Archiwa tagu: Dzień Matki

“Święto Rodziny” wspólnoty Liturgicznej Służby Ołtarza

DSC00371 (002)

26 maja – w Dzień Matki, wspólnota Liturgicznej Służby Ołtarza obchodziła „Święto Rodziny”. Ministranci młodsi i starsi, lektorzy, ceremoniarze, rodzice, rodzeństwo i dziadkowie – wszyscy razem w radosnej atmosferze spędzili sobotnie popołudnie. Rozpoczęliśmy nabożeństwem majowym. Litanię Loretańską i majowe pieśni odśpiewaliśmy przy figurze Matki Bożej, znajdującej się na terenie naszego klasztoru. Później, odprawiona została uroczysta Msza Święta w intencji LSO i rodzin, na zakończenie której złożyliśmy naszym rodzicom życzenia i wręczyliśmy kwiaty. Po Eucharystii był czas na wspólną zabawę przy obfitym grillowaniu na klasztornym wirydarzu. Była modlitwa, było wzruszenie, była radość, była zabawa, były zdjęcia i był suto zastawiony stół. Przede wszystkim była zaś okazja do spędzenia ze sobą czasu, jakby w jednej wielkiej rodzinie. To już drugie tego typu majowe spotkanie rodzin ministrantów. Pierwsze odbyło się rok temu, i jak wierzymy stało się inspiracją do stworzenia tradycji wspólnych spotkań. Tak świętowaliśmy Dzień Matki, Dzień Dziecka i Dzień Ojca. Wszystkim dziękujemy za obecność i pomoc w zorganizowaniu tego wydarzenia.

Naszej Matce Bożej, Twojej i mojej Matce !

oto-matka-twoja

Pisać o Matce to wielki honor i zaszczyt. To przecież ta, która dała mi życie, to dzięki niej odkryłem świat, poznałem Boga i meandry czekającej mnie drogi życiowej. Uczyła mnie tego w trudnych czasach, gdy musiała zadbać o nasze wychowanie, wyżywienie i bezpieczeństwo, w czasach wojny i okupacji, i wówczas także, gdy jako młoda matka, żona, stanęła w swej bezradności i bólu po utracie swego partnera, naszego ojca. Ale nie upadła; czyniła wszystko, w miarę jej możliwości, byśmy posiedli oczekiwane dziecięce marzenia. Dzisiaj wiem, jaki trud ponosiła, jaki hart ducha musiała posiadać, ile to wszystko ją kosztowało. To moja Matka, ale przecież to nie tylko ona jedyna. To był los tysięcy jej podobnych, sponiewieranych istot, którym prawie wszystko zabrano, a one żyły miłością do dzieci, bo taka jest Matka. I dzisiaj, każda Matka czyni wszystko, by jej dzieciom nie stała się żadna krzywda. Dziecko, /ja przecież wówczas także/ nie zastanawia się nad wysiłkiem Matki, a jej starania, często są niedostrzegane i niedoceniane. Kiedy jednak stajemy się rodzicami, kiedy już może też przeszliśmy tę rodzicielską drogę, dopiero teraz stać nas na prawdziwie obiektywną ocenę postaw naszych Matek. Rola