n200805_014

633 Lata POLSKICH PAULINÓW

cz. 1.

Czytam dzieje tego zakonu, jednego z najmniejszych zgromadzeń, przeglądam stare annały, śledzę wyblakły ciąg dawnego pisma, pochylam się nad szeregiem imion i nazwisk o obcym, węgierskim brzmieniu lub swojskim, znajomym wydźwięku. Przesuwają się przede mną zawiłe historie odeszłych pokoleń mnichów i proste zdarzenia, jakby wczoraj spełnione, dopiero co zapisane, drobne fakty i wielkie sprawy – po prostu zwyczajne życie. Ze wzruszeniem odbieram przestrogę krakowskiego kronikarza klasztoru na Skałce z XVII wieku, abym nie doczekał tak ciężkich czasów jak jego – bo Wisła pola zalała, resztę zbiorów grad pobił, woda przez dach dziurawy przecieka, a morowe powietrze zagraża rodzajowi ludzkiemu. Idzie z tych kart, z tych starych przekazów dawna tradycja zakonu paulinów, sięgająca w odległe kręgi pierwszych wieków chrześcijaństwa. Zakon ten bowiem swych prapoczątków doszukuje się w czasach, gdy „światem rządzili prześladowcy Kościoła – Decjusz i Walerian, a na stolicy kartagińskiej wspólnoty kościelnej zasiadał Cyprian, biskup i męczennik”, zaś na pustyni tebaidzkiej wiódł długi swój żywot Paweł Pustelnik. Pierwszym nazwany.

Czytaj dalej

św Paweł I Pustelnik

Bohater ostatecznych decyzji człowieka

Św. Paweł Pustelnik – bohater ostatecznych decyzji człowieka

l. Duch bezwzględnego szukania Boga 
Dzisiejsza liturgia Słowa zbudowana jest według takiej paraleli. Z jednej strony Abraham — patriarcha, o którym i wierni Starego i wierni Nowego Przymierza głosili, iż jest ojcem naszej wiary. A w ślad za nimi pokolenie szukających Boga. To jest myśl wiodąca dzisiejszej liturgii Słowa. Odpowiada tej myśli charakter święta, jakie dzisiaj obchodzą Ojcowie Paulini. Wraz z Kościołem całym zwracają się myślą, czcią i sercem do swojego Założyciela, a raczej do swojego Patriarchy, ponieważ nie on ich, ściśle biorąc, zakładał jako zakon, ale on — św. Paweł Pustelnik — stworzył prawzór powołania, jakiemu służy zakonna rodzina Ojców Paulinów.

I w ślad za nim nasze pokolenie szukających Pana, szukających w tym samym duchu, a przynajmniej starających się naśladować tego ducha bezwzględnego szukania Boga, tego ducha św. Pawła I Pustelnika. Taka jest główna paralela dzisiejszej liturgii Słowa, którą przyszliśmy tu przeżywać wspólnie z Ojcami i Braćmi Paulinami na Skałce, przyszliśmy przeżywać w tej szczególnej wspólnocie młodzieży akademickiej, która tutaj ma swoje duszpasterstwo, a także we wspólnocie innych wiernych, dla których ten kościół jest miejscem spotkania z Bogiem.

I z radością przeżywamy to święto Zakonu paulińskiego tym bardziej, że jest to Zakon tak bardzo głęboko wpisany w dzieje naszej Ojczyzny, zarówno poprzez Skałkę, jak i przez Jasną Górę. Zarówno przez św. Stanisława biskupa, męczennika i Patrona Polski, jak poprzez Ojca Kordeckiego i dzieje „potopu”, a nade wszystko poprzez Matkę Bożą Jasnogórską, która jest Matką i Królową Ojczyzny naszej. To wszystko mamy w pamięci, gdy się tutaj gromadzimy w pośrodku synów duchowych św. Pawła I Pustelnika, a zarazem otaczając ich w tym dniu.

