9 pierwszych piątków miesiąca

Pierwsze piątki miesiąca nie są obce wielu wiernym. Większość dzieci słyszy o nich na katechezie, zachęca się je też do tej praktyki tuż po Pierwszej Komunii. Dla dużej części osób pierwsze piątki miesiąca pozostają już na stałe dniem spowiedzi i komunii świętej. Skąd wzięła się ta praktyka?

Powiedział o niej sam Jezus francuskiej siostrze zakonnej, św. Małgorzacie Marii Alacoque w czasie objawień. Przez ponad półtora roku ukazywał jej On swoje Serce płonące miłością do ludzi i zranione ich grzechami. Św. Małgorzata usłyszała od Jezusa o obietnicach, jakie daje On czcicielom jego Serca. Wśród nich pojawia się i ta: “Przyrzekam w nadmiarze miłosierdzia Serca mojego, że wszechmocna miłość moja udzieli tym wszystkim, którzy komunikować będą w pierwsze piątki przez dziewięć miesięcy z rzędu, łaskę pokuty ostatecznej, że nie umrą w stanie niełaski mojej ani bez sakramentów i że Serce moje stanie się dla nich bezpieczną ucieczką w godzinę śmierci”.

Mówiąc to Jezus ukazał się św. Małgorzacie jako ubiczowany. Z czasem obietnicę tę nazwano “Wielką”, jako największą, jakiej człowiek może dostąpić w czasie ziemskiego życia. Jezus obiecuje praktykującym 9 pierwszych piątków miesiąca, że nie umrą nie będąc w stanie łaskie uświęcającej. W najstarszym polskim miesięczniku katolickim, “Posłańcu Serca Jezusowego”, można przeczytać niezwykłą historię związaną z tą obietnicą.

Jedna z więźniarek obozu Ravensbrück została wyznaczona do egzekucji. Nie mogła uwierzyć, że po wielokrotnym odprawieniu dziewięciu piątków umrze bez sakramentów świętych. Tak się jednak złożyło, że choć dwukrotnie wzywano ją do tzw. transportu, z którego nie było już powrotu, w obu wypadkach niespodziewanie polecono jej wrócić do obozu. Dotrwała do czasu, gdy do obozu przemycono puszkę z komunikantami. Została stracona w dniu, w którym przyjęła Komunię św. 

Warto zwrócić uwagę, że Jezus w swojej obietnicy mówi o przyjęciu Komunii świętej w kolejne 9 pierwszych piątków, nie o samej spowiedzi. Aby jednak przystąpić do Komunii, trzeba być w stanie łaski uświęcającej, więc dobrze poprzedzić ją sakramentem pokuty.

9 pierwszych piątków miesiąca nie jest bynajmniej praktyką magiczną, nie ma nic wspólnego z zabobonem. Pomaga ona jednak wypracować nawyk regularnej spowiedzi i częstszego, niż tylko w niedzielę, przyjmowania Komunii Świętej.

Wyznanie wiary w Trójcę Świętą zawarte w znaku Krzyża Świętego

Czyniąc znak krzyża świętego dotykamy ręką głowy,
co oznacza Boga Ojca, który od nikogo nie pochodzi.
Kiedy potem dotykamy ręką ciała (poniżej piersi),
oznacza to Syna Jego, Pana naszego,
który pochodzi od Ojca i zstąpił do łona
Przenajświętszej Dziewicy Maryi.
Kiedy znów kładziemy rękę na jednym i drugim ramieniu,
oznacza to Ducha Świętego,
który pochodzi od Ojca i Syna.
A kiedy nasze ręce składamy razem,
oznacza to, że Trzy Osoby Boskie są jedną Istotą.
Kiedy zaś znaczymy krzyżem nasze usta,
oznacza to, że w Jezusie Chrystusie,
(w Słowie Bożym, Zbawicielu naszym i Odkupicielu,
jest Ojciec, Syn i Duch Święty,
jeden jedyny nasz Bóg, Stwórca i Pan,
i że Bóstwo nigdy nie było oddzielone
od Ciała Chrystusa w czasie Jego śmierci.

