Św. O. Pio (1887 – 1968)

O. Pio to święty żyjący pod wpływem działania samego Boga, który wykorzystał go do swojej misji. Bóg zadziałał tu osobiście, dlatego zapewne jest tylu czcicieli o. Pio, ludzi, którzy modlą się do Boga, korzystając z jego natchnienia. A to natchnienie to przede wszystkim Eucharystia, adoracja Najświętszego Sakramentu oraz czuła, serdeczna i szczera modlitwa. To podstawowe sprawy w życiu Kościoła. Realizował je św. o. Pio i w tym tkwi jego wielkość (ks. Ireneusz Skubiś). Ojciec Pio z Pietrelciny, już za życia uważany za świętego, czczony jest przez miliony wiernych na całym świecie. Lecz trudno nawet sobie wyobrazić, ile cierpienia musiało nieuchronnie spaść na człowieka, któremu przypadło żyć w nimbie świętości. Cierpienia, którego sprawcami byli w równej mierze wierzący i niewierzący, Kościół i świat. A nade wszystko cierpienie, które jest nieodłącznym elementem wielkiej misji, jaką świadomie przyjął na siebie: miał się stać żywym obrazem Chrystusa, ukrzyżowanego dla zbawienia świata, dręczonego przez złego ducha i umęczonego przez grzesznych ludzi. O. Pio był jedynym księdzem w dziejach, który został naznaczony stygmatami: na jego ciele (w boku, na dłoniach i na stopach) uwidoczniło się pięć krwawiących ran, podobnych do ran Chrystusa – śladów gwoździ, którymi przybito Go do krzyża, i włóczni, którą centurion przebił Mu bok. Cud Eucharystii, cud Przebaczenia, cud Zmartwychwstania, dokonujący się już tu na ziemi w chorych ciałach i w opanowanych chorobą duszach, które odzyskiwały zdrowie na jedno jego skinienie; krwawiące stygmaty – które wszyscy chcieli oglądać i których każdy chciałby dotknąć – były znakiem ujmującym w jedno wszystkie inne cuda i ukazującym ich tajemnicze źródło.

Odmawiajcie zawsze różaniec.

Chciałbym zaprosić wszystkich grzeszników z całego świata, aby kochali Matkę Bożą. Odmawiajcie zawsze różaniec. I odmawiajcie go tak często, jak tylko możecie. Szatan stara się zawsze zniszczyć tę modlitwę, ale to mu się nigdy nie uda. To jest modlitwa Tej, która króluje nad wszystkim i wszystkimi. To Ona nauczyła nas modlić się na różańcu, tak jak Jezus nauczył nas mówić Ojcze nasz.” (Św. o. Pio)

Bł. Bernardyna Jabłońska

Zakonnica († 1940)Wspomnienie 22 września

Dzieciństwo i młodość spędziła w domu rodzinnym, gdzie nauczyła się czytać i pisać. W Horyńcu, odległym prawie30 km od domu, spotkała św. br. Alberta Chmielowskiego. Zdecydowała się pójść jego śladami. Przywdziała habit (1897). Brat Albert Chmielowski, zwracając się do Bernardyny, używał pięknego zdrobnienia – Dynko. Delikatność i czułość tej wersji imienia dobrze oddaje bliskość między założycielami męskiej i żeńskiej gałęzi zgromadzenia albertyńskiego. Była to relacja mistrza duchowego (mimo że Albert nie miał święceń, jednak był dla Bernardyny kierownikiem) i uczennicy, ale też dwojga ludzi nakierowanych jednoznacznie na Chrystusa i podążających do Niego drogą całkowitego oddania siebie na służbę ubogim. Ją przyprowadziło do brata głębokie pragnienie milczenia, zaparcia się siebie i samotności przyjętych ze względu na Pana. Albert zobaczył w tej osiemnastolatce kogoś, kto ma rozum i serce, a więc osobę umiejącą w roztropny i wielkoduszny sposób kochać. Od razu uznał, że kandydatka świetnie nadaje się na przełożoną jednej z placówek. Bernardyna jednak na przydzieloną jej funkcję zareagowała biernym oporem – zamykała się w pomieszczeniu na poddaszu, niechętnie rozdzielała obowiązki siostrom lub podejmowała decyzje. Przyszedł więc czas na poważną rozmowę. Podczas niej brat dał swojej uczennicy napisany przez siebie akt oddania się Chrystusowi. Bernardyna miała go odmawiać i stale nosić przy sobie, by powtarzać w razie kryzysu. Ta mała kartka papieru stała się mocną kotwicą dla jej powołania. Trzymając się jej, i korzystając ze wsparcia brata Alberta, doszła do świętości. Została przełożoną generalną Zgromadzenia Sióstr Posługujących Ubogim III Zakonu św. Franciszka (1902). Zmarła, zostawiając siostrom ostatnie polecenie: „Czyńcie wszystkim dobrze”.

Błogosławiona Bernardyno i święty bracie Albercie, nauczcie nas nie wątpić nigdy w naszych przyjaciół!

