ORĘDZIE PAPIEŻA FRANCISZKA NA XXVII ŚWIATOWY DZIEŃ CHOREGO 2019 r.

„Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie” (Mt 10,8)
Drodzy Bracia i Siostry,

„Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie” (Mt 10,8). Są to słowa wypowiedziane przez Jezusa, gdy wysłał apostołów do szerzenia Ewangelii, aby Jego Królestwo było propagowane przez gesty bezinteresownej miłości.
Z okazji XXVII Światowego Dnia Chorego, który w sposób uroczysty będzie obchodzony w Kalkucie w Indiach dnia 11 lutego 2019 roku, Kościół – Matka wszystkich swoich dzieci, zwłaszcza słabych – pamięta, że gesty wielkodusznego daru, jak te Miłosiernego Samarytanina, są najbardziej wiarygodną drogą ewangelizacji. Opieka nad chorymi wymaga profesjonalizmu i czułości, bezinteresownych gestów, niezwłocznych i prostych, jak zwyczajny dotyk, poprzez które daje się odczuć drugiemu, że jest „ważny”.
Życie jest darem od Boga, jak napomina święty Paweł:„Cóż masz, czego byś nie otrzymał?” (1 Kor 4,7). Egzystencja, właśnie dlatego, że jest darem, nie może być uważana za zwykłe posiadanie czy prywatną własność, zwłaszcza w obliczu zdobyczy medycyny i biotechnologii, które mogłyby doprowadzić człowieka do ulegnięcia pokusie manipulowania „drzewem życia” (por. Rdz 3,24).
W obliczu kultury odrzucenia i obojętności chciałbym stwierdzić, że dar powinien być uznany za paradygmat zdolny do przeciwstawienia się indywidualizmowi i współczesnemu rozdrobnieniu społecznemu, do poruszenia nowych więzi i różnych form współpracy ludzkiej między narodami i kulturami. Dialog, będący warunkiem daru, otwiera relacyjne przestrzenie ludzkiego wzrostu i rozwoju, zdolne przełamać skonsolidowane schematy sprawowania władzy w społeczeństwie. Darowanie nie utożsamia się z czynnością dawania, ponieważ może być ono tak nazwane tylko, jeśli daje się siebie samego. Nie może to być zredukowane do zwyczajnego przekazania jakiejś własności lub przedmiotu. Różni się ono od dawania właśnie dlatego, że zawiera dar z siebie i zakłada pragnienie utworzenia więzi. Dar jest więc wzajemnym uznaniem, które jest konieczną cechą więzi społecznej. W darze kryje się odbicie miłości Bożej, która osiąga punkt kulminacyjny we wcieleniu Jezusa i w wylaniu Ducha Świętego.
Każdy człowiek jest biedny, potrzebujący i ubogi. Kiedy rodzimy się, aby żyć, potrzebujemy opieki naszych rodziców. Stąd w żadnej fazie i na żadnym etapie życia nikt z nas nie jest w stanie całkowicie uwolnić się od potrzeby i pomocy innych, nie jest też nigdy w stanie przezwyciężyć granicy bezsilności przed kimś lub przed czymś. To jest ten stan, który charakteryzuje nasze bycie „stworzeniami”. Uczciwe uznanie tej prawdy zachęca nas do pozostawania pokornymi i do praktykowania z odwagą solidarności jako cnoty nieodzownej dla istnienia.
Ta świadomość przynagla nas do działania odpowiedzialnego i przemyślanego, mając na uwadze dobro, które jest jednocześnie osobiste i wspólne. Tylko kiedy człowiek pojmuje siebie nie jako zamknięty świat, ale jako kogoś ze swej natury związanego ze wszystkimi innymi – jako „bracia” – możliwa jest praktyka solidarności społecznej, oparta na dobru wspólnym. Nie wolno nam się bać uznać siebie za potrzebujących i niezdolnych zapewnić sobie wszystkiego, czego potrzebujemy, gdyż sami o własnych siłach nie jesteśmy w stanie pokonać wszystkich ograniczeń. Nie obawiajmy się tej prawdy, ponieważ sam Bóg w Jezusie pochylił się (por. Flp 2,8) i pochyla nad nami i naszym ubóstwem, aby nam pomóc i dać te dobra, których sami sobie nie jesteśmy w stanie zapewnić.
Na okoliczność uroczystej celebracji w Indiach chciałbym z radością i podziwem przypomnieć postać Świętej Matki Teresy z Kalkuty, wzorca miłości, która uwidoczniła miłość Boga wobec ubogich i chorych. Jak stwierdziłem w czasie jej kanonizacji, „Matka Teresa przez całe swoje życie była hojną szafarką Bożego miłosierdzia, gotową do służenia wszystkim przez przyjmowanie i obronę ludzkiego życia, tego nienarodzonego oraz tego opuszczonego i odrzuconego. (…) Pochylała się nad osobami wyczerpanymi, pozostawionymi śmierci na poboczach dróg, rozpoznając w nich godność daną im przez Boga; zabierała głos wobec możnych tej ziemi, aby uznali swoje winy wobec zbrodni (…) ubóstwa stworzonego przez nich samych. Miłosierdzie było dla niej ‘solą’, która nadaje smak każdemu jej działaniu i ‘światłem’ rozjaśniającym ciemności tych, którzy nie mieli już nawet łez, aby płakać nad swoim ubóstwem i cierpieniem. Jej misja na obrzeżach miast i na egzystencjalnych peryferiach pozostaje w naszych czasach wymownym świadectwem Bożej bliskości wobec najbiedniejszych z biednych” (Homilia, 4 września 2016).
Święta Matka Teresa pomaga nam zrozumieć, że jedynym kryterium działania musi być bezinteresowna miłość wobec wszystkich, bez względu na język, kulturę, grupę etniczną czy religię. Jej przykład nadal prowadzi nas do poszerzania horyzontów radości i nadziei dla ludzkości potrzebującej zrozumienia i czułości; zwłaszcza dla tych, którzy cierpią.
Ludzka wielkoduszność jest zaczynem działania wolontariuszy, którzy mają wielkie znaczenie w sektorze społeczno-medycznym i którzy w wymowny sposób żyją duchowością Miłosiernego Samarytanina. Dziękuję i wspieram wszystkie stowarzyszenia wolontariackie, które zajmują się transportem i ratowaniem pacjentów, które zapewniają dawstwo krwi, tkanek i organów. Szczególnym obszarem, w którym Wasza obecność wyraża optykę Kościoła, jest ochrona praw chorych, zwłaszcza tych cierpiących na choroby wymagające specjalnej opieki, nie zapominając także o wymiarze zwiększania świadomości i profilaktyki. Wasza służba wolontaryjna w strukturach służby zdrowia i domowych ma ogromne znaczenie, począwszy od opieki zdrowotnej po wsparcie duchowe. Korzysta z niej wielu chorych, samotnych, ludzi w podeszłym wieku, słabych psychicznie i fizycznie. Zachęcam Was, abyście nadal byli znakiem obecności Kościoła w zsekularyzowanym świecie. Wolontariusz jest bezinteresownym przyjacielem, któremu można powierzyć myśli i emocje; poprzez słuchanie tworzy on warunki, w których chory, nie jest już biernym obiektem opieki, ale staje się aktywnym podmiotem i bohaterem wzajemnej relacji, zdolnym do odzyskania nadziei i lepiej przygotowanym do zaakceptowania leczenia. Wolontariat komunikuje wartości, zachowania i style życia, które w centrum mają pasję obdarowywania. W ten sposób realizuje się humanizacja opieki.
Postawa bezinteresowności powinna pobudzać przede wszystkim katolickie placówki opieki zdrowotnej, ponieważ to właśnie logika Ewangelii określa ich działanie, zarówno na obszarach najbardziej zaawansowanych, jak i w miejscach najtrudniejszych. Katolickie placówki są powołane, aby wyrażać istotę daru, darmowości i solidarności, w odpowiedzi na logikę zysku za wszelką cenę, logikę dawania, aby otrzymywać, logikę wyzysku nie zwracającego uwagi na ludzi.
Wzywam Was wszystkich, na różnych poziomach, do promowania kultury bezinteresowności i daru, niezbędnych do przezwyciężenia kultury zysku i odrzucenia. Katolickie instytucje opieki medycznej nie powinny wpadać w myślenie biznesowe, ale dbać o opiekę nad człowiekiem, bardziej niż o zysk. Wiemy, że zdrowie jest relacyjne, zależy od interakcji z innymi i potrzebuje zaufania, przyjaźni i solidarności. To jest dobro, którym można się cieszyć „w pełni” wyłącznie, gdy się nim dzieli. Wskaźnikiem zdrowia chrześcijanina jest radość z bezinteresownego daru.
Was wszystkich zawierzam Maryi, Uzdrowieniu chorych. Niech nam pomaga dzielić się darami otrzymanymi w duchu dialogu i wzajemnego przyjęcia, abyśmy żyli jak bracia i siostry, uważni na potrzeby jedni drugich, abyśmy wiedzieli, jak dawać z sercem hojnym i uczyli się radości z bezinteresownej służby. Z miłością zapewniam wszystkich o mojej bliskości w modlitwie i z serca udzielam Apostolskiego Błogosławieństwa.

