Archiwum kategorii: Strona Główna

Konserwacja figury Matki Bożej z Dzieciątkiem

MBJak wszyscy zauważyli, z wnętrza kościoła klasztornego zniknęła figura Matki Bożej z Dzieciątkiem, nazywana przez nas Matką Matek. Co się stało ? Przeprowadzone przez uprawnionego, dyplomowanego konserwatora malarstwa i rzeźby polichromowanej oględziny, wykazały bardzo zaawansowany proces ubytków gruntu i polichromii, którymi pokryta jest figura. W tej sytuacji postanowiono podjąć fachową konserwację figury, która takim zabiegom była ostatnio poddana w 1979 r. /wcześniej w 1939 r./. Po uzyskaniu pozwolenia Wielkopolskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Poznaniu, powyższe prace wykona Pracownia Konserwacji Dzieł Sztuki „ANTA” z Kostrzyna Wielkopolskiego, dokąd figura została przewieziona. Przewidywany okres konserwacji figury to około 9.miesięcy. Z uwagi na znaczny koszt prac konserwatorskich, Parafia wystąpiła do Wielkopolskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Poznaniu oraz do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego w Poznaniu dofinansowanie powyższych prac. Jednocześnie prowadzone są rozmowy z potencjalnym wykonawcą – Zakładem Brązowniczym z Poznania – na temat wykonania nowych insygniów tj. koron dla Matki Bożej i Dzieciątka oraz berła i jabłka, które były elementem wyposażenia figury od XVII w., a które zaginęły. Jak możemy wyczytać z opracowania prof. dr hab. Andrzeja M. Wyrwy „Wągrowiec – Klasztor Pocysterski”: „w przedwojennym wnętrzu, obok ołtarza głównego, który był wypełniony XVII-wieczną płaskorzeźbą przedstawiającą Wniebowzięcie NMP, znajdowało się pięć ołtarzy bocznych. Obok głównego znajdował się ołtarz, w którym stała, zachowana do dziś, późnogotycka rzeźba Madonny z Dzieciątkiem z ok. 1510 r. Rzeźba ta jest jedynym z niewielu elementów pierwotnego wyposażenia kościoła w obecnym jego wnętrzu. Została ona wykonana z drewna lipowego w warsztacie św. Wolfganga w Toruniu”.

Figura Matki Bożej, decyzją Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Poznaniu – Wydział Kultury – Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków z dnia 21 marca 1972 r. została wpisana do rejestru zabytków województwa poznańskiego.

Figura jest wysokości 2,1 m. Na bordiurze płaszcza umieszczony jest napis w języku łacińskim:„Regina coeli, laetare, alleluia. Quia quem meruisti portare, alleluia. Resurrexit sicut dixit, alleluia. Ora pro nobis Deum, alleluia”.

 Są to pierwsze słowa hymnu Laetare śpiewanego w czasie Rezurekcji. Słowa te znaczą w języku polskim : „Królowo Nieba, wesel się, alleluja, albowiem Ten, któregoś nosić zasłużyła, alleluja, Zmartwychwstał, jak powiedział, alleluja. Módl się za nami do Boga, alleluja”.

Po przeprowadzeniu prac konserwatorskich, rozważana jest koncepcja umieszczenia figury Matki Bożej w głównym ołtarzu.

