Matka Boża Częstochowska zamieszkała u Wniebowziętej w Wągrowcu

 

Przywitaliśmy dzisiaj, w naszej wągrowieckiej świątyni paulińskiej, ikonę Matki Bożej Częstochowskiej. Można by rzec, Czarna Madonna zamieszkała u Wniebowziętej. To wyjątkowy dzień w historii parafii, to dzień, w którym Opatrzność darzy nas tym wspaniałym darem w roku 100.lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Po 40.latach od ostatniej wizyty, Matka Boża Częstochowska przybywa do nas na „pobyt stały”. Dokładnie przed 40.laty, w sobotę 9 grudnia 1978 r., w ramach peregrynacji Kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej po polskich parafiach, przyjęliśmy z wielką, nieukrywaną ufnością Jej wizerunek w naszej świątyni. Wówczas, naszej wielkiej modlitwie przewodniczył sufragan gnieźnieński ks. bp Jan Czerniak, w asyście proboszcza ks. prałata Zenona Willi. Są zapewne wśród nas osoby, które pamiętają tamto wydarzenie i mogą o tym zaświadczyć. Minęło 40 lat; żyjemy w innej, wolnej Polsce, która obchodzi 100.lecie odzyskania niepodległości. Jakże znamiennym jest fakt, że właśnie dzisiaj witamy w tym samym miejscu Kopię Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, którą witamy z wielką wdzięcznością, że już teraz, na zawsze pozostanie z nami, w przygotowanym dla Niej miejscu naszej, paulińskiej świątyni, pod opieką naszych oo. Paulinów. Ufamy, że Ona, podobnie jak w częstochowskim Sanktuarium, znajdzie godne miejsce, w którym również my odnajdziemy i poczujemy bliskość Królowej Pustelników. Przypomnijmy ! Ideę sprowadzenia Kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej do naszej świątyni, zainaugurował o. Mariusz Tabulski OSPPE – Definitor Generalny Zakonu Paulinów, w trakcie spotkania z członkami Rady Duszpasterskiej i Ekonomicznej, w ramach przeprowadzanej zwyczajnej wizytacji kanonicznej, w dniu 20 maja 2017 r. Wraz z tym terminem rozgorzały nasze pragnienia, by ten zamiar ziścił się jak najwcześniej. O. Dariusz Nowicki uznał wiosną br., że najlepszym terminem realizacji naszych marzeń, będzie 40.rocznica peregrynacji Obrazu z 1978 r., i to właśnie w święto Niepokalanego Poczęcia NMP. Zlecono przygotowanie ołtarza; projekt, wykonanie i montaż przeprowadziła wągrowiecka firma Produkcyjno-Handlowo-Usługowa „Pinco” p. Mariusza Pinkowskiego z synem Radosławem. Nasza prośba wniesiona do Zakonu Paulinów została pozytywnie rozpatrzona. Na ręce o. Mariana Waligóry przeora Jasnej Góry kierujemy nasze podziękowanie za ten przyjazny dar, poprzez który czujemy się tym bardziej członkami wielkiej rodziny paulińskiej. Przypomnijmy, obraz został poświęcony w dniu 24 listopada 2018 r. – w wigilię uroczystości JEZUSA CHRYSTUSA, KRÓLA WSZECHŚWIATA – przez Metropolitę Częstochowskiego abpa Wacława Depo i przejęty przez naszych przedstawicieli pod przewodnictwem o. Dariusza Nowickiego, którzy pielgrzymowali na Jasną Górę w dniach 24-25 listopada. Dzień dzisiejszy – 9.grudnia A.D. 2018 – na naszą uroczystość poświecenia nowego ołtarza Matki Bożej Częstochowskiej, obok bardzo licznej rzeszy parafian i gości, przybył specjalnie Przeor Jasnej Góry o. Marian Waligóra, który dokonał poświęcenia ołtarza i przewodniczył mszy św. koncelebrowanej. Współkoncelebransami byli: o. Dariusz Nowicki, o. Melchior Królik i o. Dariusz Szuba. Obecny był dziekan wągrowiecki ks. Tomasz Kruszelnicki.
Naszą uroczystość poprzedziły rekolekcje, które poprowadził o. Melchior Królik – jasnogórski archiwista i świadek cudów i łask, jakie Matka Boża wyprasza od wieków na Jasnej Górze. Mieliśmy niecodzienną okazję, by poznać heroizm życia Matki Bożej i Jej niesłabnącą na nami opiekę.
O. Przeorowi Marianowi Waligórze i rekolekcjoniście o. Melchiorowi Królikowi dziękujemy za obecność wśród nas w tym wyjątkowym dla nas dniu, który na zawsze zapisze się w historii parafii, jako jednoczący nas z wielką rodziną paulińską.
Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej świecisz Bramie, otocz nas swym orędownictwem poprzez Twój częstochowski wizerunek, odsłaniany dzisiaj w naszej wągrowieckiej świątyni. Pozostań z nami na zawsze.

Janusz Marczewski

Zatęsknij !

Augustyn Pelanowski OSPPE

Czas nadejścia Chrystusa nie był wydarzeniem rozreklamowanym na całym świecie. Wystąpienie Jana Chrzciciela dokonało się na odległej prowincji Imperium. Skromność tego wydarzenia daje wiele do myślenia. Jan był rzeczywiście głosem wołającym na pustyni, głosem Boga rozlegającym się w świecie, w którym niewielu chciało słuchać Bożych napomnień.
Podobnie może być dzisiaj. Przyjście Jezusa do mnie lub do Ciebie odbywa się skromnie, na marginesie wielkich wydarzeń lub kłótni sejmowych. Akurat teraz, kiedy czytasz ten komentarz, Bóg czyta Twoje myśli i pragnie dopatrzyć się wzruszenia sumienia, pragnienia przemiany, tęsknoty za Nim. Nikt nie odczuwa szczęścia w tym, za czym prawdziwe wcześniej nie zatęsknił. Dlatego Bóg szuka w Tobie tęsknoty za nawróceniem. Jeśli ją masz, On umożliwi ci naprawienie Twojej ścieżki życia. Najwyższy bowiem daje człowiekowi to, za czym on naprawdę tęskni. Mamy czas do śmierci, gdyż po niej wcale nie będziemy inni niż za życia. Jeśli za życia tęskniliśmy tylko za dobrami materialnymi, władzą, wykorzystaniem innych, urządzeniem siebie w komforcie, po śmierci odkryjemy w sobie to samo, ale tam już będzie za późno na nawrócenie i tęsknotę za duchowym wzrostem. Pozostaniemy wiecznie złaknionymi tego, co zostawiliśmy na ziemi, a czego w niebie nie będzie. Wieczny, dręczący głód, nieskończone niezaspokojenie i rozpacz pomyłki, której nie da się naprawić. Wieczność stanie się bezdrożem, prowadzącym do coraz większej rozpaczy. Czy zdajesz sobie sprawę, że właśnie w tym momencie, gdy czytasz ten komentarz, Bóg przygląda się Tobie i doszukuje się tęsknoty za nawróceniem? Nie otrzymasz łaski nawrócenia, jeśli za nią naprawdę nie tęsknisz. Nadejście Chrystusa będzie wyprostowaniem moich i twoich ścieżek, podniesieniem w górę tych, co zapadli się w doliny smutku, upokorzeniem tych, co swą wyniosłością wznieśli się jak góry, spoglądając na innych z wysoka, surowym wyprostowaniem krętaczy i zaleczeniem poranionych z ich udręczenia, żalu i nieprzebaczenia.
Wołanie Jana opowiada tylko o drogach krzywych, wyboistych, wyniosłych, zdołowanych. Każdy człowiek podąża do celu wiecznego, ale żaden człowiek nie potrafi naprawić swojej drogi bez łaski Boga. Łaska jest dostępna dla tych, którzy okazują skruchę, dokonując pokuty. O to właśnie chodziło Janowi wówczas i dziś o to samo chodzi. Chrystus przychodzi każdego roku w dniach obchodzenia Jego narodzin. Mamy przygotować dla Niego drogę, aby mógł do nas przyjść. Przygotować drogę, to właśnie wydobyć się z dołu rozpaczy, zrezygnować z górowania nad innymi, zrezygnować z kłamliwego krętaczenia, uleczyć rany wyboiste w swoim sumieniu. Wszystko to możliwe jest dzięki skrusze i pokucie. Miłosierdzie chodzi tylko po ścieżkach skruchy, podobnie jak łódź płynie tylko po wodzie, a ptak tylko wznosi się w powietrze, albo samochód tylko jedzie po ulicy. Skrucha daje człowiekowi nadzieję i wydobywa go z rozpaczy oraz zwątpienia, uniemożliwia pychę i wyniosłość, demaskuje osobiste kłamstwa oraz leczy żal i złość, jakie gnieżdżą się w naszych krzywdach.