2. Pustelnik — człowiek, który daje radykalne świadectwo światu
Co to znaczy pustelnik? Wszyscy mamy na ten temat swoje wyobrażenia. Człowiek żyjący na pustkowiu. Człowiek, który na to pustkowie trafił, rzucając świat. Bardzo dosadnie było to wyrażone w dzisiejszej liturgii w śpiewie Alleluja, przy pomocy słów św. Pawła Apostoła. To porzucenie świata, pogarda świata. Jednakże nie myślimy, że dominantą powołania pustelnika, powołania św. Pawła I Pustelnika jest pogarda świata. To nie byłaby postawa do głębi ewangeliczna. Dominantą, istotą tego powołania jest miłość Boga nade wszystko. Nade wszystko to, co człowieka może wiązać ze światem, z doczesnością, z ziemią, z rodziną, z Ojczyzną, nawet poniekąd z nim samym. Jest to szczególny charyzmat, jest to szczególne powołanie. Pan Bóg dawał takie powołania ludziom i również dzisiaj je daje. W jakim celu dał Bóg takie powołania, w jakim celu powołał św. Pawła I Pustelnika? W jakim celu daje i dzisiaj takie same powołania, jeśli nie takie same, to podobne? Jeśliby na to pytanie wypadło odpowiedzieć jednym słowem, to trzeba użyć słowa — świadectwo.

Są potrzebni ludzie, potrzebni Kościołowi i światu, światu i Kościołowi są potrzebni ludzie, którzy dają radykalne świadectwo. Nie wszyscy ludzie mogą tak żyć i nie wszyscy ludzie mogą takie świadectwo dawać. Ale są potrzebni tacy, którzy takie świadectwo radykalne dadzą. Co się w tym świadectwie wyraża? Wyraża się perspektywa ludzkiego powołania w ogóle. Bo przecież nikt z nas nie jest ostatecznie stworzony dla świata. Wiemy dobrze, że w świecie przemijamy. Nie możemy w nim zapuścić korzeni na wieczność. Wiemy też dobrze, że nie możemy się w tym świecie zrealizować do końca, spełnić do końca. Każde życie ludzkie choćby nie wiadomo jak udane, jest w wymiarach doczesności niedokończone.

Niedokończone, ponieważ nie znalazły w tym życiu odpowiedzi wszystkie dążenia, pragnienia, tęsknoty i najgłębsze potrzeby ducha ludzkiego. Otóż pustelnik, właśnie taki Paweł, którego Kościół dziś wspomina, a zwłaszcza jego duchowi synowie, daje temu światu świadectwo. Świadectwo w sposób radykalny, ażeby takie świadectwo dać, osobiście wyrzeka się wszystkiego. Wyrzeka się świata, maksymalnie od niego odchodzi, nie przede wszystkim po to, żeby świat potępić, żeby mu okazać wzgardę, tylko żeby otworzyć przed nim pełną perspektywę powołania człowieka. Tę perspektywę, przez którą również nasze ziemskie bytowanie ze wszystkim, co ono w sobie niesie ma swój ostateczny sens.

3. Prawzór powołania nie tylko dla zakonnej rodziny Ojców Paulinów
Pustelnik św. Paweł to jest taki bohater ostatecznych decyzji człowieka, który dla ich wypowiedzenia, ażeby dać im świadectwo, odchodzi od świata i żyje dla samego Boga w maksymalnym wyrzeczeniu siebie. To jest wyjaśnienie historyczne, ale jest to równocześnie wyjaśnienie istotowe. Taki jest sens powołania św. Pawła I Pustelnika, ale także i wielu innych powołań, a przez analogię powołania chrześcijańskiego w ogóle.

Spróbujmy z tego rozważania wyciągnąć wnioski dla siebie, to znaczy ludzi, którzy żyją w świecie. Którzy mają swoje obowiązki, którzy bynajmniej nie czują w swej duszy wezwania do takiego odejścia od świata, jak nasz dzisiejszy święty, chociaż mamy inne powołania, chociaż mamy żyć w świecie, chociaż przygotowujemy się do pożytecznego zawodu, do służby społeczeństwu, chcemy pracować dla drugich, chcemy — może w większości — założyć rodziny, mieć męża czy żonę, wychowywać dzieci. To moi drodzy i moje drogie studentki i studenci, oraz wszyscy słuchacze, chociaż takie jest nasze powołanie i my również mamy dawać świadectwo.

