Archiwa tagu: Pielgrzymka

308.Warszawska Pielgrzymka Piesza

W dniu jutrzejszym z Warszawy wyrusza na pątniczy szlak do Częstochowy na Jasną Górę, 308.Warszawska Pielgrzymka Piesza, a wśród pielgrzymujących pątników idą ojcowie paulini. Poniżej prezentujemy słowo Generała Zakonu Paulinów o. Arnolda Chrapkowskiego, skierowane do pątników.

Drodzy Pielgrzymi 308. Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej!

Warszawska Pielgrzymka Piesza, określana mianem „Pielgrzymki Matki”, wyruszy na pątniczy szlak z Warszawy na Jasną Górę w Święto Przemienienia Pańskiego w dniu 6 sierpnia 2019 r. Kontynuujemy tym samym dzieło, które zostało zapoczątkowane przez o. Innocentego Pokorskiego w 1711 r. w Kościele pod wezwaniem Ducha Świętego w Warszawie.
Przez wieki pielgrzymi przybywali do swojej Matki i Królowej w różnym kontekście historycznym. Wśród szczególnych pielgrzymów jasnogórskich znajduje się m. in biskup Rzymu – św. Jan Paweł II. Swoje pielgrzymowanie rozpoczął od 1942 r. Wielokrotnie przybywał na Jasną Górę jako kapłan, biskup, kardynał, a wreszcie aż sześciokrotnie jako Następca św. Piotra. W tym roku przeżywamy 40-lecie pierwszej pielgrzymki Papieża Polaka na Jasną Górę. Chcąc przypomnieć sobie jego przesłanie do rodaków, przywołajmy jedną z najważniejszych Jego wypowiedzi, w której wskazuje na nierozłączną więź pomiędzy Jasną Góra a Narodem polskim. Wspominając pasterską posługę w ramach polskiego episkopatu mówił: „Tyle razy przybywaliśmy tutaj! Stawaliśmy na tym świętym miejscu, przykładaliśmy niejako czujne pasterskie ucho, aby usłyszeć, jak bije serce Kościoła i serce Ojczyzny w Sercu Matki (…). Bije zaś ono, jak wiemy, wszystkimi tonami dziejów, wszystkimi odgłosami życia (…). Jeśli jednakże chcemy dowiedzieć się, jak płyną te dzieje w sercach Polaków, trzeba przyjść tutaj. Trzeba przyłożyć ucho do tego miejsca. Trzeba usłyszeć echo całego życia narodu w Sercu Matki, Matki i Królowej! A jeśli bije ono tonem niepokoju, jeśli odzywa się w nim troska i wołanie o nawrócenie, o umocnienie sumień, o uporządkowanie życia rodzin, jednostek, środowisk – trzeba to wołanie przyjąć, bo rodzi się ono z miłości matczynej, która po swojemu kształtuje dziejowe procesy na naszej polskiej ziemi (Jasna Góra, 4 czerwca 1979 r.)”.
Tegoroczna pielgrzymka wyruszy z hasłem: JASNOGÓRSKA MATKA ŻYCIA w intencji beatyfikacji Sługi Bożego ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. Ten gorliwy czciciel Matki Bożej Jasnogórskiej swego czasu złożył akt osobistego oddania się w niewolę Maryi. Wyraził go słowami: „Oddaję się Tobie, Maryjo, całkowicie w niewolę (…). Wszystko, cokolwiek czynić będę przez Twoje ręce Niepokalane, Pośredniczko łask wszelkich, oddaję ku chwale Trójcy Świętej – Soli Deo!”. Żyjemy w niełatwych czasach, w których nasza wiara i wierność Bogu oraz Kościołowi jest wystawiana na wiele niebagatelnych prób. Niech to zawierzanie Prymasa Tysiąclecia, któremu przyszło także walczyć o wiarę i Kościół w innym trudnym okresie, nawet za cenę uwięzienia, będzie dla każdego z nas zachętą i inspiracją, aby na doświadczenia, które w nas uderzają, także odpowiedzieć bezgranicznym zawierzeniem się Bogu poprzez oddanie się Maryi z Jasnej Góry.
Drodzy Pielgrzymi! Zawierzam Was, Wasze przygotowania do 308. Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej oraz pątniczy szlak świętej Bożej Rodzicielce, Królowej Polski i z serca Wam błogosławię.

Arnold Chrapkowski
Generał Zakonu św. Pawła I Pustelnika

Do Maryi i za Maryją. Pielgrzymka do sanktuariów Francji.

