Archiwum kategorii: Strona Główna

Jak działa Duch Święty

W człowieku może działać Duch Święty lub fantazja, wybujałe ambicje, wyobraźnia czy nawet zły duch. Okazuje się to dopiero po krytycznym sprawdzeniu…

O roli Ducha Świętego w życiu chrześcijanina, charyzmatach i rozeznawaniu natchnień z ks. biskupem profesorem Andrzejem Siemieniewskim rozmawia Robert Krawiec OFMCap.

Duch Święty to chyba najbardziej tajemnicza Osoba Trójcy Świętej. Dlaczego tak Go postrzegamy?
Myślę, że wynika to ze sposobu objawiania się samego Boga. W Starym Testamencie pośród ludu Izraela Pan Bóg objawiał się jako Stworzyciel i Ojciec. W Nowym Testamencie apostołowie, którzy wiedzę o objawieniu wynieśli z domu i pobożności izraelskiej czy z kultu w Świątyni Jerozolimskiej, dołączyli swoje zdumiewające odkrycie Syna Bożego – Jezusa Chrystusa, który do Boga Ojca zwracał się słowami: „Ojcze mój”. Natomiast objawienie Ducha Świętego zostało zachowane jakby na ostatnią chwilę, jakby za pięć dwunasta tego całego procesu. Pełnia objawienia Ducha Świętego to przecież dopiero dzień Zielonych Świątek. W późniejszym okresie apostołowie dokonali tego odkrycia wiary. Nic więc dziwnego, że także w naszym życiu jest taka kolejność. Powoduje to, że Duch Święty – mówiąc językiem kolokwialnym – pozostaje osobą tajemniczą. Oczywiście tajemniczymi osobami pozostają także Bóg Ojciec i Syn Boży, bo przecież Stwórca jest nieskończenie większy od możliwości naszego zrozumienia.

Czytaj dalej Jak działa Duch Święty

Wejść na Tabor by zejść do Jerozolimy

Kiedy się przyglądamy życiu Pana Jezusa, widzimy, że ono ma bardzo wyraźny przełom, którym jest przemienienie na górze Tabor. Większość cudów Pana Jezusa dokonała się przed przemienieniem. Przed górą Tabor tłumy goniły za Jezusem. Od sukcesu do sukcesu… Wreszcie Jezus wychodzi na górę Tabor, tam rozmawia z Mojżeszem i Eliaszem o swojej śmierci w Jerozolimie, a kiedy z góry Tabor schodzi, idzie wprost do Jerozolimy. Wtedy już jest bardzo mało cudów. Pan Jezus dokonuje jeszcze – zależy którą Ewangelię czytamy – u św. Marka tylko dwa cuda, u św. Łukasza cztery. Z góry Tabor Jezus idzie do Jerozolimy, by umrzeć, i to idzie coraz szybciej, a właściwie – jak opisuje jedna z Ewangelii – biegnie, a uczniowie są przerażeni, bo nie mogą za nim nadążyć. Nikt nie rozumie, co się dzieje.

Podobnie jest potem ze św. Pawłem. W pewnym momencie podczas swoich podróży św. Paweł mówi, że idzie do Jerozolimy i nie wie, co go tam czeka, prócz więzów. Wiadomo, że jak pójdzie do Jerozolimy, to zostanie schwytany i odesłany do Rzymu na śmierć. Ludzie ze wszystkich Kościołów, które mija, płaczą, bo Paweł mówi, że idzie umrzeć.

Ktoś mógłby spytać: po co tam idzie? Idzie dlatego, że chrześcijanin w swym życiu nie może przynosić owoców inaczej niż Pan Jezus. A Pan Jezus owocuje jak ziarno, które umiera, żeby przynieść owoc. Paweł też tak owocuje i św. Wojciech… Uczniowie na początku tego nie rozumieją, więc kiedy Piotr słyszy, że Pan Jezus mówi o swojej śmierci i o krzyżu, to natychmiast odciąga Go na bok i mówi: „niemożliwe”. Nie może tak być, żeby Mesjasz cierpiał, żeby Syn Boga umierał na krzyżu…

A my? Nie myślimy w ten sposób o Kościele? Hans Urs von Balthasar, teolog, który nieprawdopodobnie czuł Ewangelię, mówił, że Kościół musi przejść tę samą drogę, którą przeszedł Jezus, czyli wejść na górę Tabor i potem iść do Jerozolimy. Co więcej – mówi Balthasar – Kościół już był na górze Tabor, a to znaczy, że już przeżył ten czas, kiedy wszystkich fascynował i pociągał, kiedy wiara była oczywista, a oczy wszystkich skupione na ustach biskupów, których słuchali… Co biskup powie, to święte, co ksiądz powie, to cudowne. To już było! Teraz, jak twierdzi Balthasar, Kościół schodzi z Taboru do Jerozolimy. Musi przeżyć to co Chrystus, musi przeżyć to, że zostanie zakwestionowany i odrzucony. Czy Kościołowi przyjdzie to równie łatwo jak ten pobyt na Taborze, kiedy go wszyscy wychwalali i byli szczęśliwi, że go mają? Czy to, że jest odrzucony, przyjdzie mu równie łatwo?

