wszystkie zdrowe osoby w wieku 18-55 lat mogą bezpłatnie zarejestrować się w bazie potencjalnych dawców komórek macierzystych Fundacji DKMS. Zajmuje to tylko chwilkę, polega na przeprowadzeniu wstępnego wywiadu medycznego, wypełnieniu formularza z danymi osobowymi oraz pobraniu wymazu z błony śluzowej z wewnętrznej strony policzka. Szpik jest pobierany z kręgosłupa. Istnieją dwie metody pozyskania komórek macierzystych: – Pierwsza z nich to pobranie komórek macierzystych z krwi obwodowej. Metoda ta jest stosowana w 80% przypadków. Zazwyczaj wiąże się ona z jednodniową wizytą w klinice pobrania. – Drugą metodą jest pobranie szpiku z talerza kości biodrowej. Metoda ta wiąże się z 2-3 dniowym pobytem w szpitalu ze względu na konieczność znieczulenia ogólnego.
Rejestracja odbędzie się:
23 czerwca w godz. 10:00 – 16:00 Ośrodek Sportu i Rekreacji ul. Kościuszki 59 i Park 600-lecia. 24 czerwca – 09:00 – 14:00 Betania przy Parafii św. Jakuba Apostoła 09:00 – 16:00 – Park 600-lecia.
Gorąco zachęcam do ewentualnej rejestracji. Inicjatorem akcji jest p. Natalia Kluczyńska.

Ewa Nawrot-  Koordynator ds. Rekrutacji Dawców Fundacja DKMS

Pola Lednickie – XXII Spotkanie Młodych

34466927_440393953075140_4191021962086055936_nled

Silna, bo licząca niemal 170 osób grupa z wszystkich czterech wągrowieckich parafii (Klasztor, św. Wojciech, Fara, bł. Kozal) udała się na XXII Spotkanie Młodych, które jak co roku organizowane jest na Polach Lednickich. W tym roku wspólnie, jak jedna rodzina, udaliśmy się nad Jezioro Lednickie. Na czele z o. Mateuszem Walczakiem, ks. Damianem Woźniakiem, ks. Rafałem Chareńskim, ks. Marcinem Holakiem i ks. Piotrem Nowakiem wyruszyliśmy 2 czerwca o poranku z Wągrowca, kierując się w stronę „Bramy Ryby”, symbolu naszej wiary. Spotkanie jak zwykle zgromadziło kilkadziesiąt tysięcy młodych ludzi z naszej ojczyzny oraz z zagranicy. Hasłem tegorocznego spotkania było słowo „JESTEM”. „JESTEM” to synteza ukochanego przez o. Jana Górę – organizatora spotkań lednickich i powtarzanego za św. Janem Pawłem II zdania: „Człowiek, będąc jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego, nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego” – dlatego młodzi wielokrotnie odpowiedzieli tego dnia – JESTEM. Wspólne spotkania, taniec, śpiew a nade wszystko modlitwa połączyły młodych ludzi w atmosferze radości wiary. Wspólnota młodzieżowa z naszej parafii miała szczególny udział w tegorocznym zjeździe młodzieży, ponieważ towarzyszyła Paulinom w procesji rozpoczynającej spotkanie, w której to Ojcowie wnosili Obraz matki Bożej Jasnogórskiej. Z pewnością znamienny w spotkaniu był udział Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej – Pana Andrzeja Dudy, z którym niektórzy z młodych ludzi mogli się przywitać, czy zrobić sobie wspólne zdjęcie. Dla wielu wyjątkową chwilą tego wydarzenia była spowiedź, dla niektórych adoracja w kaplicy – namiocie, dla innych wspólny taniec i śpiew aż wreszcie – dla wielu – wieczorna Eucharystia z homilią abpa Grzegorza Rysia. Każdy na Polach Lednickich mógł doświadczyć spotkania z Bogiem i drugim człowiekiem, nie krępując się swoich uczuć ani swojej wiary. Oby tego typu spotkania młodzieżowe zawsze przynosiły dobre owoce.

II Piastowski Tryptyk Organowy – – posłuchaj głosu piastowskich świątyń

SzlakPiastowski-181

W dniach 22-24 czerwca 2018 roku w Wielkopolsce odbędzie się druga edycja Piastowskiego Tryptyku Organowego. To kolejna odsłona wydarzenia łączącego kulturę wysoką z dziedzictwem Szlaku Piastowskiego. Podczas tryptyku posłuchać będziemy mogli zabytkowych instrumentów w Tarnowie Pałuckim, Koninie i Gnieźnie.

Piastowski Tryptyk Organowy jest przedsięwzięciem podkreślającym walory sakralnego dziedzictwa piastowskiego w Wielkopolsce promując zarówno wartość zabytkową wybranych świątyń oraz muzykę organową i instrumenty znajdujące się w ich wnętrzach.

W tym roku organizatorzy wybrali kościół św. Bartłomieja w Koninie (piątek, 22.06. godz. 19:00), znajdujący się tuż obok romańskiego słupa milowego; urokliwy, drewniany kościół św. Mikołaja w Tarnowie Pałuckim (sobota, 23.06. godz. 18:00) oraz ostatnio poddany renowacji kościół oo. franciszkanów w Gnieźnie (niedziela, 24.06 godz. 19:00).

Po każdym z koncertów będzie okazja porozmawiać z muzykiem oraz przespacerować się z przewodnikiem, który opowie nie tylko o instrumencie, ale również o całym kościele i jego otoczeniu.

Do współpracy zostali w tym roku zaproszeni organiści nie będący rezydentami wymienionych obiektów. W Koninie zagra Jarosław Tarnawski – doktor sztuk muzycznych, laureat licznych nagród w konkursach muzyki organowej w Polsce i Europie, który zagra w duecie z równie uzdolnioną i często nagradzaną Agnieszką Tarnawską. W Tarnowie Pałuckim i Gnieźnie zagra natomiast Joanna Marciniak – absolwentka poznańskiej Akademii Muzycznej im. Jana Paderewskiego, koncertująca w Polsce i w Niemczech.

Warto podkreślić, że organizatorzy przewidzieli dodatkowe, bezpłatne połączenia autokarowe do miejsc, w których odbywać będą się koncerty. Autokary ruszą z Poznania, Wągrowca, Kalisza i Gniezna. Więcej szczegółów uzyskać można na stronie organizatora oraz na stronie wydarzenia na facebooku.
Organizatorem tryptyku jest Klaster turystyczny „Szlak Piastowski w Wielkopolsce” – stowarzyszenie powołane w 2016 roku, którego podwaliną była umowa między jednostkami samorządu terytorialnego z terenu Wielkopolski, będącymi dzisiaj podmiotami finansującymi jego działalność: Powiatami Gnieźnieńskim, Kościańskim, Średzkim, Wągrowieckim, Wrzesińskim; Miastami Poznań, Kalisz, Konin, Gniezno, Wągrowiec, Gminy Kłecko, Krzywiń, Pobiedziska, Pyzdry, Trzemeszno, Września, Dominowo, Łubowo i Wągrowiec. Wydarzenie dofinansowuje Samorząd Województwa Wielkopolskiego.

Dokładny repertuar Piastowskiego Tryptyku Organowego dostępny jest na stronie www.szlakpiastowski.pl.

Strona facebookowa wydarzenia: www.facebook.com/events/2045354779050346/

Koordynator projektu:
Przemysław Buryan
koordynator@szlakpiastowski.pl
+48 798 072 200

Klasztor Paulinów i Parafia Wniebowzięcia NMP w Wągrowcu, Kościół Piotra i Pawła Wągrowiec, Klasztor Pocysterski