Archiwa tagu: Pamięci zmarłych

Ks. Franciszek Pinkowski ( 1882 – 1979 ) Wspomnienie w 135.rocznicę urodzin

W dniu 9 października minęła 135.rocznica urodzin śp. Ks. Franciszka Pinkowskiego – salezjanina, syna ziemi wągrowieckiej – wielkiego kapłana, który całym swoim życiem i posługą zasłużył na naszą pamięć i wdzięczność . Dzięki dokumentom udostępnionym przez zamieszkałą w Wągrowcu rodzinę śp. Ks. Franciszka, możemy poznać jego sylwetkę i ocalić od zapomnienia jednego z naszych współziomków, którego droga do stanu duchownego nie była łatwa . Ks. Franciszek Pinkowski urodził się w Popowie Kościelnym w dniu 9 października 1882 r. o godz. 6.28, jako syn rolnika Szymona Pinkowskiego i matki Anny Janiszewskiej. Rodzicami chrzestnymi byli Jakub Janiszewski i Józefa Barełkowska *). …..w roku 1905 wyruszył pieszo do Krakowa, by swe serce, siły i młodość ofiarować Bogu. Nie został tam w owych czasach – jako syn chłopski – z entuzjazmem przyjęty i po kilku miesiącach, w 1906 r. powędrował do Turynu. Z Włoch, po ciężkiej pracy, w roku 1917 udał się do Ameryki Południowej, do Urugwaju i Brazylii . W roku 1920, w Montevideo otrzymał upragnione święcenia kapłańskie. W styczniu 1921 r. wrócił jako kapłan do Brazylii i rozpoczął posługę misyjną ( wśród dzikich plemion ) . W okresie 59. lat posługi kapłańskiej, poza obowiązkami kapłana, wprowadzał cywilizację, modlił się, pracował i uczył . Budował kościoły, młyny, domy, szkoły. Służył ludziom, których przez swój osobisty czar, dobroć, pracowitość, swoją wrażliwość na nędzę, ludzkie cierpienia, szlachetnością i poczuciem sprawiedliwości, pozyskał i wychował na wierne dzieci kościoła katolickiego. W zamian zdobył miłość i szacunek brazylian . Miał dwie ojczyzny : Polskę, za którą tęsknił i Brazylię, którą ukochał i dla niej pracował do śmierci…. (fragment listu wysłanego w dniu 2 listopada 1979 r. przez p. Felicję Wieczorek z Wągrowca do Ojca św. Jana Pawła II ).
O roli, jaką dla Brazylii odegrał ks. Franciszek Pinkowski najlepiej świadczy list kondolencyjny przesłany rodzinie zmarłego przez przełożonego Instytutu Salezjańskiego z Juazerio do Norte w północno – wschodniej Brazylii, ojca Jose Pereira Lima . Zawiadamiając o śmierci ks. Franciszka, pisał on : „ W ciągu 10 dni leżał nieprzytomny, zmarł 15 kwietnia 1979 r. w wieku 96. lat, w święto Zmartwychwstania Pańskiego o godz. 17.00 w szpitalu św. Ignacego . Ciało ks. Franciszka zostało przeniesione do największego i najpiękniejszego Sanktuarium, gdzie tysiące ludzi oczekiwało Mszy Świętej, która była odprawiona przez księży ze Wspólnoty Salezjańskiej. W ciągu całej nocy i całego dnia następnego, tysiące ludzi modliło się za jego duszę w Kościele . Msza św. była koncelebrowana przez 18- tu księży, po czym odbyła się procesja ulicami, które otaczają Sanktuarium Najświętszego Serca Jezusowego, dla którego ks. Franciszek tyle pracował i czuł się szczęśliwy, kiedy zobaczył je wybudowane i wykończone. Ciało jego zostało pochowane w Sanktuarium, w miejscu, gdzie spowiadał w ciągu 25. lat. Wspólnota Salezjańska odprawiła w jego intencji 30 Mszy św. Odprawiliśmy Mszę św. w siódmy dzień po śmierci i 30-ty dzień po śmierci. Ks. Franciszek był dla nas Świętym Salezjaninem . Jesteśmy pewni, że on jest już w niebie. Polska może być dumna, że wydała tak zacnego syna” .
Tyle wynika z dokumentów, które udało się pozyskać dzięki uprzejmości rodziny ks. Franciszka Pinkowskiego. Próbując dopisać komentarz do tych dwóch listów, możemy z pełnym przekonaniem stwierdzić, że ks. Franciszek Pinkowski, nasz rodak z ziemi wągrowieckiej, zasłużył na nasz szacunek i wieczną pamięć. Rozsławił Polskę, ale my możemy dopowiedzieć, że rozsławił ziemię wągrowiecką. I tak jak pisał w swym liście kondolencyjnym o. Jose Pereira Lima : „Polska może być dumna, że wydała tak zacnego syna”, ale ta duma szczególnie może być naszym udziałem – mieszkańców ziemi wągrowieckiej. Naszą wdzięczność możemy wyrazić w modlitwie. Będzie to największy dar, jaki my dzisiaj możemy ofiarować ks. Franciszkowi . Módlmy się zatem, by Bóg wynagrodził jemu to wszystko, co dla Brazylii i chwały naszej Ojczyzny uczynił swym życiem ks. Franciszek Pinkowski, a modląc się umiejmy wyrazić Bogu wdzięczność, że ziemi wągrowieckiej dał tak godnego syna.