Św. Ignacy Loyola

Jesteście Jego żołnierzami

Jednak ponad wszystko chciałbym, aby podnosiła was na duchu czysta miłość Jezusa Chrystusa, wraz z pragnieniem Jego czci i zbawienia dusz, które odkupił. W tym „towarzystwie” jesteście Jego żołnierzami ze specjalną rangą i specjalną zapłatą. Nazywam je „specjalnymi”, ale oczywiście istnieją inne, bardziej ogólne, nałożone na was zobowiązania, każące pracować dla Jego czci i służby.

Dawaną przez Niego zapłatą jest wszystko w porządku natury, czym jesteś i co posiadasz. On dał wam życie i istnienie, i zachowuje je razem z wszystkimi rozmaitymi dobrymi rzeczami: duszą, ciałem i światem wokół nas. A dalej, zapłata od Niego składa się z duchowych darów Jego łaski, z którymi On zawsze życzliwie i hojnie jest przy was obecny, dokądkolwiek idziecie, i które nieustannie dostarcza, mimo że jesteście wobec Niego niezgrabni i buntowniczy. Jego zapłatą są niezliczone dary Jego chwały, które przygotował dla was i wam obiecał, nie otrzymując niczego.

Przekazuje wam te wszystkie skarby swego szczęścia wiecznego, tak byście dzięki „nadzwyczajnemu” uczestnictwu w Jego Boskiej doskonałości mogli być tym, czym On jest ze swej istoty i natury. W końcu jego zapłatą jest cały wszechświat i to, co on zawiera, zarówno materialnego, jak i duchowego. Bo nie tylko umieścił On wszystko pod niebem, żeby nam służyło, lecz także [przeznaczył do tego] cały swój szlachetny i wzniosły dwór, nie oszczędzając żadnej z niebieskich hierarchii, gdyż „są one wszystkie duchami zdatnymi do służby dla dobra tych, którzy mają osiągnąć dziedzictwo”. A jak gdyby nie dość było tych wszystkich wypłat, sam stał się naszą zapłatą, dając nam siebie samego jako nasz brat w naszym ciele — na krzyżu jako cena naszego zbawienia, w Eucharystii jako podtrzymanie naszych sił i towarzysz naszej pielgrzymki.

Jak nędznym żołnierzem byłby człowiek, gdyby te wszystkie zapłaty nie wystarczyły, żeby pracował dla czci takiego Księcia!

Nie jest łatwo być Jezuitą

 Kandydat najpierw musi przejść długoletnią formację duchową i intelektualną – jest to najdłuższa formacja w Kościele – trwa około 12 lat. Najpierw 2 lata nowicjatu, po ukończeniu którego składa się pierwsze śluby, wyrażając wolę bycia w zakonie. Potem trzy lata filozofii i tzw. „Magisterka” – czyli praktyki pastoralno – pedagogiczne, 4 lata studiów teologii i ostatni etap – powrót do nowicjatu tzw. trzecia probacja. Po ukończeniu formacji zarówno kapłani jak i bracia składają „ostatnie śluby”. Kapłani Jezuici oprócz ślubów czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, składają 4-ty ślub posłuszeństwa papieżowi. Ten ślub jest charakterystyczny dla charyzmatu jezuitów.

Jezuici założeni przez żołnierza twardego i zdecydowanego, mają w sobie coś z tych cech. Ale co ciekawe – nie stawiają jak inne zakony na wspólnotę, lecz na sprawność w działaniu poszczególnych ludzi i całego zakonu. Żołnierze nie muszą być wspólnotą, żołnierze są dla zwycięstwa. Ci co szukają życia wspólnotowego do jezuitów się nie nadają. Jezuici nie są np. zobowiązani do wspólnego odmawiania brewiarza, ich modlitwa jest indywidualna. Ten indywidualizm sprawia, że jezuici są „wspólnotą ku rozproszeniu”. Tak, nie jest to sprzeczność. Wspólnota jezuicka nie istnieje sama dla siebie. Jest po to, by mogła wychodzić i działać na całym świecie, dotrzeć do wszystkich narodów, działać we wszystkich dziedzinach. Jezuita musi pozostać człowiekiem żyjącym na zewnątrz, dlatego św. Ignacy zachęcał do kontemplacji w działaniu, nie we wspólnocie jako takie.

