Wszystkie wpisy, których autorem jest Janusz Marczewski

Ks. Zbigniew Szyk nie żyje

Zmarł ks. Zbigniew Szyk (ur. 23 kwietnia 1950 roku), wyświęcony 19 maja 1976 roku, proboszcz parafii pw. św. Leonarda w Słupcy. Zmarłego kapłana polecajmy Bożemu Miłosierdziu. Biogram i termin uroczystości pogrzebowych wkrótce.                                             Dziś w nocy zmarł ks. Zbigniew Szyk, były proboszcz wągrowieckiej parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Ksiądz Szyk urodził się 23 kwietnia 1950 roku, a wyświęcony został 19 maja 1976 roku. Ostatnio pełnił funkcję proboszcza parafii pw. św. Leonarda w Słupcy.
Jak informuje portal Twoja Słupca, po tym, gdy proboszcz nie pojawił się na porannej mszy świętej, na plebanię wezwane zostały służby ratunkowe. Strażacy po wyważeniu drzwi do jednego z pomieszczeń stwierdzili zatrzymanie krążenia u proboszcza parafii.
Mimo natychmiastowej próby udzielenia pomocy nie udało się go uratować. Przybyły na miejsce zespół ratownictwa medycznego po próbie reanimacji stwierdził zgon.
Ksiądz Zbigniew Szyk proboszczem w Wągrowcu był przez sześć lat. Do Słupcy został przeniesiony w 2013 roku, po tym, gdy wągrowiecka parafia została przekazana zakonowi oo. paulinów.

Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie………..

Wprowadzenie i Msza św. przy trumnie zmarłego kapłana sprawowana będzie we wtorek 21 lipca o godzinie 18.00 w kościele pw. św. Leonadra w Słupcy. Śp. ks. Szyk spocznie w Poznaniu (na Starołęce). Msza św. pogrzebowa celebrowana będzie w środę 22 lipca o godzinie 12.00 w kościele pw. św. Antoniego Padewskiego w Poznaniu. Następnie pochówek na cmentarzu parafialnym przy ulicy św. Antoniego 50.

W dniu 20 lipca w kościele pw. Wniebowzięcia NMP w Wągrowcu, została odprawiona msza św. koncelebrowana w intencji zmarłego śp. ks. Zbigniewa Szyka.

W dniu 22 lipca po mszy św. pogrzebowej pod przewodnictwem ks. bpa Krzysztofa Wętkowskiego  w kościele pw. św. Antoniego Padewskiego, śp. ks. Zbigniew Szyk spoczął nieopodal swej matki na cmentarzu parafialnym na poznańskiej Starołęce.

PAULIŃSKI JUBILEUSZ KAPŁAŃSTWA

 

Ośmiu ojców paulinów dziękowało w środę, 24 czerwca na Jasnej Górze za 25 lat posługi kapłańskiej. Byli to: o. Nikodem Kilnar , o. Józef Stępień, o. Mariusz Tabulski, o. Krzysztof Rodak, o. Krzysztof Ościłowski, o. Dariusz Szuba, o. Jan Filipek i o. Kazimierz Kogut.

O duchowej łączności zapewnili nieobecni jubilaci: o. Alojzy Kosobuck z Ukrainy, o Kamil Szustak oraz o. Franciszek Meusz z Kamerunu.

Mszy św. jubileuszowej przed Cudownym Obrazem Matki Bożej przewodniczył o. Arnold Chrapkowski, generał Zakonu. Homilię wygłosił o. Kazimierz Maniecki.

„Drodzy ojcowie, wraz z wami my, wasi współbracia, dziękujemy za dar waszego życia powołania zakonnego i kapłańskiego pełnionego i tu w Polsce, i w rożnych krajach, pełnionego w różnych warunkach i w różnych okolicznościach, ale jak ufamy, zawsze posługi wiernej tym zobowiązaniom, które 25 lat temu podjęliście w bazylice jasnogórskiej – powiedział rozpoczynając Eucharystię o. Arnold Chrapkowski – Niech Maryja, Matka Kapłanów, w swym niepokalanym sercu nosi każdego z was, byście dalej idąc poprzez ten świat potrafili być wiernymi temu powołaniu, które Bóg złożył w waszym sercu”.

„Dziękując wspólnie z wami za 25 lat posługi kapłańskiej, chcemy dziękować za dar kapłaństwa jakim was Bóg obdarzył i za łaskę wytrwania – zwrócił się do jubilatów w homilii o. Kazimierz Maniecki – W dniu waszych święceń kapłańskich prosiliśmy Ojca Niebieskiego, który ustanowił swego Syna Najwyższym, Wiecznym Kapłanem, aby dzięki łasce Ducha św., ci których On wybrał jako sługi, szafarzy swoich tajemnic, okazali się wierni w wykonywaniu przyjętego urzędu posługiwania. I dzisiaj, po 25. latach modlimy się o to samo, o wierność heroiczną”.

„Świętując ten piękny jubileusz jesteście wezwani, by na nowo postawić na serce. Serce kapłana jest sercem przeszytym miłością Pana, dlatego nie powinno patrzeć na siebie, ale jest kierowane na Boga i na innych – podkreślił o. Maniecki – Posługa kapłańska jest pełna różnorodnych inicjatyw, wyzwań, które wystawiają ją na wiele frontów. Pośród tych zajęć i spraw, jakim będziecie się jeszcze oddawać, miejmy nadzieję, przez długie lata, niech trwa pytanie: gdzie utkwione jest moje serce? Jakiego skarbu poszukuje? Pamiętajcie słowa Pana Jezusa ‘tam jest mój skarb, gdzie jest moje serce’”.