Świadectwo Bogu, świadectwo Chrystusowi Panu, Ewangelii i to jest dobrą nowiną dla wszystkich, i jest drogą dla wszystkich, i dla św. Pawła i dla osób żyjących w świecie, dla ojców i matek rodzin, dla lekarzy i inżynierów, dla nauczycieli i nauczycielek, dla wszystkich bez wyjątku. Wszyscy mamy, dawać świadectwo Bogu, świadectwo Chrystusowi na drodze naszego powołania. I dobrze, jeżeli na to świadectwo, na tę drogę, która jest naszą, rzuci takie wielkie światło jakiś bohater ostatecznych przeznaczeń człowieka. Bo to świadectwo w nas się odzwierciedla. Ono nam pomaga dawać świadectwo na tych drogach, którymi sami idziemy, również i w tych warunkach, w tym kształcie życia, które tworzymy wewnątrz świata, w środku ludzi. Może nawet czasem to świadectwo jest trudniejsze.

4. Oby wielki duch św. Pawła Pustelnika kształtował tę Wspólnotę tak drogą każdemu Polakowi
Moi drodzy, razem z Wami pragnę złożyć — korzystając z obecności na uroczystości świętego Patriarchy — najlepsze życzenia naszym drogim Stróżom Jasnej Góry i Skałki, ażeby wielki duch ich Patriarchy — świętego Pawła — ożywiał serca, myśli, wolę, ażeby kształtował całą Ich Wspólnotę, która tak droga jest każdemu Polakowi ze względu na doniosłe wydarzenia historyczne, którymi Zakon pauliński związał się na przestrzeni długich dziejów.

Niech te życzenia będą jakby przedłużeniem wigilii i opłatka, który tu dzisiaj pragniemy przeżyć, skoro mamy jeszcze przed oczyma żłóbek betlejemski, gwiazdę Trzech Mędrców i tę wielką tajemnicę, która rozświetla życie każdego człowieka, która wskazuje jak bardzo Bóg sam wszedł w życie człowieka i wtedy się także nie dziwimy, że byli ludzie, którzy dla tego Boga, co tak bardzo wszedł w życie człowieka, rzucali wszystko i szli za Nim samym, ażeby dla Niego bez reszty poświęcić swoje życie. Amen.

Ks. Karol Kardynał Wojtyła
Przemówienie do studentów Duszpasterstwa Akademickiego na Skałce w Krakowie, 15. I. 1975 r.
MIESIĘCZNIK JASNA GÓRA 1/1984

św Paweł I Pustelnik

sp11

Żywot świętego Pawła

   Żywot świętego Pawła

   Żywot św. Pawła Pierwszego Pustelnika nakreślił św. Hieronim. Ukazał go jako pierwszego i największego chrześcijańskiego pustelnika.

   Paweł przyszedł na świat prawdopodobnie w 228 r. w Tebaidzie na terenie dzisiejszego Egiptu.

Pochodził z zamożnej rodziny, która dbała o jego wykształcenie w kulturze greckiej i egipskiej. Miał łagodne usposobienie i bardzo kochał Boga. W wieku 16 lat, wraz z zamężną siostrą, odziedziczył wielki majątek po śmierci obojga rodziców.

   Spokój jego życia przerwało srogie prześladowanie chrześcijan przez cesarza Decjana (249-251). Młody Paweł ukrywał się najpierw w swej posiadłości. Jednak zagrożony chciwością szwagra, który pragnął zagarnąć jego majątek, wydając go w ręce prześladowców – uciekł na pustynię tebańską. Mieszkał w grocie, o której św. Hieronim napisał: „Można było… dostrzec nieliczne pomieszczenia w rozpadlinach skalnych, w których dało się zauważyć zardzewiałe już kowadła i młoty, których używa się do bicia pieniędzy. Pisma Egipcjan podają, iż miejsce to służyło jako warsztat, gdzie bito fałszywe monety w tych burzliwych czasach, kiedy to Antoniusz złączył się z Kleopatrą”.