Abp Grzegorz Ryś

Abp Grzegorz Ryś, arcybiskup metropolita łódzki. („Wiara z lewej, prawej i Bożej strony”, Wyd. WAM, Kraków, 2014).

Jesteście Jego żołnierzami

Jednak ponad wszystko chciałbym, aby podnosiła was na duchu czysta miłość Jezusa Chrystusa, wraz z pragnieniem Jego czci i zbawienia dusz, które odkupił. W tym „towarzystwie” jesteście Jego żołnierzami ze specjalną rangą i specjalną zapłatą. Nazywam je „specjalnymi”, ale oczywiście istnieją inne, bardziej ogólne, nałożone na was zobowiązania, każące pracować dla Jego czci i służby.

Dawaną przez Niego zapłatą jest wszystko w porządku natury, czym jesteś i co posiadasz. On dał wam życie i istnienie, i zachowuje je razem z wszystkimi rozmaitymi dobrymi rzeczami: duszą, ciałem i światem wokół nas. A dalej, zapłata od Niego składa się z duchowych darów Jego łaski, z którymi On zawsze życzliwie i hojnie jest przy was obecny, dokądkolwiek idziecie, i które nieustannie dostarcza, mimo że jesteście wobec Niego niezgrabni i buntowniczy. Jego zapłatą są niezliczone dary Jego chwały, które przygotował dla was i wam obiecał, nie otrzymując niczego.

Przekazuje wam te wszystkie skarby swego szczęścia wiecznego, tak byście dzięki „nadzwyczajnemu” uczestnictwu w Jego Boskiej doskonałości mogli być tym, czym On jest ze swej istoty i natury. W końcu jego zapłatą jest cały wszechświat i to, co on zawiera, zarówno materialnego, jak i duchowego. Bo nie tylko umieścił On wszystko pod niebem, żeby nam służyło, lecz także [przeznaczył do tego] cały swój szlachetny i wzniosły dwór, nie oszczędzając żadnej z niebieskich hierarchii, gdyż „są one wszystkie duchami zdatnymi do służby dla dobra tych, którzy mają osiągnąć dziedzictwo”. A jak gdyby nie dość było tych wszystkich wypłat, sam stał się naszą zapłatą, dając nam siebie samego jako nasz brat w naszym ciele — na krzyżu jako cena naszego zbawienia, w Eucharystii jako podtrzymanie naszych sił i towarzysz naszej pielgrzymki.

Jak nędznym żołnierzem byłby człowiek, gdyby te wszystkie zapłaty nie wystarczyły, żeby pracował dla czci takiego Księcia!

Modlitwa

Matko Najświętsza, uproś nam,
abyśmy choć trochę tak wierzyli w Jezusa,
choć trochę tak Mu ufali,
choć trochę tak Go kochali,
jak Ty.
Uproś nam u Boga, byśmy w duszy naszej,
choć trochę byli tak spokojni,
choć trochę tak szczęśliwi,
jak Ty.
Najpiękniejsza, a przy tym taka człowiecza,
taka prosta, taka macierzyńska, serdeczna…
Nie przerażasz ogromem,
nie odpychasz sprawiedliwością,
jesteś nam bliska.
Z jaką miłością uśmiechasz się.
Do kogo?
Do Jezusa, którego trzymasz na rękach.
Naucz nas, Święta Matko, kochać Jezusa.
Amen.

Klasztor OO. Paulinów – Wągrowiec

Szukać Cię znaczy kochać

Boże mój,
oddalić się od Ciebie znaczy upaść,
wrócić do Ciebie znaczy powstać,
pozostać w Tobie znaczy budować na skale.

Odejść od Ciebie znaczy umrzeć,
wrócić do Ciebie znaczy zmartwychwstać,
mieszkać w Tobie znaczy żyć.

Nikt Cię nie traci niezwiedziony,
nikt Cię nie szuka niewołany,
nikt Cię nie znajdzie nieoczyszczony.

Opuścić Cię znaczy zagubić się,
szukać Cię znaczy kochać Cię,
widzieć Cię znaczy posiadać Cię.

Wiara pcha nas ku Tobie,
nadzieja prowadzi do Ciebie,
miłość jednoczy z Tobą.
Amen.

