Pierwsi adoratorzy Boga

Zwróćmy uwagę że aniołami nazywa Pismo Święte oraz Tradycja te czyste duchy, które w podstawowej próbie wolności wybrały Boga, Jego chwałę oraz Jego królestwo. Są one zjednoczone z Bogiem przez uświęcającą miłość, która płynie z jasnego i uszczęśliwiającego widzenia Trójcy Przenajświętszej. „Aniołowie […] w niebie – mówi Chrystus – wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie”. Owo „wpatrywanie się w oblicze Ojca” jest najwyższym przejawem adoracji Boga. Można powiedzieć, że w nim spełnia się owa „niebiańska liturgia” w imieniu całego kosmosu, z którą nasza ziemska liturgia Kościoła łączy się stale, a zwłaszcza w swoich momentach szczytowych. Wystarczy wspomnieć akt, w którym Kościół na całym świecie, codziennie i o każdej porze, przed rozpoczęciem Modlitwy Eucharystycznej w centralnym punkcie Mszy świętej odwołuje się do aniołów i archaniołów, by śpiewać chwałę Boga po trzykroć Świętego, jednocząc się z tymi pierwszymi adoratorami Boga w oddawaniu czci i w miłosiernym poznaniu niewypowiedzianej tajemnicy Jego świętości.

Uczestnicząc w życiu Trójcy poprzez światło, aniołowie są – wedle świadectwa Objawienia – powołani także do tego, aby w momentach określonych planem Bożej Opatrzności uczestniczyć w dziejach zbawienia ludzi. „Czyż nie są oni wszyscy duchami przeznaczonymi do usług, posłanymi na pomoc tym, którzy mają posiąść zbawienie?” – pyta autor Listu do Hebrajczyków. W to wierzy i tego naucza Kościół, w oparciu o Pismo Święte, z którego dowiadujemy się, iż zadaniem dobrych aniołów jest ochrona ludzi i troska o ich zbawienie

św. Jan Paweł II

Nieustanna pomoc

Nieustanna Pomoc. Nieustająca modlitwa

Augustianie, gdy otrzymali cudowną ikonę z Krety, zaczęli szerzyć nabożeństwo do Matki Bożej Nieustającej Pomocy

Już najstarsze podania dotyczące ikony Matki Bożej Nieustającej Pomocy mówią o Jej niezwykłym działaniu dla dobra ludzi, którzy znaleźli się w nagłym niebezpieczeństwie czy pilnej potrzebie. Doświadczali oni Jej pomocy i wsparcia nawet w chwilach wyjątkowo trudnych.

Jak głosi tradycja, w końcu XV wieku obraz przewożony był drogą morską z Krety do Rzymu. Gdy okrętowi zagroził potężny sztorm, załoga i podróżni zawiesili ikonę na maszcie i rozpoczęli gorącą modlitwę do Matki Bożej, wiedząc, że tylko cud może ich uratować. Podczas modlitwy burza niespodziewanie uspokoiła się, morze ucichło i fale opadły. Wszyscy byli przekonani, że ocaliła ich interwencja Maryi, Matki, która rozumie kłopoty swych dzieci, jest z przy nich zawsze i zawsze gotowa jest nieść pomoc, wypraszając ją u Syna.

W Rzymie ikona została umieszczona w kościele ojców augustianów pod wezwaniem św. Mateusza, gdzie rozpoczęły się modlitwy do Nieustającej Pomocy. Był to rok 1480 lub 1499. Nadzwyczajne łaski i cudowne wydarzenia szybko ją rozsławiły. Wierni przychodzili do Matki z całego Rzymu i okolic. Nieśli Jej swoje kłopoty i sprawy, pełni ufności, że Ona wysłucha swych dzieci. Obraz z pewnością znajdował się w tym kościele do 1798 roku, do czasu zajęcia Rzymu przez wojska napoleońskie. Władze francuskie, chcąc uzyskać miejsce pod nowe fortyfikacje wojskowe, przystąpiły do rozbiórki świątyni. Augustianie zmuszeni do opuszczenia jej zabrali cudowną ikonę i umieścili ją w kaplicy klasztoru przy kościele Matki Bożej in Posturela. Zawierucha wojenna w Rzymie oraz działania władz doprowadziły do powolnego zaniku nabożeństwa do Matki Bożej Nieustającej Pomocy.

