Dziękczynienie w wieczór niedzieli

Dziękujemy Ci, Ojcze Niebieski,
za spoczynek i pokój tego dnia świętego, w którym rozważamy
wszystkie dobrodziejstwa Twoje i szukamy oblicza Twojego.
Dziękujemy Ci, Ojcze:
za wszystkie dowody Twojej dobroci w naszym życiu,
w naszych domach, w Twoim Kościele, w naszej parafii;
za tę wielką łaskę, że powołałeś nas, swoje dzieci
w świętym, apostolskim, katolickim Kościele;
za Twoją łaskę, przez którą czuwasz nad naszymi duszami
i ciałami i podtrzymujesz nas w chwilach trudnych;
za wspólnotę z wszystkimi, którzy wzywają imienia Twojego;
za Twoją dobroć, która przemawia do nas nieustannie
i błogosławi nam z darów Twego stworzenia;
za największy dar, za Syna Twojego, w którym i my
jesteśmy Twoimi dziećmi;
i za tę niedzielę, z którą w imię Jezusa Chrystusa
czekamy na Twój wielki dzień, dzień ostatni. Amen.

Według H. Lilje

Modlitwa Poranna do Matki Bożej o dobre przeżycie dnia

Droga i kochająca Matko moja, Maryjo!
Połóż mi swoją świętą rękę na głowę,
strzeż mojego umysłu, serca i zmysłów,
ażebym nie popełnił grzechu.
Uświęcaj moje myśli i uczucia,
słowa i czyny, abym mógł
podobać się Tobie i Twojemu Jezusowi
a mojemu Bogu
i abym wszedł wraz z Tobą do nieba –
do Domu naszego Ojca.
Jezu i Maryjo,
udzielcie mi swego świętego błogosławieństwa.
W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

MODLITWA DO CHRYSTUSA PANA

Chryste, nasz Panie i Boże,
Ty, który jesteś Drogą, Prawdą i Życiem:
oświecaj nas i ochraniaj w tym dniu,
dawaj natchnienie naszemu działaniu
i obdarzaj nas swoją pomocą,
ażeby wszystkie nasze myśli słowa i uczynki
w Tobie miały początek i wypełnienie. Amen.

Duszo Chrystusowa

Duszo Chrystusowa, uświęć mnie.
Ciało Chrystusowe, zbaw mnie,
Krwi Chrystusowa, napój mnie.
Wodo z boku Chrystusowego, obmyj mnie.
Męko Chrystusowa, pokrzep mnie.

O dobry Jezu, wysłuchaj mnie.
W ranach swoich ukryj mnie.
Nie dopuść mi oddalić się od Ciebie.
Od złego ducha broń mnie.
W godzinę śmierci wezwij mnie.
I każ mi przyjść do siebie,
Abym z świętymi Twymi chwalił Cię,
Na wieki wieków. Amen.

 

Jarzmo moje jest słodkie

Jest taki czas, poszukiwany i wyczekiwany, kiedy możemy odpocząć, poczuć się bezpieczni i szczęśliwi. Poszukujemy takich chwil, chętnie nimi żyjemy i do nich wracamy.

Dzisiejsza Ewangelia daje nam wskazówkę, jak odnaleźć taką przestrzeń i jak w niej zamieszkać. Zaprasza do niej sam Jezus, wołając: „przyjdźcie do Mnie wszyscy”. A warunkiem tego zaproszenia jest utrudzenie i obciążenie. Jednocześnie – co powoduje nasze zdziwienie – proponuje nam przyjęcie dodatkowego obciążenia: „weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie”. Jednak to, co umyka ludzkim kategoriom myślenia i budzi zdziwienie, przy bliższym spotkaniu z biblijną logiką staje się proste i zrozumiałe.

Wyrażenie „wziąć jarzmo” było dobrze znane w kulturze judaizmu i często właśnie łączone z odpoczynkiem. Odnajdujemy je wielokrotnie w zaproszeniu do odważnej konfrontacji ze światem Bożej Mądrości, tak jak czytamy to w Księdze Syracha: „Na koniec bowiem znajdziesz miejsce jej odpoczynku, a to ci się w radość obróci. Dyby jej będą ci walną obroną, a obroża jej strojem zaszczytnym. Złota bowiem jest na niej szata, a więzy jej są z nici purpurowych” (Syr 6,28-30).