W mocy Bożego Ducha. List pasterski arcybiskupa metropolity gnieźnieńskiego Prymasa Polski na I niedzielę Adwentu

1. Czuwajcie i módlcie się, bo nasz Pan przychodzi.
Daj mi poznać Twoje drogi, Panie, naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami. Prowadź mnie w prawdzie według swych pouczeń (Ps 25(24), 4-5).
Słowami zaczerpniętymi ze śpiewanego przed chwilą psalmu pragnę Was wszystkich, Siostry i Bracia, serdecznie pozdrowić. U progu rozpoczynającego się Adwentu wraz z Wami proszę dobrego Boga, by uczył nas swoich dróg i prowadził po swoich ścieżkach. Dar czasu, który po raz kolejny otrzymujemy, chciejmy spożytkować nie tyle na realizację własnych planów i zamierzeń, ile raczej na odkrycie tego, czego On od nas oczekuje. Bóg bowiem, obdarowując nas swoją łaską i miłosierdziem, daje nam poznać w naszej codzienności swoją wolę. Uczy nas jednocześnie wypełniać ją w naszym życiu. Jako chrześcijanie możemy prawdziwie żyć i dawać świadectwo jedynie w mocy Bożego Ducha. O tym chcemy pamiętać i tego doświadczać zarówno w tym szczególnym adwentowym czasie, jak i w rozpoczynającym się dziś wraz z nim nowym roku duszpasterskim i liturgicznym.
Drodzy moi!
Szukając Bożych dróg musimy wyraźnie usłyszeć i przyjąć obietnicę, którą przynosi ze sobą dzisiejsze słowo: Oto nadchodzą dni, kiedy wypełnię pomyślną zapowiedź, jaką obwieściłem domowi izraelskiemu i domowi judzkiemu (Jer 33,14). O jaką zapowiedź chodzi? Co Bóg obwieścił, a teraz zrealizuje? Chodzi oczywiście o przyjście Syna Bożego. Adwent jest czasem oczekiwania na to przyjście z nadzieją i radością. Jak wskazywał nam papież Benedykt XVI: Syn Boży przyszedł już do Betlejem przeszło dwadzieścia wieków temu, wchodzi jednak w każdej chwili do duszy i do wspólnoty gotowej Go przyjąć, a przyjdzie ponownie przy końcu czasów, aby sądzić żywych i umarłych. Uwierzmy więc i bądźmy gotowi. To nie jest metafora ani abstrakcyjna wizja. Słowo Boże pokazuje nam przecież, że Pan jest wierny swoim zapowiedziom, a ich wypełnienie jest pewne. W ten sposób Słowo Boże pozwala nam żyć nadzieją i jednocześnie wzywa nas do czuwania i modlitwy. Mamy oderwać się od tego, co nas ogranicza i zniewala, spróbować wyciszyć w sobie hałas świata i zwrócić się całym sercem ku Bogu, który przychodząc daje nam swojego Ducha.
2. Weźmijcie Ducha Świętego.
W rozpoczynającym się dziś roku liturgicznym i duszpasterskim przeżywać będziemy rocznicę szczególnego wydarzenia, które na trwałe wpisało się w dzieje naszej Ojczyzny i świętowojciechowej archidiecezji. W czerwcu 2019 roku minie 40 lat od pierwszej pielgrzymki papieża Jana Pawła II do Polski, podczas której odwiedził również Gniezno. Wielu z nas pamięta, a młodsi znają z przekazów i relacji, tę wielką radość, jaka towarzyszyła wizycie Ojca Świętego. Jakby powiew nowego ducha. Na trwałe zapisały się w naszej pamięci jego słowa wypowiedziane z wielką mocą na warszawskim Placu Zwycięstwa: Wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II, papież. Wołam z całej głębi tego Tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi! Było to wołanie o przemieniającą moc Ducha Świętego, o Jego obecność w naszym życiu i życiu naszej Ojczyzny. A dzień później, na gnieźnieńskim Wzgórzu Lecha usłyszeliśmy pełną nadziei zachętę: Pójdziemy razem tą drogą naszych dziejów (…) Pójdziemy ku przeszłości. Nie pójdziemy jednakże w przeszłość. Pójdziemy ku przyszłości! Weźmijcie Ducha Świętego!
Drodzy Siostry i Bracia!
Przyjęliśmy to papieskie wezwanie, aby iść razem w mocy Bożego Ducha. Przyjęliśmy zapewnienie, że towarzyszyć nam będzie Jego moc. Przyjęliśmy ojcowskie pouczenie, abyśmy byli uważni i otwarci na Ducha Świętego, abyśmy o Jego mocy nie zapominali i jej nie lekceważyli. Wchodzimy w czas Adwentu i zarazem nowy rok liturgiczny i duszpasterski ze świadomością wielu trudności i niepokojów, jakie trapią naszą Ojczyznę, Europę i świat. Dlatego również dziś potrzebujemy mocy Ducha Świętego, który uczy nas żyć w prawdzie. Potrzebujemy mocy Ducha Świętego, aby nie trwać w obojętności, samozadowoleniu, gniewie czy niechęci. Potrzebujemy mocy Ducha Świętego, by iść do tych, którzy na różny sposób potrzebują naszej pomocy, troski i obecności. To Jego mocą zdolni jesteśmy przetrwać próby i przezwyciężać siebie samych. W jego promieniach – jak pisał Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński przed swoim ingresem do katedry gnieźnieńskiej, którego 70. rocznicę obchodzić będziemy w lutym 2019 roku – dostrzeżemy, żeśmy przecież dziećmi Bożymi, żeśmy braćmi i siostrami, żeśmy wspólnotą rodzinną, domową, ojczystą, żeśmy zrośnięci sercami, zwarci dłońmi w trudzie codziennej pracy.
3. Idźcie w mocy Bożego Ducha
Świadomi otrzymanego daru i prowadzeni mocą Ducha Świętego mamy nie tylko sami – jak pouczył nas dziś św. Paweł – stawać się coraz doskonalszymi, ale mamy podejmować misję Kościoła we wszystkich jego wymiarach, poczynając od naszych rodzin i parafii, w naszej archidiecezji i ukochanej Ojczyźnie. Mówił nam o tym św. Jan Paweł II podczas wspomnianej już pierwszej pielgrzymki do Polski. Dzień Zielonych Świąt – wołał w Gnieźnie – jest dniem narodzin wiary i Kościoła również na naszej polskiej ziemi. Jest to początek przepowiadania wielkich spraw Bożych również w naszym polskim języku. Jest to początek chrześcijaństwa również w życiu naszego narodu: w jego dziejach, w jego kulturze, w jego doświadczeniach. Obdarowani łaską wiary i mocą Ducha Świętego jesteśmy więc wezwani, aby z odwagą głosić światu Ewangelię i ukazywać, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jesteśmy nimi przez przyjęcie sakramentu Chrztu świętego, Eucharystii i Bierzmowania. Każda i każdy z nas został w ten sposób włączony, wszczepiony w Chrystusa i w Kościół, który narodził się w Wieczerniku po to, aby iść. Dlatego w nowym roku duszpasterskim chcemy w sposób szczególny zastanowić się nad jakością i wiarygodnością naszego świadectwa dawanego Chrystusowi. Szczególną okazją do tego będzie Ogólnopolski Kongres Ewangelizacyjny, który odbędzie się w Gnieźnie w październiku 2019 roku i który poświęcony będzie ewangelizacji rodzin. To one są bowiem pierwszym miejscem wzajemnego uświęcenia. Świadectwo rodziców i dziadków jest niezastąpioną szkołą, w której młody człowiek uczy się nie tylko miłości i troski, ale może również doświadczyć owoców życia uległego wobec natchnień Ducha. Dlatego w wymiarze diecezjalnym, wraz z rodzicami, katechetami i duszpasterzami, chcemy podjąć nową formę przygotowania do sakramentu Bierzmowania. Jej filarami będą szkoła modlitwy i doświadczenie wspólnoty. Ufam, że stanie się ona konkretną i owocną pomocą dla młodych ludzi w dobrym przygotowaniu do sakramentu Bierzmowania, który jeszcze ściślej zjednoczy ich z Kościołem i jego posłaniem świadczenia o Chrystusie (KKK, 1313). Proszę, abyśmy to dzieło realizowali wspólnie. Wszyscy bowiem jesteśmy Kościołem i musimy myśleć o nim jako o żywym organizmie, złożonym z osób, które znamy i z którymi podążamy, a nie jako instytucji abstrakcyjnej i odległej. Jestem przekonany, że wszyscy – jak wyraził to papież Franciszek – nosimy w sobie pragnienie Kościoła radosnego, mającego oblicze mamy, która rozumie, towarzyszy i pociesza.