Janusz Marczewski

*) ustalono na podstawie księgi metrykalnej z r. 1882.  Autor dziękuje                               ks. Edwardowi Lajtlochowi – proboszczowi parafii p.w. Zwiastowania NMP w Popowie Kościelnym za pomoc w niniejszym opracowaniu.

ODPUSTY W OKTAWIE WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH

Nawiedzając z modlitwą kościół lub kaplicę w uroczystość Wszystkich Świętych oraz w Dniu Zadusznym, możemy pod zwykłymi warunkami uzyskać odpust zupełny, czyli całkowite darowanie kar dla dusz w czyśćcu cierpiących. Ponadto wypełniając określone warunki, możemy uzyskać odpust zupełny od 1 do 8 listopada za pobożne (czyli modlitewne) nawiedzenie cmentarza. Odpust zupełny możemy uzyskać raz dziennie. Warunki uzyskania odpustu zupełnego:
1. Wzbudzić intencję jego otrzymania.
2. Być w stanie łaski uświęcającej.
3. Wyzbyć się przywiązania do jakiegokolwiek grzechu.
4. Przyjąć w tym dniu Komunię Świętą.
5. Odnowić naszą jedność ze wspólnotą Kościoła poprzez odmówienie: “Ojcze nasz”, “Wierzę w Boga” oraz modlitwy w intencjach bliskich Ojcu Świętemu.
Rozróżnia się odpust: zupełny i cząstkowy.
Odpust zupełny – uwalnia od kary doczesnej należnej za grzechy w całości.
Odpust cząstkowy – uwalnia od kary doczesnej należnej za grzechy w części, jest oznaczany bez określania dni lub lat. Kryterium miary tego odpustu stanowi wysiłek i gorliwość, z jaką ktoś wykonuje dzieło obdarzone odpustem cząstkowym.
Co to jest?
Grzech – odwrócenie się od Boga w stronę stworzenia; świadome i dobrowolne wykroczenie przeciw prawu Bożemu; wybranie swojej woli wbrew woli Bożej.
Kara – w Biblii zawsze ma wymiar naprawczy: ma doprowadzić grzesznika do nawrócenia, pomóc mu zrozumieć popełniony błąd, naprawić zło. Jest konsekwencją grzechu, odrzucenia świętości Boga. Kara jest tamą postawioną grzechowi.
Wina – odpowiedzialność człowieka, którą jako istota rozumna i wolna ponosi za popełnione przez siebie zło, ewentualnie obojętność na nie.
Rozgrzeszenie – sakramentalne odpuszczenie win, zanurzenie grzesznika w Bożym miłosierdziu. Aby mogło się dokonać, konieczne jest spełnienie 5 warunków: dobry rachunek sumienia, żal za popełnione zło, szczere wyznanie win, postanowienie poprawy zakładające wyzbycie się przywiązania do grzechu, naprawienie wyrządzonego zła.
Niebo – stan zbawienia, eschatologicznej radości. Miejsce, w którym Bóg gromadzi zbawionych. Niekończące się szczęście płynące z faktu przebywania w bliskości Ojca.
Piekło – utrwalona na wieki konsekwencja odwrócenia się od Boga i zwrócenia się ku stworzeniu, własnego egoizmu, który zamknął człowieka wyłącznie w kręgu jego własnych spraw; źródłem cierpienia w piekle jest brak Boga, świadomość niewykorzystanej szansy, brak miłości. Piekłem jest brak nadziei.
Czyściec – stan oczyszczenia, jakiego doświadczają ci, którzy umarli w stanie przyjaźni z Bogiem, nie są jednak jeszcze dostatecznie czyści, w pełni gotowi do tego, aby doświadczyć radości zbawienia.
Jak można pomóc zmarłym?
1. Ofiarowanie w ich intencji Mszy św. i Komunii św.
2. Przebaczenie zmarłemu wszystkiego, czym wobec nas zawinił.
3. Post, jałmużna, ofiarowane odpusty.
4. Modlitwa, w tym modlitwa wypominek.
Wszystko, co podejmujemy z myślą o zmarłych, powinniśmy zanurzać w odkupieńczej ofierze Chrystusa, bo tylko wtedy możemy ufać, że nasza modlitwa i ofiara będą dla nich pomocne. Ważne są kwiaty, znicze, troska o groby. One ocalają pamięć, przypominają o celu ludzkich dążeń, scalają rodzinę, przypominają wspólne dziedzictwo. To jednak za mało. “Życie ludzkie zmienia się, ale się nie kończy” – słyszymy w prefacji podczas Mszy św. żałobnej. Wiara w “świętych obcowanie” stwarza jedyną w swoim rodzaju okazję, by pomóc naszym zmarłym w osiągnięciu pełni zbawienia. Materia ma tutaj niewielkie znaczenie. Najważniejsze są dary duchowe, które możemy im ofiarować, pokuta, dzięki której nie tylko zostanie skrócony czas cierpienia w czyśćcu, ale też dokona się nasze nawrócenie.

