Archiwa tagu: Wiara

Czekajmy na Niego z nadzieją

Spojrzałem na kalendarz – za kilkadziesiąt godzin to już grudzień. Kiedy on nadchodzi, otwiera się księga oczekiwań. Na Roraty – boć to przecież Adwent, na Mikołaja, na pierwszy śnieg, na Sylwestra. Ale przede wszystkim na Niego . Kiedy myślimy o oczekiwaniu, uzmysławiamy sobie, jakie ono może być różne. Oczekujemy na radosne wydarzenie, jakim jest Boże Narodzenie. Adwent naszych praojców trwał tysiąclecia, czekali z wiarą na Jego przyjście, a gdy przyszedł, nie rozpoznali Go. Upokorzyli, znieważyli, ukrzyżowali. A gdy zmartwychwstał, jeszcze wątpili. Dzisiaj też niektórzy nie mogą odnaleźć do Niego drogi. Myśmy uwierzyli. Czekamy na Jego powtórne przyjście. Co roku obchodzimy Jego narodziny i to już dwa tysiące lat. W grudniową noc, rękoma kapłana złożymy Go w żłóbku. Jest tam dla Niego przygotowane miejsce. Jest tam ciepło, przytulnie, radośnie i bezpiecznie – nie tak, jak w Betlejem. Ta cicha i święta noc, niesie radość wielką. Przychodzi do nas, niosąc nadzieję i miłość . Nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi. To On puka do waszych drzwi. Jesteście zażenowani, że On zniżył się z wysokości, by was odwiedzić. Pytasz się, czy jesteś godzien, aby On wszedł do twego domu. Ale przecież wierzysz, że każde Jego słowo niesie tobie zbawienie. Nie strać tej wiary. A gdy weźmiesz do ręki opłatek, gdy będziesz przekazywał życzenia, nie zapomnij, że wypowiadane słowa niosą nadzieję. Niech twój bliski nie ma wątpliwości, że są to życzenia szczere. W trudnych czasach polskiej rzeczywistości politycznej, gdy tak mało szczerości, a tak wiele zacietrzewienia, pomówień, rozgrzebywania przeszłości, jątrzenia – ufajmy, że Ten, który wkrótce ma do nas przyjść, przyniesie radość i spokój, wiarę i nadzieję oraz miłość . Niech Jego przyjście wyzwoli nas z wzajemnych uprzedzeń, umocni zgodę, byśmy z otwartym sercem mogli zaśpiewać „chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli”. „Podnieś rękę, Boże Dziecię – Błogosław Ojczyznę miłą….dom nasz i majętność całą i wszystkie wioski z miastami”. Na nadchodzące dni, kiedy przyjdzie do nas „dzieciątko małe z rajskich wzgórz – piękniejsze nad promienie zórz, niech przyniesie nam do niebios i swych skarbów klucz”.