Umiłowani w Panu Siostry i Bracia!
Wkraczając w nowy rok liturgiczny i duszpasterski życzę nam wszystkim, abyśmy otwierali nasze serca i pozwolili prowadzić się Bogu w mocy Jego Ducha. Przygotowując się bowiem do tajemnicy Bożego narodzenia, idziemy drogą Ludu Bożego, aby przyjąć Syna, który przyszedł nam objawić, że Bóg jest nie tylko sprawiedliwością, ale także i przede wszystkim miłością. Kiedy Go prawdziwie przyjmiemy, będziemy potrafili być zarówno bliżej siebie, w naszych rodzinach i wspólnotach, jak i bliżej tych, którzy cierpią duchowy i materialny niedostatek – ubogich, opuszczonych, pomijanych, niedoskonałych. Tajemnica, którą niesie Boże Narodzenie, jest również tajemnicą naszego posłania. W naszych codziennych doświadczeniach, spotkaniach, rozmowach bądźmy głosicielami i orędownikami pokoju, przebaczenia i pojednania, których źródłem jest Boże Dziecię. Tego z całego serca wszystkim życzę i w tym duchu na adwentową drogę każdej i każdemu z Was błogosławię, prosząc, abyście i o mnie w swoich modlitwach pamiętali.

† Wojciech Polak
Arcybiskup Metropolita Gnieźnieński
Prymas Polski

Rentgen sumień

Augustyn Pelanowski OSPPE

Trudno zapewne uwierzyć w to wszystko, co Jezus zapowiedział o znakach poprzedzających Jego przyjście, tym, którzy ciągle żyją w błogiej nieświadomości prawd objawionych. Nie da się sprowadzić zapowiedzi Jezusa jedynie do metafory. W czasach, w których raz po raz słyszymy o tsunami, wzmianka o trwodze narodów wobec szumu morza nie wydaje się już czymś fantastycznym. Rozumiemy także ostrzeżenie Jezusa o znakach na słońcu czy księżycu lub gwiazdach, gdy coraz częściej słyszymy o możliwości zderzenia się z Ziemią asteroidów średnicy kilkudziesięciu kilometrów.
W czasie ostatniego lata ludzie mdleli nie tylko ze strachu, ale i z upałów. Jeśli działanie promieni słońca doprowadziło do tysięcy zgonów ludzi chorych na serce, to co się stanie, gdy Słońce Sprawiedliwości, czyli Jezus Chrystus, rozbłyśnie nad naszym niebem? Ileż ludzi o duchowo chorym sercu nie wytrzyma tego „upału”? Przyroda wykroczyła ze swych granic podobnie jak człowiek, który przekroczył granice przykazań. Zdaje się, że możemy spodziewać się dalszej eskalacji zjawisk w świecie fizycznym, bo i człowiek posuwa się w swych nienormalnych, a nawet perwersyjnych pomysłach. W tym rozszalałym moralnie i fizycznie świecie mamy zachowywać mimo wszystko wstrzemięźliwość przed złem. Mimo presji społecznej, mimo mody i trendów kulturowych. Obżarstwo, pijaństwo, troski o komfort życia sprawiają, że serce jest ociężałe, pozbawione czujności duchowej sumienia. Można przegapić najważniejsze nawiedzenie ludzkości: powtórne przyjście Chrystusa. Jezus wzywa do modlitwy, bo dzień Jego przyjścia będzie tak niespodziewany i wstrząsający, że dla wielu stanie się potrzaskiem, atakiem serca, tsunami duszy. Objawienie się Syna Bożego będzie też jednoczesnym wydobyciem z naszego wnętrza wszystkiego, co w sobie ukrywamy. Wszystkie sprawy wyjdą na jaw. Gdy Bóg objawi się, my też doznamy objawienia się nas samych i tego, czym naprawdę jesteśmy! Nagłe objawienie się prawdy Boga spowoduje prześwietlenie wszystkich sumień i wielu ludzi nie wytrzyma objawienia się zawartości ich duszy, która okaże się obliczem wykrzywionym w grymasie podłości i wyniosłości, a nie uśmiechniętą maską dobroci.
Opowiadano mi swego czasu tragiczną historię o pewnej artystce, która uległa poparzeniu i musiała być poddana operacji plastycznej. Jej twarz została zeszpecona, ale dopóki leżała w łóżku szpitalnym z obandażowaną twarzą, przyjmowała odwiedzających ją przyjaciół oraz rodzinę i spotkania były pełne radości i coraz lepszego samopoczucia. Pewnego dnia mogła wstać i zdjęto jej opatrunki z twarzy. Stanęła przed lustrem. Widok oblicza był dla niej takim wstrząsem, że z rozpaczy odebrała sobie życie. Myślę o tym wydarzeniu, ponieważ takim właśnie dniem prawdy o obliczu naszej duszy będzie Dzień Pański. Nie wszyscy wytrzymają zderzenie z prawdą o samych sobie. Mogą znaleźć się tacy, którzy samych siebie odrzucą, nie zgodzą się na oblicze swej duszy i zapadną się w otchłań samoodrzucenia. Nie to jest prawdą o nas, co o sobie myślimy, lecz to, co się objawi w świetle Dnia Pańskiego

Pielgrzymka do Częstochowy

 