W dniach 23 czerwca do 1 lipca grupa parafian i sympatyków naszej parafii uczestniczyła w pielgrzymce do Francji, zorganizowanej i prowadzonej przez ojca Dariusza Nowickiego. Pielgrzymce w sposób szczególny patronowała Najświętsza Maryja Panna, której sanktuaria były głównym celem naszego peregrynowania.
Nasz pątniczy szlak rozpoczął się wieczorną Mszą Świętą w paulińskim klasztorze. Następną Ofiarę Eucharystyczną celebrował o. Dariusz już we Francji, na jednym z tamtejszych parkingów.
Jak przystało na ojczyznę szampana, zwiedzanie Francji rozpoczęliśmy od Szampanii, gdzie w wytwórni tych napojów podczas jazdy podziemną kolejką obejrzeliśmy piwnice, gdzie one leżakują. Dokonaliśmy też zakupów tego szlachetnego trunku.
Następny dzień spędziliśmy w Paryżu. Najważniejsze atrakcje, które poznaliśmy tego dnia, to m.in. Łuk Triumfalny. Pola Elizejskie, Plac Zgody, Plac Vendome, przy którym w jednej z kamienic zmarł Fryderyk Chopin, katedra Notre Dame (po pożarze, niestety, możliwa do oglądania tylko z zewnątrz), wieża Eiffla (szczególnie piękna w nocnym oświetleniu), kościół polski, bazylika Sacre Coeur oraz – szczególnie przyjemny w ten upalny dzień – wieczorny rejs statkiem po Sekwanie.
W Paryżu uczestniczyliśmy w Eucharystii w miejscu szczególnym – w Kaplicy Matki Bożej od cudownego Medalika, gdzie Maryja objawiła się św. Katarzynie Laboure i przekazała jej szczegóły wyglądu cudownego medalika, noszonego dziś przez miliony ludzi na całym świecie.
Dwa następne dni spędziliśmy w najsłynniejszym z odwiedzanych przez nas sanktuariów – w Lourdes, gdzie w 1858 r. Bernadetta Soubiros doznała 18 objawień Niepokalanie Poczętej. W Lourdes zwiedziliśmy tamtejsze bazyliki oraz miejsca zwiane z życiem św. Bernadetty. W wodzie ze źródła, wskazanego przez Maryję Bernadetcie, mogliśmy obmyć w łaźniach swoje ciała. Wodę tę, za przyczyną której dokonało się wiele uzdrowień, przywieźliśmy do domów dla siebie, dla najbliższych i innych potrzebujących, mając jednak świadomość, iż nie woda, lecz wiara uzdrawia. W Lourdes uczestniczyliśmy w dwóch Mszach Świętych, w tym jednej w grocie Massabiell (miejscu objawień), w Drodze Krzyżowej (choć z powodu upału – nie wszyscy) oraz wraz z tysiącami pielgrzymów z całego świata (w tym z licznymi grupami Polaków) w dwóch wieczornych różańcowych procesjach z lampionami. Procesje te – w odróżnieniu od uwłaczających godności osoby ludzkiej Parad (pseudo)Równości – są właśnie prawdziwym przykładem równości i tolerancji. Tutaj przedstawiciele różnych stanów i profesji, różnych ras i kolorów skóry, różniący się pozycją społeczną i majątkową, ludzie zdrowi i niepełnosprawni, kalecy – wszyscy równi sobie, wzajemnie się szanujący, życzliwi dla siebie, przepełnieni miłością i wiarą podążają za Maryją – matką pięknej miłości, matką wszystkich ludzi.
W kolejnym dniu, po długiej podróży, z przerwą na zwiedzanie Carcassonne (jedno z najlepiej zachowanych miast średniowiecza z warownią i zamkiem z X-XI wieku), przybyliśmy do La Salette – sanktuarium najbliżej nieba. Tutaj Matka Boża objawiła się dwojgu pastuszkom – Melanii i Maksyminowi. Wydarzenie to upamiętniają ustawione w miejscu objawienia piękne figury z brązu, przedstawiajcie Piękną Panią – jak o niej mówiły dzieci – oraz właśnie tych pastuszków. Na miejscu powstał duży Dom Pielgrzyma oraz okazała bazylika, która opiekują się księża saletyni, w tym również misjonarze z Polski. I tu, jak wszędzie, można spotkać liczne pielgrzymki naszych rodaków.
Najpiękniejszym momentem dnia w La Salette jest wieczorne nabożeństwo uwieńczone procesją z lampionami. Góry zawsze są miejscem, gdzie w szczególny sposób odczuwa się obecność Boga. A tutaj, to miejsce ma szczególnie mistyczny charakter. Cisza, piękno, ogrom i majestat górskich szczytów pozwala nam, choć cząstkowo, wyobrazić sobie ich Stwórcę i daje przedsmak tego, co będziemy mogli odczuwać, gdy już znajdziemy się w krainie niebieskiej.
W La Salette uczestniczyliśmy również w dwóch odprawionych przez ojca Dariusza Mszach Świętych oraz mieliśmy możliwość indywidualnego kontemplowania Żywego Chleba w przepięknej Kaplicy Adoracji. I tak Maryja, do której pielgrzymowaliśmy i za którą podążaliśmy w procesjach, doprowadziła nas do swojego Syna. Bo Maryja zawsze prowadzi do Chrystusa.
Z La Salette udaliśmy się już w trwającą niemal dobę podroż powrotną, w której trakcie odwiedziliśmy jeszcze Ars, gdzie żył i pracował św. Jan Maria Vianney, niewolnik konfesjonału, patron kapłanów. Obejrzeliśmy jego skromną plebanię, ów słynny konfesjonał, relikwiarz z sercem św. Jana, a na koniec w bazylice pomodliliśmy się przed jego zwłokami umieszczonymi w szklanej trumience.
Do kraju wróciliśmy z mnóstwem wrażeń, wieloma zdjęciami i pamiątkami. Lecz nade wszystko ubogaceni duchowo. Ufamy, iż nasza peregrynacja do maryjnych sanktuariów wzmocni naszą wiarę i uszlachetni nasze osobowości. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że dane nam było w niej uczestniczyć. Jedynym minusem wyjazdu były ogromne upały, dochodzące w cieniu do 42 stopni Celsjusza. Jenak wiemy, iż każda pielgrzymka wiąże się z trudem i wyrzeczeniami. Przecież ad astra dochodzi się per aspera – do gwiazd podąża się przez ciernie, co my chrześcijanie wyrazilibyśmy słowami, że najpewniejsza droga do szczęśliwości wiecznej prowadzi przez Krzyż. Jesteśmy więc wdzięczni i za te upały, wierząc, iż dzięki tym dodatkowym trudom nasze pielgrzymowanie będzie jeszcze bardziej owocne.
Dziękujemy Bogu Wszechmocnemu za to, iż dane nam było wziąć udział w tej pielgrzymce, Maryi za bezpieczne przeprowadzenie nas przez wszystkie ścieżki prowadzące do jej sanktuariów, a spiritus movens pielgrzymki – ojcu Dariuszowi Nowickiemu za jej zorganizowanie i przeprowadzenie, za stałą troskę o nas, a zwłaszcza za odprawione msze święte i wspólną modlitwę.