Św. Ignacy Loyola

Św. Ignacy, zanim został założycielem w 1540 roku Towarzystwa Jezusowego, przeszedł długą drogę. Iñigo, bo takie było imię, które otrzymał na chrzcie świętym, urodził się w zamożnej rodzinie szlacheckiej w Kraju Basków w Hiszpanii. Wychowywał się na zamku, gdzie przyuczano go do służby na dworze królewskim. Gdy został rycerzem bronił przed królem Nawarry i Francuzami twierdzy w Pampelunie. W czasie bitwy kula armatnia roztrzaskała mu nogę. Ten nieszczęśliwy wypadek stał się początkiem zmian w jego życiu. Podczas rekonwalescencji zaczął czytać Ewangelię i dzieła ascetyczne, a modlitwa coraz bardziej otwierała jego serce na głos Boga. Nową drogę życia rozpoczął od pieszej pielgrzymki do sanktuarium Matki Bożej w Montserrat. Przed wizerunkiem Maryi zostawił swój oręż, a następnie zamieszkał w grocie, prowadząc przez kilkanaście miesięcy życie pustelnicze. Podczas studiów na paryskiej Sorbonie złożył wraz z bliskimi towarzyszami śluby czystości i ubóstwa. Po przyjęciu święceń powołał nowy zakon. Jest autorem modlitwy: „Zabierz, Panie, i przyjmij całą wolność moją, pamięć moją i rozum, i wolę mą całą, cokolwiek mam i posiadam. Ty mi to wszystko dałeś – Tobie to, Panie oddaję. Twoje jest wszystko. Rozporządzaj tym w pełni wedle swojej woli. Daj mi jedynie miłość Twą i łaskę, albowiem to mi wystarcza. Amen.”

Boże, przez wstawiennictwo św. Ignacego ucz mnie otwartości na Twoją wolę.

Jasna Góra – miejsce duchowej przemiany

Jasna Góra była i jest miejscem duchowej przemiany. Z wiary Polaków w opiekę Maryi wyrosły kolejne akty, które wiązały nas miłością z Matką Boga. Były to Śluby Jasnogórskie (1956) i oddanie Polski Maryi w macierzyńską niewolę miłości (1966). Kolejni papieże przez pielgrzymowanie do Królowej Polski wskazują na drogę „wypróbowanej wiary Polaków”, jak wyraził się papież Franciszek, która wiedzie przez Jasną Górę. Ojciec Święty powiedział tutaj: „Jeżeli istnieje jakakolwiek ludzka chwała, jakaś nasza zasługa w pełni czasu, to jest nią Ona. Tutaj, na Jasnej Górze, podobnie jak w Kanie, Maryja oferuje nam swoją bliskość i pomaga nam odkryć, czego brakuje do pełni życia”.

Polska to naród szlachetny i mądry

 Na Jasnej Górze dotyka się namacalnie wiary świętego wiernego ludu Boga, strzegącego wierności i mądrości, która jest równowagą między tradycją a innowacją, między przeszłością a przyszłością. Polska przypomina dzisiaj całej Europie, że nie może być mowy o przyszłości kontynentu bez jego wartości założycielskich, których centrum stanowi chrześcijańska wizja człowieka. Wśród tych wartości znajduje się miłosierdzie, którego szczególnymi apostołami było dwoje wielkich Polaków: św. Faustyna Kowalska i św. Jan Paweł II – Ojciec Święty Franciszek.