„Każdy z was swoją pierwszą Mszę św. odprawiał przy tym ołtarzu, gdzie jest obecna i stale na nas patrzy, Maryja. Czy pamiętacie, co jej wtedy powiedzieliście? – pytał o. Maniecki – Kochani jubilaci, jeszcze raz spójrzcie na Maryję, Matkę i szczególną Patronkę naszego zakonu paulińskiego. Jej tajemnica tak bardzo jest wpisana w każde powołanie kapłańskie. W jednym z listów do kapłanów św. Jan Paweł II napisał: ‘jest w naszym służebnym kapłaństwie zdumiewający i przejmujący wymiar bliskości wobec Matki Chrystusa’. Starajcie się żyć w tym wymiarze. Gdy będziecie blisko Maryi, będziecie zawsze blisko Chrystusa, będziecie zawsze blisko każdego człowieka”.

Na podstawie relacji o. Stanisława Tomonia – Biuro Prasowe Jasnej Góry – 24.06.2020 r.

Trud ojcostwa

 

Aby zostać ojcem, mężczyzna musi się związać duchowo i fizycznie z kobietą. Wraz z narodzonymi dziećmi tworzą wówczas rodzinę. Los rodziny, trwałość ogniska domowego, ciepło ich domu, współtworzą wszyscy jej członkowie, jednak wiodącą rolę mają do wypełnienia rodzice. I tak na ogół jest w większości rodzin. Więź, która łączy wszystkich członków rodziny jest na tyle silna, ile oni potrafią i chcą się włączyć w to wszystko, co składa się na zgodne, szczęśliwe, wypełnione wzajemną miłością obcowanie. Tak zbudowany dom, z którego emanuje radość bycia z sobą, świadomość, że zawsze można liczyć na drugą osobę, przeżywa wielką rozterkę, kiedy któryś z rodziców odchodzi. To odejście może mieć różny wymiar – rozpad małżeństwa, separacja czy śmierć. Wszystko wówczas nabiera innego koloru, niektórzy nie potrafią sobie z tym poradzić. Zostaje zburzony spokój i poczucie pewności, że życie będzie się teraz toczyć dotychczasowym trybem. Bo życie po utracie kochanej osoby nie będzie już takie samo. Jednak, jeżeli rodzina żyła zgodną miłością wzajemną, potrafi uszanować to wszystko, co pozostało po śmierci matki lub ojca. Każdemu z rodziców, który traci swego życiowego partnera, jest bardzo trudno dalej żyć. Dodatkowe obowiązki go nieraz przerastają, po ludzku nie daje rady. Na ogół lepiej z tym radzą sobie wdowy, które potrafią swą miłość przelać na dzieci, tym większą, jeżeli są to dzieci małoletnie. Ich macierzyństwo objawia się teraz dodatkowymi walorami, ale przecież możemy sobie wyobrazić, jak im jest trudno. Zupełnie inaczej wygląda życie rodziny po utracie matki. Ojciec nie zawsze potrafi kontynuować to wszystko, co było udziałem rodziny przed utratą matki jego dzieci, jego żony. Moje doświadczenie w tym temacie na pewno nie rozwiąże wszystkich problemów, jakie stają przed ojcem, któremu nagle przyszło być dla dzieci nie tylko ojcem, ale w miarę możliwości zastąpić dzieciom matkę. Dzieje się tak w przypadku, gdy ojciec pozostaje z małymi dziećmi. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak takiemu ojcu musi być ciężko. Mnie to spotkało, gdy nasze dzieci były już usamodzielnione. Moja samotność wymagała jednak pewnych zachowań, które jak zamierzałem, po latach oceny mogę stwierdzić, że się sprawdziły. Najważniejszym postanowieniem była decyzja, by żyć tak, jak nasze życie przebiegało, gdy byliśmy razem, z poszanowaniem tego wszystkiego, co budowało nasz szczęśliwy dom. Oczywiście nie wszystko się udawało, gdyż próbować, to nie znaczy osiągać zawsze zamierzony cel. Rady, których np. udzielałem memu synowi, nie zawsze potrafiłem przekazywać w takiej formie, jakby to czyniła matka. Ale to mnie również uczyło, gdy syn reagował w ten sposób mówiąc, że mama by go zrozumiała, ale potem „ w uścisku płakaliśmy oboje”, gdy mu odrzekłem, że mi też jest ciężko. Taki mały epizod uzmysłowił mi, że ten dorosły już przecież syn, pozostaje nadal pod silnym emocjonalnym wpływem, który w jego życiu zaistniał po utracie matki. I wtedy zdałem sobie sprawę, czego moje dorosłe już dzieci, mogą po mnie oczekiwać. Dzisiaj, kiedy od śmierci małżonki upłynęło już wiele lat, moje ojcostwo – oczywiście w mojej, zapewne nieobiektywnej ocenie – nie różni się w zasadzie od pierwszych lat, gdy zostałem wdowcem. Utrzymujące się wzajemne, poprawne relacje między mną a dziećmi, są zapewne efektem ich obserwacji, jakie mogli poczynić za życia małżonki, z czasu, gdy żyliśmy razem, ale i z okresu, gdy przypatrują się, jak ich ojciec rozwiązuje swoje życiowe problemy w samotnym życiu. Jeżeli może to komukolwiek pomóc, to wyznam, że człowiekowi wierzącemu jest zapewne łatwiej przejść ten etap życia, kiedy zaufa Bogu i przyjmie z pokorą los, który stał się jego udziałem, pamiętając jednak, że innych mogła spotkać trudniejsza sytuacja życiowa, a swój krzyż trzeba nieść godnie i wierzyć, że Bóg nie pozwoli Tobie upaść, jeżeli wierzysz i prosisz Go o pomoc. On nigdy nie zawodzi i to jest droga do naszego wspólnego spotkania w przyszłym życiu, bo przecież nas tylko czas rozłączył.

