t6

Modlitwa pełna ufności

Jakub Kołacz SJ

Kiedy uczniowie Jezusa poprosili swego Mistrza, aby nauczył ich modlitwy – co zaowocowało słowami Ojcze nasz (por. Łk 11, 2-4) – uczynili to z potrzeby serca, ale też trochę z zazdrości wobec uczniów Jana Chrzciciela, który nauczył swych uczniów rozmawiać z Ojcem (por. Łk 11, 1). Wnioskujemy stąd, że skoro Jan “ich nauczył”, to musiało to być coś innego niż tradycyjna modlitwa Izraelitów, ponieważ tę już znali.

Jan Chrzciciel może zatem posłużyć jako przykład ilustrujący prawdę, że mistrzowie duchowi potrzebni są między innymi po to, by uczyli nas modlitwy, czyli tego, jak mówić do Boga i jak Go słuchać. W wyjątkowych przypadkach, gdy mamy do czynienia z wielkimi mistykami, powtarza się sytuacja ze wspomnianego jedenastego rozdziału Ewangelii Łukasza: to sam Pan Jezus uczy swych wiernych modlitwy, ci zaś przekazują ją innym, powiększając tym samym bogaty skarbiec naszej duchowości.

Przypowieść o gwałtownej burzy

Pośród bogatych treści Dzienniczka Siostry Faustyny znalazło się także takie opowiadanie: “Zbudziła mnie wielka burza, wicher szalał i deszcz, jakoby chmura była oberwana, co chwila uderzały pioruny. Zaczęłam się modlić, aby burza nie wyrządziła żadnej szkody; wtem usłyszałam te słowa: «Odmów tę koronkę, której cię nauczyłem, a burza ustanie». Zaraz zaczęłam odmawiać tę koroneczkę i nawet jej nie skończyłam, a burza nagle ustała i usłyszałam słowa: «Przez nią uprosisz wszystko, jeżeli to, o co prosisz, będzie zgodne z wolą Moją»”‘. Czytaj dalej

aug_pawel_3

Wyjątki z Żywotu św. Pawła Pierwszego Pustelnika


Wyjątki z Żywotu św. Pawła Pierwszego Pustelnika św. Hieronima, kapłana

(rozdz. 2. 4-7. 9-16. 18; 74) 

Podczas prześladowania za Decjusza i Waleriana sroga nawałnica pustoszyła w Egipcie i Tebaidzie wiele Kościołów. W tym czasie żył w dolnej Tebaidzie wraz z siostrą, która była już mężatką, około szesnastoletni Paweł, któremu rodzice umierając przekazali znaczny majątek; bardzo wykształcony w naukach tak greckich, jak i egipskich, o łagodnym usposobieniu, wielce kochający Boga. Gdy wybuchła burza prześladowania, przebywał w odosobnieniu, w nieco oddalonej posiadłości wiejskiej. Do czegóż to jednak nie popchniesz ludzkich serc, o przeklęta żądzo złota? Mąż siostry zaczął żywić chęć wydania tego, którego powinien ukrywać. Gdy to jednak spostrzegł bardzo roztropny młodzieniec, zbiegł w górskie pustkowia i oczekując zakończenia prześladowania, przyjął dobrowolnie to, do czego zmusiła go konieczność. 

Posuwając się powoli coraz to dalej, natrafił na skalistą górę, u podnóża której znajdowała się niezbyt wielka jaskinia zamknięta kamieniem. Odsunąwszy go spostrzegł wewnątrz duży przedsionek, który szerokimi gałęziami osłaniała z góry rosnąca pod gołym niebem rozłożysta stara palma, wskazując na krystaliczne źródło. Umiłowawszy więc to mieszkanie, jakby ofiarowane mu przez Boga, spędził w nim na modlitwach i w samotności całe życie. Pokarmu i odzienia dostarczała mu palma. 