   Za odzienie posłużyły pustelnikowi liście rosnącej tam palmy, za napój – tryskające niedaleko źródło. Pożywieniem były figi, a gdy drzewo przestało rodzić owoce – Bóg zatroszczył się o niego wysyłając każdego dnia kruka, z pół bochenkiem chleba.

   Eremita umiłowany w mieszkaniu jakby podarowanym mu przez Stwórcę, przeżył na modlitwie i w samotności całe życie. W tym ludzkim odosobnieniu i opuszczeniu Paweł wzmocnił swą więź z Bogiem i dobrowolnie z miłością przyjął warunki, do których zmusiła go ludzka podłość. Choć miał wątłe zdrowie pokutował w stałym zjednoczeniu z Bogiem i otaczającym go stworzeniem.

   Pod konie życia, gdy sędziwy samotnik miał już 113 lat, odwiedził go św. Antoni, zwany Wielkim. Św. Hieronim opisuje, że ów mnich został powiadomiony we śnie przez Boga o istnieniu innego, większego od siebie pustelnika. Aby się z nim spotkać i się mu pokłonić, czcigodny starzec Antoni wybrał się w drogę.

   Po niebezpiecznym pielgrzymowaniu dotarł do Pawłowej pustelni. Nasycona nadprzyrodzonością  atmosfera jedności, miłości i pokory towarzyszyła temu spotkaniu. Bóg wspomógł pustelników przysyłając kruka z całym bochenkiem chleba. Pod koniec spotkania, św. Paweł przepowiadając swoją śmierć, poprosił gościa, aby przyniósł mu płaszcz biskupa Atanazego. Znak złożenia obumarłego ciała w owym płaszczu byłby potwierdzeniem przynależności Tebajczyka do prawowitej wiary. Gdy Antoni wrócił z płaszczem, ciało gospodarza było już martwe. Wzniesione ku gorze w modlitewnym geście ramiona, były dowodem całkowitego oddania się Bogu świątobliwego pustelnika. Na Boże wezwanie dwa lwy wykopały grób eremicie. One też wraz z krukiem i palmą znalazły się w późniejszym herbie Zakonu Paulinów.

   Kolebką tej wspólnoty były Węgry. Tam właśnie Bartłomiej – bp Pecs, napotkał licznie żyjących pustelników. Przez sen przemówił doń Bóg zapraszając do zgromadzenia rozproszonych eremitów. W roku 1225 Bartłomiejowi udało się zgromadzić pustelników w jedną wspólnotę, która od 1263 r. przyjęła nazwę „Bracia św. Pawła Pierwszego Pustelnika”. Stąd łaciński skrót: OSPPE.

   Wszyscy znani powszechnie pustelnicy trzynastu wieków wywodzą się nieprzerwanym pochodzeniem od jednego ojca – św. Pawła, który będąc autorem i mistrzem pustelników, jest mistrzem z uwagi na uczniów, jest autorytetem względem pustelników – naśladowców. Takim właśnie nazywa go Kościół.

Tekst pochodzi z książki Od Teb przez naddunajskie pustelnie do jasnych wzgórz. 

logo Roku Życia konsekrowanego

ROK ŻYCIA KONSEKROWANEGO

30 listopada 2014- 2 lutego 2016

Chcemy być na nowo obudzeni i porwani do głębokiego przeżywania naszego powołania.

Z woli papieża Franciszka od pierwszej niedzieli Adwentu 2014 r. do 2 lutego 2016 r. w całym Kościele trwa Rok Życia Konsekrowanego. Jest on przeżywany pod hasłem:

„Ewangelia, proroctwo, nadzieja – życie konsekrowane w Kościele dzisiaj”.

Osoba konsekrowana większości ludzi kojarzy się z bratem lub siostrą zakonną, czy też jakąś wspólnotą, do której oni należą, rzadziej z osobą świecką, żyjącą pośród nas. Ten rodzaj powołania nie jest powszechnie znany i nie często też brany pod uwagę czy proponowany w ramach rozeznania swej życiowej drogi. Bywa także mało znany samym kapłanom, którzy znając je, mogliby proponować tę drogę szukającym u nich porady.