Matki jest zawsze niełatwa, od samego momentu narodzin, aż do usamodzielnienia się dzieci, a i przecież dalej o nas się troszczą. Dzisiaj, doceniając to wszystko, pragniemy Im wyrazić naszą szczerą wdzięczność za wszystko, co dla nas uczyniły. Ale nie zapominajmy też o tej szczególnej Matce – Matce Bożej. W ten przepiękny majowy dzień, kiedy czcimy nasze Matki, pozwalamy sobie zwrócić się do Ciebie Matko, którą dał nam Pan z wysokości Krzyża. Bo przecież mamy prawo tak się do Ciebie zwracać, chociaż nie ukrywamy, że trwoży się nasze serce, czy w swej nicości nie nadużywamy woli Najwyższego. Czy jednak nasze zwątpienie nie jest oznaką małej wiary ? Wątpiąc, a jednocześnie wierząc, tak dzisiaj rozumiemy swoje synostwo i dlatego kierujemy myśli nasze w kierunku Twego Matczynego Serca, by na Twoje ręce Matko złożyć naszą wdzięczność dla Twego Boskiego Syna, za ten szczególny dar, który On nam ofiarował. Bo przecież ile trzeba mieć w sobie miłości dla drugiego człowieka, by w godzinie śmierci, w okrucieństwie zadawanego bólu, cierpienia i sponiewierania, mieć wolę i siłę, by takiego aktu miłosierdzia dokonać. Przyjmij zatem Matko nas wszystkich, naszą szczerą wdzięczność za to, że możemy być Twymi dziećmi, że mamy zawsze – w każdym etapie naszego życia, ale i w godzinie śmierci – tę niebiańską ostoję, która nigdy nie zawodzi. Tobie Matko i naszym ziemskim Rodzicielkom, pragniemy dzisiaj wyśpiewać tę pieśń, która choć przez łzy i bez słów, zawsze jest aktualna, gdyż „Ty Matko nigdy nas nie zawodzisz i trwasz do ostatka, bo Ty nie umiesz zdradzić, boś Ty naszą Matką”. Kiedy ten szczególny, majowy dzień się zbliża, każdy z nas szuka takich wyrazów wdzięczności, które choć w niewielki sposób oddałyby naszą wolę, by z głębi swego serca, złożyć na ręce Matki ten pocałunek synowskiego oddania za wszelki trud poświęcenia, za dar życia, Chrztu Świętego, I Komunii Świętej, za to, że wskazałaś nam Mamo drogę, którą winniśmy kroczyć, by spełnić Twe oczekiwania. Czy je spełniamy ? Zawsze chcemy temu sprostać; Ty wiesz najlepiej, czy nam się to udało. Wiedz jednak, że idziemy tą drogą przez życie, choć nie zawsze drogą prostą, ale nie zapominamy o Twych radach. Tobie Mamo i Wszystkim Matkom ślemy dzisiaj nasze modlitewne wsparcie, życząc Wam życia w pełni radości i obcowania z Bogiem w Jego Niebiańskim Domu. Ufamy, że tam już jesteście szczęśliwe, że po trudach ziemskiego bytowania, odnalazłyście spokój i obiecaną nagrodę. Cieszymy się wraz z Wami i ślemy nasze synowskie „Bóg zapłać Mamo”.