***

Jego odrodzenie wiąże się z redemptorystami, którzy w 1855 roku wybudowali swój nowy klasztor w pobliżu nieistniejącego już kościoła św. Mateusza. Zainteresowani historią zburzonej świątyni, dowiedzieli się o słynącym łaskami obrazie, który czczono tutaj przez trzy wieki. Postanowili go odszukać. Sprawę prowadził brat Michał Marchi, który jako dziecko uczęszczał do kaplicy augustianów, a jeden ze starszych braci zakonnych opowiadał mu o obrazie i pokazywał go.

Poszukiwania okazały się skuteczne i wkrótce generał redemptorystów mógł prosić Piusa IX o przekazanie cudownej ikony pod opiekę Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela. Papież wyraził zgodę 19 stycznia 1866 roku. Obraz umieszczono w nowym kościele redemptorystów pod wezwaniem św. Alfonsa Liguoriego przy via Merulana. Bardzo szybko, bo już 23 czerwca 1867 roku, odbyła się jego koronacja, która zgromadziła ogromne rzesze wiernych i pomogła rozpowszechnić kult. Zwłaszcza pielgrzymi przybyli do Rzymu dla uczczenia 1800. rocznicy męczeństwa świętych Piotra i Pawła po powrocie do swoich krajów głosili radosną nowinę o odnalezieniu Matki Bożej Nieustającej Pomocy i nabożeństwie na Jej cześć. Obraz do dzisiaj znajduje się w rzymskim kościele redemptorystów, a kolejne pokolenia wiernych podjęły modlitwę dzieci do Matki. Zarówno prośby i dziękczynienia, jak i Jej pomoc nabierają w tej modlitwie przymiotu „nieustanności”. Bowiem zawsze ktoś potrzebuje pomocy i prosi o nią, a Maryja zawsze wspiera; wielu też chce dziękować za to, co otrzymali za Jej pośrednictwem.

***

Kult Matki Bożej Pomocy od dawna wiązał się z różnymi wizerunkami Maryi. Nabożeństwa i modlitwy do Niej pielęgnowali ojcowie augustianie. Gdy więc otrzymali cudowną ikonę z Krety, zaczęli szerzyć nabożeństwo do Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Najstarsze zapisy na ten temat sięgają XVI wieku.

W 1871 roku, na mocy dekretu papieskiego, zostało zawiązane przy rzymskim kościele redemptorystów Bractwo Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Uzyskało ono status arcybractwa i prawo przyłączania do siebie bractw powstających w innych krajach. Stolica Apostolska podzielała przekonanie wielu wiernych, że ich prośby mogą być w cudowny sposób wysłuchane nie tylko przed „oryginalnym” obrazem rzymskim, ale także przed każdą jego „autentyczną” kopią, tzn. namalowaną na desce zgodnie z zasadami ikonografii i poświęconą przez papieża.

Do Polski pierwsza taka kopia dotarła w roku 1869 dzięki o. Bernardowi Łubieńskiemu, który później ponownie sprowadził Zgromadzenie na ziemie zaboru rosyjskiego. Od roku 1883, gdy redemptoryści przybyli do Mościsk, nabożeństwo do Nieustającej Pomocy zaczęło stawać się wśród wiernych coraz bardziej popularne. Wkrótce też powstało pierwsze polskie Bractwo Matki Bożej Nieustającej Pomocy i św. Alfonsa. Obecnie ów cudowny obraz z mościckiego klasztoru znajduje się w kaplicy WSD Redemptorystów w Tuchowie.

Istniało i istnieje wiele form modlitwy przed tą cudowną ikoną. Każdy wierny może własnymi słowami formułować prośby czy podziękowania dla Maryi. Jednak z reguły niektóre praktyki religijne nabierają przez lata większej popularności niż inne. Najbardziej znaną w społeczności wierzących formą modlitwy do Matki Bożej Nieustającej Pomocy jest od dawna tzw. nieustanna nowenna, odprawiana w kaplicach czy kościołach raz w tygodniu (najczęściej w środę). Powstała ona w St. Louis w USA w 1922 roku i szybko stała się bardzo popularna na całym świecie. W Polsce jej wyjątkowy rozwój nastąpił po II wojnie światowej, co łatwo zrozumieć – spiętrzenie się problemów i trudnych sytuacji powoduje zawsze głośniejsze wołanie o pomoc.