Św. Augustyn

O Krzysztofie Kolumbie

Krzysztof Kolumb (1446-1506), niechcący odkrywca Ameryki, był też (o czym nie wszyscy wiedzą) człowiekiem ufnej wiary i wielkim czcicielem Maryi. Przedsięwzięcie swojego życia oddał świadomie pod opiekę Matki Bożej, nazywając swój admiralski statek imieniem “Santa Maria”. Flota wypływała z portu z nadzieją dopłynięcia do Indii od strony zachodniej. W dzienniku pokładowym Kolumb odnotował zaraz na pierwszej stronie: “Zanim skreślę pierwszą linijkę, poświęcam tę księgę Najłaskawszej. Dziewicy Maryi. Niech wysłucha moich modłów i pozwoli mi znaleźć to, czego szukam: Indie”. Pogodny nastrój pierwszych dni bladł w miarę, jak wydłużał się czas wyprawy. Mijały tygodnie i miesiące, a może wciąż było bez granic. Do tego jeszcze kończyła się już woda pitna i zapasy żywności. Załoga traciła nerwy, żołnierze i marynarze grozili admirałowi śmiercią, jeżeli nie zawróci z tej szaleńczej trasy. Pod datą 29 września 1492 (sobota) zapisał Kolumb następujące zdarzenie: “Dzisiejszej nocy przed moją kajutą słyszałem głosy i ciche stąpanie. Nie rozumiałem, co mówiono, ale i bez tego wiedziałem, nad czym radzono. W końcu jeden z nich zapukał do moich drzwi. Udawałem, że śpię. Znowu zaczęto się naradzać i ponownie zapukano, tym razem gwałtowniej. To, że nie odważyli się po prostu wtargnąć, dodało mi odwagi. Zacząłem się głośno modlić. Najpierw zapanowała cisza, która była odbiciem ich zaskoczenia. Potem któryś zaklął siarczyście. Wiedziałem, że wciąż zwlekali, więc dalej modliłem się na głos. W końcu dali spokój i odeszli. Bunty załogi nasilały się coraz bardziej. Nie było wyjścia, admirał poprosił więc o jeden jeszcze dzień zwłoki. Jeżeli w tym czasie nie ukaże się żaden ląd, mogą z nim zrobić, co im się żywnie podoba. A on zdecydowanie popłynął dalej na zachód, z modlitwą “Salve Regina”. Nie upłynęły jeszcze 24 godziny, kiedy 11 października 1492, majtek z bocianiego gniazda zawołał owo słynne “ziemia, ziemia”. Wszyscy odetchnęli z ulgą, a potem udali się do kaplicy okrętowej i pełną piersią odśpiewali “Magnificat”.

Czytaj dalej O Krzysztofie Kolumbie

Modlitwa codzienna do św. Marii Magdaleny

Święta Mario z Magdali, świadku Misji, Męki i Chwały Jezusa, która wszystkich zadziwiłaś czcią i uwielbieniem dla Pana oraz płomienną miłością, którą Go otaczałaś, poprowadź nas drogą adoracji Chrystusa. Rozbudź w nas ufność w Jego bezgraniczną miłość i pragnienie przebaczenia każdemu. Zlituj się nad zbłąkanymi, uwikłanymi w grzech i zaprowadź ich do stóp Jezusa, gdzie we łzach skruchy wyznają swoje winy i zostaną oczyszczeni. Święta Magdaleno, stojąca pod Krzyżem, prowadź nas drogą męstwa, byśmy dźwigając nasz własny krzyż, pamiętali o Krwi Pana, która najpierw została za nas wylana. Święta Mario, witająca Zmartwychwstałego, umacniaj nas w wierze, jak Uczniów którzy zwątpili i chroń od przywiązywania zbędnej wagi do spraw tego świata. Niech Zmartwychwstały Chrystus będzie naszą drogą i celem naszego życia tak jak był celem Twojego. Amen.

Św. Bonawentura

Św. Bonawentura (1221-1274) to drugi, obok św. Tomasza z Akwinu, olbrzym umysłu i serca – epoki średniowiecza. Jest uznawany powszechnie za klasyka szczytowego okresu scholastyki oraz za jedną z największych postaci XIII wieku. Papież Sykstus V w roku 1588 porównał obu tych świętych i myślicieli – Tomasza i Bonawenturę – do dwóch kandelabrów, które oświecają światłem swej mądrości cały Kościół.