Watykan, 25 listopada 2018
Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

Bóg pisze prosto po liniach krzywych

Tomasz Dostatni OP

„Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię…”. To słowa, które bezpośrednio odnoszą się do zrozumienia powołania prorockiego, a konkretnie do proroka Jeremiasza. Ale słowa te również możemy odnieść do każdego z nas. Ich piękno i sens mówią nam, że wyszliśmy z ręki Boga i że Bogu na nas zależy. Piękno tych słów przejawia się również w tym, że każdy od początku swojego istnienia jest przez Boga „kształtowany”, to znaczy prowadzony, umacniany, Boża Opatrzność nad nim czuwa. Świadomość opieki Bożej, jej wyczuwalność pozwala człowiekowi przez całe życie wsłuchiwać się w głos, który nas karmi i prowadzi.
Opis powołania proroka Jeremiasza uwypukla także i to, że ten, którego Pan wybiera na sługę swojego Słowa, który ma iść i głosić, zostaje przez Boga do tego w szczególny sposób przygotowany. „Wstań i mów wszystko, co ci rozkaże… Nie lękaj się… Uczynię cię twierdzą warowną, kolumną ze stali i murem spiżowym… Ja jestem z tobą… i będę cię ochraniać” – te słowa Boga potwierdzają pewność misji Jeremiasza, a zarazem nam mówią, iż człowiek wybrany przez Boga do specjalnej misji może pociągnąć przyprowadzić do Niego innych. W Biblii jest kilka opisów powołania człowieka przez Boga i wszystkie są godne rozważania, np. powołanie Samuela, Dawida, Izajasza, Mateusza czy Pawła. Zawsze Bóg jest niesamowicie blisko człowieka, któremu okazuje w widoczny sposób swoją miłość.
„Miłość ponad wszystko i we wszystkim”. Hymn o miłości, który znamy dobrze, pozwala nam, dzisiaj go odczytującym, zrozumieć swoje właściwe miejsce w świecie, zarówno tym wielkim, jak i tym małym. Myślę, że każdy z nas powinien kilka razy w roku przeczytać ten hymn z wielką uwagą i wewnętrzną pokorą. Nie żyjemy sami, zawsze w większej czy mniejszej wspólnocie z innymi ludźmi. Dlatego słowa świętego Pawła mogą spełniać rolę jakby rachunku sumienia, a równocześnie mogą być modlitwą pragnienia, które stale się urzeczywistnia. „Miłość cierpliwa jest…, nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą… Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy…” Proponuję tym, dla których ten hymn jest bliski, aby próbowali tak go odczytywać i tak nim się modlić, aby w miejsce słowa miłość wstawić swoje imię. I zobaczyć, jakie wymagania miłość – sam Chrystus nazwany tak przez Jana – nam stawia.
Jaki jestem i czego Pan oczekuje ode mnie. Spróbujmy takiego rachunku sumienia. Myślę, że warto. Jedna z wielu definicji miłości, której autorem jest św. Tomasz, mówi, że miłość to pragnienie dobra dla drugiego człowieka. W codziennym życiu trudno czasami dostrzec dobro bliźniego przed własnym, ale nie ma innego wyjścia.
Jezusa nie można zabić, Jezusa można wypędzić. Doświadczenie modlitwy i spotkania Jezusa ze swoimi ziomkami w synagodze w Nazarecie jest doświadczeniem szczególnym. Jezus został odtrącony przez swoich. Ten sam proces może się dokonywać także w naszym życiu. To dramat, który może przerodzić się w egzystencjalną tragedię. Odtrącony przeze mnie Jezus po prostu odchodzi. Oddala się. Byłaby to wizja tragiczna, lecz Ewangelia nam przypomina np. opowieść o powrocie Syna marnotrawnego, inaczej nazywaną opowieścią o miłosiernym Ojcu oraz o pasterzu, który zostawia wszystkie owce, aby szukać tej jednej zaginionej. Te opowieści napawają radością i nadzieją, że Bóg nie odwraca się od człowieka, nawet gdyby człowiek sam odwrócił się od Niego. Miłość silniejsza jest od nienawiści, a łaska od zwątpienia.