Nieustanna nowenna jest odprawiana przed „autentyczną kopią” ikony Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Na to nabożeństwo składają się wspólne modlitwy, pieśni maryjne, krótkie przemówienie kapłana-celebransa, czytanie podziękowań i próśb do Matki Bożej, które wierni w ciągu tygodnia przynoszą do kościoła. Zawsze jest ono wyrazem wielkiego zaufania do Tej, która nieustannie czuwa nad swoimi dziećmi.

Jest to fragment książki: Ks. Andrzej Zwoliński, Nieustanna pomoc, Wezwania do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, Wydawnictwo Homo Dei, Kraków 2015

Bądź pozdrowiony, Krzyżu Chrystusa

Bądź pozdrowiony krzyżu Chrystusa”.

 „Bądź pozdrowiony krzyżu Chrystusa, kiedy na górze w Galilei Pan mówi do apostołów „Dana mi jest wszelka władza na niebie i ziemi” wówczas nasza myśl i serce zwraca się do krzyża. To w krzyżu jest Ci dana, o Chryste, wszelka władza, taka jakiej nikt inny nie ma w dziejach świata. To w krzyżu jest moc odkupienia człowieka, w imię której apostołowie słyszą <<Idźcie i nauczajcie wszystkie narody>>. To w krzyżu Chrystusa, Bóg Trój jedyny, Ojciec, Syn i Duch Święty stał się życiem duszy nieśmiertelnej. A początek tego życia stanowi chrzest. To w krzyżu po ludzku znaku hańby, stałeś się, o Chryste, pasterzem naszych dusz i Panem dziejów. Bądź pozdrowiony krzyżu Chrystusa”. (św. Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Polski w 1987 roku, w katedrze na Wawelu, patrząc na krzyż, przed którym modliła się królowa Jadwiga).

Bądź pozdrowiony, Krzyżu Chrystusa!
Gdziekolwiek znajduje się Twój znak,
Chrystus daje świadectwo swojej Paschy:
owego „przejścia ze śmierci do życia”.
I daje świadectwo miłości,
która jest mocą życia – miłości,
która zwycięża śmierć.
Bądź pozdrowiony, Krzyżu,
gdziekolwiek się znajdujesz,
w polach, przy drogach, na miejscach,
gdzie ludzie cierpią i konają, na miejscach,
gdzie pracują, kształcą się i tworzą.
Na każdym miejscu, na piersi każdego człowieka,
mężczyzny czy kobiety, chłopca czy dziewczyny,
i w każdym ludzkim sercu.
Bądź pozdrowiony, Krzyżu Chrystusa!

Św. Jan Paweł II

PAULIŃSKI JUBILEUSZ KAPŁAŃSTWA

 

Ośmiu ojców paulinów dziękowało w środę, 24 czerwca na Jasnej Górze za 25 lat posługi kapłańskiej. Byli to: o. Nikodem Kilnar , o. Józef Stępień, o. Mariusz Tabulski, o. Krzysztof Rodak, o. Krzysztof Ościłowski, o. Dariusz Szuba, o. Jan Filipek i o. Kazimierz Kogut.

O duchowej łączności zapewnili nieobecni jubilaci: o. Alojzy Kosobuck z Ukrainy, o Kamil Szustak oraz o. Franciszek Meusz z Kamerunu.

Mszy św. jubileuszowej przed Cudownym Obrazem Matki Bożej przewodniczył o. Arnold Chrapkowski, generał Zakonu. Homilię wygłosił o. Kazimierz Maniecki.

„Drodzy ojcowie, wraz z wami my, wasi współbracia, dziękujemy za dar waszego życia powołania zakonnego i kapłańskiego pełnionego i tu w Polsce, i w rożnych krajach, pełnionego w różnych warunkach i w różnych okolicznościach, ale jak ufamy, zawsze posługi wiernej tym zobowiązaniom, które 25 lat temu podjęliście w bazylice jasnogórskiej – powiedział rozpoczynając Eucharystię o. Arnold Chrapkowski – Niech Maryja, Matka Kapłanów, w swym niepokalanym sercu nosi każdego z was, byście dalej idąc poprzez ten świat potrafili być wiernymi temu powołaniu, które Bóg złożył w waszym sercu”.