J. B.

Sanktuarium św. Jana Marii Vianney’a w Ars-sur-Formans

Święty z Ars
Pielgrzymowanie przypomina ludzkie życie. W momencie przyjścia na świat człowiek staje na początku drogi, pokonuje ją, aż wreszcie dochodzi do kresu. Wędrówka pielgrzymim szlakiem ma również wymiar pokutny, wiąże się z ascezą, wyrzeczeniem, trudem – tak jak droga prowadząca do nawrócenia. To dlatego pątnicy wyruszają na drogi prowadzące ku miejscom świętym bez względu na czekający ich trud i uciążliwości. Chcą być wysłuchani i pocieszeni. Sanktuarium to miejsce święte, w którym pielgrzymujący lud doświadcza niecodziennego spotkania z Bogiem. W wielu przypadkach jest to miejsce związane z życiem i działalnością otaczanego czcią Świętego. Tak jest też i w Ars, w małym uroczym, francuskim miasteczku, pełnym zieleni i kwiatów, położonym niedaleko Lyonu. Tu w sposób szczególny wstawia się za pielgrzymim ludem św. Jan Maria Vianney, który przez 41 lat sprawował w tym miejscu swoją posługę kapłańską. I chociaż to miasto liczy zaledwie 1100 rdzennych mieszkańców, pełne jest ludzi, którzy w pielgrzymkach przychodzą do bazyliki, gdzie w sarkofagu spoczywa przemożny u Boga orędownik – św. Jan Maria Vianney. Szacuje się, że każdego roku sanktuarium w Ars odwiedza około 500 000 pielgrzymów zarówno z Francji, jak i z zagranicy. Wszyscy chcą na własne oczy zobaczyć ciało świętego staruszka, które w sposób cudowny nie zostało dotknięte pośmiertnym zepsuciem. W tym roku przypada 160. rocznica jego śmierci. W tym szczególnym czasie wpatrujemy się w postać św. Vianneya, który bez reszty poświęcił się swemu kapłaństwu i za jego wstawiennictwem modlimy się także za naszych kapłanów. Ten niezwykły człowiek urodził się 8 maja 1786 roku. Pochodził z rodziny wieśniaczej. Był jednym z sześciorga dzieci. Były to czasy bardzo ciężkie dla Kościoła we Francji z powodu rewolucji francuskiej, która robiła wszystko, żeby zniszczyć wiarę w sercach narodu. W tym trudnym czasie Mszę św. mogli oficjalnie sprawować tylko ci kapłani, którzy zgadzali się na podporządkowanie Kościoła państwu. Mówiąc potocznym językiem, ówczesnemu państwu francuskiemu chodziło o to, żeby księża byli politycznie poprawni. Jednak wielu ludzi uważało takich kapłanów za zdrajców. Ci, którzy nie uznawali zwierzchnictwa państwa nad Kościołem, zmuszeni byli ukrywać swoje kapłaństwo. Przebrani za robotników lub chłopów odwiedzali wierzące rodziny i wieczorami odprawiali Msze św. Młody Jan przyjął Pierwszą Komunię św. dopiero w wieku 13. lat. Przygotowały go do niej dwie wypędzone z klasztoru siostry zakonne. Uroczystość odbyła się w okropnych warunkach: w stodole za wozem z sianem, który stał w drzwiach stodoły, a dla zamaskowania sprawowanej Liturgii parę osób stymulowało wyładowywania siana. By poznać to miejsce, pielgrzymi naszej paulińskiej parafii, w trakcie swej pielgrzymki do sanktuariów Francji, postanowili odwiedzić i to wyjątkowe miejsce kultu.