Uroczystość Św. Pawła Pierwszego Pustelnika u wągrowieckich paulinów

 

Już po raz szósty przeżywaliśmy patronalne święto zakonu paulinów, tradycyjne „Pawełki”, uroczystość poświęconą Patriarsze Zakonu – Świętemu Pawłowi Pierwszemu Pustelnikowi. Dni poprzedzające to nowenna wypełniona modlitwą, by za wstawiennictwem Patriarchy wypraszać potrzebne nam łaski, a także dziękować Bogu i Matce Najświętszej za wszelkie dary, którymi nas Bóg obdarzył w minionym roku, poprzez owoce pracy naszych wągrowieckich ojców i braci paulinów. Te dni, kiedy wraz z naszymi paulinami przeżywaliśmy uroczystości poświęcone Św. Pawłowi Pustelnikowi, mogliśmy bardziej poczuć się członkami wielkiej rodziny paulińskiej. Co prawda należymy do najmłodszej stażem wspólnoty paulińskiej, to jednak te wszystkie, wspólnie przeżywane chwile i głoszone nauki przybliżyły nam po raz kolejny postać Patriarchy i jego oddziaływanie na naszą osobowość, a także lepsze rozumienie istoty powołań zakonnych i paulińskiej dewizy „Solus cum Deo solo”. Tegoroczne uroczystości po raz pierwszy przebiegały u nas w duchowej łączności z Matką Bożą Częstochowską, która od kilkudziesięciu dni towarzyszy naszej wspólnocie parafialnej z nowego ołtarza, w Jej częstochowskim wizerunku, ofiarowanym nam przez o. Mariana Waligórę Przeora Jasnej Góry. Wypada nam wspomnieć, że pierwszym „Pawełkom” w 2014 r. przewodniczył ks. bp Krzysztof Wętkowski – biskup pomocniczy Archidiecezji Gnieźnieńskiej, a każdego roku ojcowie paulini zadbali o wysoką rangę tego u nas przeżywanego święta. W kolejnych latach, mszy św. wieńczącej nowennę poświęconą Św. Pawłowi przewodniczyli: Abp Henryk Muszyński – prymas senior, Ks. bp Artur Miziński – Sekretarz Generalny Konferencji Episkopatu Polski, Ks. bp Andrzej Suski – ordynariusz toruński, Ks. Abp Stanisław Gądecki – Metropolita Poznański Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. I w tym roku, z wielką radością powitaliśmy Ks. bpa Andrzeja Przybylskiego – biskupa pomocniczego Archidiecezji Częstochowskiej, który przewodniczył mszy św. i naszej modlitwie. Koncelebransem był o. Dariusz Nowicki, a we mszy uczestniczył również wicedziekan wągrowiecki ks. kan. Witold Chmielewski. W wygłoszonej homilii celebrans wiele słów poświęcił sile modlitwy. Gdzie jest modlitwa, tam jest Bóg. A jeśli w naszym życiu jest Bóg, to zawsze możemy liczyć na Jego pomoc i wsparcie, tak jak nas tego uczy postawa i życie św. Pawła Pustelnika. Jeśli żyjemy w harmonii z Bogiem, mamy moralne prawo prosić Go o tę pomoc i liczyć na spełnienie naszych oczekiwań. Na tych warunkach zbudowana jest nasza wiara; obyśmy tylko potrafili nie dopuścić, by ona osłabła i zwiodła nas z tej jedynej, właściwej drogi. Punktem kulminacyjnym naszej uroczystości było indywidualne Błogosławieństwo, którego ks. Biskup udzielił wszystkim uczestnikom mszy św., a także możliwość ucałowania relikwii Św. Pawła. Była też okazja skosztowania owoców pustyni. Cała nasza uroczystość odbyła się przy bardzo licznym udziale parafian i gości sympatyzujących z zakonem. Bogu dzięki za ten szczególny dzień i za naukę, którą przyniosła nam nowenna i z nią związane doznania duchowe.   

Janusz Marczewski

 

Paulini zapraszają na „Pawełki”.

Dziewięć dni, czyli nowennę trwają duchowe przygotowania w klasztorze Wągrowieckim i we wszystkich klasztorach paulińskich przed uroczystością św. Pawła Pierwszego Pustelnika. To dziewięciodniowe nabożeństwo nazywane jest popularnie „Pawełkami”. Najbardziej uroczyście jest ono celebrowane w największej wspólnocie paulińskiej – na Jasnej Górze w Częstochowie.