„Dziękując wspólnie z wami za 25 lat posługi kapłańskiej, chcemy dziękować za dar kapłaństwa jakim was Bóg obdarzył i za łaskę wytrwania – zwrócił się do jubilatów w homilii o. Kazimierz Maniecki – W dniu waszych święceń kapłańskich prosiliśmy Ojca Niebieskiego, który ustanowił swego Syna Najwyższym, Wiecznym Kapłanem, aby dzięki łasce Ducha św., ci których On wybrał jako sługi, szafarzy swoich tajemnic, okazali się wierni w wykonywaniu przyjętego urzędu posługiwania. I dzisiaj, po 25. latach modlimy się o to samo, o wierność heroiczną”.

„Świętując ten piękny jubileusz jesteście wezwani, by na nowo postawić na serce. Serce kapłana jest sercem przeszytym miłością Pana, dlatego nie powinno patrzeć na siebie, ale jest kierowane na Boga i na innych – podkreślił o. Maniecki – Posługa kapłańska jest pełna różnorodnych inicjatyw, wyzwań, które wystawiają ją na wiele frontów. Pośród tych zajęć i spraw, jakim będziecie się jeszcze oddawać, miejmy nadzieję, przez długie lata, niech trwa pytanie: gdzie utkwione jest moje serce? Jakiego skarbu poszukuje? Pamiętajcie słowa Pana Jezusa ‘tam jest mój skarb, gdzie jest moje serce’”.

„Każdy z was swoją pierwszą Mszę św. odprawiał przy tym ołtarzu, gdzie jest obecna i stale na nas patrzy, Maryja. Czy pamiętacie, co jej wtedy powiedzieliście? – pytał o. Maniecki – Kochani jubilaci, jeszcze raz spójrzcie na Maryję, Matkę i szczególną Patronkę naszego zakonu paulińskiego. Jej tajemnica tak bardzo jest wpisana w każde powołanie kapłańskie. W jednym z listów do kapłanów św. Jan Paweł II napisał: ‘jest w naszym służebnym kapłaństwie zdumiewający i przejmujący wymiar bliskości wobec Matki Chrystusa’. Starajcie się żyć w tym wymiarze. Gdy będziecie blisko Maryi, będziecie zawsze blisko Chrystusa, będziecie zawsze blisko każdego człowieka”.

Na podstawie relacji o. Stanisława Tomonia – Biuro Prasowe Jasnej Góry – 24.06.2020 r.

Dlaczego obchodzimy narodziny Jana Chrzciciela ?

Narodzenie świętego Jana Chrzciciela to przypomnienie faktu, że codziennie potrzebuję, aby w moim życiu rodził się:

Ktoś, kto skacze z radości w obecności Pana, kto sprawia, że pragnę przeżywać moją więź z Jezusem z większą gorliwością i zapałem.

Ktoś, kto przygotowuje drogę Panu i pozwoli mi poznać zbawienie, które się dokonuje dzięki odpuszczeniu moich grzechów.

Ktoś, kto odwraca moją uwagę od mych rozproszeń i uprzedzeń, tak abym patrzył na Baranka Bożego jak na prawdziwe pragnienie mego serca.

Ktoś, kto ukazuje mi wzór, żeby w moim życiu nie było żadnej większej radości niż ta, aby Jezus wzrastał, a ja się umniejszał, zwłaszcza gdy chodzi o pokładanie ufności w samym sobie, demonstrowanie mojego ja i zaabsorbowanie samym sobą.

Ktoś, kto płonie i świeci jak lampa, której blask oświetla moją drogę i wlewa odwagę w serce, budząc we mnie pragnienie życia dla innych.

Ktoś tak oddany prawdzie, że jest skłonny oddać życie za Prawdę, która stała się ciałem — dając przez to świadectwo, że wszelkie prawdziwe szczęście rodzi się z wyrzeczenia samego siebie.

Ktoś, czyja świętość przypomina, że żaden człowiek urodzony z niewiasty nie jest większy od niego, ale mogę uczestniczyć w jego wielkości, jeśli będę kochał Jezusa tak, jak on Go kochał.