Świecki konsekrowany to kobieta bądź mężczyzna, którzy podobnie jak inni świeccy pracują czy uczą się. Taka osoba nie wyróżnia się wyglądem, jak to dzieje się w przypadku sióstr czy braci zakonnych, nie uczestniczy w życiu wspólnotowym klasztoru czy zgromadzenia, nie nosi stroju zakonnego i nie da się rozpoznać po znakach zewnętrznych, lecz żyje w zwykłych warunkach domowych. Często prawie nikt nie wie o tym, że dana osoba całkowicie poświęciła się na służbę Bogu, kościołowi i bliźnim.

Świecki konsekrowany poprzez takie życie chce dawać świadectwo chrześcijaństwa zaangażowanego, głęboko przeżywanego w często szarej codzienności. Taki sposób życia może przypominać wspólnotę pierwszych chrześcijan opisaną w Dziejach Apostolskich: ludzi, którzy żyli z pracy rąk swoich, którzy borykali się z problemami dnia codziennego, życia małżeńskiego, rodzinnego czy społecznego, a mimo to utrzymywali z Jezusem niezwykle bliski związek, dzięki któremu wzrastali we wzajemnej miłości.

Świecki konsekrowany przyjmuje to, co w konsekracji jest istotne: zobowiązanie do życia zgodnego z trzema ślubami: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa – nie w klasztorze, ale w sytuacji zwykłego życia. Czy jest to w ogóle możliwe?

Odpowiedź przychodzi od samego Chrystusa, który dzielił warunki życia ludzi swojej epoki, pozostając jednocześnie ubogi, czysty i posłuszny Ojcu. Jego uczniowie żyli podobnie.

Konsekracja świeckiego to swego rodzaju przedłużenie konsekracji, którą każdy chrześcijanin otrzymał w czasie chrztu. Przez chrzest jesteśmy konsekrowani, czyli wybrani przez Boga i dla Boga.

Świeckie życie konsekrowane to: Instytuty świeckie, Stowarzyszenia życia apostolskiego oraz Indywidualne formy życia konsekrowanego, czyli dziewice konsekrowane, wdowy i wdowcy konsekrowani, eremici, eremitki.

ŻYCIE ZAKONNE

Powołanie do życia zakonnego jest darem wyjątkowym. Jego istotą nie są najbardziej nawet specyficzne formy aktywności i charyzmaty, lecz tożsamość osoby powołanej do wyjątkowej więzi z Chrystusem, naśladowanie Go w sposób radykalny.

Naśladować Chrystusa nie znaczy być lepszym czy świętszym. To droga, w której osoba konsekrowana stara się, by uczucia i cnoty Jezusa stały się programem i stylem jej życia. Osoba konsekrowana odpowiada na wezwanie Chrystusa, który wybiera, powołuje. To nie ja wybieram życie zakonne, to nie ja poświęcam się Bogu, ale to On mnie wzywa, to On mnie uświęca. Podobnie przecież było z uczniami Jezusa. To On ich wybrał, a oni tylko odpowiedzieli i poszli za Nim. Inicjatywa nie należy do człowieka: „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem”

Życie zakonne to postawa życiowa, choć często wyróżnia się ono zewnętrznymi znakami, jak strój zakonny (habit) czy w przypadku zakonów, potocznie nazywanych „niehabitowe”, widoczny emblemat.

Ten całkowity dar z siebie i z własnego życia streszcza się w praktyce w ślubach ubóstwa, czystości i posłuszeństwa.

Ubóstwa jednak nie należy rozumieć jako nędzy, nieszczęścia i cierpienia – negatywnej rzeczywistości, będącej najczęściej owocem niesprawiedliwości. W kontekście biblijnym ubóstwo to pokora, prostota i zdolność dzielenia się. To prawda, że w zakonach żyje się w ubóstwie rzeczy, ale przede wszystkim w ubóstwie ducha, zadowalając się tym, co się ma i niczego się nie domagając. Ubóstwo w konsekracji jest darem jednych dla drugich, z oczywistym ograniczeniem używania dóbr na wzór Chrystusa ubogiego (lecz nie nędzarza).