W sobotę 12 stycznia rozpoczął się pierwszy dzień nowenny. W klasztorze wągrowieckim połączona jest ona z Mszą św. o godz. 18.00. Przez 9 kolejnych wieczorów Paulini gromadzą się na specjalnej modlitwie ku czci św. Pawła Pustelnika.

Nabożeństwo „pawełkowe” ma swoją bogatą historię i liturgię. Celebrans w otoczeniu asysty i ministrantów, po okadzeniu relikwii św. Pawła, intonuje jeden z dwóch hymnów opowiadających o prześladowaniu chrześcijan i życiu św. Pawła na pustyni. Hymny śpiewają na przemian zakonnicy i wierni przy akompaniamencie organów. Po zakończeniu śpiewu, podczas homilii kaznodzieja przypomina życie i misję św. Pawła z Teb. Każdego dnia nauka przybliżająca charakterystyczne rysy 800-letniej duchowości zakonnej. Zakończeniem każdego dnia „Pawełek” jest akt czci – ucałowanie przez wszystkich wiernych relikwii św. Pawła Pustelnika. 
Święty Paweł z pustyni egipskiej jest głównym wzorem życia w samotności i na kontemplacji dla ponad 500 współcześnie żyjących zakonników paulińskich. Według przekazu św. Hieronima z IV wieku św. Paweł z Teb żył aż 113 lat, z czego prawie 90 lat spędził na modlitwie w samotności pustyni. Dlatego też został obrany za głównego patrona przez powstający na Węgrzech w XIII wieku Zakonu Paulinów i tak jest do dzisiaj.
Nabożeństwo „Pawełek” gromadzi już od wielu lat tych, którzy skupieni są we wspólnotach i parafiach gdzie posługują Paulini. W naszej archidiecezji są to parafie Biechowo i Wągrowiec. Św. Paweł Pustelnik uznawany jest za szczególnego patrona i opiekuna matek spodziewających się rozwiązania lub pragnących mieć potomstwo, a także – jest szczególnym patronem dzieci.
Dlatego zapraszamy do uczestnictwa w tych niezwykłych nabożeństwach. Najbardziej jednak wszystkich mieszkańców Wągrowca, gdzie Paulini od 5 lat pełnią swoją posługę. Warto poznać korzenie ich życia zakonnego i charyzmatycznego, choć mało znanego patrona, św. Pawła I-go Pustelnika z Teb. 
W niedzielę 20.01. br. na zakończenie nabożeństw o godz. 12.30 w kościele pw. Wniebowzięcia NMP w Wągrowcu Eucharystii będzie przewodniczył ks. bp Andrzej Przybylski z Częstochowy. Po Mszy św. nastąpi specjalne błogosławieństwo dla dzieci. Każdy będzie też mógł spróbować owoców pustyni. Serdecznie zapraszamy.

O. Dariusz Nowicki OSPPE
Przełożony wągrowieckiego klasztoru

 
  •  

 

 

 

Pospiesznym do Jezusa

 

Augustyn Pelanowski OSPPE

Zanim Jezus nauczył się chodzić, zanim powiedział pierwsze słowo, zanim uczynił pierwszy cud, mógł już udać się do drugiego człowieka w Niej – w Maryi. Ona umożliwiła Mu dotarcie do człowieka, zanim On urodził się jako człowiek. Ona stała się pierwszym apostołem. Tak zostało na zawsze. Również i dziś Maryja przybliża Jezusa najszybciej. Łukasz mówi, że Jej droga odbywała się w pośpiechu. Możemy to tak rozumieć, że Jej droga przybliżania nam Jezusa jest szybsza niż zwykła droga dochodzenia do Niego.
Kiedy czytamy, że Maryja weszła do domu Elżbiety i ją pozdrowiła, nie możemy oprzeć się skojarzeniu ze zwiastowaniem. Zachowała się dokładnie tak jak anioł Gabriel. Jej osobiste spotkanie z Gabrielem sprawiło, że tak samo zaczęła zachowywać się wobec tych, którym przynosiła Jezusa i przynosi.
Być może i ty, jak Elżbieta, oczekujesz kogoś, kto by przyniósł ci odmianę życia. Elżbieta wyraźnie zmieniła się po ujrzeniu Maryi, poczuła napełnienie Duchem Świętym. Być napełnionym, to nie czuć w sobie pustki. Czujemy ją zawsze, dopóki szukamy spełnienia we wszystkim oprócz Boga. Począwszy od chipsów, a skończywszy na filmach, nic nie da człowiekowi poczucia pełni i satysfakcji z istnienia, oprócz Ducha Świętego.
Każdy człowiek wybiera najszybszą drogę do osiągnięcia jakiegokolwiek celu. Denerwujemy się na opóźnienie pociągu. Odczuwamy wstyd, gdy sami się spóźniamy. Bóg się nie spóźnia. Dał nam nawet szansę spotkania z Nim szybciej, niż gdybyśmy tego oczekiwali. Tą szansą jest Maryja. Wystarczy jeden Różaniec, który zadziała jak telefon interwencyjny, i jesteśmy w ramionach Ducha Świętego. Przestrzeń, którą Syn Boży choćby raz dotknął swoją obecnością, na zawsze staje się przestrzenią dotykającą Jego Obecnością. Jej łono, Jej wnętrze, Jej serce zostało wypełnione obecnością Ducha Świętego i obecnością Jezusa, i tak już zawsze będzie. Spotykając Ją, nie sposób uniknąć spotkania Jezusa. Ci, którzy zastanawiają się, czy modlić się do Jezusa, czy do Maryi, nie wiedzą, że takie rozdzielenie jest niemożliwe. Jeden z moich przyjaciół prowadził dyskusję z pastorem zboru zielonoświątkowego. W pewnej chwili zapytał go o to, do kogo ludzie z jego wspólnoty przychodzą prosić o modlitwę wstawienniczą. Odpowiedział, że do niego. Wtedy zapytał go, dlaczego. Na co zdziwiony pastor odrzekł, że ludzie uważają modlitwę pasterza za skuteczniejszą, ponieważ sądzą, że pasterz wspólnoty ma bliższy kontakt z Jezusem. Mój przyjaciel dalej pytał, czy gdyby istniała osoba na ziemi, która znałaby Jezusa najbliżej, to czy pozwoliłby swoim owieczkom do niej się udawać? Odpowiedział, że tak. Tym razem już wyraźnie zapytał, czy zna kogoś na świecie, kto miałby bliższy kontakt z Jezusem niż Jego Matka. Oczywiście ów pastor nie dał się przekonać, ale my pozwólmy sobie na pospieszny kontakt z Jezusem, czyli na przyjęcie Maryi choćby dziś, kiedy Jego przyjście jest tak bliskie.

