Archiwa tagu: Popielec

W Krzyżu cierpienie, w Krzyżu zbawienie

W środę popielcową wchodzimy w okres Wielkiego Postu, czyli okresu liturgicznego w kościele katolickim przygotowującego nas do największych świąt chrześcijaństwa – Zmartwychwstania Pańskiego. W kontekście tego wydarzenia, jakim było zmartwychwstanie Syna Bożego winniśmy zastanowić się nad ogromem miłości Bożej do nas grzeszników . Nieposłuszeństwo pierwszych ludzi – Adama i Ewy obciążyło nas grzechem pierworodnym, i gdyby nie śmierć Jezusa Chrystusa, bylibyśmy skazani na wieczne potępienie . Bóg w swej niewyobrażalnej miłości – do nas ludzi – postanowił wyzwolić nas z tego obciążenia . I tutaj dopiero możemy poznać jak wielką miłością obdarzył Bóg swój lud, zsyłając na ziemię Syna, by Ten odkupił nas za grzech naszych prarodziców . Sądząc po ludzku, stała się rzecz przerastająca nasze możliwości i wyobrażenie . Czy ktokolwiek z nas, byłby zdolny posłać swe dziecko na pewną i okrutną śmierć, poprzedzoną upokorzeniami, szyderstwami, wielkimi męczarniami. Zapewne nie ! Bóg to uczynił, a Jezus Chrystus, z synowską pokorą ujął krzyż i poniósł go bez szemrania na Golgotę, by tam na nim zawisnąć . Ta śmierć niewinnego człowieka, dała nam wielki dar jakim jest życie wieczne . Umierając wiemy, że w tym momencie rodzimy się do nowego życia i na tej pewności osadza się nasza wiara . W jaki sposób my możemy odwdzięczyć się Bogu za ten dar . Przede wszystkim winniśmy odpowiedzieć Bogu na Jego wezwanie, by wziąć swój krzyż, i tak jak Jezus Chrystus pójść drogą, którą Bóg nam wyznaczył, by po przejściu zasłużyć na życie wieczne . Jaka może być ta nasza droga ; może być nieraz niełatwa. A jak ciężki będzie mój krzyż – Bóg nie żąda od nas niczego, co by nas przerastało . A zatem, ujmij swój krzyż i nieś go przez życie. Jeżeli upadniesz, wstań ; niech cię nie zraża chwilowa słabość, On jest przy tobie i nie powiedzie cię na zatracenie . Co mnie może czekać, jaki będzie mój krzyż ? Nie można odpowiedzieć człowiekowi precyzyjnie na to nurtujące go pytanie, na które odpowiedź zna tylko Bóg. Dla jednego będzie to niesprawność fizyczna, ubóstwo czy samotne życie ; dla innego choroba, utrata bliskiej osoby, dotkniecie kataklizmem, utrata dorobku całego życia, kłopoty z wychowaniem dzieci, brak pracy, alkoholizm, narkomania członka rodziny. Waga tego „naszego krzyża” może być znaczna. Jednak nie wolno nam nigdy tracić nadziei, że nam się w końcu powiedzie . Każdego, który kroczy drogą, którą mu Bóg wyznaczył – czeka nagroda w Niebie . W tej grze nie ma pustych losów, trzeba się tylko zastosować do jej reguł, nie zapominając, że ta droga jest łatwiejsza od tej, po której musiał przejść nasz Zbawiciel . Będzie tobie nieraz trudno, ale pamiętaj, że On idzie koło ciebie ; to tylko z pozoru idziesz sam .Gdy ci będzie bardzo trudno, poproś Go o pomoc; On jej tobie nigdy nie odmówi .Poczujesz wtedy, że jest ci lżej . Jeśli jesteś niesprawnym, popatrz na gorzej od ciebie upośledzonych i doceń to, co oni w porównaniu z tobą czynią, więcej i lepiej . Jeśli nęka cię ubóstwo, znajdź ludzi a przede wszystkim dostrzeż w ich ubóstwie to co cię przerasta, a oni to muszą i potrafią z tym żyć . Mimo swego ubóstwa, spróbuj na miarę swoich możliwości im pomóc. „Wszystko co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili.” Zobaczysz wtedy radość na ich obliczach i to doda ci sił . Jeżeli jesteś osobą samotną, rozejrzyj się dokoła i znajdź inną osobę samotną, która rzeczywiście nie ma rodziny, bliskiej osoby, nikt jej nie odwiedza, a do tego jest jeszcze chora . Spróbuj porównać swoje życie, jesteś samotny, ale możesz chodzić i swoimi odwiedzinami, czy ewentualną pomocą sprawić jej radość . Jeżeli utraciłeś bliską osobę, spróbuj spojrzeć na to w kontekście losu innych osób . Straciłeś żonę, męża po kilkudziesięciu latach szczęśliwego małżeństwa, wychowaliście kochające was dzieci, wnuki. Przeżyliście tyle szczęśliwych dni . A gdy choroba czyniła swoje, prosiłeś Boga, by tobie pozostawił kochaną osobę, abyś mógł się do tej samotnej drogi przygotować. I tak się stało. A gdy twój najbliższy odchodził, mogłeś trzymać go za rękę i wierząc mówić – do zobaczenia. Pożegnałeś go w domu, możesz odwiedzać jego mogiłę. Czy to mało ? Pomyśl o tych wszystkich, którzy odchodzili w obozach koncentracyjnych, umęczeni, upokorzeni, pełni obaw o twój los, nie mają mogiły, a ty nie wiesz, gdzie zapalić zaduszkowy znicz . Pomyśl o tych, którzy zginęli nagle w katastrofach, łagrach, z dala od bliskich; nawet nie wiesz nieraz, jak i gdzie zginęli. Czy niosąc swój krzyż nie czujesz się wyróżniony. Umiej to ocenić i nieś go godnie . Ci, którzy pozostali po nich długo jeszcze poniosą swój krzyż. Jak np. długa była „droga krzyżowa” rodzin katyńskich, a jak godnie znosiły one swe cierpienia . Pamiętaj także, że każda droga prowadzi do Boga. Jakąkolwiek On tobie wyznaczy, pamiętaj, że Bóg jest miłością, On wybiera dla ciebie nieraz trudną, ale na pewno najlepszą . Nie bój się na nią wejść, idź z wiarą, że On na ciebie zawsze czeka. Uświadom też sobie, że zmierzasz do pełni życia jaka jest w Chrystusie. Zanim jednak ją osiągniesz, musisz mieć najpierw udział w Jego krzyżu. Innej drogi nie ma .