Janusz Marczewski

Bo serce jej – najczystsze z serc……

Trwa jeszcze maj, ten przepiękny miesiąc, który dla Polski znaczy tak wiele. Na majowych nabożeństwach chwalimy „łąki umajone, góry, doliny zielone”. Dziękujemy Królowej Matce za Jej nieustanną nad nami opiekę, przygotowując się do jubileuszu 300.lecia koronacji Jej Jasnogórskiego wizerunku. A dzisiaj przeżywamy – Dzień Matki . Matka . Tym słowem określamy tę, która nigdy nie zawodzi . To Ona stała pod Krzyżem Jezusa, gdy wszyscy Go opuścili. To Ona przeżyła ból pojmania, zdrady, upokorzenia, drogi krzyżowej, wreszcie ukrzyżowania Swego Syna . To Ona jest nam „Matką polskiego narodu” . Stoi na straży bezpieczeństwa swych dzieci. Od Częstochowy, przez wszystkie koleje losu, po dzień dzisiejszy . Ale jest też ta twoja i moja matka, której zawdzięczasz życie . To ona pierwsza wykarmiła cię własną piersią po trudzie narodzin. Zadbała, byś wyrósł na chwałę Boga i pociechę rodziców . Nigdy nie zostawiła cię w potrzebie . Czuwała nad twym spokojnym snem, gdy już była bardzo zmęczona po trudach dnia. A jak cierpiała, gdy nie mogła tobie pomóc w czasie twej choroby . Ona pierwsza poprowadziła twoją rękę, czyniąc znak krzyża, nauczyła cię modlitwy, zaprowadziła do kościoła. Zadbała o to , byś był ochrzczony . A jak przeżywała twój pierwszy dzień w przedszkolu, szkole, I Komunię Świętą . Jak starannie przygotowała tobie sukienkę, ubranko . Prowadziła cię na procesję, byś ukwieciła drogę Panu, gdy On kroczył ulicami twego miasta. Uważałeś, że już jesteś dorosły. Zapewne tak się działo, gdy wręczano tobie świadectwo dojrzałości. Jak ona przeżywała te twoje wywiadówki, powodzenia i niepowodzenia w szkole, wreszcie maturę. Przyprowadziłeś do niej swą przyszłą żonę, męża. To jej zwierzałeś się z największych twych tajemnic, to od niej czerpałaś rad na życie . A gdy stałaś w bieli przed Ołtarzem Pana, gdy trzymałeś za rękę swą wybrankę, jaka ona była wtedy wzruszona, zatroskana i szczęśliwa . Zdawała sobie sprawę, że ją opuszczasz, że coś się kończy. Ale ona nie przestała być matką. Gdy Bóg obdarzył cię błogosławionym stanem, stała przy tobie dzieląc trud narodzin swego wnuka. I znowu prowadziła twoją rękę, byś ty podołała obowiązkom matki. Nauczyła cię macierzyństwa i czułości. Pomaga wychować twoje dzieci, odprowadza do przedszkola, szkoły, nieraz je rozpieszcza. Ale taka właśnie jest babcia, twoja matka, która dla ciebie nią zawsze pozostanie . Ona cię wesprze materialnie, poradzi, ukoi ból, nie pozwoli by stała się tobie jakaś krzywda . Musiałeś pójść do wojska. Kto stanął na apelowym placu, gdy defilowałeś w dniu przysięgi. Ona jedną ręką cię pozdrawiała, a drugą ocierała łzy. Była z ciebie dumna. Nie mogłeś jej zrazu odpowiedzieć na te gesty, ale potem mogłeś choć krótko być z nią. Bo Matka jest wszędzie tam, gdzie jej potrzebujemy, jej nigdy nie jest trudno, choć wiemy ile to ją kosztuje .
Czy pamiętałeś o tym wszystkim w dniu Jej święta. Czy ucałowałeś Jej spracowane dłonie, czy zaniosłeś Jej kwiaty. Czy wspierasz Ją w chorobie, czy spłacasz Jej dług wdzięczności. Ona czeka, byś Ją odwiedziła, pokazała wnuki . Pomyśl częściej o Niej. Nie pozwól, by łzy szczęścia zamieniły się w łzy goryczy i pamiętaj : ….”przychodzą w życiu dni powodzi, gdy wszystko zdradza nas i zawodzi, lecz jest ktoś, kto trwa do ostatka, to twoja i moja Matka”.

Wszystkim Matkom, wielkiej siły do pokonywania trudu życia, radości, nadziei i miłości najbliższych. Matkom, które odeszły – wyrazy wdzięczności za Wasz ziemski trud, za dar życia, za Waszą do nas miłość. Cieszcie się bliskością Boga i wspierajcie nas w drodze do naszego wspólnego spotkania.

Janusz Marczewski

Matce nigdy nie jest trudno ! Czy ma wybór ?