Matka Boża Częstochowska zamieszkała u Wniebowziętej w Wągrowcu

 

Przywitaliśmy dzisiaj, w naszej wągrowieckiej świątyni paulińskiej, ikonę Matki Bożej Częstochowskiej. Można by rzec, Czarna Madonna zamieszkała u Wniebowziętej. To wyjątkowy dzień w historii parafii, to dzień, w którym Opatrzność darzy nas tym wspaniałym darem w roku 100.lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Po 40.latach od ostatniej wizyty, Matka Boża Częstochowska przybywa do nas na „pobyt stały”. Dokładnie przed 40.laty, w sobotę 9 grudnia 1978 r., w ramach peregrynacji Kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej po polskich parafiach, przyjęliśmy z wielką, nieukrywaną ufnością Jej wizerunek w naszej świątyni. Wówczas, naszej wielkiej modlitwie przewodniczył sufragan gnieźnieński ks. bp Jan Czerniak, w asyście proboszcza ks. prałata Zenona Willi. Są zapewne wśród nas osoby, które pamiętają tamto wydarzenie i mogą o tym zaświadczyć. Minęło 40 lat; żyjemy w innej, wolnej Polsce, która obchodzi 100.lecie odzyskania niepodległości. Jakże znamiennym jest fakt, że właśnie dzisiaj witamy w tym samym miejscu Kopię Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, którą witamy z wielką wdzięcznością, że już teraz, na zawsze pozostanie z nami, w przygotowanym dla Niej miejscu naszej, paulińskiej świątyni, pod opieką naszych oo. Paulinów. Ufamy, że Ona, podobnie jak w częstochowskim Sanktuarium, znajdzie godne miejsce, w którym również my odnajdziemy i poczujemy bliskość Królowej Pustelników. Przypomnijmy ! Ideę sprowadzenia Kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej do naszej świątyni, zainaugurował o. Mariusz Tabulski OSPPE – Definitor Generalny Zakonu Paulinów, w trakcie spotkania z członkami Rady Duszpasterskiej i Ekonomicznej, w ramach przeprowadzanej zwyczajnej wizytacji kanonicznej, w dniu 20 maja 2017 r. Wraz z tym terminem rozgorzały nasze pragnienia, by ten zamiar ziścił się jak najwcześniej. O. Dariusz Nowicki uznał wiosną br., że najlepszym terminem realizacji naszych marzeń, będzie 40.rocznica peregrynacji Obrazu z 1978 r., i to właśnie w święto Niepokalanego Poczęcia NMP. Zlecono przygotowanie ołtarza; projekt, wykonanie i montaż przeprowadziła wągrowiecka firma Produkcyjno-Handlowo-Usługowa „Pinco” p. Mariusza Pinkowskiego z synem Radosławem. Nasza prośba wniesiona do Zakonu Paulinów została pozytywnie rozpatrzona. Na ręce o. Mariana Waligóry przeora Jasnej Góry kierujemy nasze podziękowanie za ten przyjazny dar, poprzez który czujemy się tym bardziej członkami wielkiej rodziny paulińskiej. Przypomnijmy, obraz został poświęcony w dniu 24 listopada 2018 r. – w wigilię uroczystości JEZUSA CHRYSTUSA, KRÓLA WSZECHŚWIATA – przez Metropolitę Częstochowskiego abpa Wacława Depo i przejęty przez naszych przedstawicieli pod przewodnictwem o. Dariusza Nowickiego, którzy pielgrzymowali na Jasną Górę w dniach 24-25 listopada. Dzień dzisiejszy – 9.grudnia A.D. 2018 – na naszą uroczystość poświecenia nowego ołtarza Matki Bożej Częstochowskiej, obok bardzo licznej rzeszy parafian i gości, przybył specjalnie Przeor Jasnej Góry o. Marian Waligóra, który dokonał poświęcenia ołtarza i przewodniczył mszy św. koncelebrowanej. Współkoncelebransami byli: o. Dariusz Nowicki, o. Melchior Królik i o. Dariusz Szuba. Obecny był dziekan wągrowiecki ks. Tomasz Kruszelnicki.
Naszą uroczystość poprzedziły rekolekcje, które poprowadził o. Melchior Królik – jasnogórski archiwista i świadek cudów i łask, jakie Matka Boża wyprasza od wieków na Jasnej Górze. Mieliśmy niecodzienną okazję, by poznać heroizm życia Matki Bożej i Jej niesłabnącą na nami opiekę.
O. Przeorowi Marianowi Waligórze i rekolekcjoniście o. Melchiorowi Królikowi dziękujemy za obecność wśród nas w tym wyjątkowym dla nas dniu, który na zawsze zapisze się w historii parafii, jako jednoczący nas z wielką rodziną paulińską.
Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej świecisz Bramie, otocz nas swym orędownictwem poprzez Twój częstochowski wizerunek, odsłaniany dzisiaj w naszej wągrowieckiej świątyni. Pozostań z nami na zawsze.

Janusz Marczewski

Zatęsknij !