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

Obchodzoną w całym Kościele uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, po raz pierwszy w Polsce wprowadził bp Nankier w 1320 r. w diecezji krakowskiej. Na synodzie gnieźnieńskim w 1420 r. uznano uroczystość za powszechną, obchodzoną we wszystkich kościołach w państwie. W późnym średniowieczu i w renesansie, największym sanktuarium kultu Bożego Ciała w Polsce był poznański kościół p.w. Bożego Ciała, który powstał w miejscu, gdzie wg legendy odnaleziono skradzione i sprofanowane przez Żydów hostie. Wkrótce po tych wydarzeniach powstała tam drewniana kaplica, a w 1406 r. król Władysław Jagiełło ufundował w jej miejsce gotycki kościół i klasztor karmelitów trzewiczkowych.*) „Boże Ciało”, to wyjątkowy dzień, kiedy wychodzimy na ulice, by okazać Bogu naszą cześć i uwielbienie w tej szczególnej formie procesyjnego przejścia ulicami naszych miast i wsi, dokumentując swoją przynależność do Kościoła Katolickiego. Dzisiaj, kiedy udział w obchodach tego święta gwarantuje nam ustawa sejmowa, kiedy nikt nie zabrania nam udziału w procesji, trzeba nam cieszyć się i z radością pójść za Najświętszym Sakramentem, a „upadając wszyscy wraz, hołd po wszystkie nieśmy dni Bogu Ojcu i Synowi, a równemu Im Duchowi, niechaj wieczna chwała brzmi”. Nasz udział w procesji, niech będzie też wyrazem naszej jedności i troski o wszystko, czym dla nas jest wiara i Kościół, szczególnie teraz, gdy dzieła te są przedmiotem nagonki środowisk nieprzyjaznych Kościołowi i ludziom z nim związanych. Nie zapominajmy też o sytuacjach, jakie wielu z nas przeżywało w minionych latach, kiedy to udział w procesji, dekorowanie okien, czy witryn sklepowych, powodowało nieraz bardzo przykre konsekwencje ze strony tzw. „władzy ludowej”. A dzisiaj, idąc za Najświętszym Sakramentem, pamiętajmy, że „idzie, idzie Bóg prawdziwy, stańmy wszyscy pięknym kołem i uderzmy przed Nim czołem. Padnijmy na kolana, uczcijmy niebios Pana, z miłością, czułością wiernych sług. Tobie dziś dajem z rzeszą tych ludzi, pokłon i pienie, my Twoi słudzy. Zielem, kwiatami ścielmy Mu drogi, którędy Pańskie iść będą nogi. I okrzyknijcie na wszystkie strony – pośród nas idzie Błogosławiony” ! Naszym udziałem w procesyjnym przejściu ulicami naszych miast, podziękujmy Bogu za wszystko, co On dla nas w minionym roku uczynił, prośmy Go o nieustanną opiekę, zapewniając Go jednocześnie, że pragniemy na zawsze pozostać przy Nim i Jego Matce. W tym roku Procesja Bożego Ciała wyruszy po Mszy św. o godz. 11.00 z Fary do naszego kościoła Piotra i Pawła.

*)źródło: Wikipedia – wolna encyklopedia

Wasze rodziny… Cztery słowa Boga

Noël Quesson

– Pierwsze miejsce praktykowania Wiary i Odpowiedzialności (Mt 2,12-23);
– Pierwsze miejsce wzajemnego Poszanowania i wzajemnej Pomocy (Syr 3,2-14);
– Pierwsze miejsce wzajemnego Wychowywania się, Modlitwy i Przebaczenia (Kol 3,12-21);
– Pierwsze miejsce Szczęścia i Bojaźni Boga (Ps 127).

Wszystkie cztery teksty biblijne dzisiejszej niedzieli podejmują zasadniczą naukę o rodzinie. Nie wolno tych tekstów sobie przeciwstawiać, ponieważ wszystkie nawzajem się dopełniają.

„Wstań” – mówi anioł Pana… Józef wstał… (Mt)

Dwukrotnie Ewangelia podkreśla „nadprzyrodzoną” postawę Józefa… Jego wiarę… jego „ludzką postawę”, jego poczucie odpowiedzialności…

a. Rodzina podstawowym miejscem konkretnego praktykowania Wiary. W tym czasie, gdy rodzina jest tak mocno atakowana, często niszczona, Bóg kieruje do nas Pierwsze Słowo, które świadczy o tym, że wiara w Niego jest fundamentem, bazą każdej rodziny, jeżeli pragnie ona być zbudowana na mocnych podstawach. Józef trzykrotnie „słucha” Boga: „Uciekaj!” „Wracaj!” „Udaj się do Galilei!” Święty Mateusz dwukrotnie podkreśla, że Józef „wypełnił” słowo Pana. Wiara nie jest po to, aby pozostawać przy swoim sposobie rozumowania, staje się ona „działaniem”, „konkretną postawą”. „Józef wstał i uczynił, jak mu Bóg polecił”. W Mądrości Syracha tak aktywną postawę nazywa się „posłuszeństwem Panu”… W Psalmie natomiast taka postawa zostaje określona jako „bojaźń Pana”, u świętego Pawła zaś ten sam temat zostaje określony przez dwie mocne formuły: „Wszystko, cokolwiek działacie słowem lub czynem, wszystko czyńcie w imię Pana Jezusa…” „Jak Pan wybaczył wam, tak i wy”.

b. Rodzina zasadniczym miejscem praktykowania Odpowiedzialności. Właśnie w tym czasie, gdy wszyscy wzywają nas do „odpowiedzialności” i do „zaangażowania się”, Bóg prowadzi nas do takiej postawy. Słyszymy tu przeogromny apel do odpowiedzialności. Bóg odda się w ręce swoich rodziców… którzy mają za zadanie zachować Go od śmierci. Bóg powierzył ludziom odpowiedzialność za „życie”. Jest to pewnego rodzaju krzyk Boga wzywającego rodziców do chronienia życia przed siłami śmierci.