Gdy już stutrzynastoletni błogosławiony Paweł wiódł na ziemi niebiańskie życie, a dziewięćdziesięcioletni Antoni zamieszkiwał inną pustynię, przyszło temu drugiemu na myśl, że jest jedynym mnichem żyjącym na pustyni. Podczas jednak nocnego spoczynku zostało mu objawione, iż w dalszej części pustyni przebywa ktoś o wiele doskonalszy od niego, którego powinien pójść zobaczyć. Czcigodny starzec zaczął więc iść, nie wiedząc dokąd. Zauważył dyszącą z pragnienia wilczycę. Śledził ją wzrokiem, a gdy zwierzę się oddaliło, zbliżył się do jaskini i począł się wpatrywać w jej wnętrze. 

Paweł otworzył wejście. Po świętym pocałunku usiadł z Antonim i tak zaczął mówić: “Oto jest ten, którego szukałeś z tak wielkim wysiłkiem. Zaniedbana siwizna okrywa spróchniałe ze starości członki. Oto widzisz człowieka, który niebawem stanie się prochem. Proszę, odpowiedz mi, jak żyje rodzaj ludzki? Czy w starych miastach powstają nowe domy, kto rządzi światem, czy są jeszcze tacy, którzy hołdują bałwochwalstwu?” Podczas tej rozmowy zauważyli lecącego kruka, który przyniósł bochen chleba. “Wspaniale – powiedział Paweł – Pan nam przysłał pokarm. Od sześćdziesięciu już lat zawsze otrzymuję pół bochenka chleba. Na twoje jednak przybycie Chrystus swoim żołnierzom podwoił porcję”. 

Z nastaniem nowego dnia błogosławiony Paweł tak odezwał się do Antoniego: “Wiedziałem, bracie, że od dawna mieszkasz w tych okolicach. Od dawna Pan obiecał dać mi współtowarzysza. Ponieważ jednak nadszedł czas zgonu i tego, czego zawsze pragnąłem, odejść i być z Chrystusem, po ukończonym biegu odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości. Zostałeś posłany przez Pana, aby złożyć moje ciało w ziemi, czy też raczej ziemię zwrócić ziemi. Idź, proszę, jeżeli nie sprawi ci to trudności i przynieś w celu okrycia mojego ciała płaszcz, który dał ci biskup Atanazy”.

Antoni nie śmiał nic więcej odpowiedzieć, lecz wyruszył w powrotną drogę do klasztoru. Dotarł wreszcie do swego mieszkania i wziął z celi płaszcz. Następnie wyszedł na zewnątrz i udał się w drogę, którą przyszedł. A gdy już następny dzień zajaśniał, zobaczył, jak wśród rzeszy aniołów, pośród chórów proroków i apostołów, lśniący śnieżną jasnością Paweł wstępował na wyżyny. Wszedłszy do jaskini zobaczył martwe ciało w pozycji klęczącej z podniesioną głową i wyciągniętymi do góry rękami. Początkowo zaczął się modlić, myśląc, że on żyje. Zrozumiał jednak, że również i zwłoki świętego, przyjmując taką pokorną postawę, modlą się do Boga, dla którego wszystko żyje. Wydobył więc ciało, owinął je i śpiewając psalmy zgodnie z chrześcijańską tradycję, martwił się Antoni, iż nie ma stosownego narzędzia, by móc rozkopać ziemię. Wtem jednak przybiegły dwa lwy i zaczęły w pobliżu rozrywać ziemię łapami. Gdy się oddaliły, zgodnie ze zwyczajem dokonał pogrzebu. Z nastaniem nowego dnia wziął tunikę, którą Paweł sam sobie sporządził z liści palmowych w taki sposób, w jaki się plecie kosze i w uroczyste dni Wielkanocy lub Zesłania Ducha Świętego zawsze ją przywdziewał.