Tradycją naszej parafii stały się już listopadowe pielgrzymki do tronu Czarnej Madonny połączone z nocnym czuwaniem przed Świętą Ikoną. Również i w tym roku, 24 listopada grupa parafian i sympatyków naszej parafii pod przewodnictwem ojca Dariusza Nowickiego wyruszyła na ten najpopularniejszy polski szlak pątniczy.
Pierwszym punktem naszej pielgrzymki był Toruń, gdzie mogliśmy podziwiać wspaniałe Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II wzniesione w 2016 r. jako wotum wdzięczności za pontyfikat polskiego papieża.
Wielkie wrażenie sprawia już bryła kościoła z górującą nad nią ażurową kopułą zwieńczoną ogromną złotą koroną. Centralnym punktem świątyni jest prezbiterium, które stanowi dokładną replikę prywatnej kaplicy papieża Jana Pawła II w Watykanie z podpisanym przez niego obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, przed którym się codziennie modlił nasz wielki rodak. Znajduje się tam też Jego relikwia – ampułka z Jego krwią. U stóp obrazu klęczy niezwykle sugestywnie odtworzona postać wielkiego papieża.
Wnętrze sanktuarium ma wydźwięk patriotyczno – religijny, co podkreśla choćby wymalowany na ścianach poczet polskich świętych i naszych bohaterów narodowych – od Mieszka I do Jana Pawła II. Dolny poziom stanowi Kaplica Pamięci o Sprawiedliwych, będąca miejscem hołdu dla Polaków, którzy zginęli z rąk Niemców ratując Żydów w czasie II wojny światowej. Tutaj na czarnej granitowej ścianie wypisano nazwiska, jak dotąd, 1200 ofiar.
W sanktuarium trafiliśmy na niezwykle podniosły moment wprowadzenia do kościoła daru zakonu szarytek – relikwii Katarzyny Laboure, świętej, która miała objawienie Cudownego Medalika. Z tej okazji uczestniczyliśmy we Mszy Świętej, odprawianej pod przewodnictwem ojca Tadeusza Rydzyka, którą koncelebrował też ojciec Dariusz. Na zakończenie uroczystości wszyscy ucałowaliśmy relikwie św. Katarzyny i otrzymaliśmy Cudowne Medaliki, z którymi wyruszyliśmy się w dalszą czterogodzinną podróż do celu naszej pielgrzymki.
Po zakwaterowaniu w Domu Pielgrzyma i krótkim odpoczynku udaliśmy się na Jasną Górę, gdzie spędziliśmy najbliższe siedem godzin. Najpierw, wpatrzeni w obraz Czarnej Madonny, uczestniczyliśmy wraz z innymi licznie przybyłymi grupami pątników w śpiewie pięknego akatystu (rodzaj hymnu liturgicznego, typowego dla prawosławia) połączonym z odmawianiem różańca.
Następnie z głębokim wzruszeniem wzięliśmy udział w Apelu Jasnogórskim, podczas którego rozważania prowadził ojciec Dariusz Nowicki. Cały ten czas przy jasnogórskim ołtarzu stała piękna kopia obrazu Częstochowskiej Pani przeznaczona dla naszej parafii. Po apelu jej poświęcenia dokonał arcybiskup metropolita częstochowski, Wacław Depo.
Przy obu tych świętych ikonach rozpoczęło się nasze nocne czuwanie, w którym wraz z naszą grupą uczestniczyli pielgrzymi ze Starej Błotnicy ze swoim proboszczem – znanym nam doskonale – ojcem Piotrem Urbankiem.
Czuwanie nocne to zawsze najpiękniejsza część pielgrzymki. Można wtedy bez przeszkód, z bliska kontemplować oblicze Jasnogórskiej Pani, a są momenty, że można z nią pobyć niemal sam na sam. Jest to najlepszy czas, by powiedzieć Jej wszystko, co nas boli i cieszy, powierzyć Jej wszystkie nasze troski, obawy i lęki, przeprosić za nasze niedoskonałości i błędy, prosić o wsparcie w ich zwalczaniu, podziękować za wszystkie otrzymane łaski, a nade wszystko – zawierzyć Jej całe nasze życie, siebie samych i tych, którzy są nam najbliżsi. W takich momentach wiemy, że ona nas słucha, widzimy jej wzrok na nas skierowany i niemal czujemy bicie Jej matczynego serca, do którego nas przytula, tak jak swojego Syna.
To czuwanie rozpoczęliśmy od wysłuchania krótkiej konferencji – również znanego nam – ojca Stanisława Jarosza, który w pięknych i mądrych – jak zwykle – słowach, w nawiązaniu do zabieranej przez nas kopii Cudownego Obrazu, mówił o pożytkach, przywilejach i obowiązkach wynikających z przyjęcia Matki.
Następnie uczestniczyliśmy w adoracji Najświętszego Sakramentu, prowadzonej przez naszych współpielgrzymów. Piękne rozważania i pieśni pomogły nam zrozumieć znaczenie eucharystii w naszym życiu. Mogliśmy dzięki nim z większą niż zwykle wdzięcznością i z głębszym zrozumieniem adorować Żywy Chleb.
Niedzielne święto Chrystusa Króla rozpoczęliśmy odprawioną o północy Mszą Świętą. Po niej odmówiliśmy różaniec we wszystkich naszych intencjach, które wcześniej przez nas na kartkach zapisane, były odczytywane i składane na ołtarzu przed obliczem Matki Bożej. Ostatnim elementem czuwania było odmówienie koronki do Bożego Miłosierdzia.
Następnie nastąpiło zasłonięcie obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. I tak po siedmiu godzinach, które minęły nie wiadomo kiedy, rozstaliśmy się ze Świętym Obliczem Matki.
Ale tym razem to rozstanie nie było tak ciężkie i całkowite. Mieliśmy przecież naszą kopię obrazu, którą przed udaniem się na nocny, niezwykle krótki, odpoczynek, wszyscy ucałowaliśmy.
Pielgrzymkę zakończyliśmy następnego dnia Drogą Krzyżową, którą na Jasnogórskich Wałach dla obu grup poprowadził ojciec Piotr. A później już tylko ostatnie pożegnanie z Częstochowską Matką, zabranie kopii jej obrazu i powrót do Wągrowca.
Wdzięczni jesteśmy Bogu i Jego Matce za możliwość udziału w tej pielgrzymce, za wszystkie otrzymane duchowe dary i za to że to my właśnie dostąpiliśmy zaszczytu odebrania i przywiezienia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej do naszej parafii.
Dziękujemy też ojcu Dariuszowi za ciekawe zaplanowanie, sprawne zorganizowanie i poprowadzenie pielgrzymki, która – ufamy- będzie kontynuowana w następnych latach.

J. B.

Ks. Infułat Zenon Willa ( 1925 – 1998 ) Wspomnienie w 20. rocznicę śmierci

 