Rodzi się jednak pytanie: dlaczego Biblia w opisie stanu nabytej cennej mądrości oraz kosztowania odpoczynku posługuje się szokującymi wolnego człowieka przedmiotami jak dyby i obroża? Mało tego – drewniana rama jarzma, często wykona z jednolitego, a więc ciężkiego drewna, była zakładana na kark posłusznych człowiekowi zwierząt. W logice i języku Biblii przyjąć na siebie jarzmo Mądrości oznaczało jednak nie zniewolenie, ale ufne przylgnięcie do Kogoś, kto narzuci nam swój rytm i wyznaczy bezpieczny, radosny, bo owocny kierunek naszego życia.

Jeśli usłyszymy zaproszenie Jezusa i przyjmiemy Jego jarzmo, mamy szanse na zakosztowanie życia pełnego sensu, życia, które nie będzie marnowane bezsensownymi decyzjami, przez ustawiczną walkę o zabezpieczanie społecznej pozycji i uznania. Będziemy iść z Nim w parze, iść przy Nim, ucząc się rytmu jego kroków, które poprowadzą nas do Ojca. Wtedy każdy wysiłek da nam poczucie sensu i szczęścia, bo będziemy pewni, że prowadzi nas sam Pan. I wyzwoleni od lęku powtórzymy za psalmistą: „Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego. Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć” (Ps 23).

s. Anna Bodzińska NDS

Modlitwa apostoła maryjnego po Komunii Świętej

Jezu, Ty żyjesz obecnie we mnie. Pragnę i proszę Cię o to, by życie Twoje stało się widoczne w moim śmiertelnym ciele, bym mógł powiedzieć: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”. Bądź więc we mnie „obrazem Boga niewidzialnego”.

W Tobie „wszystkie skarby mądrości i wiedzy są ukryte”. „W Tobie mieszka cała Pełnia: Bóstwo na sposób ciała”. Pozwól więc, bym przyoblekał się w Ciebie, czyli bym przyoblekał się przede wszystkim w miłość, bo Ty jesteś Miłością, a kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim.

Niech przejawia się więc we mnie miłość, która jest „cierpliwa, łaskawa, miłość, która nie zazdrości, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma”. Spraw, Jezu, bym gotów był oddać życie za braci, bo „nikt nie ma miłości większej od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.

Spraw, bym, gdy brat cierpi niedostatek nie zamykał przed nim swego serca, bym nie miłował słowem i językiem, ale czynem i prawdą, czyli konkretnym działaniem wobec tzw. najmniejszych braci. Pragnę okazywać miłość braterską w pocie czoła, kosztem rąk, aż do heroizmu umęczenia, w niezwykłej pracowitości i pilności.

Spraw, za przyczyną Najświętszej Maryi Panny Pośredniczki łask, bym stał się najgorliwszym apostołem dobra, prawdy i piękna i bym mógł osiągnąć najwyższą doskonałość i świętość, jaką mi przeznaczyłeś. Amen.