Czcij ojca, szanuj matkę… wspomagaj ich (Syr 3,2-14)

Pierwsze czytanie bardzo dokładnie mówi nam o zasadniczych cnotach życia rodzinnego:

a. Rodzina podstawowym miejscem wzajemnego Poszanowania. Dzisiaj bardzo dużo mówi się o respektowaniu praw człowieka. Lepiej byłoby mówić o głębokim znaczeniu poszanowania człowieka. Każdy mężczyzna, każda kobieta ma wartość świętą. Rodzina natomiast jest pierwszą nauczycielką właściwych relacji międzyludzkich, gdzie każdy powinien respektować prawa innych. Syrach doradza dzieciom, aby czciły i szanowały swoich rodziców. Są tu użyte dosyć mocne wyrażenia! W cywilizacji, która obiera kierunek pogardy i braku poszanowania, Bóg przypomina nam, abyśmy nigdy i do nikogo nie odnosili się z pogardą i lekceważeniem. Święty Paweł w drugim czytaniu dorzuca jedynie „wzajemnie”, aby to była podstawowa reguła wszelkiej społeczności ludzkiej. Ale uwaga! Nie marzcie o bronieniu „praw” uciśnionych żyjących gdzieś na końcu świata, jeśli sami nie potraficie uszanować własnej żony czy dzieci. Oni naprawdę mają prawa, mówi Bóg: najpierw prawo do szacunku, i to wzajemnego.

b. Rodzina zasadniczym miejscem wzajemnej Pomocy. Świat współczesny w coraz większym stopniu zapełnia się ludźmi wyizolowanymi, pozostawionymi samym sobie, nie kochanymi. Mędrzec ze Starego Testamentu przypomina nam, że mamy obowiązek wspomagać się… nie sprawiać sobie kłopotów… okazywać sobie zrozumienie i miłosierdzie. Tak wiele dzieci, dorosłych, dziadków, współmałżonków… cierpi, ponieważ nikt nie okazuje im uczucia. Jest to jeden z najpoważniejszych powodów narkomanii. Nowy Testament dodaje jedynie przez świętego Pawła kilka niuansów, mówiąc o „czułości”, dobroci, łagodności, miłości. Niezaspokojenie tych podstawowych, jak się okazuje, potrzeb może spowodować tragiczne skutki dla niezliczonych dzieci żyjących bez ogniska domowego. Wystarczy popatrzeć na statystyki rozwodów.

Szczęśliwi, którzy boją się Pana i chodzą Jego drogami (Ps)

Rodzina, i musi to być jasne, jest podstawowym miejscem doświadczania SZCZĘŚCIA. Psalm, który dzisiaj śpiewamy, jest jakby pieśnią o szczęściu małżeńskim i rodzinnym: „Szczęśliwi… szczęśliwi… szczęście… szczęście…” Być może, chrześcijanie staną się na świecie tymi, którzy przełamią lody, którzy zahamują tak bardzo powiększający się brak miłości. W Korei na przykład katolicy założyli ruch rodzinny, który nazywa się „Szczęśliwe rodziny”!

A my czy dajemy naprawdę taki właśnie obraz tym, którzy patrzą na nas, jak żyjemy?