Sanktuarium Matki Bożej Płaczącej z La Salette

 

Objawienie się Płaczącej Pani

Była sobota, gdy o brzasku wyruszyli razem w góry. Melania nie była z tego zadowolona. Jej towarzysz gadał bez przerwy, bez ładu i składu, ona zaś pragnęła ciszy. Ta zapanowała dopiero w południe, kiedy dzwony bijące na Anioł Pański oznajmiły dzieciom, iż nadszedł czas posiłku. Możemy zaryzykować twierdzenie, że w tym momencie zakradła się do nich nadprzyrodzoność. Oto, zjadłszy chleb i ser, dzieci poczuły dziwne znużenie, położyły się na trawie i zasnęły. Kiedy po niemal dwóch godzinach Melania zbudziła się, przerażona zaczęła z Maksyminem szukać stada. Wkrótce zobaczyli, że zwierzęta znajdują się nieco dalej i spokojnie się pasą. Melania wróciła do wąwozu, by zabrać stamtąd torby i resztę jedzenia. Nagle stanęła jak rażona piorunem. Zdołała tylko zawołać Maksymina i po chwili oboje przypatrywali się niezwykłemu zjawisku. Niedaleko, w suchym korycie rzeki, jaśniała świetlista kula. Jej blask stawał się coraz wspanialszy, aż w pewnym momencie kula otworzyła się jak olbrzymia muszla i dzieci ujrzały w niej jakąś kobiecą postać, która siedziała z twarzą ukrytą w dłoniach i płakała. Gdy się podniosła, skrzyżowała dłonie na piersiach. Była niezwykle piękna. Na głowie miała czepek, a na nim świetlistą koronę. Z białej sukni wytryskały promienie światła, na szyi wisiał łańcuszek ze złotym krucyfiksem – na jednym jego ramieniu wisiał młotek, na drugim obcęgi. Całą postać otaczała aureola. Płacząca Pani zaczęła mówić: „Chodźcie do mnie, moje dzieci. Nie bójcie się. Przyszłam, żeby powiedzieć wam o sprawach najwyższej wagi” .Melania i Maksymin wspominają: „Jak tylko powiedziała nam, abyśmy się zbliżyli, natychmiast zeszliśmy, przeszliśmy przez strumyk… Prawie się dotykaliśmy, byliśmy bardzo blisko…”I Najświętsza Maryja Panna zaczęła mówić o swej miłości, o ludzkich grzechach, gniewie Boga, o karze czekającej grzeszników. „Jeżeli lud mój mnie nie posłucha, będę musiała puścić ramię mego Syna. Jest ono tak ciężkie, tak mnie przygniata, że nie jestem w stanie dalej go powstrzymywać. Od jak dawna już cierpię za was! ”Maryja mówiła po francusku, ale szybko ujrzała zmieszanie Melanii, która niewiele rozumiała, znała bowiem tylko miejscową gwarę. Uśmiechnęła się lekko: „O, widzę, że nie rozumiecie francuskiego, moje dzieci”. Odtąd posługiwała się już lokalną mową. Mówiła: „Jeżeli mój Syn ma was nie odrzucić, muszę Go o to nieustannie błagać. Wy jednak nie zwracacie na to najmniejszej uwagi. Bez względu na to, jak wiele będziecie się modlić w przyszłości, bez względu na to, jak dobrze będziecie postępować, nigdy nie będziecie w stanie odwdzięczyć mi się za to, co dla was wycierpiałam.” Oto wytyczne dla naszej maryjności. Nigdy dość modlitwy, nigdy dość wynagrodzenia, ofiary i miłości. Nigdy najmniejszej nawet myśli o swoich zasługach, dobru czy świętości. Bowiem przenigdy nie będziemy w stanie odwdzięczyć się Maryi za Jej miłość i cierpienie.