Poprzez ślub czystości zakochujemy się w jednej osobie, jaką jest Chrystus. Jest to powołanie do dziewictwa, które przeżywane jest również w wymiarze daru dla bliźnich, kochania ich takimi, jakimi są, pamiętając, że Chrystus pierwszy ich umiłował.

Poprzez posłuszeństwo konsekrowany ofiarowuje Bogu swoją wolę – wolną i zdolną do podejmowania osobistych decyzji, ale podporządkowaną woli przełożonych, w których rozpoznaje głos Boży. Najcenniejsze spośród darów Boga – wolność i wolę – wykorzystuje ku temu, by przedkładać to, co proponuje Bóg, ponad to, co człowiek sam by wybrał.

W drodze naśladowania Chrystusa osobie zakonnej towarzyszy wspólnota: w doświadczeniu wspólnoty i braterstwa odtwarza się życie uczniów zgromadzonych wokół Jezusa. Nie ona wybiera sobie braci, ale to Chrystus włącza ją we wspólnotę braterską. W ten sposób może żyć i świadczyć o wartości miłości miłosiernej i uczestniczyć w miłości Chrystusa, w Jego miłości do Ojca i braci, w miłości, która zapomina o sobie.

KAPŁAŃSTWO

Konsekrowani mężczyźni niejednokrotnie odkrywają także powołanie do kapłaństwa, które jest wyjątkowym wezwaniem od Boga, niepojętym darem. Powołanie do kapłaństwa to nie wybór zawodu, ale to ścisłe zjednoczenie z Chrystusem, by być wiernymi szafarzami Bożych tajemnic, nie kierując się względami ludzkimi, lecz jedynie miłością Boga i bliźniego. Dzięki „szafowaniu Bożymi tajemnicami” – sakramentami – kapłani sprawiają, że Jezus jest obecny wśród swojego ludu.

Chociaż nie jest możliwe określenie hierarchii powołań, gdyż wszystkie są darem Boga i wyrazem charyzmatów, jakie Duch Święty wzbudza w Kościele, to jednak powołanie do kapłaństwa jawi się jako najistotniejsze. Gdyby bowiem zabrakło wyświeconych szafarzy, brakowałoby możliwości uświęcania innych form życia poświęconego Bogu.

Każdy mężczyzna, a szczególnie ten, który przez konsekrację, już ofiarował się całkowicie Bogu, stając u progu swojego kapłaństwa musi odpowiedzieć sobie na pytanie: Co to znaczy być kapłanem? – Według św. Pawła kapłan jest przede wszystkim szafarzem Bożych tajemnic. „Szafarz nie jest właścicielem. Jest tym, któremu właściciel powierza swoje dobra, ażeby nimi zarządzał w sposób sprawiedliwy i odpowiedzialny. To właśnie kapłan otrzymuje od Chrystusa dobra zbawienia, ażeby je we właściwy sposób rozdzielał ludziom, do których jest posłany” – wspomina Jan Paweł II w książce Dar i Tajemnica. Powołanie kapłańskie to misterium, niezgłębiona tajemnica między Bogiem a człowiekiem, tajemnica powołania do świętości.

POWOŁANIE MISYJNE

Podstawowym wymiarem naszego powołania do życia chrześcijańskiego jest misja. Kiedy Bóg napełnia nas swoimi darami, czyni to, ponieważ pragnie, abyśmy stali się ich hojnymi rozdawcami wobec naszych braci i sióstr. W Bożym planie wobec człowieka nie ma daru, który mógłby on zatrzymać wyłącznie dla siebie. Misją staje się nasze osobiste współdziałanie z planem Boga.

Powołanie misyjne ad gentes to przede wszystkim dar. Wystarczałoby przywołać tutaj postać misjonarza, którym był Apostoł Paweł. Ewangelia to dar, którego nie można zatrzymać dla siebie, lecz trzeba nieść ją do wszystkich, aż po krańce ziemi. Głoszenie królestwa Bożego, oznajmiania Dobrej Nowiny o Jezusie z Nazaretu i budowa małych wspólnot, żyjących jedną wiarą, stanowi przedmiot pracy misjonarzy. Misje wymagają odejścia, porzucenia troski o samych siebie na rzecz innych.