Zaklinam cię, kimkolwiek jesteś, czytelniku, abyś pamiętał o grzesznym Hieronimie, który – o ile Pan pozwoliłby mu wybierać – o wiele chętniej wybrałby tunikę Pawła wraz z jego zasługami niż purpury królów z ich królestwami.

bogosawieństwa

Droga Błogosławieństw

Droga, którą sam Chrystus ukazał dzieciom swoim, idącym w ramionach Kościoła do Ojca, to droga Błogosławieństw. Oto ubodzy w duchu, cisi, płaczący, łaknący i pragnący sprawiedliwości, miłosierni, czystego serca, pokój czyniący, prześladowani… Oczywiście nie dla wszystkich jest równy wymiar cierpień. Jest on bardzo starannie wydozowany przez Ojca, czuwającego nad dziećmi. Bóg daje w Kościele wszystko, każdemu według jego miary, tyle, ile człowiek ogarnąć i wytrzymać może.
Dlatego nie wszystkie Błogosławieństwa są jednocześnie dla wszystkich. „Bonum ex integra causa, malum ex quovis defectu” – mówią filozofowie. To znaczy – Dobro jest jak gdyby okrągłe, nie można w nie nawet szpilki wetknąć. Zło natomiast ma do nas dostęp od różnych stron i różnymi torami. Ponieważ jesteśmy w ramionach Matki Kościoła, możemy być spokojni, że niejedno z Błogosławieństw nie będzie w naszym życiu urzeczywistnione – inne za to uzupełnią braki. Istnieje pokrewieństwo pomiędzy cnotami. Gdy człowiek w jakimś wymiarze jest cnotliwy i dobry, rzutuje to na jego cechy. Mówią np. o miłosiernych, że jałmużna ich osłoni wiele grzechów.
Tak bywa również z innymi sprawami. Ludzie nie widzą w nas wszystkich cnót, ale gdy czasem dostrzegą jedną, to bardzo się cieszą. Chyba, że są chorzy, wtedy może się smucą…? Człowiek zdrowy Bożym zdrowiem raduje się z najmniejszej wartości, dostrzeżonej w drugim.
Owoc najrozmaitszych cnót, wyrażonych w Błogosławieństwach, zawsze jest wspaniały: Ich jest królestwo niebieskie! Oni posiądą ziemię! Będą pocieszeni! Nasyceni! Dostąpią miłosierdzia! Boga oglądać będą! Nazwani będą synami Bożymi! Ich jest Królestwo Niebieskie! Ich…Ich…Ich…! (Mt 5, 1-12).
Mówią o świętych, że odznaczają się różnymi cnotami, ale nie wszystkimi naraz. Stąd w Kościele Chrystusowym są święci patronowie od różnych Bożych spraw i sprawności. Tylko Chrystus nie potrzebują żadne specjalności, bo Sam jest w pełni doskonały. Każdy z nas niezwykle się cieszy, gdy choć jedną skromną „cnotkę” zdoła wypielęgnować w „doniczce” swej duszy, obficie podlewając ją łzami, do czego niektórzy mają szczególny talent i wspaniałą wprawę. – „Błogosławieni,którzy płaczą…” Ale odpowiem im nadzieją: – „Będą pocieszeni!” Wszyscy, którzy płaczą, będą pocieszeni!
Spełniajmy więc wszystko, co do nas należy i „radujmy się, weselmy, albowiem zapłata nasza obfita jest w niebie”. Idąc spokojnie w ramionach Kościoła-Matki, którego wzorem jest Maryja, powtarzajmy: „Amen. Błogosławieństwo i chwała, i mądrość, i dziękczynienie, i cześć, i moc, i potęga Bogu naszemu, na wieki wieków”
Per Mariam – Soli Deo!
Stefan Kardynał Wyszyński, Miłość na co dzień, Rozważania KŚW, Poznań 1980.

3248792-polska-flaga-900-536

Polska

Polska
Jesteś nieśmiertelny kraju moich przodków!
Ojczyzno ukochana, Polsko moja!
Nieśmiertelna przez Twą odwieczną sławę.
Nieśmiertelna przez Twoją sztukę i literaturę,
której niepodobna wymazać z pamięci narodów.
Nieśmiertelna przez miłość, którą żywią ku Tobie Twoje dzieci,
a której równej nie masz na świecie.
Śmiem to wypowiedzieć z czołem wzniesionym i z dumą w sercu.
( św. Urszula Ledóchowska [1865-1939] – wypowiedź w marcu 1916 r. w Kopenhadze podczas koncertu charytatywnego na rzecz Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce)

Św. Urszula Ledóchowska – „Cud na Wisłą”
Ale naród walczył – powstawały oddziały obronne studentów, gimnazjalistów, harcerzy, robotników, a nawet kobiet. W kościołach Warszawy lud trwał na kolanach prze Jezusem Eucharystycznym w monstrancjach. Ksiądz Achilles Ratti – nuncjusz apostolski ( późniejszy papież Pius XI ) był świadkiem tych wydarzeń.
Dziś inny wróg u wrót narodu, rodziny, każdego z nas.