W hołdzie – polskim Ojcom !
Dzień Ojca – to dzień, w którym dzieci, bez względu na wiek, w najróżniejszy sposób pragną okazać swoją wdzięczność i miłość za wszystko, co ojciec – przez cały okres ich dzieciństwa, dorastania, a przecież i często dorosłości – dla nich uczynił. Bo w życiu każdego ojca był czas, gdy on stawał przed dylematem, jak pogodzić potrzeby dorastających dzieci w sytuacji, gdy materialne zabezpieczenie okazywało się niewystarczające. Ale on przecież kocha swoje dziatki, cóż było mu czynić; podejmował nieraz dodatkowe prace, które choć nadszarpywały jego zdrowie i siły, to jednak nie wahał się – bo wiedział, że taki jest jego ojcowski obowiązek. I tak jest przecież zawsze, nie ma takiego ustroju, który gwarantowałby równy, godziwy standard życia wszystkich członków społeczeństwa. Ale choć przez chwilę spróbujmy sięgnąć głębiej do dramatów ojcowskich. Nie chodzi tu o rozpamiętywanie tragedii, które powodowały historyczne wydarzenia, ale to właśnie one rozdzierały ojcowskie serca, które pękały z bólu i bezradności w sytuacji, w której przyszło im się znaleźć. Wczujmy się zatem w to, co przeżywali ojcowie rozdzieleni ze swoimi rodzinami, ze swoimi ukochanymi córeczkami, synkami, gdy znaleźli się w Katyniu, Dachau, Auschwitz i w tych wszystkich miejscach ziemskiego piekła, gdzie świadomi swej bezradności, a przecież i często świadomości, że już ich nigdy nie zobaczą – cóż oni tam przeżywali. Ile wewnętrznej rozterki musieli znosić, a do tego przecież cierpieli fizycznie z głodu i wycieńczenia. Byli przecież najczęściej na progu swojej drogi życiowej, mieli tyle planów, ich miłość dopiero rozkwitała, a już musieli zmierzyć się z osobistą tragedią. Jak ta pozostawiona, ukochana małżonka, jak ona sobie poradzi z tymi małoletnimi dziećmi, jak je wykarmi, przecież on był często jedynym żywicielem rodziny. To ich jeszcze bardziej osłabiało i czyniło bezradnymi. Dlatego, my jesteśmy dzisiaj tym wszystkim ojcom, tatusiom winni wdzięczność za ich patriotyzm, za ich przywiązanie do Ojczyzny, bo przecież za to ich uwięziono, katowano i uśmiercono. Mimo tych osobistych tragedii pozostali wierni swoim przekonaniom, wierni Bogu, Ojczyźnie i swoim najbliższym. Kochani Ojcowie – ofiary Katynia, hitlerowskich obozów śmierci i wy wszyscy, którym odebrano życie za to, że nie wyparliście się wolnej Polski pamiętajcie tak, jak my pamiętamy. Mimo, że nas rozdzielono, mimo że zabrano nam dzieciństwo, a Wam ojcostwo, jesteśmy z Was dumni, że mieliśmy takich ojców, którzy mimo, że nie mogli być świadkami naszego wzrastania, nie mogli dzielić ze swymi małżonkami trudu wychowania, zachowali do końca swą godność, choć tak ją zszargano. Dzisiaj ogarniamy Was naszą modlitwą o spokój Waszych dusz, o wynagrodzenie Waszych ziemskich cierpień. Niech dobry Bóg, nasz wspólny Ojciec Niebieski, w swej nieskończonej miłości obdarzy Was szczęściem wiekuistym i należnym spokojem. W tym ziemskim Dniu Ojca, jesteśmy z Wami wszystkimi i ślemy Wam gorące zapewnienie, że pamiętamy o Was, o heroizmie Waszego życia, o miłości, którą nas obdarzaliście, którą odwzajemniamy.

Janusz Marczewski

Pamięci Błogosławionej Poznańskiej Piątki

KLIKNIJ – ZDJĘCIA

Członkowie “Motocyklowego Stowarzyszenia Pomocy Polakom Za Granicą WSCHÓD-ZACHÓD im. rotm. Witolda Pileckiego” – uczestnicy Rajdu Rodzinnego z okazji liturgicznego wspomnienia „Błogosławionej Poznańskiej Piątki” /12 czerwca/, zawitali dzisiaj do wągrowieckiego klasztoru oo. Paulinów. To, że Wągrowiec znalazł się na trasie rajdu, nie jest przypadkowe. Okazuje się bowiem, że bł. Edward Kaźmierski gościł w wągrowieckim klasztorze na wakacjach, przed wybuchem II wojny światowej, latem 1937 r. Uczestników Rajdu powitał proboszcz parafii i przełożony domu zakonnego o. Józef Stępień wraz z Burmistrzem m. Wągrowca p. Jarosławem Berendtem. O. Proboszcz, w trakcie zwiedzania kościoła, przedstawił uczestnikom Rajdu historię Zakonu Cystersów, począwszy od czasu translokacji z Łekna do Wągrowca, a także dzieje wągrowieckiej świątyni. Z inicjatywy Komandora Rajdu, zebrani odmówili „dziesiątkę” Różańca św. w intencji Ojczyzny. W trakcie spotkania plenerowego na dziedzińcu przyklasztornym, o. Proboszcz i p. Burmistrz zachęcali uczestniczących w rajdzie do odwiedzania miasta.