Pielgrzymka do Częstochowy

 

Tradycją naszej parafii stały się już listopadowe pielgrzymki do tronu Czarnej Madonny połączone z nocnym czuwaniem przed Świętą Ikoną. Również i w tym roku, 24 listopada grupa parafian i sympatyków naszej parafii pod przewodnictwem ojca Dariusza Nowickiego wyruszyła na ten najpopularniejszy polski szlak pątniczy.
Pierwszym punktem naszej pielgrzymki był Toruń, gdzie mogliśmy podziwiać wspaniałe Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II wzniesione w 2016 r. jako wotum wdzięczności za pontyfikat polskiego papieża.
Wielkie wrażenie sprawia już bryła kościoła z górującą nad nią ażurową kopułą zwieńczoną ogromną złotą koroną. Centralnym punktem świątyni jest prezbiterium, które stanowi dokładną replikę prywatnej kaplicy papieża Jana Pawła II w Watykanie z podpisanym przez niego obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, przed którym się codziennie modlił nasz wielki rodak. Znajduje się tam też Jego relikwia – ampułka z Jego krwią. U stóp obrazu klęczy niezwykle sugestywnie odtworzona postać wielkiego papieża.
Wnętrze sanktuarium ma wydźwięk patriotyczno – religijny, co podkreśla choćby wymalowany na ścianach poczet polskich świętych i naszych bohaterów narodowych – od Mieszka I do Jana Pawła II. Dolny poziom stanowi Kaplica Pamięci o Sprawiedliwych, będąca miejscem hołdu dla Polaków, którzy zginęli z rąk Niemców ratując Żydów w czasie II wojny światowej. Tutaj na czarnej granitowej ścianie wypisano nazwiska, jak dotąd, 1200 ofiar.
W sanktuarium trafiliśmy na niezwykle podniosły moment wprowadzenia do kościoła daru zakonu szarytek – relikwii Katarzyny Laboure, świętej, która miała objawienie Cudownego Medalika. Z tej okazji uczestniczyliśmy we Mszy Świętej, odprawianej pod przewodnictwem ojca Tadeusza Rydzyka, którą koncelebrował też ojciec Dariusz. Na zakończenie uroczystości wszyscy ucałowaliśmy relikwie św. Katarzyny i otrzymaliśmy Cudowne Medaliki, z którymi wyruszyliśmy się w dalszą czterogodzinną podróż do celu naszej pielgrzymki.
Po zakwaterowaniu w Domu Pielgrzyma i krótkim odpoczynku udaliśmy się na Jasną Górę, gdzie spędziliśmy najbliższe siedem godzin. Najpierw, wpatrzeni w obraz Czarnej Madonny, uczestniczyliśmy wraz z innymi licznie przybyłymi grupami pątników w śpiewie pięknego akatystu (rodzaj hymnu liturgicznego, typowego dla prawosławia) połączonym z odmawianiem różańca.
Następnie z głębokim wzruszeniem wzięliśmy udział w Apelu Jasnogórskim, podczas którego rozważania prowadził ojciec Dariusz Nowicki. Cały ten czas przy jasnogórskim ołtarzu stała piękna kopia obrazu Częstochowskiej Pani przeznaczona dla naszej parafii. Po apelu jej poświęcenia dokonał arcybiskup metropolita częstochowski, Wacław Depo.
Przy obu tych świętych ikonach rozpoczęło się nasze nocne czuwanie, w którym wraz z naszą grupą uczestniczyli pielgrzymi ze Starej Błotnicy ze swoim proboszczem – znanym nam doskonale – ojcem Piotrem Urbankiem.
Czuwanie nocne to zawsze najpiękniejsza część pielgrzymki. Można wtedy bez przeszkód, z bliska kontemplować oblicze Jasnogórskiej Pani, a są momenty, że można z nią pobyć niemal sam na sam. Jest to najlepszy czas, by powiedzieć Jej wszystko, co nas boli i cieszy, powierzyć Jej wszystkie nasze troski, obawy i lęki, przeprosić za nasze niedoskonałości i błędy, prosić o wsparcie w ich zwalczaniu, podziękować za wszystkie otrzymane łaski, a nade wszystko – zawierzyć Jej całe nasze życie, siebie samych i tych, którzy są nam najbliżsi. W takich momentach wiemy, że ona nas słucha, widzimy jej wzrok na nas skierowany i niemal czujemy bicie Jej matczynego serca, do którego nas przytula, tak jak swojego Syna.
To czuwanie rozpoczęliśmy od wysłuchania krótkiej konferencji – również znanego nam – ojca Stanisława Jarosza, który w pięknych i mądrych – jak zwykle – słowach, w nawiązaniu do zabieranej przez nas kopii Cudownego Obrazu, mówił o pożytkach, przywilejach i obowiązkach wynikających z przyjęcia Matki.
Następnie uczestniczyliśmy w adoracji Najświętszego Sakramentu, prowadzonej przez naszych współpielgrzymów. Piękne rozważania i pieśni pomogły nam zrozumieć znaczenie eucharystii w naszym życiu. Mogliśmy dzięki nim z większą niż zwykle wdzięcznością i z głębszym zrozumieniem adorować Żywy Chleb.
Niedzielne święto Chrystusa Króla rozpoczęliśmy odprawioną o północy Mszą Świętą. Po niej odmówiliśmy różaniec we wszystkich naszych intencjach, które wcześniej przez nas na kartkach zapisane, były odczytywane i składane na ołtarzu przed obliczem Matki Bożej. Ostatnim elementem czuwania było odmówienie koronki do Bożego Miłosierdzia.
Następnie nastąpiło zasłonięcie obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. I tak po siedmiu godzinach, które minęły nie wiadomo kiedy, rozstaliśmy się ze Świętym Obliczem Matki.
Ale tym razem to rozstanie nie było tak ciężkie i całkowite. Mieliśmy przecież naszą kopię obrazu, którą przed udaniem się na nocny, niezwykle krótki, odpoczynek, wszyscy ucałowaliśmy.
Pielgrzymkę zakończyliśmy następnego dnia Drogą Krzyżową, którą na Jasnogórskich Wałach dla obu grup poprowadził ojciec Piotr. A później już tylko ostatnie pożegnanie z Częstochowską Matką, zabranie kopii jej obrazu i powrót do Wągrowca.
Wdzięczni jesteśmy Bogu i Jego Matce za możliwość udziału w tej pielgrzymce, za wszystkie otrzymane duchowe dary i za to że to my właśnie dostąpiliśmy zaszczytu odebrania i przywiezienia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej do naszej parafii.
Dziękujemy też ojcu Dariuszowi za ciekawe zaplanowanie, sprawne zorganizowanie i poprowadzenie pielgrzymki, która – ufamy- będzie kontynuowana w następnych latach.