„Pamiętaj: z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”

W najbliższą środę pochylimy głowy, by przyjąć z rąk kapłana tę szczyptę popiołu, która za jego słowami, przypomina nam te kardynalne prawdy, że „z prochu powstaliśmy i w tenże proch zamienimy się po śmierci”. Ale kapłan napomina nas także : „nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”, bo z kart Ewangelii płynie dla nas ta wielkiej wagi nadzieja : „Pan cię wskrzesi w dniu ostatecznym”. Tę prawdę należy zestawić z innym wersetem z Ewangelii, gdy Pan Jezus mówił: „niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga ? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem”. Czy zatem śmierć powinna nas przerażać ? Otóż nie ! Po ludzku boimy się śmierci, ale jeżeli naprawdę wierzymy, winniśmy na ten moment spojrzeć nie tylko z obawą, ale i z nadzieją, że przechodzimy do życia wiecznego. Oczywiście na to musimy sobie zasłużyć naszym życiem doczesnym. Popielec stanowi jakoby pierwszy stopień wejścia w okres Wielkiego Postu, tego wielkanocnego Adwentu, gdy mamy się przygotować na przyjście Zmartwychwstałego Chrystusa, który poprzez swoje zmartwychwstanie pokazuje nam to, co czeka nas po śmierci. By jednak dobrze się do tego przysposobić, przyjmijmy na nasze głowy tę tchnącą nadzieją grudkę popiołu i niech ona wprowadzi nas w to wielkopostne oczekiwanie, byśmy u progu Wielkiej Nocy poczuli się właściwie przygotowani na spotkanie ze Zmartwychwstałym Jezusem. Ks. Jan Twardowski pisał: „Od ciemnej grudki prochu, którą smolisz ręce, z namaszczeniem rzuconej w Popielcową Środę – Cichutka radość wzbiera. O, rzuć prochu więcej, Na warkocz, na czuprynę, w książeczki, na brodę…. Bo przecież od tej grudki – wiosna w drzwiach kościoła. Będzie więcej spowiedzi i dobrych przyrzeczeń – wiele skradzionych powróci w czas krótki – A wszystko się rozpocznie po prostu od Środy, I właśnie od popiołu….od smolącej grudki.
A zatem, przyjmując też zaproszenie Ks. Floriana z łam „Tygodnika Katolickiego Niedziela”: „zachęćmy naszych bliskich, by w Środę Popielcową udali się do Kościoła, aby przeżyć tę tak bogatą w treść ceremonię. A tym, którzy naprawdę nie mogą przyjść, przynieśmy z popielcowego nabożeństwa szczyptę popiołu, by mogli sami posypać sobie nim własną głowę. Taki bowiem gest dobrze służy życiu duchowemu każdego człowieka. A odrobina popiołu, o której włożenie między stronice naszego modlitewnika poprosimy kapłana, będzie nam przez wiele lat przypominała, że jesteśmy prochem, w którym Wiekuista Miłość pragnie mieć swe odbicie”.