Chciałbym dać innym to, co Ty mnie dałeś

Panie, Ty znasz moje serce,
Ty wiesz, że moim jedynym pragnieniem
jest dawać innym to, co co Ty mi dałeś.
Niech moje uczucia i słowa,
moja praca i mój odpoczynek,
czyny moje i myśli,
moje sukcesy i trudności,
moje życie i moja śmierć,
moje zdrowie i moje choroby –
to wszystko, czym jestem, i to, co przeżywam,
to wszystko niech będzie także i dla nich,
ponieważ Ty sam raczyłeś wydać się cały dla nich.
Naucz mnie, Panie, pod natchnieniem Twojego Ducha
pocieszać udręczonych, przywracać odwagę tym,
którzy jej mają za mało,
podnosić upadłych, czuć się słabym
razem ze słabymi i stać się wszystkim
dla wszystkich.
Włóż w moje usta słowa prawe i słuszne,
abyśmy wszyscy wzrastali w wierze, nadziei i miłości,
w czystości i pokorze,
w cierpliwości i posłuszeństwie Twej woli,
w gorliwości ducha i serca.
Daj mi światłość, bym się znał na tym,
na czym znać mi się trzeba.
Pomóż mi, bym podtrzymywał nieśmiałych i bojaźliwych
i bym pomagał wszystkim, co są słabi.
Spraw, bym umiał się przystosować
do każdego z mych braci,
do jego charakteru i sposobienia,
do jego zdolności i do ograniczeń,
stosownie do czasu i miejsca,
jak Ty sam, Panie, uznasz to za dobre.

Aelred de Rievaulx (XII wiek)

Spotykajcie się z Aniołami

Spotykajcie się w zażyłości z aniołami, dostrzegając ich, często niewidzialnie obecnych w waszym życiu; a nade wszystko, kochajcie i poważajcie tego, który opiekuje się waszą diecezja, tych, którzy należą do osób, z którymi żyjecie, a szczególnie waszego anioła: proście ich często, sławcie ich i angażujcie ich pomoc i ratunek we wszystkich waszych sprawach – duchowych czy doczesnych, aby współdziałali w waszych zamierzeniach. (Św. Franciszek Salezy)

O dar pokoju dla każdego z nas, naszych rodzin i całego świata

V TR. Odnalezienie Pana Jezusa w świątyni

Pan Jezus został w świątyni i nauczał, a Jego rodzice z niepokojem szukali Go. Przekonali się, że Syna Bożego nie mogą zatrzymać tylko dla siebie – On jest dla ludzi. Odnajdziemy Go w świątyni. To stąd możemy czerpać Jego moc i mądrość. Pamiętajmy o tym i powracajmy do świątyni, zwłaszcza wtedy, gdy stracimy Go z oczu, gdy Bóg wyda nam się obcy i daleki.

Joanna Szpak

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo…

Szczęście Mateusza

A jednak zdarza się, nawet w tych okolicznościach, że od czasu do czasu całą moją istotę zalewa pulsujące życie i moje serce ledwie może pomieścić obecną w nim szaloną radość. Nagle, bez żadnej dostrzegalnej dla mnie przyczyny, choć nie wiem, dlaczego i jakim prawem, mój nastrój znowu się podnosi, a w moim umyśle nie ma wątpliwości, że wszystkie obietnice pozostają w mocy…

Być gotowym pozostawić wszystko w rękach Boga. Na tym polega cała sprawa. Szczęście w tym życiu jest nierozerwalnie związane z Bogiem. Inne stworzenia mogą być środkami dającymi nam dużo przyjemności i tworzącymi wygodne i wspaniałe warunki, ale powodzenie zależy od stopnia, w jakim odbiorca może rozpoznać dobro i je przyjąć. I nawet ta zdolność jest zależna od naszej relacji z Bogiem.

Tylko w Bogu jesteśmy zdolni żyć w pełni. Bez Boga jesteśmy trwale chorzy. Nasza choroba dotyka zarówno naszego szczęścia, jak i naszej zdolności do szczęścia…

Żeby móc wieść pełne życie, trzeba stanąć w relacji do Boga i być posłusznym pewnym zasadom. A zdolność do prawdziwego szczęścia i radosnego życia zależna jest również od pewnych warunków życia ludzkiego, od poważnej postawy wobec Boga. Kiedy życie nie rozwija się w komunii z Bogiem, staje się szare i wstrętne, wyrachowane i smutne…

Ludzie powinni brać swoje szczęście tak poważnie, jak biorą siebie samych. I powinni wierzyć Bogu i własnym sercom, kiedy — nawet w cierpieniu i trudnościach — mają intuicyjne uczucie, że zostali stworzeni do szczęścia.

O. Alfred Delp SJ

Ojciec Delp († 1945) był niemieckim jezuitą i kapłanem. Został skazany na śmierć przez nazistów w Berlinie.

 

Klasztor Paulinów i Parafia Wniebowzięcia NMP w Wągrowcu, Kościół Piotra i Pawła Wągrowiec, Klasztor Pocysterski

Translate »