Giovanni Fidanza, bo tak właściwie nazywał się św. Bonawentura, urodził się około roku 1221 w Bagnoregio niedaleko Viterbo, we Włoszech. Legenda głosi, że jako maleńkie dziecko został cudownie uzdrowiony przez wstawiennictwo św. Franciszka. W latach 1236-1242 studiował filozofię na fakultecie sztuk wyzwolonych uniwersytetu paryskiego. Do franciszkanów wstąpił właśnie w Paryżu około roku 1243. Następnie, pod czujnym okiem Aleksandra z Hales, podjął studia teologiczne. Już w roku 1248 został bakałarzem biblijnym, a w 1250 komentatorem Sentencji Piotra Lombarda. Trzy lata później został nominowany na profesora w szkole franciszkańskiej w Paryżu. Dopiero w 1257 roku został oficjalnie mianowany profesorem uniwersytetu paryskiego. Nie mógł jednak podjąć zajęć akademickich, jako że tego samego roku, 2 lutego został wybrany generałem zakonu franciszkańskiego. Ze względu na jego zaangażowanie w uporządkowanie oraz reorganizację zakonu, który po śmierci św. Franciszka ogromnie się rozrósł, Bonawenturę nazwano drugim założycielem zakonu. Napisał dwa życiorysy Biedaczyny z Asyżu (Legenda major oraz Legenda minor). W 1273 roku został biskupem Albano oraz kardynałem. Umarł 15 lipca 1274 roku podczas obrad Soboru w Lyonie, którego był jednym z głównych organizatorów. W Lyonie został też pochowany. W 1588 roku papież Sykstus V wyniósł go do godności Doktora Kościoła. Św. Bonawentura został nazwany przez tradycję scholastyczną Doktorem Serafickim, ponieważ cała jego twórczość była przeniknięta ideą miłości, którą to w Średniowieczu symbolizował chór anielski zwany Serafinami. Był pisarzem bardzo płodnym – pozostawił po sobie liczne traktaty teologiczne i pisma okolicznościowe. Jego główne dzieła to Breviloquium, Itinerarium mentis in Deum oraz Hexaemeron. Doktor Seraficki był myślicielem wszechstronnym – filozofem, teologiem oraz mistykiem. Znał dość dobrze dzieła Arystotelesa, jednak był zdeklarowanym augustynikiem.

Czytaj dalej Św. Bonawentura

Modlitwa wieczorna

Oto jestem, Panie. Mój dzień ma się ku końcowi. Jeżeli zrobiłem dziś coś dobrego, dziękuję Ci za to, Panie. Jeżeli zgrzeszyłem, Twoja miłość niech przebaczy mi moją ciągle powtarzającą się słabość.

W tej ciszy nocnej, w której wyczuwam Ciebie – myślę o innej nocy, która nadejdzie, gdy oczy moje po raz ostatni ujrzą światło ziemi. Śmierć nadejdzie tak samo, jak nadchodzi noc, równie nieunikniona i tak jak ona głęboka.

Spraw, by była najpiękniejszą z mych nocy.

Zasypiając dzisiejszego wieczora, ofiaruję Ci duszę moją tak, jakby to była godzina mej śmierci. Ojcze, przyjmij mnie. Spraw, bym zasypiając spokojnie, nauczył się umierać. Amen.

* Czytaj dalej Modlitwa wieczorna

Modlitwy wieczorne

HYMN (kompleta w I tygodniu psałterza)

  Nim kres nadejdzie jasności,
Błagamy, Stwórco wszechświata,
Byś nas otaczał opieką
I chronił w swojej dobroci.

  Niech serca nawet uśpione
Przez sen czuwają przy Tobie;
A kiedy zbudzi je zorza,
Niech Ciebie wielbią z weselem.

  Niech ciało zdrowiem się cieszy
I duch gorliwość odnajdzie,
A Ty swym światłem przenikaj
Głębokie nocy ciemności.

  O spraw to, Ojcze najlepszy,
Przez Syna Twego, Chrystusa,
Co z Tobą w Ducha jedności
Króluje w blasku na wieki. Amen.

Módlmy się:

Panie Jezu Chryste, cichy i pokorny,
dla Twoich naśladowców jarzmo,
które nakładasz jest słodkie,
a ciężar lekki,
przyjmij nasze dążenia i prace
w tym dniu spełnione
i odnów przez odpoczynek nasze siły
abyśmy mogli lepiej Tobie służyć. Amen.

Wielbię Ciebie, mój Boże, i kocham z całego serca.
Dziękuję Ci, żeś mnie stworzył i zachował tego dnia.
Przebacz mi moje winy i przyjmij dobro, które
z Twoją pomocą uczyniłem.
Strzeż mnie w czasie spoczynku
i zachowaj od zła wszelkiego.
Niech łaska Twoja będzie zawsze ze mną
i ze wszystkimi, których mi powierzyłeś. Amen.

Noc spokojną i śmierć szczęśliwą niech nam da
Bóg wszechmogący, Ojciec, Syn i Duch Święty. Amen.