JEDNI Z NAS

Ogłaszając Rok Życia Konsekrowanego, papież Franciszek powiedział: „Życie konsekrowane jest złożone – jest pełne łaski, ale i grzeszności. W tym roku pragniemy uznać i wyznać nasze słabości, pragniemy też z mocą pokazać światu, ile wśród nas jest świętości i żywotności. Jak wiele jest świętości ukrytej w naszych domach, klasztorach, ale przez to nie mniej owocnej, która sprawia, że konsekrowani są <żywymi ikonami Boga> po trzykroć Świętego”.

W całym świecie żyje ponad 950 tys. osób konsekrowanych, sióstr i braci zakonnych, osób należących do instytutów świeckich i do indywidualnych form życia konsekrowanego. Jest ich ponad dwa razy więcej niż kapłanów (410 tys.). W Polsce mamy prawie 35 tys. osób konsekrowanych. Statystycznie co tysięczny Polak i Polka jest osobą konsekrowaną. Żyją obok nas i między nami. Od setek lat modlitwą, pracą i świadectwem ubogacają życie Kościoła i społeczeństwa. Tak bardzo wrośli w naszą codzienność, że prawie nie zauważamy ich pracy, ofiarności i przykładu, a jednak tak trudno wyobrazić sobie życie Kościoła bez ich świadectwa i poświęcenia.

Rok Życia Konsekrowanego to czas modlitwy o nowe i święte powołania do służby Bogu i ludziom we wspólnocie Kościoła.

logo Roku Życia konsekrowanego

biblia-luz

Biblia – podręcznik miłości prawdziwej

Żadna inna książka ani księga nie mówi o miłości więcej niż Pismo Święte. W Biblii słowo miłość jest wielokrotnie odmienione przez wszystkie przypadki. Skoro pada ono tak często, musi być niezwykle ważne w oczach Boga. Warto przyjrzeć się, do jakiej miłości zachęca nas na kartach Pisma Świętego sam Jezus.

 

Miłość Boga i bliźniego

 

Przykazanie miłości, jak stwierdza sam Jezus, jest pierwszym spośród wszystkich. Oznacza to, że spełnianie wszystkich przykazań Bożych, kościelnych i wszystkich zasad dotyczących powinności chrześcijanina nie mają sensu bez miłości. Jak stwierdza sam Jezus, to właśnie miłość jest „doskonałym wypełnieniem prawa”. Jeżeli kocham drugiego, to nigdy go nie okradnę, nie okłamię, nie zdradzę, nie skrzywdzę. Jeśli prawdziwie kocham Boga, nikt nie będzie musiał narzucać mi obowiązku uczestniczenia we Mszy Świętej, bo sama miłość przynagli mnie do tego, aby z Nim przebywać. Zatem spełniając przykazanie miłości, wypełniamy wszystkie przykazania i całe prawo Boże.

 

To przykazanie można podzielić na dwie zasadnicze części: pierwsza z nich dotyczy miłości do Boga, natomiast druga miłości do bliźniego. Obie części są równie ważne i jedna nie może funkcjonować w pełni bez drugiej. Prawdziwa miłość Boga idzie zawsze w parze z miłością drugiego człowieka. Podobnie nie można prawdziwie kochać bliźniego, bez miłości do Boga.

 

Miłowanie Boga, do jakiego zobowiązani jesteśmy przykazaniem, to umiłowanie Go w każdy możliwy sposób i w każdym znaczeniu: myślą, sercem i duszą. Bliźniego jesteśmy zobowiązani kochać jak samego siebie – to poważne zobowiązanie, które ma konkretne konsekwencje dla naszego działania. Skoro kocham bliźniego na równi z sobą, to oznacza, że muszę pozbyć się wszelkiego egoizmu. Potrzeby drugiego człowieka muszą być dla mnie na równi z moimi własnymi. To nieproste zadanie, bo jako ludzie mamy skłonność do dbania o „własne sprawy”. Choć często mamy dla swojego zachowania usprawiedliwienie i zamiast „egoizm” mówimy „zaradność”, musimy mieć świadomość, że nie do tego zachęca nas Jezus. Miłość chrześcijańska to dostrzeganie drugiego człowieka i troska o jego sprawy na równi z naszymi własnymi. 