Poznańska Piątka (błogosławieni oratorianie) – to pięciu młodych wychowanków Salezjańskiego Oratorium świętego Jana Bosko w Poznaniu. Podejrzewani przez Gestapo o przynależność do tajnej organizacji politycznej, zostali aresztowani w dniach 21 i 23 września 1940 r., a potem więzieni w Poznaniu, Wronkach, Berlinie, Zwickau i zamordowani /zgilotynowani/ w Dreźnie 24 sierpnia 1942 r., ogłoszeni błogosławionymi w dniu 13 czerwca 1999 r. przez Jana Pawła II na Placu Zamkowym w Warszawie w gronie 108 męczenników II wojny światowej. Byli to: Czesław Jóźwiak, Edward Kaźmierski, Edward Klinik, Franciszek Kęsy, Jarogniew Wojciechowski.

W trakcie spotkania mogliśmy wysłuchać wspomnień bł. Edwarda Kaźmierskiego, które przedstawiła p. Kinga Sibilska , a poniżej prezentuję fragmenty tych wspomnień.
…….. Przebywaliśmy tam na kolonii od 15 lipca do wczoraj /21.8.dop.red./ i mieszkaliśmy w dawnym konwencie Ojców Cystersów…..Podobnie jak w Konarzewie szybko pozyskaliśmy sympatię mieszkańców Wągrowca. Zdobyliśmy ich śpiewem, pobożnością, fantazją i swoimi występami. A śpiewaliśmy nie tylko w kościele. Śpiew towarzyszył nam podczas wszystkich wycieczek. Chyba dwa takie marsze zapamiętali wągrowiczanie najbardziej. Jeden to była wielka wyprawa na ryby. Urządził ją kl. Leon Musielak. Każdemu z nas zafundował żyłkę, spławik, haczyk i kij. Tak powstała armia sześćdziesięciu wędkarzy, która ze śpiewem wyruszyła nad jezioro. Zbieraliśmy po drodze oklaski i uśmiechy……..Pierwszy raz daliśmy się poznać mieszkańcom Wągrowca w niedzielę 18 lipca. Podczas mszy św. o godz. 9.00 śpiewaliśmy na trzy głosy Polską Mszę ks. A. Piechury i na cztery głosy pieśni do Matki Boskiej ks. A. Chlondowskiego. Po uroczystych nieszporach – w tym dniu obchodzono odpust Matki Boskiej Szkaplerznej – urządziliśmy z tej okazji małą akademię dla ludności. Złożyły się na nią pieśni maryjne i eucharystyczne oraz operetka „Szkoła”. Ja, jak zwykle, występowałem w roli nauczyciela. Mój śpiew i popisy na scenie bardzo się wszystkim podobały. Podobał się też mój strój. Miałem na sobie surdut Dziadzi, jego kapelusz, okulary i laskę. Kapelusz bardzo mi się przydał. Po występie zwróciłem się do widzów z prośbą, by wrzucili coś do niego na wycieczkę dla moich śpiewających sztubaków. Do kapelusza trafiło ponad piętnaście złotych.
Dzień zakończył się niezbyt przyjemnie. Na kolację otrzymaliśmy jakąś nędzną kaszę, której nikt nie ruszył……………..W czwartek 22 lipca wybraliśmy się na wycieczkę do Kobylca. Szliśmy drogą wzdłuż Jeziora Durowskiego, w którym się zawsze kąpiemy…….26 lipca, w poniedziałek, doczekaliśmy się pierwszej pochwały prasowej. „Gazeta Wągrowiecka” *) chwaliła nasz występ, jaki poprzedniego dnia miał miejsce w auli miejscowego gimnazjum. Podobały się i „Szkoła”, i dwie pantomimy, i „ Ave Maria” Żukowskiego, którą śpiewałem razem z kl. Krajczyńskim. Gazetę przyniósł kl. Dworowy i z dumą odczytał artykuł po śniadaniu. Wystąpiliśmy przy przepełnionej sali……Ale jeszcze bardziej podobał się mieszkańcom Wągrowca nasz przemarsz z dworca do klasztoru. Było już późno, dochodziła dziewiąta, ludzie szykowali się do snu, a tu nagle buchnął nasz śpiew. Ludzie powychodzili na ulice, wypełnili okna i witali nas oklaskami jak żołnierzy wracających z manewrów. I tak zakończyła się nasza kolejna wyprawa……W trzy dni później podbiliśmy serca wągrowiczan sztuką „W pogoni za milionami”, którą wystawiliśmy w sali „Sokoła” na nowej strzelnicy, i śpiewami, jakie wykonaliśmy przed przedstawieniem. Trwało to wszystko do północy przy pełnej sali. Za występy pochwaliły nas dwa miejscowe dzienniki: „Głos Wągrowiecki” i „Gazeta Wągrowiecka” *). Nawet dość szeroko je omówiono…..W czwartek, 12 sierpnia, znowu całodzienna wycieczka do pobliskiego lasu. Jego ozdobą jest kolonia czapli i okazały dąb, zwany „Królewskim” lub „Dębem Korfantego”. Ma podobno 250 lat i 35 metrów wysokości……W drodze powrotnej do Wągrowca miałem jeszcze jeden ładny widok. Od jakiegoś czasu widuję w pobliżu naszego konwentu pewną piękną osóbkę. Gdyśmy wracali, minęła nas ta osóbka, jadąc w powózce. Wymieniliśmy uśmiechy. Wpadła mi w oko, ale zapomnę o niej, gdy wyjedziemy z Wągrowca……Na tych wągrowieckich koloniach wycieczka goni wycieczkę. Tym razem wybraliśmy się na odpust do Niemczyna, zaproszeni przez księdza dziekana. Chodziło o to, żeby odpustową sumę uświetnić naszym śpiewem……Śpiewaliśmy podczas mszy i podczas nieszporów. Po nieszporach obejrzeliśmy odpustowe budy i pojechaliśmy naszymi wozami do Stępuchowa na obiad. Obiadem podejmowała nas miejscowa dziedziczka. Przyjęto nas tu bardzo gościnnie. Usługiwali nam siostra dziedziczki, jej włodarz z żoną i córkami oraz kucharki…..Miło minął nam dzień 19 sierpnia. Na ten dzień przypada święto salezjańskie, które my nazywamy „żołądkowym”. I nie bez racji. Na śniadanie był chleb pszenny z masłem, na obiad między innymi potrawami mięso, na podwieczorek każdy dostał pół blachy placka. Że też codziennie nie ma takiego święta! Dobre jedzenie, nagroda za strzelanie, którą otrzymałem, myśl o pięknej wągrowieckiej nieznajomej – wprawiły mnie w taki dobry nastrój, że miałem ochotę napisać jakiś muzyczny utwór. Ale nic z tego nie wyszło. Napisałem tylko pocztówkę do domu, że w sobotę wracam. No i jestem już w domu, spisuję te wągrowieckie wspomnienia i mimo niesmacznej kaszy i grochówki uważam, że były to piękne dni. Na pożegnanie otrzymałem uśmiech mojej „pięknej nieznajomej”, którą spotkaliśmy idąc na dworzec.