Augustyn Pelanowski OSPPE

Czas nadejścia Chrystusa nie był wydarzeniem rozreklamowanym na całym świecie. Wystąpienie Jana Chrzciciela dokonało się na odległej prowincji Imperium. Skromność tego wydarzenia daje wiele do myślenia. Jan był rzeczywiście głosem wołającym na pustyni, głosem Boga rozlegającym się w świecie, w którym niewielu chciało słuchać Bożych napomnień.
Podobnie może być dzisiaj. Przyjście Jezusa do mnie lub do Ciebie odbywa się skromnie, na marginesie wielkich wydarzeń lub kłótni sejmowych. Akurat teraz, kiedy czytasz ten komentarz, Bóg czyta Twoje myśli i pragnie dopatrzyć się wzruszenia sumienia, pragnienia przemiany, tęsknoty za Nim. Nikt nie odczuwa szczęścia w tym, za czym prawdziwe wcześniej nie zatęsknił. Dlatego Bóg szuka w Tobie tęsknoty za nawróceniem. Jeśli ją masz, On umożliwi ci naprawienie Twojej ścieżki życia. Najwyższy bowiem daje człowiekowi to, za czym on naprawdę tęskni. Mamy czas do śmierci, gdyż po niej wcale nie będziemy inni niż za życia. Jeśli za życia tęskniliśmy tylko za dobrami materialnymi, władzą, wykorzystaniem innych, urządzeniem siebie w komforcie, po śmierci odkryjemy w sobie to samo, ale tam już będzie za późno na nawrócenie i tęsknotę za duchowym wzrostem. Pozostaniemy wiecznie złaknionymi tego, co zostawiliśmy na ziemi, a czego w niebie nie będzie. Wieczny, dręczący głód, nieskończone niezaspokojenie i rozpacz pomyłki, której nie da się naprawić. Wieczność stanie się bezdrożem, prowadzącym do coraz większej rozpaczy. Czy zdajesz sobie sprawę, że właśnie w tym momencie, gdy czytasz ten komentarz, Bóg przygląda się Tobie i doszukuje się tęsknoty za nawróceniem? Nie otrzymasz łaski nawrócenia, jeśli za nią naprawdę nie tęsknisz. Nadejście Chrystusa będzie wyprostowaniem moich i twoich ścieżek, podniesieniem w górę tych, co zapadli się w doliny smutku, upokorzeniem tych, co swą wyniosłością wznieśli się jak góry, spoglądając na innych z wysoka, surowym wyprostowaniem krętaczy i zaleczeniem poranionych z ich udręczenia, żalu i nieprzebaczenia.
Wołanie Jana opowiada tylko o drogach krzywych, wyboistych, wyniosłych, zdołowanych. Każdy człowiek podąża do celu wiecznego, ale żaden człowiek nie potrafi naprawić swojej drogi bez łaski Boga. Łaska jest dostępna dla tych, którzy okazują skruchę, dokonując pokuty. O to właśnie chodziło Janowi wówczas i dziś o to samo chodzi. Chrystus przychodzi każdego roku w dniach obchodzenia Jego narodzin. Mamy przygotować dla Niego drogę, aby mógł do nas przyjść. Przygotować drogę, to właśnie wydobyć się z dołu rozpaczy, zrezygnować z górowania nad innymi, zrezygnować z kłamliwego krętaczenia, uleczyć rany wyboiste w swoim sumieniu. Wszystko to możliwe jest dzięki skrusze i pokucie. Miłosierdzie chodzi tylko po ścieżkach skruchy, podobnie jak łódź płynie tylko po wodzie, a ptak tylko wznosi się w powietrze, albo samochód tylko jedzie po ulicy. Skrucha daje człowiekowi nadzieję i wydobywa go z rozpaczy oraz zwątpienia, uniemożliwia pychę i wyniosłość, demaskuje osobiste kłamstwa oraz leczy żal i złość, jakie gnieżdżą się w naszych krzywdach.

W mocy Bożego Ducha. List pasterski arcybiskupa metropolity gnieźnieńskiego Prymasa Polski na I niedzielę Adwentu