Rodzina podstawową komórką Kościoła, „Kościoła domowego” (Kol)

Święty Paweł sprawia, że tematy już słyszane przemawiają na nowo. Dodaje trzy myśli typowo chrześcijańskie:

a. Rodzina miejscem pierwszej KATECHEZY. Wystarczy przypomnieć jego sformułowania: „z wszelką mądrością nauczajcie i napominajcie samych siebie… Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom… Wszystko, cokolwiek działacie słowem lub czynem, wszystko czyńcie w imię Jezusa…”

b. Rodzina podstawowym miejscem MODLITWY. Żyjcie w dziękczynieniu… „przez psalmy, hymny, pieśni pełne ducha, pod wpływem łaski śpiewajcie Panu”. Rodzina, która się nie modli, przyjmuje na siebie ryzyko indyferentyzmu, stopniowego porzucania wiary… i innych „odstępstw”.

c. Rodzina podstawowym miejscem PRZEBACZENIA. Jean Vanier, założyciel „Arche”, napisał cudowną książkę w celu ratowania uczuć ludzi upośledzonych: „Wspólnota miejscem radości i przebaczenia”. Prawdę mówiąc, żadna ludzka wspólnota nie przetrwa, nie przezwycięży codziennych konfliktów, jeśli nie będzie zdolna do wzajemnego przebaczania i okazywania sobie miłosierdzia…, tak jak tego przykład dał nam Jezus! Przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy… Zaprawdę, w tych dniach dużo lepiej rozumiemy, na jaką skalę Bóg jest „Zbawicielem” miłości oraz jak bardzo groźne może okazać się w skutkach dla rodziny odrzucenie Boga.

Namaszczony i posłany – namaszczenie krzyżmem

Dla ludzi Biblii namaszczenie było znakiem bardzo czytelnym.
By to pojąć musimy najpierw zobaczyć, jaką rolę odgrywała w ich
życiu oliwa. Tak, jak w całej śródziemnomorskiej cywilizacji, oliwa
była przedmiotem codziennego i wszechstronnego użytku.
Najpierw stanowiła codzienny składnik jadłospisu, bez którego trudno
było wyobrazić sobie przygotowanie jakiejkolwiek potrawy. Oliwa
służyła też jako lekarstwo pomagające w gojeniu ran. Używana była
powszechnie jako podstawowy kosmetyk, a namaszczenie wonnym
olejem symbolizowało radość i świętowanie. Wreszcie używano jej
do nasączania lin i tkanin namiotów, co w życiu koczowników
było niezwykle ważne. Stanowiąc więc pokarm, lekarstwo, znak
świętowania i trwałości oliwa symbolizowała wszystko, co najlepsze.
Nic więc dziwnego, że stała się znakiem mocy z wysoka i
Bożej łaski. Zaś namaszczenie oliwą oznaczało powierzenie misji lub
zadań do wypełnienia. Namaszczano króla, kapłana, proroka. Olej
spływający na głowę namaszczonego oznaczał Bożą moc, która na
niego zstąpiła i przeniknęła w głąb jego osoby tak, jak oliwa wnika
w głąb ciała.
Ostatecznie namaszczenie objawiło swój sens wraz z
przyjściem Chrystusa, którego miano oznacza nic innego jak właśnie
„Namaszczony”. Hebrajskie „Mesjasz” to greckie „Christos”,
łacińskie „Christus” i wreszcie staropolskie „Pomazaniec”.
Jezus Chrystus objawił w synagodze w Nazarecie, że tak rozumiał siebie
i swoją misję. Do siebie odniósł słowa z Księgi Izajasza: „Namaścił
mnie i posłał” (Iz 61, 1). Ojciec namaścił Go Duchem Świętym
i powierzył misję odkupienia ludzkości, ustanawiając kapłanem,
prorokiem i królem.
Ten olej Ducha Świętego, którym został namaszczony
Chrystus-Głowa, spłynął hojnie na wszystkie członki Jego Ciała czyli
na każdego z chrześcijan. Właśnie poprzez chrzest każdy ochrzczony
stał się uczestnikiem potrójnej misji Chrystusa – kapłańskiej,
prorockiej i królewskiej. Chrześcijanin jest ustanowiony
kapłanem po to, by swoje życie i samego siebie składał Bogu w ofierze.
Zdolność do poświęceń, wyrzekanie się własnej woli, oddanie
życia Bogu do dyspozycji, ofiarne realizowanie życiowego powo-
łania – to wszystko jest wypełnianiem powszechnego kapłaństwa
otrzymanego na chrzcie. Każdy chrześcijanin jest też ustanowiony
prorokiem, a prorok to nie ten, kto przepowiada przyszłość, lecz
ten, kto głosi prawdę i nią żyje. Misja prorocka to życie prawdą
o Bogu i o człowieku, prawdą o godności ludzkiego życia, prawdą
o naturze człowieka – kobiety i mężczyzny, prawdą o świętości
małżeństwa i rodziny. Każdy chrześcijanin jest wreszcie ustanowiony królem.
Misja królewska to panowanie – panowanie nad sobą
po to, by w pełni należeć do siebie. Bo dopiero panując nad sobą,
jesteśmy w stanie służyć innym, a to jest ostatecznym celem misji
królewskiej. Chrystus Król to Chrystus Sługa.
Znakiem włączenia w potrójną misję Chrystusa jest namasz-
czenie krzyżmem św., które ma miejsce bezpośrednio
po udzieleniu chrztu. Trzeba więc wyjaśnić, czym jest krzyżmo.
To oliwa z oliwek zmieszana z wonnym balsamem i poświęcona przez
biskupa w Wielki Czwartek podczas Mszy Krzyżma. Ten święty olej
jest znakiem Ducha Świętego, który zstąpił na Chrystusa i uczynił
Go kapłanem, prorokiem i królem. Wylany na głowę nowo
ochrzczonego włącza go w tę Chrystusową misję. Na koniec warto
wspomnieć, że krzyżma św. używa się także podczas udzielania bierzmowania,
święceń kapłańskich i święceń biskupich.
Krzyżmem namaszcza się także nowy ołtarz oraz ściany świątyni podczas
obrzędu ich poświęcenia.