Kardynał Stefan Wyszyński (1901-1981) wołał:
„Musimy mieć oczy i serca pełne historycznej czujności”.

Święty Jan Paweł II:
„Polska potrzebuje nade wszystko ludzi sumienia”.

Aby sumienie kształtować i umacniać, trzeba:
– poznawać naukę katolicką, którą znajdujemy w Ewangelii, w Listach Pawłowych, w nauce Soboru, w wypowiedziach papieży, biskupów, ojców zakonnych i kapłanów ;
– to, co poznajemy, przemieniamy w zasady postępowania;
– uświadomić sobie, że sąd oparty na wierze jest mocny i niepodważalny;
– wiedzieć, że zasady muszą wypływać z osobistego przekonania.

pobrane

11 Listopada – Narodowe Święto Niepodległości

Pisał poeta: Polska, to nasza ziemia kochana,
Polska Ojczyzna droga,
Niech nad nią świeci zorza różana
I czuwa opieka Boga.
Gdyś się urodził pod polskim znakiem,
Pod białym Orłem potężnym,
Pamiętaj dziecko, że być Polakiem,
To być uczciwym i mężnym.
Musimy pamiętać, że w czasach ogólnej niedoli narodowej i w niezmiernie trudnym układzie sił politycznych Stolica Apostolska darzyła nasz naród życzliwością w granicach swych możliwości. Benedykt XV od 1 marca 1915 r. czynił zabiegi w Ameryce na rzecz zniszczonej i głodującej Polski. Z własnej szkatuły słał on do Polski milionowe zasiłki. Jego odezwa do biskupów katolickich świata nawoływała o pomoc dla Polski. Z jego inicjatywy została przeprowadzona 21 listopada 1915 r. kwesta doraźna w świątyniach katolickich na świecie na rzecz Polski. Benedykt XV przyczynił się do budzenia światowej opinii publicznej i zainteresowania Polską w niewoli.
Pierwsza wojna światowa przepoiła ziemie polskie krwią, sprowadziła nędzę i poniewierkę. Nie brakło ludzi szlachetnej woli, którzy na wszelki możliwy sposób starali się przychodzić innym z pomocą. Duchowieństwo katolickie zapisało się wówczas w sercach narodu pracą na przeróżnych odcinkach. Nie ma wątpliwości, że wówczas katolicyzm stopił się z polskością w jedno: Nie katolicyzm ma być z miłości do Ojczyzny, ale patriotyzm z miłości do Boga. Gdy do walki z bronią w ręku ruszali w czasie I wojny światowej żołnierze Legionów Józefa Piłsudskiego, towarzyszyli im kapelani, a bp Władysław Bandurski odprawiał Msze św. na pierwszej linii frontu. Wymodlona wolność nadeszła i Polska odzyskała w 1918 r. niepodległość. Niestety, zagroziła jej natychmiast inwazja bolszewików, którzy „ po trupie Polski’’ chcieli zanieść czerwony terror aż nad Atlantyk. W całym kraju mobilizacji towarzyszyła wielka akcja modlitewna, a do szeregów Armii Ochotniczych pospieszyli kapłani. Jednym z nich był ks. Ignacy Skorupka, który zginął 14 sierpnia 1920 r., gdy spowiadał konającego ochotnika. Są w życiu rzeczy ważniejsze niż samo życie..
Królowo Korony Polskiej – módl się za nami.
Eugeniusz Łukaszewski

Klasztor Paulinów i Parafia Wniebowzięcia NMP w Wągrowcu, Kościół Piotra i Pawła Wągrowiec, Klasztor Pocysterski