J. B.

Pielgrzymka do Włoch

Na przełomie września i października grupa niemal sześćdziesięciorga parafian i sympatyków naszej parafii uczestniczyła w pielgrzymce do Włoch, zorganizowanej i prowadzonej przez ojca Mateusza Walczaka. Pielgrzymce w sposób szczególny patronowała Najświętsza Maryja Panna, w której sanktuariach rozpoczynaliśmy i kończyliśmy naszą peregrynację, a opiekowali się nami skutecznie aniołowie (pierwszy dzień pielgrzymki to święto świętych archaniołów Michała, Gabriela i Rafała, a trzy dni później obchodziliśmy wspomnienie świętych Aniołów Stróżów).
Nie sposób tu opisać w pełni wszystko, co obejrzeliśmy i przeżyliśmy w słonecznej Italii. Chcemy jednak podzielić się z czytelnikami Wniebowziętej tym, co wywarło na nas największe wrażenie i co pozostanie na zawsze w naszej pamięci.
Będzie to zapewne urok alpejskich szczytów i malowniczo wśród nich położonych osad, czar porośniętych gajami oliwnymi i winnicami Apeninów, cisza zmierzchu na plaży nad Adriatykiem, wspaniałość antycznego Rzymu, majestat bazylik i piękno wąskich uliczek Asyżu czy San Marino.
Jednak bogactwo przeżyć estetycznych blednie przy głębi wrażeń duchowych wzmacnianych codzienną mszą św., różańcem, godzinkami, litaniami oraz śpiewem pieśni religijnych i patriotycznych.
Pierwszym z nich był już pobyt, jeszcze w trakcie docelowej podróży, w alpejskim sanktuarium maryjnym w Mariazell, gdzie mogliśmy pomodlić się przed cudowną figurką Maryi trzymającej na kolanach Dzieciątko.
Następny dzień to zwiedzanie przepięknej Padwy, ze szczególnym uwzględnieniem Bazyliki św. Antoniego i modłami o odnalezienie tego wszystkiego, co w życiu najważniejsze, a od czego nieraz tak daleko odeszliśmy. Później nastąpił przejazd do Asyżu i nawiedzenie Bazyliki Matki Bożej Anielskiej.
Wszystkie pozostałe miejsca związane ze św. Franciszkiem i św. Klarą, których ukoronowaniem było nawiedzenie bazyliki i grobu Biedaczyny z Asyżu odwiedziliśmy już następnego dnia. Żegnając przepiękny Asyż, ruszyliśmy w drogę do Rzymu, w której trakcie mieliśmy szczęście odwiedzić malowniczo położone sanktuarium i grób patronki od spraw trudnych i beznadziejnych – św. Rity, gdzie uczestniczyliśmy też w kolejnej mszy św.
Dwa następne dni spędziliśmy już w stolicy Włoch oraz w Watykanie. Nawiedziliśmy wszystkie bazyliki większe (św. Piotra, św. Pawła za Murami, św. Jana na Lateranie, Santa Maria Maggiore), obejrzeliśmy zabytki starożytnego Rzymu (Forum Romanum, Koloseum, Panteon), podziwialiśmy wspaniałe place i zdobiące je fontanny. Wszędzie tam mogliśmy obcować z arcydziełami włoskich mistrzów pędzla i pióra. Z wielkim wzruszeniem uczestniczyliśmy we mszy św. odprawionej przed oryginalnym obrazem Matki Boskiej Nieustającej Pomocy.
Na Watykanie dane nam było uczestniczyć na zapełnionym po brzegi Placu św. Piotra w odprawianej pod przewodnictwem papieża Franciszka Mszy św. otwierającej synod biskupów nt. młodzieży. Następnie zwiedzaliśmy bazylikę i krypty z grobami papieskimi. Dane nam było też odbyć krótką, ale żarliwą modlitwę u stóp grobu Jana Pawła II. Następnie przez moment pewnie większość z nas kontemplowała Jego obecność w naszym życiu – dawniej i dziś. Oczyma duszy raz jeszcze zobaczyliśmy Go – 16 października, na placu Zwycięstwa, 13 maja, w Tatrach, Wadowicach, na Błoniach, na Franciszkańskiej i wreszcie – ostatnie nieme Urbi et orbi i zamkniętą Ewangelię. A teraz jest nadal: i w Domu Ojca i tu, gdzie do Niego przybyliśmy. Uczył nas przez całe swe życie, przez chorobę, przez śmierć i uczy nas po śmierci. Teraz – prawdy o życiu wiecznym i o świętych obcowaniu. Niestety, naszła nas też smutna refleksja, jak mało z Niego i Jego nauk w nas i naszej ojczyźnie zostało.