*) Relacje w galerii.

Janusz Marczewski

Fotorelacja z procesji “Bożego Ciała” A.D. 2020

ZDJĘCIA – KLIKNIJ

Tegoroczną procesję ulicami miasta rozpoczęliśmy mszą św. w wągrowieckiej Farze, po czym wyruszyliśmy do 4-ech ołtarzy. Trasa wiodła ulicami Klasztorną, Jana Pawła II, Rynek, Wojska Polskiego, Kolejową i Cysterską, gdzie przy ołtarzu na dziedzińcu kościoła Św. App. Piotra i Pawła przyjęliśmy Boże Błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem przez posługę o. Proboszcza Józefa Stępnia. Mimo pandemii, w procesji udział wzięła bardzo liczna grupa parafian i gości.

Janusz Marczewski

DZIĘKUJĄ ZA 20 LAT POSŁUGI KAPŁAŃSKIEJ

Jubileusz 20-lecia kapłaństwa przeżywają dziś na Jasnej Górze ojcowie paulini. Jubilatami są: wikariusz generalny Zakonu Paulinów o. Michał Lukoszek, o. Dariusz Nowicki, o. Bazyli Cendrowicz, o. Beniamin Bąkowski oraz o. Jakub Zarzycki.

Święcenia kapłańskie 10 czerwca 2000 r., w wigilię Uroczystości Zesłania Ducha Świętego, na Jasnej Górze przyjęło dziewięciu diakonów. Dziś nie wszyscy mogli być obecni na Mszy św. jubileuszowej u Matki Bożej Jasnogórskiej z powodu obostrzeń wprowadzonych w związku z koronawirusem.

Eucharystii o godz. 7.30 przewodniczył o. Bazyli Cendrowicz , który rozpoczynając modlitwę powiedział: „Wpatrując się w Matkę, Matkę naszego Pana, ale jednocześnie Pokorną Służebnicę Pańską, uczymy się, jak wprowadzać świętość w codzienność. 20 lat temu dla mnie i moich współbraci ten dzień był szczególnym zaproszeniem, dzięki dobroci Pana, do Jego kapłaństwa. Dziś, kiedy stajemy w tej Kaplicy, chcemy dziękować za te 20 lat, chcemy też zrobić pewnego rodzaju rachunek sumienia – jeżeli coś nie było jak trzeba, i zanurzyć się w miłosierdziu Pana”.

Na podstawie relacji o. Stanisława Tomonia – Biuro Prasowe Jasnej Góry – 10.06.2020 r.

Dekret Prymasa

W związku ze zniesieniem limitów dotyczących liczby osób mogących uczestniczyć w liturgii, z dniem 1 czerwca 2020 r., znoszę udzieloną wszystkim wiernym Archidiecezji Gnieźnieńskiej oraz wszystkim osobom przebywającym na jej terenie dyspensę od obowiązku uczestnictwa we Mszy św. w niedziele i święta nakazane.

Jednocześnie przypominam, że w przypadku osób chorych, starszych i niezdolnych z różnych powodów do fizycznej obecności na Mszy św., zgodnie z Dyrektorium Konferencji Episkopatu Polski w sprawie celebracji Mszy świętej transmitowanej przez telewizję, istnieje możliwość uczestnictwa w Eucharystii za pośrednictwem mediów i w ten sposób zadośćuczynienia obowiązkowi udziału w niedzielnej Mszy św.

Wyrażając radość z poprawy sytuacji epidemicznej w naszym kraju zachęcam wszystkich wiernych do korzystania z posługi duszpasterskiej w parafiach i przystępowania do sakramentów świętych. W dalszym ciągu proszę o modlitwę za osoby dotknięte wirusem oraz za wszystkich, którzy chorym pomagają.

† Wojciech Polak
Arcybiskup Metropolita Gnieźnieński
Prymas Polski

LITANIA DO KRÓLOWEJ BLOKOWISK

Ta Litania jest pięknym gestem w stronę Tych, którym nigdy nie jest trudno. “Miała być Litania Loretańska, ale… serce powiedziało inną”. Tak zaczyna się niezwykle wzruszająca Litania do Królowej blokowisk przygotowana przez Fundację Most do Nieba. 

Ukryty po kątach sumienia, ratuj nasz dom. Chryste, Ukochany – ratuj nasz dom
Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.
Ojcze z pokory i ciszy, Boże, zmiłuj się nad nami.
Synu, Odkupicielu ze wszystkich głupot, klęsk i zagubień, Boże, zmiłuj się nad nami.
Duchu Święty, Źródło pocieszenia, które nie przemija, Boże, zmiłuj się nad nami.
Święta Trójco, Miłości w sercu Matki, Jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.