Zachowajmy świętość nekropolii

p1090603Za kilkadziesiąt godzin zbierzemy się znowu w miejscach, gdzie spoczywają doczesne szczątki naszych najbliższych. Staniemy przy udekorowanych nagrobkach, by w tych dniach być jak najbliżej tych, którzy bardzo często, byli sensem naszego życia, a ich odejście zburzyło dotychczasowy jego rytm. Staniemy tam, boć to przecież szczególne dni dla Wszystkich Świętych i Zmarłych. Bo tak nakazuje nam wielowiekowa tradycja, nacechowana szacunkiem dla tych, którzy poprzedzili nas do domu Ojca. Będziemy tam, gdyż dla wielu z nas, bycie w tym miejscu, to jak byśmy chcieli Im wszystkim jeszcze raz powiedzieć, jak nam Ich brakuje, jak Ich kochaliśmy, jak nam nieraz trudno bez Ich wsparcia. Nie znaczy to, że te dni muszą być tylko smutne. Przecież wielu zmarłych odchodziło z tego świata umęczonych długą chorobą, cierpieniami – nie tylko fizycznymi, ale i psychicznymi. Ginęli na frontach, w obozach koncentracyjnych, sponiewierani przez okupantów. Cierpieli nie tylko z bólu fizycznego, ale przechodzili na drugą stronę często bez tej ludzkiej pomocy w cierpieniu. Nie mieli nawet możliwości uskarżenia się na swój los, nie mogli się pożegnać, nie mieli komu przekazać swej ostatniej woli, nikt nie trzymał Ich w godzinie śmierci za rękę. Dlatego też, te dni winny być również pełne refleksji, że śmierć przerwała Ich ból i otworzyła drogę do lepszego życia, wolnego od tych ziemskich niegodziwości. Dla nich, to niebiańska jasność rozproszyła mroki trudu Ich śmierci. Oni są już szczęśliwi, i to jest dla nas żyjących pociecha i nadzieja. I to właśnie winno być głównym akcentem obchodów tych dni, a nie obce polskiej tradycji – sprowadzane zwyczaje, choćby „Halloween”, skąd niedaleko do satanizmu. Kiedy staniemy na cmentarzu przy mogile tej drogiej nam osoby, pomyślmy o tych sprawach i stwórzmy wokół niej taki mikroklimat, który nie będzie zakłócał tej szczególnej atmosfery tym, którzy stoją obok. Podarujmy im te kilka chwil intymności i ciszy, na duchową rozmowę ze zmarłym. Oni przybyli tam nieraz z bardo daleka. Ten dzień jest również okazją do spotkania się rodziny, często po wielu latach. Niech jednak głośne powitanie, okrzyki dzieci, telefony komórkowe, palenie papierosów – nie zakłócą tej specyficznej atmosfery. Módlmy się wspólnie podczas odprawianej na cmentarzu Mszy św. za zmarłych. Pozwólmy sobie wzajemnie na godny w niej udział. To tylko kilkadziesiąt minut; dla nas to niewielki wysiłek, a ile dobra dla zmarłych. Nasza modlitwa w tym dniu, to największy dar, który możemy ofiarować zmarłym, więcej niż kwiat, czy ilość zniczy. Te materialne dobra tworzą przepiękną atmosferę, i są wyrazem naszej wdzięczności dla zmarłych, ale cóż one znaczą bez naszej modlitwy. Zanieśmy i ten dar naszym drogim zmarłym i niech on będzie najważniejszym .
Janusz Marczewski