Homilia Papieża Franciszka w środę popielcową

Słowo Boże na początku Wielkiego Postu kieruje do Kościoła i do każdego z nas dwie zachęty.

Pierwszą są słowa św. Pawła: “pojednajcie się z Bogiem” (2 Kor 5,20). Nie jest to zwykła dobra ojcowska rada, ani też jedynie propozycja; jest to prawdziwe i w pełnym tego słowa znaczeniu błaganie w imieniu Chrystusa: “W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem” (tamże). Dlaczego tak uroczyste i stanowcze wezwanie? Ponieważ Chrystus wie, jak bardzo jesteśmy słabi i grzeszni, zna słabość naszego serca; widzi, że jest ono zranione przez zło, jakie popełniliśmy i jakiego doznaliśmy. Wie, jak bardzo potrzebujemy przebaczenia, wie, że musimy poczuć się kochanymi, aby czynić dobro. Sami nie jesteśmy w stanie. Dlatego apostoł nie mówi nam, abyśmy coś zrobili, ale byśmy pojednali się z Bogiem, abyśmy Jemu pozwoli, aby nam przebaczył, z ufnością, ponieważ “Bóg jest większy od naszego serca” (1 J 3,20). On zwycięża grzech i podnosi nas z nieszczęść, jeśli je Jemu powierzymy. Naszym zadaniem jest uznanie siebie za potrzebujących miłosierdzia: to pierwszy krok drogi chrześcijańskiej; chodzi o wejście przez otwartą bramę, którą jest Chrystus, gdzie On sam nas oczekuje, Zbawiciel, i daje nam nowe, radosne życie.

Mogą istnieć pewne przeszkody, które zamykają drzwi serca. Istnieje pokusa, aby zablokować drzwi, albo żyć z własnym grzechem, minimalizując go, zawsze się usprawiedliwiając, myśląc, że nie jesteśmy gorsi od innych. W ten sposób zamykają się jednak zamki duszy i pozostajemy zamknięci wewnętrznie, stajemy się więźniami zła. Inną przeszkodą jest wstyd, by otworzyć tajemne drzwi serca. Wstyd, jest w istocie dobrym znakiem, ponieważ wskakuje, że chcemy oderwać się od zła. Jednak nigdy nie może przemieniać się w lęk czy strach. Jest jeszcze trzecia pułapka, by odsunąć się od drzwi. Ma ona miejsce, kiedy zaszywamy się w naszej niedoli, gdy ciągle rozpamiętujemy rzeczy negatywne, łącząc je ze sobą, aż po pogrążenie się w najciemniejszych otchłaniach duszy. Wtedy stajemy się przyzwyczajeni do smutku, którego nie chcemy, zniechęcamy się i jesteśmy słabsi w obliczu pokus. Dzieje się tak, bo jesteśmy sami ze sobą, zamykając się i uciekając od światła; podczas gdy tylko łaska Pana nas wyzwala. Zatem pojednajmy się, posłuchajmy Jezusa, który mówi do tych, którzy są utrudzeni i obciążeni “przyjdźcie do mnie” (Mt 11,28). Nie trwać w sobie samym, ale trzeba iść do Niego! Tam jest orzeźwienie i pokój.