1. Czuwajcie i módlcie się, bo nasz Pan przychodzi.
Daj mi poznać Twoje drogi, Panie, naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami. Prowadź mnie w prawdzie według swych pouczeń (Ps 25(24), 4-5).
Słowami zaczerpniętymi ze śpiewanego przed chwilą psalmu pragnę Was wszystkich, Siostry i Bracia, serdecznie pozdrowić. U progu rozpoczynającego się Adwentu wraz z Wami proszę dobrego Boga, by uczył nas swoich dróg i prowadził po swoich ścieżkach. Dar czasu, który po raz kolejny otrzymujemy, chciejmy spożytkować nie tyle na realizację własnych planów i zamierzeń, ile raczej na odkrycie tego, czego On od nas oczekuje. Bóg bowiem, obdarowując nas swoją łaską i miłosierdziem, daje nam poznać w naszej codzienności swoją wolę. Uczy nas jednocześnie wypełniać ją w naszym życiu. Jako chrześcijanie możemy prawdziwie żyć i dawać świadectwo jedynie w mocy Bożego Ducha. O tym chcemy pamiętać i tego doświadczać zarówno w tym szczególnym adwentowym czasie, jak i w rozpoczynającym się dziś wraz z nim nowym roku duszpasterskim i liturgicznym.
Drodzy moi!
Szukając Bożych dróg musimy wyraźnie usłyszeć i przyjąć obietnicę, którą przynosi ze sobą dzisiejsze słowo: Oto nadchodzą dni, kiedy wypełnię pomyślną zapowiedź, jaką obwieściłem domowi izraelskiemu i domowi judzkiemu (Jer 33,14). O jaką zapowiedź chodzi? Co Bóg obwieścił, a teraz zrealizuje? Chodzi oczywiście o przyjście Syna Bożego. Adwent jest czasem oczekiwania na to przyjście z nadzieją i radością. Jak wskazywał nam papież Benedykt XVI: Syn Boży przyszedł już do Betlejem przeszło dwadzieścia wieków temu, wchodzi jednak w każdej chwili do duszy i do wspólnoty gotowej Go przyjąć, a przyjdzie ponownie przy końcu czasów, aby sądzić żywych i umarłych. Uwierzmy więc i bądźmy gotowi. To nie jest metafora ani abstrakcyjna wizja. Słowo Boże pokazuje nam przecież, że Pan jest wierny swoim zapowiedziom, a ich wypełnienie jest pewne. W ten sposób Słowo Boże pozwala nam żyć nadzieją i jednocześnie wzywa nas do czuwania i modlitwy. Mamy oderwać się od tego, co nas ogranicza i zniewala, spróbować wyciszyć w sobie hałas świata i zwrócić się całym sercem ku Bogu, który przychodząc daje nam swojego Ducha.
2. Weźmijcie Ducha Świętego.
W rozpoczynającym się dziś roku liturgicznym i duszpasterskim przeżywać będziemy rocznicę szczególnego wydarzenia, które na trwałe wpisało się w dzieje naszej Ojczyzny i świętowojciechowej archidiecezji. W czerwcu 2019 roku minie 40 lat od pierwszej pielgrzymki papieża Jana Pawła II do Polski, podczas której odwiedził również Gniezno. Wielu z nas pamięta, a młodsi znają z przekazów i relacji, tę wielką radość, jaka towarzyszyła wizycie Ojca Świętego. Jakby powiew nowego ducha. Na trwałe zapisały się w naszej pamięci jego słowa wypowiedziane z wielką mocą na warszawskim Placu Zwycięstwa: Wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II, papież. Wołam z całej głębi tego Tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi! Było to wołanie o przemieniającą moc Ducha Świętego, o Jego obecność w naszym życiu i życiu naszej Ojczyzny. A dzień później, na gnieźnieńskim Wzgórzu Lecha usłyszeliśmy pełną nadziei zachętę: Pójdziemy razem tą drogą naszych dziejów (…) Pójdziemy ku przeszłości. Nie pójdziemy jednakże w przeszłość. Pójdziemy ku przyszłości! Weźmijcie Ducha Świętego!
Drodzy Siostry i Bracia!
Przyjęliśmy to papieskie wezwanie, aby iść razem w mocy Bożego Ducha. Przyjęliśmy zapewnienie, że towarzyszyć nam będzie Jego moc. Przyjęliśmy ojcowskie pouczenie, abyśmy byli uważni i otwarci na Ducha Świętego, abyśmy o Jego mocy nie zapominali i jej nie lekceważyli. Wchodzimy w czas Adwentu i zarazem nowy rok liturgiczny i duszpasterski ze świadomością wielu trudności i niepokojów, jakie trapią naszą Ojczyznę, Europę i świat. Dlatego również dziś potrzebujemy mocy Ducha Świętego, który uczy nas żyć w prawdzie. Potrzebujemy mocy Ducha Świętego, aby nie trwać w obojętności, samozadowoleniu, gniewie czy niechęci. Potrzebujemy mocy Ducha Świętego, by iść do tych, którzy na różny sposób potrzebują naszej pomocy, troski i obecności. To Jego mocą zdolni jesteśmy przetrwać próby i przezwyciężać siebie samych. W jego promieniach – jak pisał Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński przed swoim ingresem do katedry gnieźnieńskiej, którego 70. rocznicę obchodzić będziemy w lutym 2019 roku – dostrzeżemy, żeśmy przecież dziećmi Bożymi, żeśmy braćmi i siostrami, żeśmy wspólnotą rodzinną, domową, ojczystą, żeśmy zrośnięci sercami, zwarci dłońmi w trudzie codziennej pracy.
3. Idźcie w mocy Bożego Ducha
Świadomi otrzymanego daru i prowadzeni mocą Ducha Świętego mamy nie tylko sami – jak pouczył nas dziś św. Paweł – stawać się coraz doskonalszymi, ale mamy podejmować misję Kościoła we wszystkich jego wymiarach, poczynając od naszych rodzin i parafii, w naszej archidiecezji i ukochanej Ojczyźnie. Mówił nam o tym św. Jan Paweł II podczas wspomnianej już pierwszej pielgrzymki do Polski. Dzień Zielonych Świąt – wołał w Gnieźnie – jest dniem narodzin wiary i Kościoła również na naszej polskiej ziemi. Jest to początek przepowiadania wielkich spraw Bożych również w naszym polskim języku. Jest to początek chrześcijaństwa również w życiu naszego narodu: w jego dziejach, w jego kulturze, w jego doświadczeniach. Obdarowani łaską wiary i mocą Ducha Świętego jesteśmy więc wezwani, aby z odwagą głosić światu Ewangelię i ukazywać, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jesteśmy nimi przez przyjęcie sakramentu Chrztu świętego, Eucharystii i Bierzmowania. Każda i każdy z nas został w ten sposób włączony, wszczepiony w Chrystusa i w Kościół, który narodził się w Wieczerniku po to, aby iść. Dlatego w nowym roku duszpasterskim chcemy w sposób szczególny zastanowić się nad jakością i wiarygodnością naszego świadectwa dawanego Chrystusowi. Szczególną okazją do tego będzie Ogólnopolski Kongres Ewangelizacyjny, który odbędzie się w Gnieźnie w październiku 2019 roku i który poświęcony będzie ewangelizacji rodzin. To one są bowiem pierwszym miejscem wzajemnego uświęcenia. Świadectwo rodziców i dziadków jest niezastąpioną szkołą, w której młody człowiek uczy się nie tylko miłości i troski, ale może również doświadczyć owoców życia uległego wobec natchnień Ducha. Dlatego w wymiarze diecezjalnym, wraz z rodzicami, katechetami i duszpasterzami, chcemy podjąć nową formę przygotowania do sakramentu Bierzmowania. Jej filarami będą szkoła modlitwy i doświadczenie wspólnoty. Ufam, że stanie się ona konkretną i owocną pomocą dla młodych ludzi w dobrym przygotowaniu do sakramentu Bierzmowania, który jeszcze ściślej zjednoczy ich z Kościołem i jego posłaniem świadczenia o Chrystusie (KKK, 1313). Proszę, abyśmy to dzieło realizowali wspólnie. Wszyscy bowiem jesteśmy Kościołem i musimy myśleć o nim jako o żywym organizmie, złożonym z osób, które znamy i z którymi podążamy, a nie jako instytucji abstrakcyjnej i odległej. Jestem przekonany, że wszyscy – jak wyraził to papież Franciszek – nosimy w sobie pragnienie Kościoła radosnego, mającego oblicze mamy, która rozumie, towarzyszy i pociesza.