Pamięć – Zaduma – Modlitwa

Sprawił Bóg, że przy sprzyjającej pogodzie mogliśmy w tym roku czynnie włączyć się w obchody dnia Wszystkich Świętych. Wielka rzesza wągrowczan stanęła pośród mogił swych najbliższych, by uczestniczyć we Mszy św. celebrowanej na Cmentarzu Komunalnym. Tak liczne zgromadzenie mieszkańców i przyjezdnych, oddaje najlepiej atmosferę tego dnia, co w polskiej kulturze, tradycji i religijności, ma wielkie znaczenie duchowe i dowodzi nieprzemijającej wrażliwości na istotę przemijania i miłości do tych, którzy nas uprzedzili w drodze do Domu Niebieskiego, do Domu naszego Ojca. Jak mówił w homilii o. Dariusz Nowicki, stoimy na miejscu świętym, gdzie każdy skrawek ziemi kryje nie tylko doczesne ludzkie szczątki, ale historię ich życia, trud zmagań z przeciwnościami losu i nadzieję, z którą odchodzili z tego świata. Dobrze się stało, że było tam nas tak wielu. Zanieśliśmy naszym drogim zmarłym nie tylko kwiaty i znicze, ale i naszą zbiorową modlitwę, i ten szczególny dar Komunii św. tak licznie przyjętej. A zmierzając w procesji cmentarnymi dróżkami, mogliśmy w ten szczególny sposób włączyć się w dodatkową modlitwę w intencji Wszystkich Świętych i naszych najbliższych, tego daru, którego dla nich najbardziej potrzeba. Wielu z nas uczestniczyło również w wieczornej modlitwie różańcowej, której atmosferę podkreślała wyjątkowa sceneria rozświetlonego cmentarza i krzyża. Dzień Zaduszny – Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych pozwolił nam ponownie skupić swe myśli na oddaniu Im naszej modlitwy, by nią umocnieni byli szczęśliwi w swym nowym życiu, a także, by znaleźli nasze wsparcie, jeśli jeszcze oczekują na pełnię życia wiekuistego. Koronka do Bożego Miłosierdzia, Różaniec z wypominkami i Msza św. koncelebrowana przez naszych Ojców Paulinów dopełniła nasz wspólny wkład w godne przeżycie tych dwóch listopadowych dni. Dobrze się też stało, że w modlitwie różańcowej, gdy wspominając naszych bliskich, pamiętaliśmy również bardzo licznie o naszych kapłanach, którzy kształtowali naszą osobowość, uczyli nas wiary i służyli nam ofiarnie swą posługą. Naszym Ojcom Paulinom dziękujemy za tak okazałą oprawę obchodów, za wygłoszone płomienne homilie, za dar wspólnego przeżywania tych świątecznych dni.
Minęli nas Wszyscy Święci, Zaduszki przypomniały nam o Waszym tam istnieniu; przygasa znicz na Waszych mogiłach, a jednak zawsze płonie nasze przyjazne serce.