Święta Panno przynieś, podaj, pozamiataj, módl się za nami
Święta wędrująca od kuchni do łazienki, módl się za nami
Święta z kłębkiem nerwów i z zapętlonym kablem od suszarki i żelazka, módl się za nami
Święta żono z marzeniami pod magnesami na lodówce, módl się za nami
Święta sprzątaczko po wszystkich, módl się za nami
Święta, o której pragnienia nikt nigdy nie zapytał i pewnie nie zapyta, módl się za nami
Święta padnięta nad padniętymi, módl się za nami
Matko zagubionych wirtualnie i całkiem normalnie, módl się za nami
Matko szlochających nocą w łazience, módl się za nami
Matko dzieci nad wściekłymi urwiskami buntów i roszczeń, módl się za nami
Matko upadających pod ciężarem rachunków, módl się za nami
Matko tych, którym wszystko leci z rąk, módl się za nami
Matko nienadążających za nowinkami ze świata i z podwórka, módl się za nami
Matko ludzi z pustymi kieszeniami, módl się za nami
Matko zmuszona wymyślać obiady z niczego, módl się za nami
Matko samotna z dwoma, najwyżej trzema znajomymi na krzyż, módl się za nami
Matko w długiej kolejce do lekarza, za długiej, módl się za nami
Matko domowego kościoła z poplamionym obrusem i litanią wątpliwości i znudzeń, módl się za nami
Matko z niespodziankami w pieluchach, módl się za nami
Pielęgniarko na intensywnej terapii sumienia, módl się za nami
Lekarko o świcie trzeciego dnia dyżuru pod rząd, módl się za nami
Przyczyno uśmiechu pod plastrem złamanego serca, módl się za nami
Bramo nieba z ornamentem ze zmarszczek, módl się za nami
Gwiazdo porannych pobudek i kanapek do szkoły, módl się za nami
Pani wieży prania i prasowania, módl się za nami
Różo herbaciana, z zapachem dobrych wspomnień i chwili wytchnienia, módl się za nami
Jedyne zwierciadło, które nie odwraca wzroku od twarzy bez masek, módl się za nami
Kładko przerzucona nad przepaścią rozpaczy, módl się za nami.
Gołąbko z dobrą wiadomością po kolejnej kłótni, módl się za nami
Skarbnico pocieszeń, łatająca dziury kompleksów i strat, módl się za nami
Powierniczko tajemnic wykrzyczanych przez sen, módl się za nami
Uzdrowienie chorych słów i chorego milczenia, módl się za nami.
Ucieczko z niewoli narzekań i smutku, módl się za nami.
Święta tuląca gorączkę myśli, módl się za nami
Święta tuląca cierpienie męża, żony, rodzica, dziecka, wdowy, dziadka, przyjaciela, módl się za nami
Święta tuląca niepewność, zgryzotę i brak widoków na sens, módl się za nami
Święta tuląca połamanych na duchu i ciele, walących głową w mur i wypadających na każdym życiowym zakręcie, módl się za nami.
Domie z resztką nadziei za firanką, módl się za nami
Domie z pustą lodówką i uśmiechem na jutro, módl się za nami
Domie na uboczu kariery, ze skrzynką pełną nadziei, módl się za nami
Królowo wylanych na zbity pysk za prawdę lub brak znajomości, módl się za nami
Królowo wyśmianych za resztę wiary na ustach, módl się za nami
Królowo różańca z łez, módl się za nami
Królowo z powiekami na zapałki, módl się za nami
Królowo w kuchennym fartuchu i w kapciach nie do pary, módl się za nami
Królowo przygarbiona siatami z dyskontów, módl się za nami
Królowo bezrobotnego zapatrzonego w gazetę trzymaną do góry nogami, módl się za nami
Królowo z długami szykowanymi w prezencie dla dzieci a może i wnuków, módl się za nami
Królowo cudem żyjąca od pierwszego do pierwszego, módl się za nami
Królowo za nikogo wzięta i potraktowana jak powietrze, módl się za nami
Królowo tych ostatnich, ciamajd, bankrutów i frajerów, w których tylko ty widzisz aniołów, módl się za nami
Królowo pokoju z kuchnią i małą łazienką, z widokiem na wszechświaty z blokowisk, módl się za nami
Królowo historii bohaterów codzienności po lewej i prawej stronie Wisły, módl się za nami
Królowo na kwarantannie miłości niekochanej od kiedy tylko pamięć ludzka sięga, módl się za nami

Cichy Baranku, który spłaciłeś moje długi, odnajdź mnie, Panie.
Pokorny Baranku, który wziąłeś moją winę na siebie, pomóż mi to zobaczyć, Panie.
Prosty Baranku, który nie masz do mnie o nic pretensji, spraw, żebym i ja nie miał już ani jednej. Do nikogo. Także do siebie.
K. Módl się za nami, Królowo każdego kwadratowego metra.
W. Abyśmy się stali łonem dla czułej i pokornej miłości Boga do wszystkich.

WSZYSTKIM MATKOM DZIĘKUJEMY !