Pełen wrażeń był też następny dzień, rozpoczęty pobytem w Monte Cassino. Najpierw zwiedziliśmy wspaniały klasztor i odwiedziliśmy grób patrona Europy, św. Benedykta. Ze wzgórza roztacza się przepiękny widok na cmentarz żołnierzy polskich, który był naszym kolejnym celem. Głęboka zaduma towarzyszyła nam wśród białych mogił tych, którzy poszli szaleni, zażarci jak zawsze za honor się bić i którzy oddali swe młode życie za wolność waszą i naszą , zraszając włoską ziemię czerwienią polskiej krwi. Na cmentarzu spędziliśmy niemal godzinę w podniosłej patriotyczno – religijnej atmosferze. Najpierw o. Mateusz odprawił Mszę św., a następnie modliliśmy się za poległych. Odśpiewaliśmy też Rotę i Mazurek Dąbrowskiego.
Dzień ten zakończyliśmy w San Giovani Rotondo, zwiedzając Bazylikę i Muzeum św. ojca Pio oraz modląc się przy relikwiach tego wielkiego Stygmatyka. Dane też nam było wziąć udział w wieczornej procesji z figurą św. Franciszka, gdyż był to dzień jego święta.
Przedostatni dzień pobytu we Włoszech to pobyt na półwyspie Gargano, gdzie w Monte San Angelo zwiedziliśmy przepiękną grotę objawień Michała Archanioła i Msza św. w Lanciano, podczas której mieliśmy przed oczyma relikwiarz cudu eucharystycznego z Przenajświętszym Ciałem i Krwią Chrystusową, co na pewno pogłębi naszą wiarę w żywą obecność Chrystusa w Eucharystii.
Ostatnim punktem pielgrzymki było Loreto, gdzie mogliśmy obejrzeć Domek Matki Bożej ze wzruszającą świadomością, iż hic verbum caro factum est – tu Słowo stało się ciałem oraz zwiedzić kolejny piękny cmentarz żołnierzy polskich, którzy polegli na włoskiej ziemi i dzięki którym Święty Dom ocalał.
Udział w pielgrzymce zakończyliśmy niemal całodobową drogą powrotną do Wągrowca, dokąd oprócz pięknych wspomnień, wielu zdjęć i pamiątek, przywieźliśmy też trudne zadanie pielęgnowania w zderzeniu z codzienną rzeczywistością pielgrzymkowej postawy pobożności, modlitwy, wrażliwości chrześcijańskiej i naszego wzrastania w wierze.
Kończąc tę z natury rzeczy niepełną i nie oddającą pełni przeżytych doznań relację, pragniemy podziękować Bogu Najwyższemu za to, że dał nam możliwość uczestnictwa w tej pielgrzymce, najświętszej Maryi Pannie i naszym aniołom stróżom za stałą opiekę w tej trudnej przecież podróży a wszystkim organizatorom za niezwykle sprawne jej zrealizowanie.
Specjalne podziękowania kierujemy do ojca Mateusza Walczaka za podjęcie się naprawdę wielkiego trudu organizacji pielgrzymki i ułożenie jej niezwykle ciekawego planu. Przede wszystkim zaś dziękujemy mu za stałą troskę o nas i wszystkie nasze potrzeby a zwłaszcza za wszystkie odprawione w tak cudownych miejscach Msze święte, pouczające homilie i wspólną modlitwę.

Jan Burdelski

Pielgrzymowanie do Częstochowy i Leśniowa – I Komunia Święta 2018 – relacje Rodziców