W dniu 29 listopada 2018 r. minęło 20 lat od śmierci śp. Ks. Infułata Zenona Willi, proboszcza parafii poklasztornej w latach 1968 – 1984, dziekana dekanatu wągrowieckiego w latach 1974 – 1984, Honorowego Obywatela Miasta Wągrowca. Wągrowiec nie zapomniał o tym ze wszech miar zasłużonym kapłanie, człowieku wielkiego serca, który tak utrwalił swoją osobowość w pamięci tych, którzy mieli szczęście z nim spotkać się na swej drodze życiowej . W 20.rocznicę śmierci, w kościele pw. Św. Ap. Piotra i Pawła w Wągrowcu została odprawiona w intencji śp. Ks. Infułata Zenona, msza św. koncelebrowana, której przewodniczył i homilię wygłosił proboszcz parafii Wniebowzięcia NMP w Wągrowcu o. Dariusz Nowicki, a współkoncelebransem był o. Bazyli Cendrowicz. W wygłoszonej homilii celebrans przypomniał zasługi ks. Infułata dla parafii klasztornej, jego nieugiętą postawę w trudnych czasach sprawowania posługi duszpasterskiej. A my wszyscy pamiętamy, że w tych szczególnych czasach potrafił skupić i zjednoczyć wokół siebie ludzi różnych przekonań politycznych, przedstawicieli władz i partii, ludzi wierzących i niewierzących. Potrafił ocenić, co naprawdę tkwi wewnątrz człowieka, z którym się spotykał, i dlatego wszyscy za jego życia, darzyli go wielkim szacunkiem i zaufaniem. W mszy św. poza rzeszą parafian, udział wzięli m.in. Burmistrz Miasta p. Jarosław Berendt i były Burmistrz p. Stanisław Wilczyński, którzy po mszy św. wraz z o. Dariuszem Nowickim złożyli wspólnie wiązankę kwiatów i zapalili znicze pod tablicą upamiętniającą ks. Infułata Zenona Willi w kościele klasztornym. Spotkanie w kościele klasztornym było też okazją do krótkich wspomnień i refleksji nad postawą tego niewątpliwie wyjątkowego kapłana. A skoro wspomnienia, to warto tu przytoczyć kilka świadectw mieszkańców Wągrowca, którzy na swej drodze życiowej mieli szczególny przywilej kontaktów z ks. Infułatem. O to, jak wspomina ten czas p. Stanisław Wilczyński:
Księdza Zenona Willę poznałem z chwilą zamieszkania w Wągrowcu (czerwiec 1972), ponieważ był On proboszczem mojej nowej parafii. Praktycznie od samego początku ksiądz Zenon Willa towarzyszył mojej rodzinie. To On udzielił nam ślubu, On też ochrzcił nasze dzieci. To były najważniejsze wydarzenia pierwszych lat naszej znajomości. Wiele zmieniło się w czerwcu 1979 roku, kiedy to zostałem naczelnikiem miasta. W księdzu Zenonie znalazłem wówczas nie tylko proboszcza i kapłana, ale osobę bardzo życzliwą do poczynań młodego (miałem wówczas 31 lat) naczelnika. W trakcie całej naszej znajomości traktowałem Go wręcz jak ojca i przyjaciela. Ten wielce zasłużony dla naszego miasta i dla Ziemi Wągrowieckiej kapłan wspierał mnie zawsze w trudnych sytuacjach, takich jak choćby moment ogłoszenia stanu wojennego, zawsze pomagał w przedsięwzięciach służących mieszkańcom. Bardzo aktywnie na przykład włączył się w organizację Jubileuszu 600-lecia miasta, którego kulminacyjna uroczystość miała miejsce 6 grudnia 1981 roku (tydzień przed stanem wojennym).
Każdy kto pamięta te czasy wie na jak wiele trudności napotykała nasza współpraca. Kolejny przykład to postawa księdza prałata Zenona Willi w czasie kiedy w latach 1983/84 miasto realizowało bardzo ważną inwestycję – budowę sieci gazu ziemnego. Ksiądz Willa bardzo chętnie wyraził zgodę na uczestnictwo w powołanym wówczas Społecznym Komitecie Gazyfikacji Miasta i jako pierwszy wpłacił znaczną sumę pieniędzy na rzecz gazyfikacji miasta. To tylko kilka przykładów z długiej listy społecznych aktywności Księdza Infułata.

Pani mgr Leokadia Grajkowska jest jedną z nielicznych osób, które prawie do ostatnich chwil życia śp. księdza infułata Zenona Willi utrzymywały z Nim bliski kontakt. Po latach tak wspomina: Ksiądz Zenon Willa był dla mnie wielkim autorytetem, powiernikiem, spowiednikiem i ojcem duchownym. Zawsze był otwarty, cierpliwy i miał czas na wszelkie rozmowy i dyskusje teologiczne, często zwracałam się do Niego o radę i pomoc w pisaniu różnych artykułów. W latach osiemdziesiątych, a szczególnie z okazji 600-lecia miasta Wągrowca miałam zaszczyt blisko współpracować na niwie kulturalnej i historycznej z ówczesnym proboszczem parafii poklasztornej księdzem prałatem Zenonem Willą. To dzięki Jego osobistej zachęcie i inspiracji podjęłam studia filozoficzno-teologiczne w Prymasowskim Instytucie Teologicznym w Gnieźnie. Zawsze był głęboko zatroskany o ciągły wzrost duchowy i pogłębianie wiedzy religijnej przez swoich parafian. Codziennie rano i wieczorem pełnił posługę duszpasterską w konfesjonale i pomimo iż był wymagającym spowiednikiem, miał liczną grupę stałych penitentów. Był wspaniałym kaznodzieją i zawsze rzesze wiernych oczekiwały na Jego odważne i płomienne homilie w wągrowieckim klasztorze. Podkreślając odwagę i bezkompromisowość księdza prałata Zenona Willi należy pamiętać, w jakich czasach wtedy żyliśmy.
A tak wspomina ks. Infułata ks. Dariusz W. Andrzejewski:
Wspominając osobę księdza prałata Zenona Willi, należy podkreślić, że wielu parafian i mieszkańców Wągrowca, w tym także ówczesny i obecny włodarz miasta pan Stanisław Wilczyński, do dziś z wielkim szacunkiem wspomina wyjątkową postać niezapomnianego proboszcza, zachowując w modlitwach ojca parafii i prawdziwego, szlachetnego pasterza. Na koniec muszę zaznaczyć, że będąc już proboszczem bazyliki prymasowskiej w Gnieźnie, ksiądz infułat Zenon Willa (oficjalnie ostatni raz) odwiedził Wągrowiec i wygłosił okolicznościową homilię w pocysterskim kościele parafialnym w czasie mojej Mszy Świętej prymicyjnej, w dniu 6 lutego 1994 roku. Fakt ten traktuję jako szczególne wyróżnienie, honor i zaszczyt. Dla mnie osobiście ksiądz prałat Zenon Willa był prawdziwym nauczycielem, duchowym ojcem, wychowawcą i na zawsze pozostanie wzorem gorliwego i świątobliwego kapłana. Niech odpoczywa w pokoju wiecznym…

Powyższe świadectwa zostały zebrane przez ks. Dariusza Andrzejewskiego i opublikowane w felietonie “Kapłańskie zamyślenia cz.2”.
Ufamy, że Bóg doceni ziemskie zasługi zmarłego i wynagrodzi mu jego dokonania, o co modliliśmy się w czasie mszy św.

Janusz Marczewski

Z tęsknoty za boskością

Augustyn Pelanowski OSPPE

Ciekawe, nie napisano w Apokalipsie, że Jezus przyjdzie, tylko że przychodzi. Przychodzi nieustannie. Przyszedł też do Piłata, a ten, choć nie znalazł w Nim winy, nie odkrył w Nim kogoś, kto od win uwalnia. Na samym końcu roku liturgicznego Kościół odsłania przed nami ostatnią księgę Biblii, by dać nam do zrozumienia nieuchronny finisz świata, który jest teatrem opowiadania się za lub przeciw Bogu. W teatrze ludzie siadają na widowni i czekają, aż podniesie się kurtyna i odsłoni się scena. Przyglądając się aktorom, widzowie coraz bardziej rozpoznają samych siebie, swój osobisty dramat, najgłębsze motywy, ukryte wspomnienia, nieuświadomione myśli i przekonania. Jakże szybko poznajemy siebie, wpatrując się w kogoś!
Coś takiego powinno się pojawić w czasie rozważań apokaliptycznych. Księga powstała prawdopodobnie około 96 r., pod koniec panowania cesarza Domicjana. Miał on obsesję doznawania boskiej czci: chciał być panem bogiem dla swych poddanych. Ci, którzy temu się nie podporządkowali, byli oskarżani o ateizm. Pierwsi chrześcijanie byli prześladowani za ateizm! Domicjan zabił w 95 r. swego kuzyna Klemensa Flawiusza i wygnał jego siostrzenicę Flawię Domityllę właśnie z powodu ateizmu. Jan zapewne znalazł się na Patmos za odmowę uznania Domicjana za boga! Ostatecznie Domicjan padł ofiarą spisku i został zamordowany.
Ludzie tęsknią za boskością, pragną uwielbiać kogoś albo samych siebie. Przed jakim cesarzem albo Piłatem staniemy? Przed jakimi bożkami staniemy oko w oko, gdy będą domagały się kultu? Przed seksualnością? Przed chciwością? Przed pychą? A może drugi człowiek będzie dla ciebie panem albo panią i odwrócisz się od jedynego Pana? Gdy tylko wyrazisz wolę uczynienia Jezusa Panem, siły ciemności upomną się o swoje wpływy. Jezus może cię zbawić całkowicie, gdy całkowicie Mu się oddasz. Gdy oddasz tylko trochę, czyż trochę miałoby być zbawione? Apokalipsa jest zrozumiała tylko dla sług Boga. Gdy Baltazar ujrzał na ścianie swego pałacu rękę piszącą prorocze słowa, żaden mędrzec babiloński nie potrafił wyjaśnić tego przesłania. Dopiero Daniel odczytał i wytłumaczył Baltazarowi, że jego królestwo zostanie zniszczone. Tylko ci, którzy są sługami Boga, mają dostęp do tajemniczych Jego wyroków. Kto niczego nie ukrywa przed Bogiem, przed tym też Bóg niczego nie ukrywa.
Apokalipsa zaadresowana jest do siedmiu Kościołów, które są w Azji. Słowo AZJA w języku greckim (he asija) to mniej więcej tyle co kraj błotnisty. Podobnie hebrajski nazywa tę część świata: JAWAN, czyli błoto, bagno, kałuża, dół zagłady, muł. Po prostu śmiertelne niebezpieczeństwo. W Starym Testamencie słowo „Jawan” było synonimem ugrzęźnięcia w niewolę kulturową. W Apokalipsie odnajdujemy więc odsłonięcie i wyjaśnienie tego, co się dzieje: Kościół jest obrzucany błotem z powodu ateizmu wobec idoli tego świata.