Umiłowani w Panu Siostry i Bracia!
Wkraczając w nowy rok liturgiczny i duszpasterski życzę nam wszystkim, abyśmy otwierali nasze serca i pozwolili prowadzić się Bogu w mocy Jego Ducha. Przygotowując się bowiem do tajemnicy Bożego narodzenia, idziemy drogą Ludu Bożego, aby przyjąć Syna, który przyszedł nam objawić, że Bóg jest nie tylko sprawiedliwością, ale także i przede wszystkim miłością. Kiedy Go prawdziwie przyjmiemy, będziemy potrafili być zarówno bliżej siebie, w naszych rodzinach i wspólnotach, jak i bliżej tych, którzy cierpią duchowy i materialny niedostatek – ubogich, opuszczonych, pomijanych, niedoskonałych. Tajemnica, którą niesie Boże Narodzenie, jest również tajemnicą naszego posłania. W naszych codziennych doświadczeniach, spotkaniach, rozmowach bądźmy głosicielami i orędownikami pokoju, przebaczenia i pojednania, których źródłem jest Boże Dziecię. Tego z całego serca wszystkim życzę i w tym duchu na adwentową drogę każdej i każdemu z Was błogosławię, prosząc, abyście i o mnie w swoich modlitwach pamiętali.

† Wojciech Polak
Arcybiskup Metropolita Gnieźnieński
Prymas Polski

Rentgen sumień

Augustyn Pelanowski OSPPE

Trudno zapewne uwierzyć w to wszystko, co Jezus zapowiedział o znakach poprzedzających Jego przyjście, tym, którzy ciągle żyją w błogiej nieświadomości prawd objawionych. Nie da się sprowadzić zapowiedzi Jezusa jedynie do metafory. W czasach, w których raz po raz słyszymy o tsunami, wzmianka o trwodze narodów wobec szumu morza nie wydaje się już czymś fantastycznym. Rozumiemy także ostrzeżenie Jezusa o znakach na słońcu czy księżycu lub gwiazdach, gdy coraz częściej słyszymy o możliwości zderzenia się z Ziemią asteroidów średnicy kilkudziesięciu kilometrów.
W czasie ostatniego lata ludzie mdleli nie tylko ze strachu, ale i z upałów. Jeśli działanie promieni słońca doprowadziło do tysięcy zgonów ludzi chorych na serce, to co się stanie, gdy Słońce Sprawiedliwości, czyli Jezus Chrystus, rozbłyśnie nad naszym niebem? Ileż ludzi o duchowo chorym sercu nie wytrzyma tego „upału”? Przyroda wykroczyła ze swych granic podobnie jak człowiek, który przekroczył granice przykazań. Zdaje się, że możemy spodziewać się dalszej eskalacji zjawisk w świecie fizycznym, bo i człowiek posuwa się w swych nienormalnych, a nawet perwersyjnych pomysłach. W tym rozszalałym moralnie i fizycznie świecie mamy zachowywać mimo wszystko wstrzemięźliwość przed złem. Mimo presji społecznej, mimo mody i trendów kulturowych. Obżarstwo, pijaństwo, troski o komfort życia sprawiają, że serce jest ociężałe, pozbawione czujności duchowej sumienia. Można przegapić najważniejsze nawiedzenie ludzkości: powtórne przyjście Chrystusa. Jezus wzywa do modlitwy, bo dzień Jego przyjścia będzie tak niespodziewany i wstrząsający, że dla wielu stanie się potrzaskiem, atakiem serca, tsunami duszy. Objawienie się Syna Bożego będzie też jednoczesnym wydobyciem z naszego wnętrza wszystkiego, co w sobie ukrywamy. Wszystkie sprawy wyjdą na jaw. Gdy Bóg objawi się, my też doznamy objawienia się nas samych i tego, czym naprawdę jesteśmy! Nagłe objawienie się prawdy Boga spowoduje prześwietlenie wszystkich sumień i wielu ludzi nie wytrzyma objawienia się zawartości ich duszy, która okaże się obliczem wykrzywionym w grymasie podłości i wyniosłości, a nie uśmiechniętą maską dobroci.
Opowiadano mi swego czasu tragiczną historię o pewnej artystce, która uległa poparzeniu i musiała być poddana operacji plastycznej. Jej twarz została zeszpecona, ale dopóki leżała w łóżku szpitalnym z obandażowaną twarzą, przyjmowała odwiedzających ją przyjaciół oraz rodzinę i spotkania były pełne radości i coraz lepszego samopoczucia. Pewnego dnia mogła wstać i zdjęto jej opatrunki z twarzy. Stanęła przed lustrem. Widok oblicza był dla niej takim wstrząsem, że z rozpaczy odebrała sobie życie. Myślę o tym wydarzeniu, ponieważ takim właśnie dniem prawdy o obliczu naszej duszy będzie Dzień Pański. Nie wszyscy wytrzymają zderzenie z prawdą o samych sobie. Mogą znaleźć się tacy, którzy samych siebie odrzucą, nie zgodzą się na oblicze swej duszy i zapadną się w otchłań samoodrzucenia. Nie to jest prawdą o nas, co o sobie myślimy, lecz to, co się objawi w świetle Dnia Pańskiego

Klasztor Paulinów i Parafia Wniebowzięcia NMP w Wągrowcu, Kościół Piotra i Pawła Wągrowiec, Klasztor Pocysterski