Ty, poza wszystkim

O Ty, poza wszystkim!
Jak Cię nazwać innym imieniem?
Jaki hymn może Ci wyśpiewać?
Żadne słowo Ciebie nie wyraża!
Jaki duch Cię ogarnie?
Żaden umysł nie pojmuje Ciebie.
Jedyny, Tyś jest niewymowny!
A wszystko, co się mówi, od Ciebie wychodzi.
Jedyny, Tyś niepoznawalny!
Wszystko, co się myśli, przychodzi od Ciebie.
Wszystkie byty Cię chwalą,
i te, które mówią, i te, które nie mają głosu.
Wszystkie byty oddają Ci hołd,
i te, co myślą, i te, co nie myślą.
Wszystko, co istnieje, modli się do Ciebie
i do Ciebie wznosi hymn milczenia
każdy byt, co umie czytać księgę Twojego wszechświata.
Wszystko, co trwa, trwa, w Tobie Jedynym
i Ty jesteś celem wszystkich bytów.
Ty masz wszystkie imiona.
Jakże ja Ciebie nazwę?
Jesteś jedynym, którego nie można nazwać.
Zmiłuj się nade mną, Ty poza wszystkim,
bo jakże Ciebie nazwać, Boże, innym imieniem?

Św. Grzegorz z Nazjanzu (zm. 390)

Tajemnice chwalebne

Kontemplując Zmartwychwstałego, chrześcijanin odkrywa na nowo motywy swojej wiary (por. 1 Kor 15, 14) i przeżywa ponownie radość nie tylko tych, którym Chrystus się objawił – Apostołów, Magdaleny, uczniów z Emaus – ale również radość Maryi, która nie mniej intensywnie musiała doświadczyć nowego życia uwielbionego Syna. (List apostolski Rosarium Virginis Mariae, 23).

1. Zmartwychwstanie Pana Jezusa

Wiadomo, dlaczego Tomasz opierał się. Dlaczego nie chciał przyjąć prawdy o zmartwychwstaniu. Nie różnił się w tym od reszty Apostołów. Oni mieli podobne trudności. Tak bardzo fakt zmartwychwstania przerastał świadomość konieczności śmierci i nieodwracalnych jej konsekwencji. Tak bardzo był trudny do wyobrażenia. Apostołowie przyjęli rzeczywistość zmartwychwstania opierając się na doświadczeniu Chrystusa Zmartwychwstałego. Ujrzeli Go po śmierci pośród żyjących na ziemi, w Jerozolimie, w Wieczerniku, nad jeziorem w Galilei. I musieli dojść do tego wniosku, że „Chrystus powstawszy z martwych już więcej nie umiera…”, że „śmierć nad Nim nie ma już władzy” (Rz 6, 9), ze On stał się Panem śmierci.

Tomasz nie był z nimi, gdy po raz pierwszy przyszedł do Wieczernika Chrystus. Stąd jego opór. Jego „niedowiarstwo”. Żądał dowodu. Takiego samego, jaki oni już otrzymali. Nie wystarczyły Tomaszowi ich słowa, ich informacja. Chciał się osobiście przekonać. Chciał zobaczyć na własne oczy. Chciał dotknąć. I otrzymał, czego żądał. Jego „niedowiarstwo” stało się niejako dodatkowym dowodem. Zwracano na to nieraz uwagę. Właśnie przez to, że się opierał wieści o zmartwychwstaniu, przyczynił się pośrednio do tego, że wieść ta nabrała jeszcze większej pewności. Tomasz „niedowierzający” stał się poniekąd szczególnym rzecznikiem pewności zmartwychwstania. Postać Tomasza stała się poniekąd szczególnie bliska współczesnemu człowiekowi. Chrystus mówi do Tomasza: Noli esse incredulus, sed fidelis – „Nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”.

Wiara jest – i nie przestaje być nigdy – programem Chrystusa w stosunku do człowieka. „Błogosławieni, którzy nie widzieli (tak jak Tomasz), a uwierzyli… (j 20,29). Wiara jest celem Zmartwychwstania. Jest jego owocem.

(Anioł Pański 22 IV 1979)