Janusz Marczewski

Pamięci tych, którzy odeszli

Stajemy znowu pośród cmentarnych mogił naszych bliskich, by podtrzymać więź, tradycję, ale by zanieść Im też naszą modlitwę i ten znicz pamięci, który zawsze gdy płonie, uzmysławia nam tę duchową łączność. „Uroczystość Wszystkich Świętych* wywodzi się głównie z czci oddawanej męczennikom, którzy oddali swoje życie dla wiary w Chrystusa, a których nie wspomniano ani w martyrologiach miejscowych, ani w kanonie Mszy Świętej. Pierwotnie święto to obchodzono 13. maja. W IV w. rozpowszechniła się tradycja przenoszenia całych relikwii świętych, lub ich części, na inne miejsca. W ten sposób chciano podkreślić, że święci są własnością całego Kościoła. Kiedy w 610 roku papież Bonifacy IV otrzymał od cesarza starożytną świątynię pogańską Panteon, kazał złożyć tam liczne relikwie i poświęcił tę budowlę na kościół pod wezwaniem Matki Bożej Męczenników. Od tego czasu oddawano cześć wszystkim zmarłym męczennikom w dniu 13. maja. Papież Grzegorz III w 731 r. przeniósł tę uroczystość z 13. maja na dzień 1. listopada. W 837 r. Grzegorz IV rozporządził, aby odtąd 1. listopada był dniem poświęconym pamięci nie tylko męczenników, ale wszystkich świętych Kościoła katolickiego. Jednocześnie na prośbę cesarza Ludwika Pobożnego rozszerzono to święto na cały Kościół. W atmosferę wspomnienia wszystkich wiernych zmarłych przenoszą nas obchody Dnia Zadusznego*, które zapoczątkował w chrześcijaństwie w roku 998 św. Odilon, opat z Cluny, jako przeciwwagę dla pogańskich obrządków czczących zmarłych. Na dzień modłów za dusze zmarłych – stąd nazwa „Zaduszki” – wyznaczył pierwszy dzień po Wszystkich Świętych. W XIII w. ta tradycja rozpowszechniła się w całym Kościele katolickim. W XIV wieku zaczęto urządzać procesje na cmentarz do czterech stacji. Przy stacjach odmawiano modlitwy za zmarłych i śpiewano pieśni żałobne. Piąta stacja odbywała się już w kościele, po powrocie procesji z cmentarza. W Polsce tradycja Dnia Zadusznego zaczęła się tworzyć już w XII w. a z końcem XV w. była znana w całym kraju. W 1915 r., papież Benedykt XV, na prośbę opata benedyktynów, zezwolił, aby tego dnia każdy kapłan mógł odprawić trzy msze: w intencji poleconej przez wiernych, za wszystkich wiernych zmarłych i wg intencji papieża. W polskim Kościele katolickim, Dzień Zaduszny ma rangę wspomnienia obowiązkowego, jako wspomnienia wszystkich wiernych zmarłych”. Te dwa pierwsze listopadowe dni wprowadzają nas w szczególną atmosferę, która uczula naszą świadomość na nieunikniony fakt przemijania. I