Wiara czyni cuda

Wiara czyni cuda
medalik-zloto-pr-585-szkaplerz-cudowny-medalik

Nie jestem co prawda członkiem Apostolatu Maryjnego przy naszej parafii, ale na pewno czuję się jego sympatykiem, stąd doraźnie uczestniczę w spotkaniach, na które jestem zapraszany. W spotkaniu, które miało miejsce w październiku ub. roku z udziałem przybyłych z Buku sióstr szarytek ze Zgromadzenia Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo nie mogłem wziąć udziału, ale dzięki przyjaciołom otrzymałem Cudowny Medalik dołączony do wizytówki Zgromadzenia. W tym samym czasie dotarła do mnie wiadomość z Ukrainy, że u mojej wieloletniej znajomej wykryto chorobę nowotworową. Po długiej rozmowie / poprzez Skype`a/ postanowiłem napisać do niej list, by ją duchowo wesprzeć i zapewnić o modlitwie. Odstęp czasowy między otrzymaniem Cudownego Medalika a powzięciem wiadomości o chorobie był zaledwie kilkudniowy, stąd też postanowiłem do mego listu dołączyć ten Medalik. I w ten sposób znalazł się on w posiadaniu mej ukraińskiej znajomej, która zabrała go ze sobą do szpitala, w którym przeprowadzono operację. Jest ona osobą głęboko wierzącą, stąd jej wiara wpłynęła chyba na zawierzenie słowom Matki Najświętszej wypowiedzianych do św. Katarzyny Labouré.

W rozmowie telefonicznej, jeszcze w czasie pobytu w szpitalu, znajoma opowiedziała mi przejmującą historię, którą tu w skrócie opiszę. Przekazując mi tę informację podkreślała ona dobitnie, że tak naprawdę było. …….”Kiedy udawałam się korytarzem szpitalnym na salę zabiegową, ujrzałam nagle postać w bieli, przypominającą tę, która widnieje na otrzymanym obrazku. Opowiedziałam o tym zdarzeniu siostrze, która mnie odwiedziła w szpitalu. Dzisiaj, kiedy już jestem po operacji, chemioterapii, kiedy wyniki kontrolne są korzystne i gdy ja czuję się dobrze, to wierzę, że „ktoś”mi pomógł”. Od siebie mogę dodać, że każdy może na to zdarzenie spojrzeć dokonując własnej oceny. Ja jednak wskazuję na dziwny zbieg okoliczności, gdy te wydarzenia w dziwny sposób się ułożyły w krótkim odstępie czasu. W każdym razie, Bogu dziękuję, że tak się stało. Może tak miało być ?

Janusz Marczewski