Ból Matki

 

Nikt jak Matka, nie cierpi bardziej, gdy jej dziecko doznaje niepowodzeń, choruje, umiera. Ten ból jest wynikiem szczególnej miłości, którą ona obdarza swoje dzieci, zapewne od poczęcia i trwa nieprzerwanie przez całe życie jej potomstwa. Kiedy zbliża się ten najpiękniejszy, majowy dzień, w którym oddajemy szczególną cześć Wszystkim Matkom, przychodzą nam na myśl te wyjątkowe chwile, które przeżyliśmy, bądź przeżywamy jeszcze z najbliższą naszemu sercu osobą – jaką jest nasza Matka. Za jej życia, zawsze znajdowaliśmy u niej wszelką pociechę na nasze dziecięce, młodzieńcze, ale i dorosłe już problemy, lęki, niepowodzenia. To ona, w każdej życiowej sytuacji potrafiła nas wydobyć z otchłani kłopotów, pocieszyć, wesprzeć swym gorącym sercem, kiedy zdawało się nam, że znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia. Ona nas nigdy nie zawiodła. Kiedy jednak jej zabrakło, dopiero wówczas uzmysłowiliśmy sobie, co straciliśmy. Jak zachwiała się nasza równowaga życiowa; runął „filar”, który podtrzymywał naszą osobowość, jak nagle poczuliśmy się osłabieni. W życiowym „rachunku sumienia” pojawia się też żal, że nie zawsze postępowaliśmy wg jej rad, że nieraz też sprawialiśmy jej przykrość naszym zachowaniem i wtedy też, gdy przekonywała nas, byśmy byli uczciwymi w swym zachowaniu wobec bliźnich, co nie zawsze potrafiliśmy realizować. Matka cierpi wraz ze swym dzieckiem. Ból jej narasta, kiedy czuje, że nie może mu pomóc, kiedy odczuwa swą bezradność w życiowej sytuacji, w której się znalazła, gdy już nie znajduje ratunku. Każda Matka boleje nad stratą swego ukochanego dziecka. Cierpiała Matka naszego Pana – Jezusa Chrystusa, cierpiała twoja i moja Matka. Tego bólu nie można zmierzyć; nie ma takiej skali. Ale, gdy Matka wie, że już nie może nic, poza modlitwą uczynić dla swego dziecka – próbuje się z tą sytuacją pogodzić, i mimo wielkiego bólu – przygotować się na największy cios, który niesie jej przeznaczenie. W tych dniach, gdy żyjemy w atmosferze pandemii, myśli nasze biegną również do matek, które zostały dotknięte skutkami tej tragedii. One przecież straciły swoje córki bądź synów, których nieraz nie mogły po ludzku pożegnać, nie mogły im towarzyszyć w chwili, gdy odchodzili z tego świata. Co one czuły. Jak wielki jest ich ból. One muszą to znieść, bo jak śpiewał Mieczysław Fogg, „o Matce pieśń, to pieśń przez łzy, to pieśń bez słów, to cały świat, dziecinnych lat, wskrzeszonych znów”. I dzisiaj, nie trzeba tworzyć nowych tekstów, ale przypomnieć fragmenty „Pieśni o Matce”. „Przychodzą w życiu dni powodzi, gdy wszystko zdradza nas i zawodzi, gdy pociąg szczęścia w dal odchodzi, gdy wraca zło do wiary twierdz, gdy grunt usuwa się jak kładka, jest ktoś, kto trwa do ostatka, ktoś, kto nie umie zdradzić – Matka ! ….za serce Twe i świętość warg i dobroć rąk, jak śpiewać pieśń u Twoich nóg, bym cicho kląkł; wybrałbym najświętsze z wszystkich słów i rzekłbym: Matko, i zmilkłbym znów, o Tobie pieśń, to pieśń bez słów”.
Wszystkim Matkom ! By nigdy nie musiały przeżywać podobnych tragedii, by w swym życiu, mimo piętrzących się nieraz przeszkód, zachowały siłę i serce, a nade wszystko dar wdzięczności i szacunku swych dzieci.
Przyjmijcie w darze nasze życzenia – udanego macierzyństwa, wdzięczności potomstwa, nieustającej wiary i nadziei, że miłość Wasza, którą darzycie – darzyłyście swe dzieci, przyniesie oczekiwane owoce. Niech miłość Wszechmogącego Boga wynagrodzi Wam wasz trud i poświęcenie, byście nigdy nie straciły poczucia swego macierzyństwa.

Janusz Marczewski

100.rocznica urodzin Św. Jana Pawła II

ZDJĘCIA – KLIKNIJ

 