 

Świat, w którym obecnie żyjemy, przekonuje, że opłaca się być sprytnym, że kosztem drugiego człowieka można się wzbogacić, że istnieje tzw. „zdrowy egoizm”, że potrzeby innych są ważne, ale tylko do tego momentu, kiedy nie kolidują z moimi potrzebami.

 

Miłość „znakiem rozpoznawczym” chrześcijanina

 

Jezus w bardzo wielu miejscach podkreśla znaczenie miłości Boga i bliźniego, ale warto uświadomić sobie, że właśnie miłość ma być cechą charakterystyczną chrześcijanina. Nie wystarczy inteligencja, pracowitość, oczytanie, a nawet pobożność – tak naprawdę liczy się właśnie miłość. Nie ma chrześcijaństwa bez miłości:

 

Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali? (J 13, 35).

 

Miłość bezwarunkowa

 

Miłość, jaką proponuje nam Jezus, nie zawsze jest prosta, wystawia nas na trudne próby. Chrześcijanin nie jest zobowiązany jedynie do miłości osób przez siebie wybranych, nielicznych, bliskich ani nawet sobie obojętnych. Bóg wymaga od nas umiłowania swoich nieprzyjaciół, miłości wybaczającej i bezwarunkowej:

 

Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. (..) Ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny? (Łk 6, 27–36).

 

Wzorem miłości nieprzyjaciół jest dla nas sam Jezus Chrystus, który wstawia się do Ojca za własnymi oprawcami, za tymi, którzy skazali go na pohańbienie i śmierć, mówiąc: „Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”.

 

Jak można kochać kogoś, kto krzywdzi, kto nie ma litości, kto okrutnie zabija? To nie mieści się w głowie, nie idzie w parze z tym, czego uczy nas świat. Tu jest odwrotnie – swoich wrogów należy zwalczać, niszczyć, pokonywać, udowadniać swoją wyższość nad nimi. To takie bardzo ludzkie, chciałoby się powiedzieć – naturalne. Nie muszę kochać kogoś, kto nienawidzi mnie, a z miłości do kogoś, kto mnie skrzywdził, jestem zwolniony.

 

Miłość nieprzyjaciół to jedna z tych cech, które wyróżniają chrześcijaństwo spośród innych największych religii świata – czyni je wyznaniem trudnym, wymagającym, ale i jedynym prawdziwym. Nie można bowiem odbierać człowiekowi godności, nawet gdy jego zachowanie jest okrutne. W dalszym ciągu jest ukochanym dzieckiem Boga, a skoro tak, to i my zobowiązani jesteśmy miłować go jako swojego bliźniego.

 

Na wzór miłości Boga

 

To właśnie nasz ostateczny cel – choć wydaje się to bardzo trudne, a może nawet niewykonalne, powinniśmy dążyć do takiej miłości, jaką obdarzył nas sam Bóg. On ukochał nas miłością prawdziwą, pełną i całkowicie bezwarunkową. Mimo tego, że przeciwstawiając się Jego woli, zgrzeszyliśmy, On posłał swojego ukochanego Syna na pewną śmierć, abyśmy mogli żyć wiecznie.

 

W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować? (1 J 4, 9–11).

 

W Jezusie Chrystusie miłość Boga objawia się najpełniej. On dobrowolnie przyjął na siebie niesłuszną karę i oddał się w ręce oprawców dla naszego zbawienia. Mając świadomość tak wielkiej miłości Boga – miłujmy siebie wzajemnie.

 

Jedynym źródłem prawdziwej miłości – zdolnej do umiłowania bliźniego, a nawet swego nieprzyjaciela, zdolnej wybaczać i zapominać – jest sam Bóg, o czym zaświadcza nam Jezus: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej!” (J 15, 9). 

 

Karolina Polak 

Klasztor Paulinów i Parafia Wniebowzięcia NMP w Wągrowcu, Kościół Piotra i Pawła Wągrowiec, Klasztor Pocysterski