wówczas, gdy stoimy nad grobem najbliższej osoby, właśnie w tym miejscu, dociera do nas ta życiowa prawda, że wszystkich nas czeka ten sam los, los człowieka, który by odnaleźć się w nowym życiu, musi właśnie przejść tę drogę, oczekując obiecanego zmartwychwstania. I smutek, który ta oczywista prawda niesie, ma też w swym wymiarze tę nadzieję, że śmierć nie oznacza końca, a jest początkiem nowego, lepszego życia, na które oczywiście trzeba sobie zasłużyć tym pierwszym etapem naszego istnienia, czyli życiem doczesnym. Widok, który dostrzegamy wchodząc na cmentarz jest bardzo miły i budujący dla oka, gdy stajemy pośród pięknie udekorowanych mogił, pomników, gdy szczególnie wieczorową porą płoną niezliczone znicze pamięci. Wszystko to dowodzi, że ci którzy odeszli, byli dla nas bardzo bliscy, bardzo ich kochaliśmy, bardzo nam ich brakuje, często sytuacja po utracie najbliższej osoby nas przerasta. Przynieśliśmy im wiązanki kwiatów, zapaliliśmy znicze, to wszystko jest piękne i tak trzeba. Jednak pamiętajmy o najważniejszym darze, na który oni czekają, pamiętajmy o modlitwie. Ten dar jest dla nich najważniejszy, a nas nic nie kosztuje, tylko trzeba naszej woli, by to im zanieść w te dni, bo to właśnie jest najpiękniejszym podarunkiem, który nasze serce i pamięć mogą im teraz dać. A kiedy też na drodze twego cmentarnego przejścia trafisz może na mogiłę, której już od dłuższego czasu nikt nie odwiedza, spróbuj się choćby na chwilę zatrzymać, by w zadumie wspomnieć tę może nieznaną osobę, może też zapalić znicz, a przynajmniej odmówić tę jedną przysłowiową „zdrowaśkę”, na którą ta zmarła osoba oczekuje, by osiągnąć pełnię życia wiecznego. Odwiedzanie cmentarza w te szczególne listopadowe dni, jest piękną tradycją i wyrazem naszej pamięci o tych, którzy w minionym czasie stanowili wypełnienie naszego wspólnego współżycia. Dzisiaj, kiedy ich już nie ma wśród nas, to wielce znaczący, potrzebny zmarłym dar, pamiętajmy jednak, by nie był to dar jednostkowy – listopadowy. Chciejmy im ten dar zanosić częściej, nieść im naszą codzienną modlitwę, bowiem jak w swym wierszu „W Zaduszki” pisze poetka Joanna Kulmowa:
„Tu jest pamięć i tutaj świeczka. Tutaj napis i kwiat pozostanie. Ale zmarły gdzie indziej mieszka na wieczne odpoczywanie. Smutek to jest mrok po zmarłych tu, ale dla nich są wysokie jasne światy. Zapal świeczkę. Westchnij. Pacierz zmów. Odejdź pełen jasności skrzydlatej”.
Wieczny odpoczynek racz zmarłym dać Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci !
*) Opisy świąt na podstawie „Wikipedii”.