32459360_1636864486409033_8964532675960373248_n 

O nie! Tak wcześnie! Dlaczego? Już na nogach, w niedzielę ? Nie trać czasu, wstajemy (…) i już po godzinie ochoczo zmierzaliśmy przed Jej oblicze, modląc się wspólnie myślami, słowami i pieśnią. Towarzyszyło nam słońce, zasłużyliśmy.
Na miejscu Ona, Maryja! W obrazie na Jasnej Górze, jakby na nas czekała, była smutna na początku, zerkała na nas i nasze dzieci, które przywieźliśmy do Niej.
Po odbytej na wałach Jasnej Góry wspólnej Drodze Krzyżowej mogliśmy przygotować się na spotkanie z Maryją i złożyć na Jej ręce wszystkie nasze dzienne sprawy, podziękować uczestnicząc we mszy świętej tuż przed Jej troskliwym i spokojnym teraz już matczynym spojrzeniem. Dziękując całymi rodzinami – wraz naszym Ojcem Mateuszem przewodnikiem – za Jej łaskę przystąpienia naszych dzieci do spotkania z Chrystusem w Eucharystii, uświadomiliśmy sobie jaki dar otrzymały i gorąco modliliśmy się za jego podtrzymanie.
Żegnając dzień Apelem Jasnogórskim, zmęczeni, ale jakże szczęśliwi, udaliśmy się do Domu Pielgrzyma na upragniony sen.
Sanktuarium Matki Bożej Leśniowskiej Patronki Rodzin było celem naszego kolejnego dnia pielgrzymowania. Miejsce szczególne dla posługujących u nas w parafii Ojców Paulinów i wszystkich polskich rodzin. To tam wszyscy nasi Ojcowie oraz bracia zakonni zaczynali szlifować swoje powołanie. Nasz Ojciec Mateusz, udzieliwszy nam rodzinnych błogosławieństw w obecności radosnej Matki Bożej Leśniowskiej, która uśmiechała się do nas patrząc z lipowej pięknej figury, opowiadał nam wraz z braćmi i ojcami o życiu zakonnym i prawdziwej przyjaźni z Chrystusem. Spacerując całymi rodzinami po pięknym parku, zbierało się myśli na cichej modlitwie, o przyjaźń naszych dzieci z Panem.
Zjedliśmy potem pyszny wspólny rodzinny ,,niedzielny” pielgrzymkowy obiad i ze śpiewem na ustach, modląc się, ruszyliśmy w szybko mijającą drogę powrotną. Dziękując Bogu za szczęśliwą podróż, udaliśmy się do naszym rodzin, o których nie zapominaliśmy w modlitwach przez cały ten czas.
Spotkanie nasze z Maryją na Jasnej Górze oraz Leśniowie tak naprawdę zaczęło się już rok temu, kiedy zaczęliśmy przygotowywać nasze pociechy do spotkania z Chrystusem Eucharystycznym. Widząc moją córkę jak sama zasypia z pacierzem na ustach, modlę się gorąco, żeby ten owoc nigdy nie zmarniał.             / Tata /

 W tydzień po przyjęciu przez naszą córkę Pierwszej Komunii Świętej udaliśmy się razem z nią na pielgrzymkę organizowaną z naszej parafii do Częstochowy i Leśniowa. Było nas około 70 osób: około 20 dzieci pierwszokomunijnych, ich rodziny i przyjaciele. Przewodnikiem grupy był Ojciec Mateusz, który dzieci do przyjęcia tego sakramentu przygotowywał. Wyjechaliśmy w niedzielę wczesnym rankiem. W Częstochowie uczestniczyliśmy w Drodze Krzyżowej na Wałach Jasnogórskich prowadzonej przez naszego przewodnika. Centralnym punktem niedzieli była msza święta             o godzinie 17, która była odprawiona w Kaplicy Cudownego Obrazu. Cała nasza grupa została wprowadzona do kaplicy tuż pod obraz Czarnej Madonny. Wielu z nas bywało już w sanktuarium w Częstochowie, ale dla wszystkich   z nas była to pierwsza okazja, aby być tak blisko Pani Jasnogórskiej. Niezapomniane przeżycie. Zwłaszcza, że był to 13 maja, a więc rocznica zamachu na Jana Pawła II oraz rocznica pierwszego objawienia w Fatimie.        Przedtem i potem, w czasie wolnym można było samodzielnie zwiedzać obiekty na Jasnej Górze lub pomodlić się – każdy miał swój plan, jak chce spędzić ten czas. Po Apelu Jasnogórskim wszyscy poszli po prostu spać, bo to był długi i męczący dzień. Przynajmniej dla nas, dorosłych, bo dzieci miały niespożyte siły .                Następnego dnia po śniadaniu pojechaliśmy do Leśniowa. Znajduje się tam Sanktuarium Matki Bożej Patronki Rodzin. Opiekują się nim oo. Paulini. Tam też mieści się jeden z 2 nowicjatów dla kandydatów do Zakonu Pierwszego Pawła Pustelnika. (Drugi jest w Kamerunie). Piękne miejsce, któremu patronuje niewielka figurka Uśmiechniętej Madonny. Po tłumach w Częstochowie miejsce to tchnie spokojem. Uczestniczyliśmy we mszy świętej, poznaliśmy trochę historię tego miejsca i zwiedziliśmy teren wokół sanktuarium.                                          W pamięci, oczywiście oprócz wspólnych mszy świętych, pozostanie nam na pewno atmosfera tego wyjazdu: uroczysta, a jednocześnie radosna, niezapomniana. Dziękujemy za to, że mieliśmy taką możliwość.                                                                                                             /mama/