Kiedy ma się 80.lat, można przyjąć, że słowo Matka jest już rzadziej używane, bo przecież ona już tak dawno odeszła, by w „nowym domu” oczekiwać na moje „tam” przyjście. To oczywiste, że nie wszyscy tak czują oddalający się wizerunek tej, która z woli Najwyższego obdarowała mnie darem życia. Mimo upływu lat, mimo mego zaawansowanego wieku, zawsze czuję się jej dzieckiem, pamiętam wiele epizodów z dzieciństwa, jej heroizm życia, jej walkę o utrzymanie nas – dzieci przy życiu, gdy okres naszego dzieciństwa został naznaczony ciemną kartą okupacyjnej nocy, pogłębioną utratą ojca, straconego w otchłani niemieckiego obozu koncentracyjnego. Kiedy przenoszę na papier te moje doznania i wspomnienia, też zastanawiam się nad tym, czy, i ile razy można rozpamiętywać te trudne lata własnego dzieciństwa. I tu znajduję odpowiedź. Nie zamierzam użalać się nad własnym losem, ale oddać cześć i szacunek Matkom, które tak jak moja zostały okaleczone we wczesnych latach swego życia, wczesnych latach swego małżeństwa, kiedy pozbawione swych partnerów życiowych, musiały zmierzyć się z tą okrutną rzeczywistością – przezwyciężyć ból po stracie ukochanego małżonka, i walczyć o swoje dzieci, o utrzymanie ich przy życiu. Bo one czuły się też zobowiązane nas wychować, realizując jakoby testament swego partnera. Moja matka zawsze pamiętała i przytaczała słowa z ostatniego, obozowego listu z Auschwitz. Ojciec prosił: „Pamiętaj proszę stale o tym, aby naszym dzieciaczkom nikt nie wyrządził czegoś złego”. I mama, z pełnym poświęceniem, dzień po dniu, ze łzami w oczach, z ciągłą nadzieją, że może los nie będzie dla niej tak okrutny, może tata wróci. Niestety, listonosz przyniósł to niechciane „Sterbeurkunde”1) z Standesamt Auschwitz2). Zostaliśmy sami. Mój ból, kilkuletniego dziecka, na początku był mało rozumiany, rósł z wiekiem. A że tak mogło być, zawdzięczam Mamie, która wszystko czyniła, byśmy nie odczuli braku ojca; dzisiaj wiem i rozumiem, ile to ją kosztowało. Ten ból przeżywały wszystkie matki, matki moich kolegów z kamienicy, ale przecież i wiele innych dotkniętych tą tragedią. Dzisiaj, kiedy zbliża się Dzień Matki, chcielibyśmy uczynić dla Niej coś szczególnego, by sprawić jej radość, by przywołać na jej oblicze uśmiech, zmniejszyć ilość jej kłopotów, ulżyć w cierpieniu, dać dowód naszej miłości i powiedzieć Jej – Mamo Kochana, za mało Cię kochałem za to wszystko, co Ty dla mnie uczyniłaś. Chcę Tobie to dzisiaj powiedzieć, że nie zapomnę niczego, czego mnie uczyłaś, bo z każdym dniem mego dorosłego życia, gdy miałem już swoją rodzinę, mogłem czerpać z tej skarbnicy Twych rad – wskazówek do wychowania mych dzieci, wnuków, by one wiedziały, jak postępować w swym życiu dla dobra swego potomstwa. Kiedy naszych Matek nie ma już z nami, kiedy matkami są już nasze córki, a może i wnuczki, to przypatrujemy się, jak one spełniają swoją matczyną rolę. Jest im teraz dużo łatwiej; nie znaczy to, że i one pozbawione są kłopotów i rozterek życia rodzinnego. Ale my pamiętamy i nigdy nie zapomnimy losu polskich i nie tylko polskich matek, które traciły swoje dzieci w okrucieństwach okupacji, wojen, kataklizmów. Ile musiała znieść matka, którą rozdzielono z jej maleńkim dzieckiem w trakcie selekcji w obozach koncentracyjnych. Jak ona cierpiała i była bezradna, gdy jej dziecko umierało z głodu i zimna, w nieludzkich warunkach zsyłek syberyjskich. Nie mogła nieraz pochować osobiście swego ukochanego dziecka, a nawet nie wie, gdzie i co uczyniono ze zmarłym dzieckiem. To piętno pozostawiło w jej świadomości niegojącą się ranę, która nadal krwawi i sprawia ból jej matczynego serca. Cieszmy się zatem, że obecne matki, mimo niedoskonałości systemu, mimo braków, które najlepiej potrafi wyliczyć dzisiejsza matka, że one nie załamują rąk; czynią wszystko, by ich dziecko nie zaznało głodu, choroby, niedostatku, by cieszyło się swym dzieciństwem, o które ich matka dba kosztem wielu wyrzeczeń, bo każdy czas ma swoje problemy, ale ona nigdy nie przestanie być Matką, „bo serce Jej, najczystsze z serc”.
Wszystkim Matkom ! By nigdy nie musiały przeżywać podobnych tragedii, by w swym życiu, mimo piętrzących się nieraz przeszkód, zachowały siłę i serce, a nade wszystko dar wdzięczności i szacunku swych dzieci.

1)– akt zgonu  2)– Urząd Stanu Cywilnego w Oświęcimiu

Janusz Marczewski