W czułej litości naszego Boga nawiedziło nas z wysoka Wschodzące Słońce przez narodziny Jana Chrzciciela.

Ojciec Peter John Cameron OP

 

Modlitwy do Matki Bożej

Rano

Oto w tym nowym dniu pragnę stanąć przed Tobą, Niepokalana Matko Boża. Proszę Cię, byś przyjęła całkowitą gotowość do Twojej dyspozycji. Pomóż mi w dniu dzisiejszym myśleć, mówić i czynić wszystko zgodnie z Twoim życzeniem. Spraw, niech odczytam w każdym zdarzeniu wolę Twego Syna i Twoją. Oddaję dziś w Twoje ręce trud w pełnieniu moich obowiązków. Oddaję Ci ból i zmęczenie mego ciała. Proszę o cierpliwość w obcowaniu z ludźmi, o zdolność pełnego oddania się im do pomocy. Niech każdy spotkany dzisiaj człowiek będzie mógł we mnie zobaczyć Twoją miłość i dobroć. Niech odblask Bożej łaski w moim życiu prowadzi go do spotkania z Twoim Synem. Amen.

W ciągu dnia

Akt oddania się Matce Bożej

Matko Boża, Niepokalana Maryjo! Tobie poświęcam ciało i duszę moją. Wszystkie modlitwy i prace, radości i cierpienia, wszystko, czym jestem i co posiadam. Ochotnym sercem oddaję się Tobie w macierzyńską niewolę miłości.

Pozostawiam ci zupełną swobodę posługiwania się mną dla zbawienia ludzi i ku pomocy Kościołowi świętemu, którego jesteś Matką. Chcę odtąd wszystko czynić z Tobą, przez Ciebie i dla Ciebie. Wiem, że własnymi siłami niczego nie dokonam. Ty zaś wszystko możesz, co jest wolą Twojego Syna i zawsze zwyciężasz.

Spraw więc, Wspomożycielko wiernych, by moja rodzina, parafia, Ojczyzna i świat cały były Królestwem Twojego Syna i Twoim. Amen.

(Stefan kard. Wyszyński)

Wieczorem

Dziękuję Ci, Matko Najświętsza, że byłaś dzisiaj przy mnie. Dziękuję za dobro, które udało mi się przy Twej pomocy uczynić. Ofiaruję Ci cały miniony dzień. Przepraszam za moją niewierność wobec przykazania wzajemnej miłości, za mój egoizm naruszający pokój i zgodę między ludźmi.

A teraz na czas nadchodzącej nocy oddaję się ufnie Tobie jak dziecko w ramiona kochającej Matki.

Oddaję Ci także wszystkich ludzi, dla których ta noc będzie ostatnią. Bądź, Matko, przy każdym z nas w chwili naszego umierania i ukaż nam owoc Twego życia – Jezusa. Amen.

Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam!

Jedną dziesiątkę różańca,

Pod Twoją obronę…

Abba! Ojcze!

Abba! Ojcze! Urzeczywistnij we mnie to,
co oznacza Twoje imię.
Twoją sprawą, Ojcze, jest
prowadzić nas,
ochraniać nas,
zachowywać nas w dobrem,
uświęcać nas,
rządzić nami,
pocieszać nas darem Syna i Ducha.
Raczyłeś wezwać nas w Synu swoim
i dlatego nie brzydzisz się nami.
Ogarnij nas Twoją miłością.
Rozpal nas Twoim Duchem.
Umocnij nas Twoją siłą.
Oświeć nas Twoją światłością.
Napełnij nas Twoją łaską.
Daj, byśmy postępowali naprzód z Twoją pomocą.
Spraw, byśmy na koniec naszego biegu w czasie
zasłużyli wejść do wiecznej radości
Twojego królestwa. Amen.