Biedak zawołał, a Pan go usłyszał – orędzie na Światowy Dzień Ubogich

 

 

1. ”Oto biedak zawołał, a Pan go wysłuchał” (Ps 34,7). Te słowa Psalmisty stają się też naszymi wtedy, gdy stykamy się z różnymi formami cierpienia i marginalizacji, doświadczanymi przez wielu braci i sióstr, których zazwyczaj określamy ogólnym terminem „ubodzy”. Piszącemu te słowa Psalmiście nie jest obca ta sytuacja, wręcz przeciwnie, doświadcza on ubóstwa bezpośrednio, a jednak przekształca je w pieśń uwielbienia i dziękczynienia Panu. Psalm ten również dziś nam pozwala zanurzyć się w różne formy ubóstwa, zrozumieć kim są prawdziwi ubodzy, na których mamy zwrócić wzrok, by usłyszeć ich wołanie i rozeznać ich potrzeby.
Słowa te mówią nam przede wszystkim o tym, że Pan wysłuchuje ubogich, wołających do Niego i jest dobry wobec tych, którzy z sercem rozdartym przez smutek, samotność i wykluczenie w Nim szukają schronienia. Pan wysłuchuje wszystkich poniżonych, pozbawionych godności, którzy pomimo tego, co ich spotkało, mają siłę do zwrócenia wzroku ku górze, aby otrzymać światło i pocieszenie. Wysłuchuje On prześladowanych w imię fałszywej sprawiedliwości, uciskanych przez politykę niezgodną z zasadami i zastraszonych przez przemoc; mimo to świadomych, że w Bogu mają swojego Zbawiciela. To, co wyłania się z tej modlitwy, to przede wszystkim poczucie powierzenia się i zaufania Ojcu, który wysłuchuje i przyjmuje. Dzięki tym słowom możemy głębiej zrozumieć błogosławieństwo wypowiedziane przez Jezusa: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (Mt 5,3).
Pomimo tego wyjątkowego i pod wieloma względami niezasłużonego oraz niemożliwego do pełnego wyrażenia doświadczenia, wyczuwa się pragnienie podzielenia się nim z innymi, przede wszystkim z tymi, którzy tak, jak Psalmista, są biedni, odrzuceni i zmarginalizowani. W rzeczywistości nikt nie może czuć się wyłączony z miłości Ojca, szczególnie w świecie, który bogactwo czyni pierwszym celem i zamyka osoby na innych.
2. Psalm charakteryzuje postawę ubogiego i jego związek z Bogiem za pomocą trzech czasowników. Przede wszystkim „wołać”. Stan ubóstwa nie wyraża się mową, lecz staje się krzykiem, który rozdziera niebiosa i dochodzi do Boga. Co oznacza wołanie ubogiego, jeśli nie cierpienie i samotność, rozczarowanie i nadzieję? Możemy zadać sobie pytanie: dlaczego ten krzyk, który wznosi się przed oblicze Boga, nie może dosięgnąć naszych uszu, pozostawiając nas obojętnymi i biernymi? W takim Dniu jak ten, który dziś przezywamy, jesteśmy wezwani do poważnego rachunku sumienia, aby zrozumieć, czy naprawdę potrafimy słuchać ubogich.
Potrzebujemy zasłuchania w ciszę, aby rozpoznać ich głos. Jeśli mówimy za dużo, nie zdołamy ich usłyszeć. Obawiam się, że często wiele inicjatyw, nawet godziwych i koniecznych, jest bardziej ukierunkowanych na samozadowolenie, niż na prawdziwe rozpoznanie wołania ubogiego. Z powodu tego ukierunkowania na samozadowolenie, gdy ubodzy zaczną wznosić swoje wołanie, to nasza reakcja nie będzie odpowiednia, ponieważ nie będziemy w stanie wczuć się w ich sytuację. Staliśmy się więźniami kultury, która nakłania do przeglądania się w lustrze i do nadmiernej troski o siebie, uważając, że wystarczy gest altruizmu aby być zadowolonym, bez konieczności bezpośredniego zaangażowania.
3. Drugi czasownik to „odpowiedzieć”. Jak mówi Psalmista, Pan nie tylko słyszy wołanie ubogiego, ale również mu odpowiada. Jego odpowiedź, jak potwierdza cała historia zbawienia, jest pełnym miłości udziałem w sytuacji ubogiego. Tak było, gdy Abraham wyraził Bogu pragnienie posiadania potomstwa, chociaż on i jego żona Sara, już w podeszłym wieku, nie mogli mieć dzieci (Rdz 15,1-6). Tak się stało, gdy Mojżesz, za pośrednictwem płonącego krzewu ognia, otrzymał objawienie Imienia Bożego i misję, aby wyprowadzić lud z Egiptu (por. Wj 3,1-15). I ta odpowiedź potwierdzała się podczas całej wędrówki ludu na pustyni, kiedy odczuwał dotkliwy głód i pragnienie (por. Wj 16,1-16; 17,1-7), i kiedy popadał w najgorszą nędzę: w niewierność przymierzu oraz w bałwochwalstwo (por. Wj 32,1-14).
Odpowiedzią Boga wobec ubogiego jest zawsze interwencja zbawcza, by opatrzyć rany duszy i ciała, aby przywrócić sprawiedliwość i godne życie. Odpowiedź Boga jest również wezwaniem, aby każdy, kto wierzy w Niego, czynił to samo według swoich ludzkich możliwości. Światowy Dzień ubogich zamierza być maleńką odpowiedzią całego Kościoła, rozsianego po całym świecie, skierowaną do wszystkich ubogich, aby nie myśleli, że ich krzyk upadł w próżnię. Prawdopodobnie będzie kroplą wody na pustyni ubóstwa, mimo to jednak może stać się oznaką dzielenia z potrzebującymi, aktywnego odczuwania obecności brata i siostry. Biedni nie potrzebują aktu delegacji, ale osobistego zaangażowania tych, którzy słuchają ich wołania. Troska wierzących nie może ograniczać się do pewnej formy pomocy – chociaż koniecznej i opatrznościowej na początku – ale wymaga owej „wrażliwości miłości” (Adhortacja Apostolska Evangelii Gaudium, 199), która traktuje drugiego jako osobę i szuka jego dobra.
4. Trzeci czasownik to „wyzwolić”. Ubogi z Biblii żyje pewnością, że Bóg działa na jego korzyść, aby przywrócić mu godność. Nędza nie jest kwestią wyboru, ale wynikiem samolubstwa, pychy, chciwości i niesprawiedliwości. Zło jest tak stare, jak człowiek, ale to grzech właśnie dotyka tak wielu niewinnych i prowadzi do dramatycznych konsekwencji społecznych. Wyzwalające działanie Pana jest aktem zbawienia wobec tych, którzy przedstawili Mu swój smutek i udrękę. Niewola ubóstwa zostaje złamana mocą działania Boga. Wiele Psalmów opowiada i celebruje historię zbawienia, która znajduje odzwierciedlenie w osobistym życiu ubogiego: „Bo On nie wzgardził ani się nie brzydził nędzą biedaka, ani nie ukrył przed nim swojego oblicza i wysłuchał go, kiedy ten zawołał do Niego” (Ps 22,25). Możliwość kontemplacji oblicza Boga jest znakiem Jego przyjaźni, Jego bliskości, Jego zbawienia. „Boś wejrzał na moją nędzę, uznałeś udręki mej duszy […] postawiłeś me stopy na miejscu przestronnym.” (Ps 31,8-9). Podarować biednemu „przestronne miejsce” jest równoważne z uwolnieniem go z „sideł myśliwego” (por. Ps 91,3), z pułapki zastawionej na jego drodze, tak aby mógł on kroczyć szybko i pogodnie spoglądać na życie. Boże zbawienie przyjmuje formę wyciągniętej ku ubogiemu ręki, która ofiaruje gościnność, chroni i pozwala odczuć przyjaźń, której potrzebuje. I poczynając od tej konkretnej i namacalnej bliskości, rozpoczyna się prawdziwa droga wyzwolenia: „Każdy chrześcijanin i każda wspólnota są wezwani, by być narzędziami Boga na rzecz wyzwolenia i promocji ubogich, tak aby mogli oni w pełni włączyć się w społeczeństwo. Zakłada to, że jesteśmy uważni na krzyk ubogiego i gotowi go wesprzeć” (Adhortacja apostolska Evangelii Gaudium, 187).
5. Wzrusza mnie fakt, że tak wielu ubogich utożsamiło się z Bartymeuszem, o którym mówi Ewangelista Marek (zob. 10.46-52). Niewidomy Bartymeusz siedział przy drodze i żebrał (w. 46), a usłyszawszy, że Jezus przechodzi, „zaczął wołać” i wzywać „Syna Dawida”, by miał litość nad nim (por w. 47). „Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał” (w.48). Syn Boży usłyszał jego wołanie: „Co chcesz, abym ci uczynił?” A niewidomy mu odpowiedział: „Rabbuni, żebym przejrzał” (w. 51). Ta strona Ewangelii przedstawia to, co Psalm zwiastował jako obietnicę. Bartymeusz to ubogi, który pozbawiony jest podstawowych możliwości, takich jak wzrok i praca. Również dzisiaj wiele dróg prowadzi do różnych form niepewności! Brak podstawowych środków do życia, marginalizacja, gdy nie jest się już w pełni swoich sił roboczych, różne formy niewolnictwa społecznego, pomimo postępów osiągniętych przez ludzkość… Iluż ubogich, podobnie jak Bartymeusz, jest dziś na skraju drogi i szuka sensu swojej sytuacji! Ilu zastanawia się, dlaczego zeszli na dno tej otchłani i jak można się z niej wydostać! Czekają, aż ktoś podejdzie do nich i powie: „Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię!” (w. 49).