Ten osiemnasty majowy dzień sprzed 100.lat, na trwale zapisał się w historii naszego narodu. W Wadowicach przyszedł na świat Karol Józef Wojtyła, dziś znany na świecie jako papież, Św. Jan Paweł II. Dzisiaj, kiedy obchodzimy 100.rocznicę urodzin tego Wielkiego Papieża, polskiego papieża, każdy z nas ma wiele osobistych przeżyć, które wiążą się z Jego osobą, przeżyć towarzyszących Jego pielgrzymkom do Ojczyzny, Jego wygłaszanym homiliom, czy może osobistym spotkaniom na Watykanie. To są przeżycia, które dzisiaj są naszym duchowym bogactwem; możemy szczycić się, że w naszym życiu spotkaliśmy Świętego. My, mieszkańcy Wągrowca możemy czuć się wielce zaszczyceni, że ten wielki Święty był przed 47.laty naszym gościem w maju 1973 r., w trakcie odbywającego się wówczas w Wągrowcu, Kongresu Biblistów Polskich. Upamiętnia to zdarzenie pamiątkowa tablica w wągrowieckim kościele pw. Wniebowzięcia NMP. Zawsze też, przechodząc ul. Klasztorną na odcinku od Fary do Klasztoru oo. Paulinów, winniśmy pamiętać, że tą drogą kroczył Święty. A w kościele klasztornym, w przestrzeni prezbiterium znajdujemy relikwie Świętego. Są to meble liturgiczne, które w 1997 r. służyły papieżowi w trakcie sprawowanej mszy św. w Gnieźnie, w czasie pielgrzymki do Ojczyzny. Od 2019 r., w ołtarzu Miłosierdzia Bożego, w relikwiarium znajdują się relikwie I stopnia Świętego, w postaci kropli Jego krwi. W naszych redakcyjnych zasobach możemy odnaleźć spisane relacje z osobistych kontaktów mieszkańców naszego miasta z Ojcem Świętym. Były one publikowane na łamach „Słowa z Klasztoru” – kwartalnika – działającego przy parafii „Parafialnego Oddziału Akcji Katolickiej” – który jest też zapewne w posiadaniu wielu osób. Trudno teraz, w krótkiej relacji scharakteryzować ich treść. One wszystkie podkreślają wyjątkowość spotkań z Ojcem Świętym, wielkie wzruszenie im towarzyszące, a nade wszystko siłę oddziaływania, która w wielu przypadkach odmieniła ich życie. Dzisiaj, wszyscy, którzy wówczas przeżywali radość i wzruszenie ze spotkania, są zapewne jeszcze bardziej usatysfakcjonowani. Dzisiaj mogą z zaszczytem opowiadać, że na drodze swojego życia spotkali Świętego, otrzymali Jego błogosławieństwo, mogli fizycznie Jego dotykać, bądź byli przez Świętego obdarowywani dotykiem, różańcem, czy też szczególnym darem, jakiego doświadczyła p. Leokadia Grajkowska – darem Eucharystii przyjętym z rąk Świętego. O wzruszeniu, jakie jej wówczas towarzyszyło, wspominała m.in. w cyklu pn. „Moje spotkanie z Ojcem Świętym”, publikowanym w nr 7/2001 r. „Słowa z Klasztoru”. Relacjonowała wówczas………….. „z trwogą podeszłam do pierwszego stopnia i po ukłonie Jezusowi ukrytemu w Eucharystii oraz Następcy świętego Piotra, zaczęłam wchodzić wyżej, myśląc teraz już tylko o jak najgodniejszym przyjęciu komunii świętej i o tym, żeby zwielokrotnił się otrzymany dar wiary. Pokonanie schodów sprawiło mi dużo trudności, spowodowanych prawdopodobnie niepotrzebnym przed nimi lękiem, toteż ze łzami w oczach stanęłam na przedostatnim stopniu. Słysząc głos „Ciało Chrystusa” z udręczeniem, a jednocześnie wyjątkowo mocno, z największą pewnością na jaką było mnie stać – odpowiedziałam „Amen”. Z powodu łez w momencie przyjmowania Ciała Jezusa nie widziałam Ojca Świętego, który chyba to zauważył i bardzo delikatnie, kojąco dotknął mój policzek. Odczułam ogromną radość i teraz już nie widziałam nikogo i niczego, „sfrunęłam” nie tylko z tych nieszczęsnych schodków, na których przyjmowaliśmy komunię świętą, ale także ze schodów prowadzących do ołtarza, a było ich niemało”……., ……… „do dnia dzisiejszego przyjęcie komunii świętej z rąk Ojca Świętego było najbardziej doniosłym wydarzeniem w moim życiu, bo nie było oczekiwane nawet w najśmielszych marzeniach”……..(zdjęcie w galerii).
Pan Dzierżysław Bonowski w nr 10/2002 r. „Słowa z Klasztoru” wspominał m.in. ……… „po mszy św. kolejna radość – będziemy mieć, jako grupa z Wągrowca zdjęcie z Ojcem Św. Po gorączkowych ustaleniach i krótkim oczekiwaniu podchodzi do nas Ojciec Św. Jest uśmiechnięty i emanuje od Niego ciepło, jakiego nie sposób zapomnieć. Wita się z przedstawicielami grupy. Pyta skąd jesteśmy. Po naszej odpowiedzi mówi „ach pamiętam – Wągrowiec – są tam takie szerokie schody w Klasztorze”……….(zdjęcie w galerii).
Janek i Justyna Springerowie, którzy pielgrzymowali wówczas z rodzicami Jadwigą i Jerzym wspominają m.in. też w nr 10/2002 r. „Słowa z Klasztoru”…….”wszystkie te atrakcje nie mogły się równać z wydarzeniem, które zapamiętamy na pewno do końca życia. Mianowicie było to osobiste spotkanie z naszym papieżem Polakiem w Bazylice św. Piotra…….Jednak najwspanialszą chwilą, którą zdołaliśmy przeżyć była nasza osobista rozmowa z papieżem i Jego ojcowski pocałunek w czoło ! Wzruszenie rodziców było ogromne” !………….(zdjęcie w galerii).
Te wybiórczo zaprezentowane powyżej wspomnienia uczestników spotkań z Ojcem Świętym, nie wyczerpują oczywiście wszystkich przeżyć, które są utrwalone w naszej świadomości. Ale one wszystkie są dowodem świętości naszego papieża, który już za swego życia, każdym swym gestem, słowem, niósł nam radość, nadzieję i duchowe wsparcie, które ubogacało nasze życie i umacniało naszą wiarę. Dlatego też, tak nam Go dziś brakuje, ale zawsze ufamy, że On nadal nas wspiera orędując u Boga za narodem, którego tak umiłował.
Święty Janie Pawle II – dziękujemy !

Jeśliby ktoś zechciałby wspomnieć inne relacje, były one publikowane w „Słowie z Klasztoru”
nr 5/2001 r. – p. Janina Komorowska – z par. św. Wojciecha w Wągrowcu; nr 6/2001 r. – p. Izabella Bonowska-Kaster z Dortmundu – rodowita wągrowczanka;  nr 8/2002 r. – p. Tadeusz Basiura;  nr 13/2003 r. – pp. Agnieszka i Adam Sassowie

Janusz Marczewski