Janusz Marczewski

Legenda o trzech drzewach

th_IMG_8735Dawno temu, w lesie na wysokim wzgórzu rosły trzy piękne drzewa. Pewnego dnia zaczęły zwierzać się sobie z tego, o czym marzą i jakie mają ciche pragnienia. Pierwsze drzewo powiedziało: “Moim marzeniem jest, żeby kiedyś zrobiono ze mnie piękną szkatułkę, rzeźbioną i obijaną złotem. W niej, żeby przechowywane były klejnoty, złoto, srebro i żeby wszyscy ludzie podziwiali moją piękność. Drugie drzewo powiedziało: “Kiedyś stanę się dużym i bardzo mocnym statkiem. Będę przewozić królów i królowe w dalekie miejsca, i wszyscy będą czuli się bezpiecznie, widząc moją odporność.”
Trzecie drzewo powiedziało: “Ja chcę być najwyższym i najprostszym drzewem w całym lesie. Chcę, by ludzie, gdy mnie zobaczą na wzgórzu, podziwiali moją potęgę, chwalili Boga widząc, jak moje konary sięgają nieba i przez to pamiętali mnie na zawsze.”
Upłynęło kilka lat i któregoś dnia przyszło do lasu paru drwali. Jeden z nich podszedł do pierwszego drzewa i powiedział: “To drzewo wygląda szlachetnie, myślę, że uda mi się sprzedać go cieśli”. Drzewo było zadowolone, bo wiedziało, że cieśla zrobi z niego piękną szkatułkę.
Inny drwal zaczął ścinać drugie drzewo i stwierdził, że jest bardzo mocne, więc będzie się nadawać na statek i uda mu się sprzedać je w porcie. Drzewo było zachwycone, widząc spełniające się marzenia.
Gdy drwale podeszli do trzeciego drzewa, ono zadrżało ze strachu. Wiedziało, że jeśli drwale je zetną, to nie spełnią się żadne jego marzenia. Trzeci drwal powiedział, że nie potrzebuje jakiegoś specjalnego drzewa, i to właśnie mu wystarczy.
Cieśla po kupnie pierwszego drzewa zastanawiał się, co z niego zrobić. W końcu zrobił żłobek, który wypełniono sianem i zwierzęta jadały z niego. To nie było wcale tym, o czym drzewo marzyło.
Drugie drzewo zostało pocięte na deski i zbudowano z niego mały statek rybacki. Jego marzenia o tym, by przewozić królów i być potężnym statkiem, również szybko się skończyły.
Trzecie drzewo zostało pocięte na duże klocki i pozostawione bez użytku przez wiele lat.
Powoli drzewa zapomniały o swoich marzeniach. Ale któregoś dnia do pomieszczenia dla zwierząt przyszli mężczyzna i kobieta. Ona urodziła dziecko i położyli je w żłobku. Pasterze i królowie zaczęli odwiedzać to dziecko i nagle drzewo zrozumiało, że leżał w nim najdroższy klejnot na świecie.
Minęło znowu trochę lat i grupka mężczyzn wsiadła w mały statek rybacki. Jeden z nich był bardzo zmęczony i zaraz usnął. Odpłynęli trochę od brzegu, a na morzu powstała wielka burza. Drzewo, z którego zrobiono statek bało się, że nie będzie w stanie ochronić tych ludzi przed utonięciem. Mężczyźni byli przerażeni i obudzili tego jednego, który spał. Ten wstał i w jednym momencie uspokoił burzę. Drzewo zrozumiało wtedy, że wiozło kogoś najwspanialszego, wiozło Króla Królów.
Na koniec ktoś zobaczył drzewo, leżące bez użytku. Zabrano je, pocięto i niesiono przez miasto. Ludzie śmiali się i ubliżali człowiekowi, który je niósł. Gdy się zatrzymali, człowieka tego przybito do drzewa i wzniesiono na wzgórzu, by umarł. Ziemia się zatrzęsła, ciemno się zrobiło w ciągu dnia i drzewo zrozumiało nagle, że stało wysoko na wzgórzu, że było mocne, i że znalazło się najbliżej nieba i Boga, bo Zbawiciel właśnie umarł na nim.
Jaki jest morał tej legendy? Gdy w życiu coś ci się nie darzy, plany ci się krzyżują, wiedz że Pan Bóg ma plan, przeznaczony specjalnie dla ciebie. Jeśli mu zaufasz, to otrzymasz więcej błogosławieństw, niż kiedykolwiek mógłbyś sobie wyobrazić. Każde z drzew otrzymało to, czego pragnęło, tylko nie w taki sposób, w jaki się spodziewało. My często nie wiemy, co nas czeka, nie możemy znać zamiarów Ojca Niebieskiego wobec nas: wiemy tylko, że jego drogi są inne niż nasze, ale one są zawsze lepsze.
Niech Pan Bóg ci błogosławi dzisiaj i zawsze.

Sam Pan Jezus, Syn Boży

Sam Pan Jezus, Syn Boży, „doświadczony we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu”, chciał być kuszony przez diabła, aby pokazać, że również Jego uczniowie tak jak On będą wystawieni na pokuszenie oraz aby wskazać, jak się trzeba zachować w momencie pokusy. Dla tego, kto błaga Ojca, by nie był kuszony nad siły i aby nie uległ pokusie, dla tego, kto nie szuka okazji do grzechu, kuszenie nie oznacza popełnienia grzechu, lecz jest raczej okazją do wzrostu, poprzez pokorę i czujność, w wierności i zgodności życia z wiarą;
Reconciliatio et paenitentia, 26

Kamil – ambasador wiary

Rozmowa z ks. Edwardem Pleniem SDB, krajowym duszpasterzem sportowców, przebywającym na Olimpiadzie w Soczi 

483379_821494757866010_1486497711_n_7

O tym, jak wspierać polskich sportowców i wyjściu z progu podczas Mszy św., z ks.  Edwardem Pleniem SDB, krajowym duszpasterzem sportowców, rozmawia ks. Łukasz Gołaś SAC /Radio Nowohuckie.pl.