Niestety, często się zdarza coś zupełnie przeciwnego. Ubodzy słyszą słowa, które są zarzutami i zaproszeniem do milczenia oraz do cierpienia. Są to głosy konfliktowe, często uzależnione od strachu wobec ubogich, którzy są traktowani nie jako ludzie potrzebujący, ale jako przynoszący niepewność, niestabilność, dezorientację w codziennych nawykach, a zatem godni odrzucenia i trzymania się od nich z dala. Mamy skłonność do tworzenia dystansu między nami a nimi i nie zdajemy sobie sprawy, że w ten sposób oddalamy się od Pana Jezusa, który ich nie odrzuca, ale wzywa do siebie i pociesza. Jak stosownie brzmią w tym przypadku słowa proroka o stylu życia wierzącego: „rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać” (Iz 58,6-7). Taki sposób postępowania pozwoli na to, że grzech zostanie odpuszczony (por. 1 P 4,8), że sprawiedliwość pójdzie swoją drogą i wtedy, gdy zawołamy do Pana, On odpowie i rzeknie: oto jestem! (por. Iz 58,9).
6. Ubodzy są pierwszymi, którzy potrafią rozpoznać obecność Boga i świadczą o jego bliskości w ich życiu. Bóg pozostaje wierny swojej obietnicy i nawet w ciemności nocy nie pozbawia ciepła Swojej miłości i Swojego pocieszenia. Jednak by pokonać przytłaczający stan ubóstwa koniecznym jest, aby ubodzy doświadczyli obecności braci i sióstr, którzy się o nich troszczą, a otwierając drzwi serca i życia dadzą odczuć, że są przyjaciółmi i rodziną. Tylko w ten sposób możemy odkryć „zbawczą moc ich egzystencji” i „umieścić ją w centrum życia Kościoła” (Adhortacja apostolska Evangelii Gaudium, 198).
W ten Światowy Dzień jesteśmy zaproszeni do nadania treści słowom psalmu: „Ubodzy będą jedli i nasycą się” (Ps 22, 27). Wiemy, że w świątyni jerozolimskiej, po rytuale ofiary, odbywało się przyjęcie. W ubiegłym roku w wielu diecezjach to doświadczenie wzbogaciło obchody pierwszego Światowego Dnia Ubogich. Wielu odnalazło ciepło domu, radość świątecznego posiłku i solidarność tych, którzy zechcieli podzielić się stołem w prosty i braterski sposób. Chciałbym, aby również w tym roku i w przyszłości Dzień ten był świętowany pod znakiem radości z nowo odkrytej rzeczywistości bycia razem. Modlitwa we wspólnocie i dzielenie się posiłkiem w niedzielę to doświadczenia, które wprowadzają nas na nowo do pierwotnej wspólnoty chrześcijańskiej, którą opisuje Ewangelista Łukasz w całej swojej oryginalności i prostocie: „Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach. […] Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby.” (Dz 2,42.44-45).
7. Jest wiele inicjatyw, które codziennie podejmuje wspólnota chrześcijańska, aby okazać bliskość i ulgę w wielu formach ubóstwa, które widzimy. Często współpraca z innymi organizacjami, które działają niekoniecznie z pobudek wiary, ale ze względu na ludzką solidarność, może przynieść pomoc, której sami nie bylibyśmy w stanie osiągnąć. Świadomość, że w niezmierzonym świecie ubóstwa nawet nasz wkład jest ograniczony, słaby i niewystarczający, prowadzi do wyciągnięcia ręki do innych, aby wzajemna współpraca mogła skuteczniej osiągnąć cel. Jesteśmy umotywowani wiarą i przykazaniem miłości, ale uznajemy inne formy pomocy i solidarności, które po części stawiają przed sobą te same cele; pod warunkiem że nie zaniedbujemy tego, co jest właściwe nam, to znaczy doprowadzić wszystkich do Boga i do świętości. Dialog z innymi doświadczeniami i pokora gotowości naszej współpracy, bez jakichkolwiek uprzedzeń, jest adekwatną i w pełni ewangeliczną odpowiedzią, jakiej możemy udzielić.
W pomocy ubogim nie chodzi o odegranie pewnej roli, by uzyskać pierwszeństwo działania, ale to, byśmy mogli pokornie przyznać, że to Duch Święty sugeruje gesty, które są znakiem odpowiedzi i bliskości Boga. Kiedy znajdujemy okazję, aby zbliżyć się do ubogich, musimy zdać sobie sprawę z tego, że pierwszeństwo należy do Niego, gdyż to On otworzył nasze oczy i nasze serce na nawrócenie. Ubodzy nie potrzebują osób, które działają aby zadowolić najpierw siebie. Ubodzy potrzebują miłości, która potrafi się ukryć i zapomnieć o wyrządzonym dobru. Prawdziwym pierwszym planem działania jest Pan oraz ubodzy. Ten, kto oddaje się na służbę, jest narzędziem w ręku Boga, aby ukazać Jego obecność i Jego zbawienie. Wspomina o tym św. Paweł pisząc do chrześcijan w Koryncie, którzy rywalizowali ze sobą pod względem charyzmatów, szukając tych najbardziej prestiżowych: „Nie może więc oko powiedzieć ręce: «Nie jesteś mi potrzebna», albo głowa nogom: «Nie potrzebuję was».” (1 Kor 12, 21). Apostoł czyni ważną uwagę podkreślając, że członki ciała, które wydają się słabsze, są właśnie najbardziej potrzebne (zob. w. 22); „a te, które uważamy za mało godne szacunku, tym większym obdarzamy poszanowaniem. Tak przeto szczególnie się troszczymy o przyzwoitość wstydliwych członków ciała, a te, które nie należą do wstydliwych, tego nie potrzebują.” (w. 23-24). Dając podstawowe nauczanie o charyzmatach, Paweł poucza wspólnotę także o ewangelicznej postawie wobec jej najsłabszych i najbardziej potrzebujących członków. Z dala od uczucia pogardy i litości wobec nich; uczniowie Chrystusa są powołani raczej, aby okazać im szacunek, dać im pierwszeństwo w przekonaniu, że są oni znakiem prawdziwej obecności Jezusa wśród nas. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. (Mt 25,40).
8. Dzięki temu zrozumiałym staje się, jak odległy jest nasz styl życia od stylu życia świata, który chwali, postępuje i naśladuje tych, którzy mają władzę i bogactwo, jednocześnie marginalizując ubogich i uważa ich za odpadki i coś wstydliwego. Słowa Apostoła są zaproszeniem, by wypełnić ewangeliczne wezwanie do solidarności ze słabszymi i mniej obdarzonymi członkami ciała Chrystusowego: „Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współweselą się wszystkie członki” (1 Kor 12,26). Tak samo w Liście do Rzymian napomina nas: „Weselcie się z tymi, którzy się weselą, płaczcie z tymi, którzy płaczą. Bądźcie zgodni we wzajemnych uczuciach! Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne (12,15-16). Takie jest powołanie ucznia Chrystusa; ideał, do którego musimy nieustannie dążyć, aby coraz bardziej asymilować w nas „dążenia Jezusa Chrystusa” (Flp 2, 5).
9. Słowo nadziei staje się naturalnym zakończeniem, do którego prowadzi wiara. Często to właśnie ubodzy podważają naszą obojętność, która jest owocem wizji życia zbyt skoncentrowanego na sobie oraz nadmiernie powiązanego z teraźniejszością. Wołanie ubogiego jest również okrzykiem nadziei, poprzez który manifestuje on pewność, że zostanie wyzwolony. Nadzieja ta oparta jest na miłości Boga, który nie porzuca tego, kto mu się powierza (por. Rz 8, 31-39). Święta Teresa z Ávili napisała w swojej Drodze doskonałości: „Ubóstwo jest dobrem, które zawiera w sobie wszystkie dobra świata; zapewnia nam wielkie panowanie, to znaczy: czyni nas właścicielami wszystkich ziemskich dóbr, ponieważ sprawia, że nimi gardzimy „(2, 5). Na miarę tego, jak jesteśmy w stanie rozpoznać prawdziwe dobro, stajemy się bogaci przed Bogiem oraz mądrzy przed sobą i przed innymi. Jest dokładnie tak: na tyle, na ile zdoła się nadać właściwy i prawdziwy sens bogactwu, wzrasta się w człowieczeństwie i staje się zdolnym do dzielenia się z innymi.
10. Zapraszam braci Biskupów, Kapłanów a w szczególności Diakonów, na których nałożono ręce dla służby ubogim (por. Dz 6,1-7), zapraszam Osoby konsekrowane oraz Świeckich, którzy w parafiach, stowarzyszeniach oraz ruchach dają konkretną odpowiedź Kościoła na wołanie ubogich, aby przeżyli w ten Światowy Dzień Ubogich jako uprzywilejowany moment nowej ewangelizacji. Ubodzy nas ewangelizują, pomagając nam odkrywać każdego dnia piękno Ewangelii. Nie przegapmy tej okazji do bycia łaskawymi. Poczujmy się wszyscy w tym dniu dłużnikami ubogich, abyśmy poprzez wyciągnięte ręce do siebie nawzajem mogli zrealizować zbawcze spotkanie, które umacnia wiarę, urzeczywistnia miłość i umożliwia nadzieję w kroczeniu bezpiecznie na drodze do Pana, który przychodzi.