Trud ojcostwa

 

Aby zostać ojcem, mężczyzna musi się związać duchowo i fizycznie z kobietą. Wraz z narodzonymi dziećmi tworzą wówczas rodzinę. Los rodziny, trwałość ogniska domowego, ciepło ich domu, współtworzą wszyscy jej członkowie, jednak wiodącą rolę mają do wypełnienia rodzice. I tak na ogół jest w większości rodzin. Więź, która łączy wszystkich członków rodziny jest na tyle silna, ile oni potrafią i chcą się włączyć w to wszystko, co składa się na zgodne, szczęśliwe, wypełnione wzajemną miłością obcowanie. Tak zbudowany dom, z którego emanuje radość bycia z sobą, świadomość, że zawsze można liczyć na drugą osobę, przeżywa wielką rozterkę, kiedy któryś z rodziców odchodzi. To odejście może mieć różny wymiar – rozpad małżeństwa, separacja czy śmierć. Wszystko wówczas nabiera innego koloru, niektórzy nie potrafią sobie z tym poradzić. Zostaje zburzony spokój i poczucie pewności, że życie będzie się teraz toczyć dotychczasowym trybem. Bo życie po utracie kochanej osoby nie będzie już takie samo. Jednak, jeżeli rodzina żyła zgodną miłością wzajemną, potrafi uszanować to wszystko, co pozostało po śmierci matki lub ojca. Każdemu z rodziców, który traci swego życiowego partnera, jest bardzo trudno dalej żyć. Dodatkowe obowiązki go nieraz przerastają, po ludzku nie daje rady. Na ogół lepiej z tym radzą sobie wdowy, które potrafią swą miłość przelać na dzieci, tym większą, jeżeli są to dzieci małoletnie. Ich macierzyństwo objawia się teraz dodatkowymi walorami, ale przecież możemy sobie wyobrazić, jak im jest trudno. Zupełnie inaczej wygląda życie rodziny po utracie matki. Ojciec nie zawsze potrafi kontynuować to wszystko, co było udziałem rodziny przed utratą matki jego dzieci, jego żony. Moje doświadczenie w tym temacie na pewno nie rozwiąże wszystkich problemów, jakie stają przed ojcem, któremu nagle przyszło być dla dzieci nie tylko ojcem, ale w miarę możliwości zastąpić dzieciom matkę. Dzieje się tak w przypadku, gdy ojciec pozostaje z małymi dziećmi. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak takiemu ojcu musi być ciężko. Mnie to spotkało, gdy nasze dzieci były już usamodzielnione. Moja samotność wymagała jednak pewnych zachowań, które jak zamierzałem, po latach oceny mogę stwierdzić, że się sprawdziły. Najważniejszym postanowieniem była decyzja, by żyć tak, jak nasze życie przebiegało, gdy byliśmy razem, z poszanowaniem tego wszystkiego, co budowało nasz szczęśliwy dom. Oczywiście nie wszystko się udawało, gdyż próbować, to nie znaczy osiągać zawsze zamierzony cel. Rady, których np. udzielałem memu synowi, nie zawsze potrafiłem przekazywać w takiej formie, jakby to czyniła matka. Ale to mnie również uczyło, gdy syn reagował w ten sposób mówiąc, że mama by go zrozumiała, ale potem „ w uścisku płakaliśmy oboje”, gdy mu odrzekłem, że mi też jest ciężko. Taki mały epizod uzmysłowił mi, że ten dorosły już przecież syn, pozostaje nadal pod silnym emocjonalnym wpływem, który w jego życiu zaistniał po utracie matki. I wtedy zdałem sobie sprawę, czego moje dorosłe już dzieci, mogą po mnie oczekiwać. Dzisiaj, kiedy od śmierci małżonki upłynęło już wiele lat, moje ojcostwo – oczywiście w mojej, zapewne nieobiektywnej ocenie – nie różni się w zasadzie od pierwszych lat, gdy zostałem wdowcem. Utrzymujące się wzajemne, poprawne relacje między mną a dziećmi, są zapewne efektem ich obserwacji, jakie mogli poczynić za życia małżonki, z czasu, gdy żyliśmy razem, ale i z okresu, gdy przypatrują się, jak ich ojciec rozwiązuje swoje życiowe problemy w samotnym życiu. Jeżeli może to komukolwiek pomóc, to wyznam, że człowiekowi wierzącemu jest zapewne łatwiej przejść ten etap życia, kiedy zaufa Bogu i przyjmie z pokorą los, który stał się jego udziałem, pamiętając jednak, że innych mogła spotkać trudniejsza sytuacja życiowa, a swój krzyż trzeba nieść godnie i wierzyć, że Bóg nie pozwoli Tobie upaść, jeżeli wierzysz i prosisz Go o pomoc. On nigdy nie zawodzi i to jest droga do naszego wspólnego spotkania w przyszłym życiu, bo przecież nas tylko czas rozłączył.