Ks. Łukasz Gołaś SAC: Kamil Stoch nigdy nie ukrywał, że Bóg jest dla niego bardzo ważny. To piękne, że młody człowiek, sportowiec, który odnosi sukcesy, tak otwarcie dzieli się swoja wiarą.

Ks. Edward Pleń: Kamila Stocha po raz  pierwszy spotkałem na igrzyskach olimpijskich w Turynie. Był wtedy bardzo młody. Spontanicznie zaprzyjaźniliśmy się. Kamil mówi o wierze i Panu Bogu z wielkim szacunkiem i jest w tym autentyczny, a jednocześnie prostolinijny, delikatny. U Kamila wiara jest życiem – to, co mówi, jest w jego wnętrzu, w jego słowach, myślach, czynach. Pamiętam, jak kiedyś do Kamila zadzwoniłem – był październik, godz. 15.45. Miał wtedy dziewiętnaście lat i powiedział mi: „Przyjacielu, czy mogę
przeprosić, bo ja teraz idę do kościoła na Różaniec i Mszę św.”. Wtedy zrozumiałem,  kim jest ten młody człowiek. Sportowcom zawsze podpowiadam, by zawsze mieli w sobie szacunek dla każdego człowieka.  Kamil wie o tym i tymi wartościami żyje na
co dzień.

Kamil modli się za każdego skoczka i za każdego sportowca, by nikomu nie stała się krzywda. Nie jest więc egoistą, bo nie modli się tylko za siebie, ale za wszystkich. Myślę, że można powiedzieć o nim, iż to polski ambasador wiary, który nie wstydzi się Jezusa.

Zdecydowanie tak! Kamil po zdobyciu złotego medalu powiedział, że to nie jest koniec. On ma jeszcze coś do udowodnienia w drużynie. Jego delikatność i głębia jego osobowości, nie pozwalają na to, aby ważne osiągnięcia zakończyły się tylko na tym sukcesie. Chce też, aby także jego koledzy byli usatysfakcjonowani i zadowoleni z igrzysk.

Nigdy nie zapomnę wiadomości SMS,  którą napisał do mnie przed olimpiadą w Pekinie: „Przyjacielu! Będziemy się modlić za ciebie, żebyś miał siły modlić się za nas”. To jest wzruszające, buduje bliskość, i nie jest podyktowane chęcią pokazania się, ale prawdziwie wypływa z głębi serca.

Jakie są plany Kamila na najbliższe dni?

W sobotę będą odprawiane Msze św. w najbardziej oddalonych górskich wioskach olimpijskich. Wcześniej będzie też – tak, jak w ubiegłą sobotę – Msza dla wszystkich sportowców mieszkających w wiosce, w której są skoczkowie. Potem mam spotkanie z biathlonistkami i wieczorem będę na skoczni o godz. 21.30 (czasu w Soczi).
Nigdy nie jadę na igrzyska po to, by być  widzem i oglądać zawody, ale po to, by być do dyspozycji sportowców i im służyć.

Czego możemy życzyć naszym sportowcom, oprócz kibicowania i wspierania ich modlitwą?

Myślę że wystarczy modlitwa kibiców, bo dzięki niej będziemy ze sportowcami na dobre i na złe. Jeśli odnoszą sukcesy, wiadomo, że wśród kibiców panuje euforia.Pamiętajmy jednak, że jeśli coś nie pójdzie po ich myśli, może popełnią jakiś błąd, to nie patrzmy na nich krytycznie, lecz nadal z nimi bądźmy. Zawsze powtarzam: jak chcesz coś powiedzieć o drugim, najpierw popatrz na siebie. Zachęcam też kibiców, abyśmy w intencji sportowców ofiarowali zarówno swoje modlitwy, jak i uczynki oraz cierpienia. Wtedy naprawdę wszystko będzie dobrze, a tylko Bóg wie, jakie będą wyniki. Dla Polski to już są piękne igrzyska, ponieważ po raz pierwszy podczas zimowej olimpiady, zdobyliśmy 3 złote medale.

Oprócz Kamila także inni polscy sportowcy pokazują, że nie wstydzą się swojej wiary. Ostatnio widzieliśmy, że włączają się w liturgię Mszy św. – czytają, śpiewają psalm. Chętnie biorą w tym udział?

Do Soczi przywiozłem mszaliki „Oremus” i „Dzień Pański na Niedzielę”. Gdy jestem w wiosce (w Soczi są trzy wioski olimpijskie) przed sobotą i niedzielą, podchodzę do zawodników i zawodniczek i proponuję im je. Biorą bardzo chętnie, zawsze zgłaszają się też ministranci, którzy chcą służyć do Mszy. Włączanie się w liturgię na pewno jest dla nich dużym przeżyciem i stresem, dlatego mówię im, że to jest próba przed startami. Jak tutaj pokonacie stres, to i wasz start będzie piękny.