Podczas tej uroczystości obecni są Misjonarze Miłosierdzia, by otrzymać mandat do bycia znakiem i narzędziem Bożego przebaczenia. Drodzy bracia, obyście pomogli otworzyć drzwi serc, żeby przezwyciężyć wstyd, nie uciekać od światła. Niech wasze ręce błogosławią i pocieszają braci i siostry jak ojcowskie dłonie, niech poprzez was spojrzenie i ręce Ojca spoczną na dzieciach i uleczą ich rany.

Jest też drugie wezwanie Boga, który mówi przez proroka Joela: “Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem” (2,12). Jeśli trzeba powrócić, to dlatego, że się oddaliliśmy. To tajemnica grzechu: oddaliśmy się od Boga, od innych ludzi, od samych siebie. Trudno zdać sobie z tego sprawę: wszyscy widzimy jak nam naprawdę trudno zaufać Bogu, powierzyć się Jemu jako Ojcu, bez lęku; jak trudno kochać innych, zamiast myśleć o nich źle; ile nas kosztuje czynienie naszego prawdziwego dobra, podczas gdy nas pociąga i uwodzi tak wielu rzeczy materialnych, które znikają i ostatecznie zostawiają nas biednymi. Obok tej historii grzechu, Jezus zapoczątkował historię zbawienia. Ewangelia, rozpoczynająca Wielki Post zachęca nas, abyśmy mieli w nim aktywny udział, podejmując trzy środki, trzy leki, które leczą z grzechu (por. Mt 6,1-6.16-18).

Najpierw modlitwa, będąca wyrazem otwarcia i ufności w Panu: to osobiste spotkanie z Nim, które skraca dystans stworzony przez grzech. Modlitwa oznacza powiedzenie: “nie jestem samowystarczalny, potrzebuję Ciebie, Ty jesteś moim życiem i moim zbawieniem”. Po drugie posługa charytatywna, aby przezwyciężyć obcość wobec innych. Prawdziwa miłość nie jest w istocie aktem zewnętrznym, nie jest dawaniem czegoś na sposób paternalistyczny, aby uspokoić sumienie, ale zaakceptować tego, kto potrzebuje naszego czasu, naszej przyjaźni, naszej pomocy. To życie służbą, przezwyciężając pokusę, aby zaspokoić siebie. Po trzecie – post, pokuta, aby się uwolnić od uzależnień wobec tego co mija, i uczyć się bycia bardziej wrażliwymi i miłosiernymi. Jest to zachęta do prostoty i dzielenia się z innymi: ująć coś z naszego stołu i naszych dóbr, aby na nowo odkryć prawdziwe dobro wolności.

“Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem”- mówi Pan: nie tylko jakimś aktem zewnętrznym, ale z głębi samych siebie. Rzeczywiście Jezus nas wzywa byśmy żyli modlitwą, miłością i pokutą w sposób konsekwentny, autentycznie, przezwyciężając obłudę. Niech Wielki Post będzie czasem dobroczynnego “okrzesywania” z fałszu, światowości, obojętności: by nie myśleć, że wszystko jest w porządku, jeśli ja mam się dobrze; aby zrozumieć, że to, co się liczy to nie akceptacja, dążenie do sukcesu i zgody, ale oczyszczenie serca i życia; aby odnaleźć na nowo tożsamość chrześcijańską, to znaczy, miłość, która służy, a nie egoizm, który posługuje się innymi. Wyruszmy razem jako Kościół, przyjmując posypanie popiołem i wpatrując się w Ukrzyżowanego. On, kochając nas, zachęca nas do pojednania z Bogiem i powrotu do Niego, abyśmy odnaleźli samych siebie.