Franciszek pp

Z Watykanu, 13 czerwca 2018 r
Wspomnienie liturgiczne św. Antoniego z Padwy

INFORMACJA O KORESPONDENCYJNYM KURSIE BIBLIJNYM

Wydział Pedagogiczny Akademii Ignatianum w Krakowie organizuje Korespondencyjny Kurs Biblijny. Celem kursu jest ułatwienie poznania i rozumienia ksiąg Pisma Świętego. W kursie może brać udział każdy zainteresowany Pismem Świętym. Kurs prowadzony jest w wersji tradycyjnej (papierowej) oraz elektronicznej. Informacje o kursie można uzyskać na stronie internetowej: www.kursbiblijny.deon.pl/ oraz pod podanym adresem: e-mailowym oraz adresem pocztowym.
kkb.biuro@gmail.com albo: ks. Zbigniew Marek SJ ul. Zaskale 1, 30-250 Kraków „Kurs Biblijny”.

100.lecie niepodległości Polski u wągrowieckich paulinów

Wągrowiecki klasztor oo. Paulinów stał się jednym z ważniejszych miejsc, w których trwały miejskie obchody jubileuszu 100.lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. W dniu 11 listopada obchody rozpoczęto mszą św. w intencji Ojczyzny, której przewodniczył proboszcz, przełożony klasztoru o. Dariusz Nowicki. Współkoncelebransem o. Emanuel Matusiak. O godz. 19.00 odbył się Koncert pamięci poległych w walce o niepodległość – historyczne pieśni ojczyste oraz „Pieśni Polskie” w wykonaniu Orkiestry Symfoników Bydgoskich, Chóru Akademickiego Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, Wągrowieckiego Chóru Kameralnego oraz Chóru „The Hoor”. Koncert zgromadził wielką rzeszę parafian i sympatyków, którzy zgotowali wykonawcom należną im owację. Organizatorzy wyrazili słowa podziękowania oo. Paulinom za umożliwienie /tym razem już po raz szósty/ zorganizowania koncertu w świątyni parafialnej. W trakcie koncertu rozbrzmiały: Bogurodzica, Gaude Mater Polonia, Rota, pieśń I Brygady Legionów Polskich i inne znane pieśni patriotyczne, a finalnym akcentem był wspólnie odśpiewany hymn Polski. W dniu 12 listopada ponownie jesteśmy na Eucharystii w klasztorze, tym razem w intencji mieszkańców powiatu wągrowieckiego i naszej Ojczyzny. Uroczystej mszy św. koncelebrowanej przewodniczył dziekan wągrowiecki ks. kan. Tomasz Kruszelnicki. Współkoncelebransami byli ks. kan. Piotr Kalinowski – proboszcz parafii farnej i o. Dariusz Nowicki. Obecny był ks. prałat Andrzej Rygielski – emerytowany proboszcz parafii św. Wojciecha. W wygłoszonej homilii celebrans przypomniał heroizm walki polskich patriotów w walce o niepodległość, ich wielką rolę, dzięki którym możemy żyć w wolnej, niepodległej Polsce. W uroczystej mszy św. udział wzięły władze samorządowe i niezliczona liczba pocztów sztandarowych z całego powiatu wągrowieckiego.

Janusz Marczewski

Klasztor Paulinów i Parafia Wniebowzięcia NMP w Wągrowcu, Kościół Piotra i Pawła Wągrowiec, Klasztor Pocysterski