Można powiedzieć, że to takie wyjście z progu?

Dokładnie tak.
W ubiegłym tygodniu na zakończenie Mszy św. skoczkowie otrzymali od Księdza obrazki św. Jana Bosko i medaliki Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych – aby Matka Boża była z nimi i czuwała w każdym momencie. Gdy na przełomie listopada i grudnia byłem w Rzymie, kupiłem medaliki, pobłogosławił je papież Franciszek. Mówiłem ojcu świętemu, że jadę z nimi na igrzyska, by były dla sportowców dodatkową siłą. Św. Jan Bosko postawił na wychowanie młodych ludzi na uczciwych obywateli i dobrych chrześcijan. Bardzo bliski był mu też sport. Chcę, żeby sportowcy na starcie i w każdym innym miejscu wiedzieli, że nie są sami, a jeśli problemy ich przerastają to jest Matka Boża, do której w każdej sytuacji mogą się zwrócić. Skoczkowie przyjęli te medaliki z ogromną radością, nawet je ucałowali. To było dla mnie bardzo miłe. W piątek spotkałem Maćka Kota i widziałem, że nosi ten medalik na szyi.

Ks. Łukasz Gołaś SAC

Całej rozmowy można wysłuchać na stronie krakowskiego radia Nowohuckie.pl (www.nowohuckie.pl), które włącza się w akcję „Kibicuj naszym modlitwą”, zainicjowaną przez Radio Niepokalanów.
Za: InfoSAC

20.lat kapłaństwa o. Dariusza Andrzejewskiego CSSp

DSCI4823eeeeeee

Mija właśnie 20.lat, kiedy w dniu 5 lutego 1994 r. ks. bp Bogdan Wojtuś, wyświęcił w wągrowieckim klasztorze na kapłana, Dariusza Andrzejewskiego – rodowitego wągrowczanina, obecnie proboszcza parafii Św. Trójcy w Cielądzu w dekanacie Rawa Mazowiecka, w diecezji łowickiej, a zarazem przełożonego Domu Zakonnego w Cielądzu.
Po 20.latach, ks. bp Bogdan Wojtuś przewodniczył w wągrowieckim klasztorze Mszy św. jubileuszowej, w 20.lecie kapłaństwa o. Dariusza Andrzejewskiego. Współkoncelebransami byli ks. bp Louis Dicaire z Montrealu oraz jubilat.
W uroczystości udział wzięli m. in. matka jubilata, 90.letnia p. Zofia Andrzejewska, Vicemarszałek Senatu RP p. Stanisław Karczewski, senator RP p. Grzegorz Wojciechowski, Burmistrz Miasta Wągrowca p. Stanisław Wilczyński, liczne grono kapłanów przybyłych z miejsc posługi kapłańskiej Jubilata, nasi ojcowie paulini, członkowie Towarzystwa Świętego Wojciecha.
Witając Wszystkich przybyłych na tę szczególną uroczystość, proboszcz o. Dariusz Nowicki wspomniał na towarzyszące temu zdarzenia, a przede wszystkim na znamienne rocznice, które przeżywają przybyli na to spotkanie księża biskupi. Ks. bp Louis Dicaire – 15.lecie sakry biskupiej, a ks. bp Bogdan Wojtuś – 25.lecie sakry biskupiej. Księżą biskupi obecni na uroczystości, wywarli wielki wpływ na drogę kapłańską Jubilata, co on sam szczególnie podkreślił w swym końcowym słowie.
Ks. bp Bogdan Wojtuś w swej homilii wskazał na wielką konsekwencję posługi kapłańskiej Jubilata, jego systematycznie okazywaną wdzięczność za otrzymany dar kapłaństwa.
Życzenia Jubilatowi złożyli Vicemarszałek Senatu RP p. Stanisław Karczewski, senator RP p. Grzegorz Wojciechowski, , Burmistrz p. Stanisław Wilczyński, przedstawiciele Towarzystwa Świętego Wojciecha oraz przedstawiciele naszej parafii, którzy życzyli wszelkiej pomyślności w dalszej drodze kapłańskiej, wszędzie tam, gdzie przyjdzie mu służyć Kościołowi i ludowi Bożemu, wyrażając jednocześnie nadzieję, że Jubilat nadal będzie o nas pamiętał.
O. Dariusz Andrzejewski, w końcowym słowie wspomniał swą drogę do stanu kapłańskiego, wyrażając słowa podziękowania Rodzicom, Rodzinie oraz Wszystkim, którzy kształtowali jego drogę do kapłaństwa, w tym Chórowi Kameralnemu pod batutą p. mgra Andrzeja Kaliskiego, który uświetnił swym występem dzisiejszą uroczystość.

Janusz Marczewski