Jezus nie zdejmuje z nas krzyża, niesie go z nami

W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi: <<Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię >> (Mt 11, 28). Pan nie kieruje tego zdania do jednego ze swoich przyjaciół, lecz kieruje do w s z y s t k i c h tych, którzy są obciążeni i utrudzeni życiem. Któż zatem może czuć się wykluczony z tego zaproszenia?Pan wie, jak ciężkie może być życie. Wie, że wiele rzeczy obciąża serce: rozczarowania i rany przeszłości, ciężary do dźwigania i krzywdy do znoszenia w czasie obecnym, niepewności i zatroskania o przyszłość. Wobec tego wszystkiego pierwszym słowem Jezusa jest zaproszenie, by ruszyć się z miejsca i reagować: „Przyjdźcie”. Kiedy sprawy idą źle, błędem jest pozostawać tam, gdzie się jest, skulić się w sobie. Wydaje się to oczywiste, ale jakże trudno jest zareagować i się otworzyć! W chwilach ciemności to naturalne, że chcemy pozostawać sami ze sobą, roztrząsać, jak niesprawiedliwe jest życie, jak niewdzięczni są inni i jak zły jest świat itp. Wiemy to wszyscy i zapewne niejednokrotnie przeżyliśmy to nieciekawe doświadczenie. Jednak będąc w takim stanie zamknięcia w sobie, wszystko widzimy w czarnych barwach Niekiedy nawet zaprzyjaźniamy się ze smutkiem, który staje się dla nas domem i powala nas na kolana. Jezus natomiast chce wyciągnąć nas z tych „ruchomych piasków” i dlatego do każdego mówi: „Przyjdź!”. Droga wyjścia jest w relacji, w wyciągnięciu ręki, w podniesieniu wzroku ku Temu, który nas naprawdę kocha. Wyjście z siebie nie wystarcza; trzeba wiedzieć, dokąd się udać. Wiele met jest iluzorycznych: obiecują odpoczynek, a dają jedynie chwilowe wytchnienie; zapewniają, że dadzą pokój, a dają rozrywkę i pozostawiają nas potem w osamotnieniu, w jakim byliśmy wcześniej. To „fajerwerki”. Dlatego Jezus wskazuje, dokąd pójść: „Przyjdźcie do Mnie”. Wiele razy wobec ciężaru życia lub sytuacji, która jest dla nas bolesna, próbujemy rozmawiać z kimś, kto nas słucha, z przyjaciele, ze specjalistą… Wszystko to jest bardzo przydatne, ale nie zapominajmy o Jezusie! Nie zapominajmy otwierać się na Niego i opowiadać Mu o naszym życiu, zawierzać Mu osoby i sytuacje. Być może są takie „obszary” naszego życia, których nigdy przed Nim nie otworzyliśmy i które są spowite ciemnością, ponieważ nigdy nie dotarło do nich światło Pana. Jeśli ktoś ma w sobie takie ciemne rejony, niech szuka Jezusa,, niech uda się do misjonarza miłosierdzia, niech idzie do księdza…Ale niech idzie do Jezusa i opowie Mu o tym.

Dziś Jezus mówi do każdego: „Odwagi, nie poddawaj się ciężarom życia, nie zamykaj się wobec lęków i grzechów, lecz przyjdź do Mnie!”. On czeka na nas nie po to, by w magiczny sposób rozwiązać nasze problemy, lecz by dodać nam sił w naszych bolączkach. Jezus nie zdejmuje z nas ciężarów życia, lecz oddala niepokój z serca; nie zdejmuje z nas krzyża, lecz dźwiga go z nami. Z Nim każdy ciężar staje się lżejszy ( w. 30), gdyż to On jest wytchnieniem, którego szukamy. Kiedy w życie wkracza Jezus, przychodzi pokój, który pozostaje także w czasie prób i cierpienia. Idźmy do Jezusa, dajmy Mu nasz czas, spotykajmy się z Nim każdego dnia na modlitwie, w pełnej ufności osobistej rozmowie; zaprzyjaźniajmy się z Jego słowem, odkrywajmy bez lęku Jego przebaczenie, karmijmy się Jego chlebem życia: poczujemy się miłowani, poczujemy się przez Niego pocieszeni.

On sam nas o to prosi, niemalże nalegając. Powtórzy to raz jeszcze na zakończenie dzisiejszej Ewangelii: <<Uczcie się ode Mnie […], a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych>> ( w. 29). Uczmy się przychodzenia do Jezusa. Gdy w wakacje szukamy chwili odpoczynku od tego, co męczy ciało, nie zapominajmy o znalezieniu prawdziwego odpoczynku w Panu. Niech pomoże nam w tym Dziewica Maryja, nasza Matka, która zawsze troszczy się o nas, gdy jesteśmy zmęczeni i utrudzeni, i niech nam towarzyszy w drodze do Jezusa.

EWANGELIA NIEDZIELNA komentowana przez Ojca Świętego Franciszka