W hołdzie – polskim Ojcom !
Dzień Ojca – to dzień, w którym dzieci, bez względu na wiek, w najróżniejszy sposób pragną okazać swoją wdzięczność i miłość za wszystko, co ojciec – przez cały okres ich dzieciństwa, dorastania, a przecież i często dorosłości – dla nich uczynił. Bo w życiu każdego ojca był czas, gdy on stawał przed dylematem, jak pogodzić potrzeby dorastających dzieci w sytuacji, gdy materialne zabezpieczenie okazywało się niewystarczające. Ale on przecież kocha swoje dziatki, cóż było mu czynić; podejmował nieraz dodatkowe prace, które choć nadszarpywały jego zdrowie i siły, to jednak nie wahał się – bo wiedział, że taki jest jego ojcowski obowiązek. I tak jest przecież zawsze, nie ma takiego ustroju, który gwarantowałby równy, godziwy standard życia wszystkich członków społeczeństwa. Ale choć przez chwilę spróbujmy sięgnąć głębiej do dramatów ojcowskich. Nie chodzi tu o rozpamiętywanie tragedii, które powodowały historyczne wydarzenia, ale to właśnie one rozdzierały ojcowskie serca, które pękały z bólu i bezradności w sytuacji, w której przyszło im się znaleźć. Wczujmy się zatem w to, co przeżywali ojcowie rozdzieleni ze swoimi rodzinami, ze swoimi ukochanymi córeczkami, synkami, gdy znaleźli się w Katyniu, Dachau, Auschwitz i w tych wszystkich miejscach ziemskiego piekła, gdzie świadomi swej bezradności, a przecież i często świadomości, że już ich nigdy nie zobaczą – cóż oni tam przeżywali. Ile wewnętrznej rozterki musieli znosić, a do tego przecież cierpieli fizycznie z głodu i wycieńczenia. Byli przecież najczęściej na progu swojej drogi życiowej, mieli tyle planów, ich miłość dopiero rozkwitała, a już musieli zmierzyć się z osobistą tragedią. Jak ta pozostawiona, ukochana małżonka, jak ona sobie poradzi z tymi małoletnimi dziećmi, jak je wykarmi, przecież on był często jedynym żywicielem rodziny. To ich jeszcze bardziej osłabiało i czyniło bezradnymi. Dlatego, my jesteśmy dzisiaj tym wszystkim ojcom, tatusiom winni wdzięczność za ich patriotyzm, za ich przywiązanie do Ojczyzny, bo przecież za to ich uwięziono, katowano i uśmiercono. Mimo tych osobistych tragedii pozostali wierni swoim przekonaniom, wierni Bogu, Ojczyźnie i swoim najbliższym. Kochani Ojcowie – ofiary Katynia, hitlerowskich obozów śmierci i wy wszyscy, którym odebrano życie za to, że nie wyparliście się wolnej Polski pamiętajcie tak, jak my pamiętamy. Mimo, że nas rozdzielono, mimo że zabrano nam dzieciństwo, a Wam ojcostwo, jesteśmy z Was dumni, że mieliśmy takich ojców, którzy mimo, że nie mogli być świadkami naszego wzrastania, nie mogli dzielić ze swymi małżonkami trudu wychowania, zachowali do końca swą godność, choć tak ją zszargano. Dzisiaj ogarniamy Was naszą modlitwą o spokój Waszych dusz, o wynagrodzenie Waszych ziemskich cierpień. Niech dobry Bóg, nasz wspólny Ojciec Niebieski, w swej nieskończonej miłości obdarzy Was szczęściem wiekuistym i należnym spokojem. W tym ziemskim Dniu Ojca, jesteśmy z Wami wszystkimi i ślemy Wam gorące zapewnienie, że pamiętamy o Was, o heroizmie Waszego życia, o miłości, którą nas obdarzaliście, którą odwzajemniamy.

Janusz Marczewski

Klasztor Paulinów i Parafia Wniebowzięcia NMP w Wągrowcu, Kościół Piotra i Pawła Wągrowiec, Klasztor Pocysterski

Translate »